IMG_20150503_172456

Wyzwolenie

Spałem, zmęczony podróżą, jednak nie na tyle mocno, by przegapić ostrzeżenie kierowcy marszrutki.

– Dojeżdżamy do blok-postu! – krzyknął mężczyzna i zaczął zwalniać.

Westchnąłem. Byliśmy gdzieś między Debalcewe a Donieckiem, na terenie separatystycznej republiki. Kontrola dokumentów w zabitej dechami wiosce nie bardzo mi się uśmiechała. Na ruchliwej donieckiej ulicy wojskowym zwyczajnie brakowało czasu na wnikliwe oględziny dokumentów i rewizje. Tu zaś – kalkulowałem – choćby dla zabicia nudy, mogli sobie pozwolić na przetrzymanie pasażerów autobusu. Zwłaszcza Polaków.

– Chłopaki, akredytacje na wierzch – zwróciłem się do kolegów. Michał i Darek dobrze wiedzieli, o co chodzi. Do tej pory kwity z Ministerstwa Informacji DRL, podawane razem z paszportem, pozwalał nam uniknąć kłopotów. Lecz nie było pewności, że tak będzie i tym razem. „Chłopcy z batalionu Wostok różnie traktują akredytacje. Rozumiecie, gorąca, kaukaska krew, mogą was poszarpać” – ostrzeżono nas lojalnie w urzędzie wydającym ów dokument.

Na szczęście do autobusu wszedł mężczyzna o europejskich rysach twarzy, w mundurze z rosyjską flagą na ramieniu.

– Jesteśmy dziennikarzami z Polski – powiedziałem, wręczając mu książeczkę z orłem na okładce.

Znudzona dotąd twarz starszyny wnet spochmurniała.

– Wasze paszporty! – wysyczał w kierunku chłopaków.

Dokumenty Michała i Darka wylądowały w kieszeni Rosjanina. „No to dupa” – pomyślałem. Za oknem trzech żołnierzy o urodzie zakapiorów paliło papierosy i spoglądało groźnie w szyby marszrutki. Miejscowi pasażerowie pokulili się dziwnie w swoich fotelach, choć widać było, że ukradkiem zerkają w naszą stronę. Byłem pewien, że spodziewają się jakiejś draki. Tak zresztą jak i ja, pomny historii sprzed kilku dni. Wówczas to dwóch zagranicznych dziennikarzy dostało solidny łomot podczas przekraczania linii demarkacyjnej. Rebelianci nie dość, że ich pobili, to jeszcze okradli.

Tymczasem podstarzały podoficer kartkował mój paszport.

– Gdzie byliście? – spytał, nie odrywając oczu od jednej z moich afgańskich wiz.

Do Debalcewe pojechaliśmy, by zrobić materiał na temat wracającego do życia miasta, poważnie zniszczonego podczas niedawnych walk. Rosjanin pokiwał głową, słysząc to wyjaśnienie.

– I tak pewnie nakłamiecie – odparł i… oddał mi paszport. Następnie wyjął dokumenty chłopaków, obejrzał ich drugie strony i również zwrócił właścicielom. – Można jechać – obrócił się i ruszył ku wyjściu.

Odetchnąłem z ulgą, choć jedna rzecz nie dawała mi spokoju. W Debalcewe zostawiliśmy kolegę, który koniecznie chciał nakręcić jeszcze kilka ujęć. Umówiliśmy się z Rafałem, że wróci do Doniecka kolejną (ostatnią) marszrutką. To był pierwszy i jedyny raz, kiedy z własnej woli zdecydowaliśmy się rozdzielić na niezbyt bezpiecznym terenie. I teraz miałem wyrzuty sumienia, zastanawiając się, jak na blok-poście zostanie potraktowany pojedynczy dziennikarz z Polski.

Od tych niewesołych myśli oderwał mnie Rosjanin. Stojąc już w drzwiach, spojrzał w naszą stronę i głosem pełnym wyrzutu rzekł: – Wyjaśnijcie temu swojemu ministrowi, kto naprawdę wyzwolił obóz w Auschwitz…

*         *         *

Trzy miesiące wcześniej – w wywiadzie dla radiowej Jedynki – ówczesny szef polskiego MSZ, Grzegorz Schetyna, powiedział:

„(…) to front ukraiński, pierwszy front ukraiński i Ukraińcy wyzwalali (Auschwitz), bo tam żołnierze ukraińscy byli wtedy w ten dzień styczniowy i oni otwierali bramy obozu i oni wyzwalali obóz”.

Wypowiedź miała miejsce w siedemdziesiątą rocznicę wyzwolenia obozu w Oświęcimiu i wpisywała się w konkretny, polityczny kontekst. Rosja – z uwagi na swoją agresywną politykę na Ukrainie – była wówczas piętnowana na każdym możliwym kroku przez przedstawicieli państw UE i NATO. Rosjanom dostawało się także w wymiarze symbolicznym.

Słowa Schetyny mocno ich ubodły, o czym świadczyły dyplomatyczne protesty na najwyższym szczeblu. Ale żal pojawił się także na najniższych poziomach – o czym przekonaliśmy się w Donbasie.

Gdy zamknęły się drzwi marszrutki, dotarło do mnie z całą mocą, że paplanie polityków może mieć realny i dramatyczny wpływ na moje życie. Bo co, gdyby uraz do Polaków wziął u starszyny górę? Pewnie by nas na tym blok-poście solidnie „poszarpano”. Stalibyśmy się ofiarami durnej – robionej na rzecz bieżącej polityki – reinterpretacji historii.

Fakty tymczasem są takie – 71 lat temu, 27 stycznia 1945 roku, niemiecki obóz koncentracyjny w Auschwitz został wyzwolony przez żołnierzy Armii Czerwonej. Armii, w skład której wchodzili przedstawiciele wszystkich narodowości zamieszkujących ZSRR, z przewagą najliczniejszych w tym gronie Rosjan. To dzięki nim zakończył się jeden z najstraszliwszych rozdziałów w historii Polski.

Ps. Rafał bez przeszkód dotarł do Doniecka.

—–

Gablota w muzeum w Oświęcimiu, w której zebrano zrabowane więźniom buty/fot. Marcin Ogdowski