Bohaterowie

Skoro wszędzie o pożarach i strażakach…

Mój wuj był zawodowym strażakiem. Jako mały chłopiec odwiedzałem go czasem w remizie. Kilka razy zdarzyło się, że zawył alarm i panowie zrywali się do wozów. Jak mi to wtedy imponowało…

26 lat temu moje rodzinne miasto spowiły paskudne dymy. Płonęły podtoruńskie lasy, ogień przedostał się na usiany niewybuchami poligon. Służby rzuciły do walki wszystko, co było pod ręką – od pożarniczych samolotów, po wozy wyciągnięte z lamusa. Pamiętam wiekowe Stary, ledwie jadące w stronę pożogi. Wielu z nich nawet nie ratowano, gdy po opróżnieniu zbiorników utknęły w strefie ognia. Na dzielnicy przytulonej do poligonu czuło się grozę sytuacji, żegnaliśmy więc strażackie zastępy niczym oddziały udające się na front. To byli wtedy moi bohaterowie, tym więksi, że miejska plotka głosiła, iż ogień jest nie do zatrzymania. A oni, mimo wszystko, robili swoje.

Kilka lat późnej zapłonął dach mojej kamienicy. Widziałem strażaków, z kocią zręcznością poruszających się po gzymsie – na niemałej przecież wysokości. A potem, gdy dostałem się przed front budynku, dojrzałem kilka potężnych jednostek ratowniczych. Budziły respekt i dawały poczucie bezpieczeństwa. Stalowe bestie, zaprzęgnięte do walki w słusznej sprawie.

Dziś czytam, że Szwedzi są zdumieni widokiem polskiego, strażackiego kontyngentu, który ruszył im na pomoc (na prośbę szwedzkiego rządu Polska wysłała za morze dwa moduły gaśnicze). „Wysłaliście najlepsze, co macie?” – pytają. Ha! Niekoniecznie… Obserwuję zawodową straż pożarną od lat. I pamiętam, że nawet w czasach najbardziej podłych jej wyposażenie było imponujące. O wyszkoleniu nawet nie wspomnę. Albo wspomnę. To rodzaj cudu jest, że mimo płacowej mizerii – i tej polskiej filozofii „jakoś-to-będzie” – udało nam się zbudować coś takiego. Niewiele instytucji państwa polskiego może pochwalić się techniczną i organizacyjną skutecznością, będącą wzorem na skalę ponadnarodową. Państwowa Straż Pożarna jest jedną z nich.

Tak, wiele razy żałowałem, że nie zostałem strażakiem…

—–

PS. nie dość, że nie zostałem strażakiem, to jeszcze nie mam w zasobach porządnych zdjęć niewojskowych „fajermenów”. Z konieczności zatem ratuję się fotografią przedstawiającą wóz wojskowej straży. Ghazni, zima 2012/fot. własne

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Autor

Marcin

I am a journalist (working for Polska Zbrojna magazine), writer, blogger, and the author of the military-themed blog bezkamuflazu.pl. During my journalistic career, I have covered multiple conflicts and humanitarian crises in Iraq, Afghanistan, Ukraine, Georgia, Lebanon, Uganda and Kenya. Between 2009 and 2014, I ran the blog zafganistanu.pl, dedicated to the war in Afghanistan, the deployment of Polish forces and veterans’ affairs. I am also the author or co-author of non-fiction books and political fiction novels, including Międzyrzecze and Stan wyjątkowy.