DSC00945

Młot

Niestety, zbyt wiele wskazuje na to, że dotarliśmy do punktu, w którym pozostaje jedynie skorzystać z narzędzi używanych przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Opozycja musi jasno zakomunikować, że nie zgodzi się na przymusową relokację muzułmańskich uchodźców do Polski. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom 70 procent rodaków – grupy na tyle licznej, że znajdują się w niej także wyborcy opozycji. Jednocześnie opozycyjni liderzy winni zrobić wszystko – korzystając ze wsparcia Donalda Tuska – by przekonać Brukselę do narracji, wedle której Polska już od kilku lat przyjmuje rzesze migrantów – tych z Ukrainy. To nieco karkołomne zadanie, bo choć na wschodzie również toczy się wojna, migracja stamtąd w niewielkim stopniu związana jest z ucieczką przed działaniami zbrojnymi. Za to z olbrzymim kryzysem ukraińskiej gospodarki, wywołanym wojną, już owszem – co stwarza pole do działania.

Czy do tej wolty da się namówić brukselskich urzędników? Co na to rządy Niemiec, Włoch i Grecji – czy zgodziłby się na nadanie tych samych statusów migrantom z Ukrainy, Iraku, Syrii i Afganistanu? Precedensy „elastycznego reagowania” już są – bo czy Unia nie była gotowa na szerokie ustępstwa w sprawie regulacji brytyjskiego rynku pracy (zagrożonego jakoby tanią siłą roboczą ze wschodnich krajów UE)? Była, choć sprawę zamknęło brexitowe referendum na Wyspach. Rzecz jasna Polska to nie Wielka Brytania – jej utrata nie byłaby tak dotkliwa dla Wspólnoty, jak dotkliwe będą konsekwencje rozwodu z Londynem. Zwyciężyć jednak powinna świadomość zagrożenia efektem domina oraz pragmatyczna kalkulacja, wedle której lepiej mieć Polskę po swojej stronie, jako przyjazny bufor między Rosją a sercem Europy.

Oczywiście, takie rozwiązanie nie pozostanie bez reakcji Rosji, która wkłada ogromny wysiłek w dezintegrację Unii Europejskiej, w ramach czego rozgrywa również Polskę (dość wspomnieć rosyjskie kluczenie w sprawie Smoleńska, czy fakt, że gros fake-newsów na temat ekscesów z uchodźcami ma swoje pierwotne źródło za naszą wschodnią granicą). Niewykluczone, że – podobnie jak z Syrią – Moskwa zdecydowałby się wzmóc „ludzki potok” – eskalując działania w Donbasie (być może nawet przenosząc je na inne regiony Ukrainy), by pchnąć do ucieczki kolejne setki tysięcy osób. Z pewnością zaś sięgnęłaby po broń, którą wobec Polaków, w kontekście Ukraińców, już stosowała – i to z korzystnym dla siebie skutkiem. Mowa o działaniach podejmowanych w internecie, które zaczęły się na dobre zaraz po zwycięstwie majdanowej rewolucji. Rosjanie doskonale zagospodarowali potencjał naszych użytecznych idiotów, tworzących niszowe, ale liczne strony internetowe, na których przestrzegano przed „ukraińskim rewanżyzmem”. Opłacani przez własne ministerstwo obrony rosyjscy trolle, przy pomocy nieświadomych manipulacji polskich internautów, zdominowali też fora dyskusyjne mediów głównego nurtu. Wystarczyło zerknąć w komentarze pod dowolnym tekstem poświęconym Ukrainie. Zwykle był to ściek – pełen inwektyw, niesprawiedliwych ocen i zwykłych wymysłów, przedstawiających Ukraińców w paskudnym świetle. Jednak w jego oparciu wiele osób zbudowało sobie wizerunek Ukraińca niewiele lepszy (?) od tego, jak widzimy muzułmańskich uchodźców.

Odebranie PiS młota, jakim jest rozgrywanie kwestii uchodźczej, unieważniłoby najważniejszy w tej chwili spór. Smoleńsk już nie rozbudza w Polakach emocji, które skutkowałby wysokim poparciem dla partii Kaczyńskiego. Obietnice socjalne mają zaś organiczną moc. Wizja utraty władzy przez demolujące Polskę i Europę ugrupowanie z pewnością zaniepokoiłaby Moskwę. Mówiąc wprost, Rosja zrobiłaby wiele, by nowa (dla opozycji) narracja w sprawie uchodźców wyszła nam bokiem – stąd dwa wspomniane wyżej scenariusze. Mimo ryzyka, że zaistnieją, gra warta jest świeczki. Cechy kulturowe Ukraińców sprawiają, że trudniej nas do nich zniechęcić. Zwłaszcza, gdy jest ich już w Polsce tak wielu – i robią tak wiele dobrej roboty. Co tylko udowadnia, że nasza gospodarka zwyczajnie ich potrzebuje.

To ostatnie, nieco cyniczne stwierdzenie, każe przyjrzeć się pomysłowi przejęcia pisowskiej argumentacji z etycznego punktu widzenia. Sprawa śmierdzi, to jasne. Jako osobę, dla której wojna jest osobistym doświadczeniem, wciąż zdumiewa mnie brak elementarnej empatii wobec jej ofiar. Widzę też zgubne skutki znieczulicy, która dopadła Polaków na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Jest zatem dla mnie oczywiste, że ludzie uczciwi i odpowiedzialni – wszak niezwiązani z bieżącą polityką (na przykład księża…) – winni nieustająco prowadzić „kampanie uczulające”. Robić wszystko, byśmy w uchodźcach znów zobaczyli ludzi. To robota u podstaw, bo póki rządzi PiS, póty nie da się wykorzystać narzędzi, jakie daje państwo. Robota rozłożona na lata. A że tyle czasu nie mamy, w wymiarze politycznym zwyciężyć musi pragmatyczna kalkulacja. Los kilkunastu tysięcy muzułmańskich migrantów versus przyszłość milionów Polaków. Demokratyczna Polska jest w sytuacji domu, który grozi zawaleniem. Niebezpieczeństwo jest na tyle poważne, że nie ma czasu na szukanie eleganckiego dźwigara. Sufit trzeba podeprzeć tym, co mamy pod ręką – inaczej spadnie nam na głowy…

—–

Uchodźcy z Donbasu. Wschodnia Ukraina, zima 2015/fot. Marcin Ogdowski