001

Gruzowisko

Godzina 20.10. Kolejna „mała wojna” została sprowokowana przez „hordę”. Gdy my siedzieliśmy na plaży i w okopach, załodze „Majaka” dał się we znaki snajper. Obserwatorzy wypatrzyli jego stanowisko w budynku dawnej szkoły, i tak zaczęło się polowanie. Ukraińcy walili ze wszystkiego, co mieli pod ręką – z broni ręcznej, granatników, najcięższych karabinów typu DSzK, a nawet 82-milimetrowych moździerzy. Tej kanonadzie przez cały czas towarzyszyły pojedyncze wystrzały azowskich strzelców wyborowych.

Gdy po kilku minutach szkołę objęły płomienie, nastała cisza. Nienaturalna, wręcz złowroga. Byłem w „Majaku” na tyle długo, by wiedzieć, że „tamci” nie pozostaną dłużni.

"Ukraińcy walili ze wszystkiego, co mieli pod ręką – z broni ręcznej, granatników, najcięższych karabinów typu DSzK".../fot. Darek Prosiński
„Ukraińcy walili ze wszystkiego, co mieli pod ręką – z broni ręcznej, granatników, najcięższych karabinów typu DSzK”…/fot. Darek Prosiński

Godzina 20.30. Pierwszy pocisk spadł kilkanaście metrów od głównego wejścia do „naszego” budynku. Towarzyszył mu przeraźliwy świst i zaraz potem wybuch, który dostrzegłem kątem oka. Przy wejściu było nas więcej, zaraz więc posypały się przekleństwa i westchnienia ulgi paru chłopaków, którzy tak jak ja odskoczyli w głąb pomieszczenia.

A potem było już słychać tylko eksplozje.

Pociski z haubic i moździerzy upadały w całej okolicy, budynek drżał w posadach. Strzelała do nas artyleria najcięższych kalibrów, której teoretycznie nie powinno już być na linii frontu. Zgodnie z regułami zawieszenia broni, które obowiązywało formalnie od lutego tego roku.

Ostrzał był na tyle silny, że w pewnym momencie dowódca posterunku podjął decyzję:

– Schodzimy do piwnicy.

A tam nastrój wręcz piknikowy. Kawa, papierosy, koszarowy dowcip. I zażarta dyskusja, co włączyć po powrocie na parter – kolejny odcinek „Seksu w wielkim mieście”, czy drugą część „Transformerów”.

"Wygrali zwolennicy bajeczki o samochodach-robotach"/fot. Darek Prosiński
„Wygrali zwolennicy bajeczki o samochodach-robotach”/fot. Darek Prosiński

Godzina 23.00. Wygrali zwolennicy bajeczki o samochodach-robotach.

Ostrzał wciąż trwał – co kilkanaście sekund gdzieś w pobliżu upadał moździerzowy granat. Azowiacy tymczasem oglądali telewizję. Niezbyt uważnie – ciągle w niewybredny sposób komentując sytuację na zewnątrz i generalnie, na ukraińskim froncie – niemniej był to widok iście surrealistyczny.

Zrobiłem kilka zdjęć, a potem – wzorem moich sąsiadów z łóżek obok – zdjąłem buty i wyciągnąłem się na łóżku. Zasypiając, wciąż słyszałem pojedyncze wybuchy.