Archiwa tagu: I wojna światowa

Duchy

Byli niemi, czarno-biali i śmiesznie się poruszali. Bohaterowie filmów dokumentalnych z czasów I wojny światowej. Ich los wydawał się przez to jakby mniej straszny, jakiś taki nierealistyczny.

Grozę okopowej wojny trzeba było „wyczytać” z książek, „wyoglądać” z kinowych przebojów. Na podstawie archiwaliów z późniejszych okresów, wyobrazić sobie, jak to mniej więcej wyglądało w latach 1914-18. Większość uczestników i świadków tamtych wydarzeń zmarła przed upływem lat 60. XX wieku, nieliczni dotrwali do kolejnego tysiąclecia. Nastały już dwa pokolenia – jedno z nich weszło niedawno w dorosłość – które nie miały żadnych szans, by osobiście wysłuchać relacji weteranów Wielkiej Wojny.

I oto mamy do czynienia z wydarzeniem przełomowym. Peter Jackson – znany przede wszystkim fanom ekranizacji „Władcy Pierścieni” – wziął na warsztat stare kroniki. Udźwiękowione, pokolorowane i z uzupełnionym klatkażem, materiały te nabrały zupełnie nowej jakości. „Jakby duchy ożyły…” – napisał jeden z recenzentów, ja zaś lepiej tego nie ujmę.

Nowozelandzki reżyser ułożył kadry w linearną opowieść, której nadał wymowny tytuł: „I młodzi pozostaną” (oryginał – „They shall not grow old” – ma jeszcze bardziej dosadne znaczenie). „Oni”, gdyż film to zbiorowy portret żołnierzy armii brytyjskiej, wysłanych w zabłocone i zaszczurzone okopy frontu zachodniego. A „nie zestarzeją się”, bo umrą. Bo przeżycie w takich warunkach urastało do rangi cudu.

Wsłuchajcie się w „muzykę wojny” – przede wszystkim w dudniącą bez przerwy artylerię. Przyjrzyjcie twarzom pojedynczych żołnierzy przed szturmem, dłoniom, gdy kończy się walka – ich ruchy i gesty mają teraz naturalną dynamikę, a skóra i krew właściwy kolor. Mnie przechodziły po plecach ciarki.

„Nie obchodziło nas, kto wygrał, byliśmy tak bardzo zmęczeni…” – mówi na offie jeden z nagranych przed laty weteranów, wspominając 11 listopada 1918 roku. „I nagle zostaliśmy bez pracy” – dodaje drugi, podkreślając tym samym tragizm całego pokolenia, wyrwanego ze szkół i fabryk, okaleczonego w okopach. „Nikt nie rozumiał tego, co przeżyliśmy”.

Kapitalna i pouczająca lekcja historii! Miałem szczęście oglądać ów film w kinie, ale od jakiegoś czasu jest również dostępny na platformie HBO GO.

—–

Nz. kadr z filmu.

Lojalność

Mężczyzna ze zdjęcia ma moje oczy, mój nos, moje usta, moje kości policzkowe. Można więc przyjąć, że tak wyglądałbym w mundurze, gdybym urodził się pod koniec XIX wieku.

To mój pradziad, żołnierz armii niemieckiej, zmobilizowany w czasie I wojny światowej, wysłany na front zachodni. Odznaczony Żelaznym Krzyżem, ciężko ranny, zdaje się, że nad Sommą. Mimo poważnych obrażeń nie wrócił do domu przed końcem walk. Aż do listopada 1918 roku służył w oddziałach pogrzebowych – zwoził trupy z bitewnych pól.

Wiele dekad później jego córka opowiadała mi zasłyszane od ojca historie. Jedna z nich utkwiła szczególnie w mojej pamięci. Pradziad powoził i czasem, spod sterty ciał rzuconych na wóz, dochodziły go ludzkie jęki – gdy wzięty za zabitego żołnierz nagle odzyskiwał przytomność. Zwalało się wtedy wszystkie trupy, by wyciągnąć jęczącego. Czasem w ten sposób ratowano stracone już, zdawałoby się, człowiecze istnienie.

Jeden z takich cudem ocalonych został pradziadowym przyjacielem – wiele, wiele lat później żegnał go na pogrzebie, dziękując za dar długiego życia. Spędzonego nie tak jak mój przodek, w Polsce, ale w Niemczech.

Gdy wybuchła kolejna wojna, syn pradziada, w ciągu niespełna roku, z wcielonego pod przymusem żołnierza armii niemieckiej, zmienił się w żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Dziś, gdyby nastał kolejny konflikt, ja założyłbym mundur Wojska Polskiego. Bo lojalność wobec bytów politycznych jest rzeczną umowną, zmienną – nikt nie rodzi się Niemcem czy Polakiem. Ostatecznie sam potwierdza swoją przynależność etniczną, gdy jest już dorosłym człowiekiem. Wszyscy za to – bez względu na paszportowe etykiety – mamy dość empatii, by w najbardziej skurwiałych okolicznościach wykrzesać z siebie ludzkie odruchy.

Ufam, że to one zwyciężą, że wezmą górę nad oszalałymi nacjonalizmami, które znów podnoszą łby. Nie bez powodu wyrażam tę nadzieję dziś, w 72. rocznicę zakończenia II wojny światowej, która dobitnie pokazała, czym jest wiara w wyjątkowość „własnego” narodu…

pradziad