Geografia od dekad pozostaje największym strategicznym problemem państw bałtyckich. Estonia, Łotwa i Litwa są niewielkie, a ich stolice i kluczowe węzły komunikacyjne znajdują się stosunkowo blisko granic z rosją i Białorusią. Oznacza to ograniczoną możliwość prowadzenia obrony manewrowej i niewielką przestrzeń do „kupowania czasu” poprzez wycofywanie wojsk w głąb kraju.
Problemem są też ograniczone zasoby demograficzne i wojskowe. Łącznie trzy państwa bałtyckie liczą niespełna sześć milionów mieszkańców, a ich armie – mimo intensywnej rozbudowy po 2022 roku – pozostają relatywnie niewielkie. Nawet zakładając szybkie rozwinięcie rezerw i wsparcie formacji obrony terytorialnej, Bałtowie nie są w stanie stworzyć masy porównywalnej z potencjałem rosyjskim. Z tego powodu przez lata w zachodnich analizach powracało pytanie, czy NATO byłoby zdolne skutecznie obronić region przed szybkim uderzeniem. Symbolem tego myślenia stał się opublikowany w 2016 roku raport amerykańskiej RAND Corporation. Po serii gier wojennych analitycy ocenili, że rosyjskie wojska mogłyby dotrzeć do Tallina i Rygi nawet w ciągu 60 godzin. Sojusz dysponował zbyt małym potencjałem na miejscu, by powstrzymać szybkie rosyjskie natarcie i uniknąć stworzenia polityczno-wojskowego faktu dokonanego.
Rozmieszczone po 2016 roku wielonarodowe batalionowe grupy bojowe również nie były siłami zdolnymi do samodzielnego odparcia pełnoskalowego rosyjskiego uderzenia. Ich rolą było raczej potwierdzenie, że ewentualny atak na państwa bałtyckie automatycznie oznaczałby konfrontację z całym Sojuszem Północnoatlantyckim. NATO zakładało wówczas, że kluczowe znaczenie będzie miało szybkie przerzucenie dodatkowych wojsk z Europy Zachodniej i USA już po rozpoczęciu kryzysu.
Od pierwszych godzin
Pełnoskalowa wojna w Ukrainie podważyła jednak wiele wcześniejszych założeń. rosyjska agresja pokazała, że Moskwa pozostaje gotowa do prowadzenia dużej wojny konwencjonalnej, a czas reakcji może mieć znaczenie decydujące. W efekcie NATO zaczęło odchodzić od modelu „tripwire” – symbolicznej obecności mającej uruchomić mechanizm odpowiedzi – na rzecz obrony wysuniętej, czyli forward defence.
Zmiana ta obejmuje kilka równoległych procesów. Państwa Sojuszu zwiększają liczebność wojsk obecnych na wschodniej flance, rozwijają regionalne plany obronne, rozbudowują magazyny sprzętu i amunicji oraz inwestują w infrastrukturę logistyczną umożliwiającą szybki przerzut sił. Szczególnie istotna była decyzja Niemiec z września 2025 roku o rozwinięciu na Litwie stałej brygady pancernej, co jeszcze niedawno uchodziło za politycznie trudne do wyobrażenia. Berlin bowiem ostrożnie podchodził do trwałego rozmieszczania dużych sił bojowych na wschodniej flance NATO, obawiając się eskalacji napięć z rosją i preferując model rotacyjnej obecności wojskowej. Strategiczne znaczenie ma także rozszerzenie w ostatnich latach NATO o Finlandię i Szwecję – rosji znacznie trudniej byłoby obecnie odizolować państwa bałtyckie od wsparcia sojuszniczego drogą morską czy powietrzną.
Nie oznacza to oczywiście, że problem obrony regionu został rozwiązany. Państwa bałtyckie nadal pozostają narażone na presję wynikającą z geografii i rosyjskiej przewagi ilościowej. Największa zmiana ostatnich lat – wypracowana na szczytach Sojuszu w Madrycie (w 2022 roku) i Wilnie (w 2023 roku) – polega jednak na czym innym: NATO przygotowuje się dziś już nie tyle do późniejszego odbijania utraconego terytorium, ile do prowadzenia obrony od pierwszych godzin ewentualnej wojny.
Model obrony totalnej
Estonia, Łotwa i Litwa konsekwentnie wzmacniają własne zdolności do prowadzenia obrony. Więcej piszę o tym w tekście opublikowanym w najnowszym numerze „Polski Zbrojnej”, na potrzeby tego wpisu dość wspomnieć projekt Baltic Defence Line, obejmujący budowę umocnień, schronów, zapór przeciwczołgowych oraz przygotowanych pozycji obronnych wzdłuż potencjalnych kierunków rosyjskiego natarcia. Bałtowie nie próbują stworzyć nieprzenikalnej bariery zdolnej zatrzymać przeciwnika na granicy. Fortyfikacje, pola minowe czy przeszkody terenowe mają przede wszystkim spowalniać rosyjskie wojska, kanalizować ich ruch i zmuszać do działania w przewidywalnych kierunkach. Chodzi o kupowanie czasu – dla mobilizacji, przerzutu odwodów NATO oraz działania lotnictwa i artylerii dalekiego zasięgu. Istotnym elementem tych przygotowań stały się inwestycje w artylerię rakietową, w tym amerykańskie systemy HIMARS. Równolegle rozwijana jest obrona przeciwlotnicza. Litwa nabyła norweskie systemy NASAMS, zaś Estonia i Łotwa zdecydowały się na wspólny zakup niemieckich zestawów IRIS-T SLM. Dużą wagę przywiązuje się także do rozwoju systemów i taktyk dronowych. Wojna w Ukrainie pokazała, że nawet słabsze państwa mogą znacząco zwiększyć swoją skuteczność bojową dzięki połączeniu precyzyjnego ognia, danych rozpoznawczych i działania małych, mobilnych pododdziałów.
W tych rozważaniach nie sposób pominąć Polski, przez którą przebiegają główne lądowe szlaki przerzutu wojsk i sprzętu NATO z Europy Zachodniej oraz Stanów Zjednoczonych do regionu. Bez utrzymania zdolności do bezpiecznego transportu sił z Polski na Litwę skuteczna obrona Estonii, Łotwy i Litwy byłaby niezwykle trudna, a w wielu scenariuszach wręcz niemożliwa. Problem ten szerzej omawiam w przywołanym tekście dla „PZ”. Jako się rzekło, znajdziecie go w czerwcowym numerze magazynu, wraz z kolejnym moim artykułem, poświęconym wojnie powietrznej nad Ukrainą. Najnowsza „Polska Zbrojna” jest dostępna w sprzedaży w salonikach prasowych, e-wersję możecie nabyć pod tym linkiem. Zapraszam do lektury!
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.
Grafika ilustracyjna, wygenerowana przez AI
