Scenariusze

„Zastanawiał się Pan nad tym, jak ta wojna się skończy?”, pyta mnie Czytelniczka. „A bo to raz…”, odpowiedziałem. Dziś – wychodząc naprzeciw Waszym oczekiwaniom – spróbuję uporządkować własne refleksje na ten temat. Zasadniczo widzę cztery możliwe scenariusze, choć wolałbym ich nie umieszczać na dokładnej osi czasu. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy ten konflikt potrwa jeszcze kilka tygodni, miesięcy czy lat (choć pytany o największe prawdopodobieństwo wskazałbym, że raczej jest to kwestia miesięcy). Idźmy zatem po kolei:

Scenariusz pierwszy: Zdecydowane zwycięstwo Rosji. Pamiętajmy proszę, że choć rosyjskie ministerstwo obrony co rusz ogranicza cele strategiczne inwazji, jak dotąd władze Federacji – sam Putin w szczególności – nie odwołały swoich początkowych zamierzeń w stosunku do Ukrainy. Należy zatem przyjąć, że Moskwa – jeśli tylko zajdą sprzyjające okoliczności – będzie dążyć do zajęcia całego kraju. Ewentualnie – do podbicia wschodu i południa Ukrainy i do instalacji na zachodzie jakiegoś marionetkowego rządu. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia armii rosyjskiej – i wszystko, co po 24 lutego wiemy na temat jej wartości i możliwości bojowych – taki przebieg wydarzeń wydaje się mało prawdopodobny. Chyba że Moskwa złamie opór Ukraińców przy użyciu nadzwyczajnych środków – a. broni jądrowej, b. masowej, co najmniej 800-tysięcznej armii, wyposażonej we wszystko, co tylko dowództwo zdoła wyciągnąć z magazynów i uruchomić. W obu przypadkach wymaga to podjęcia przez Kreml bardzo ryzykowanych decyzji – trudno bowiem ocenić, jak zachowa się Zachód (przede wszystkim USA) w reakcji na atomową eskalację. W Moskwie zapewne nie przewidują wymiany jądrowych ciosów w „zemście za Ukrainę” (je też nie przewiduję), ale gwałtowny, skokowy wzrost pomocy wojskowej byłby jak najbardziej realną opcją. A co, gdyby przyszła ona zanim rosyjskim wojskom udałoby się zdyskontować skutki atomowego uderzenia? Dodajmy do tego kolejne sankcje (a jest tu jeszcze sporo „luzu”) i utratę wiarygodności nawet u zdeklarowanych przyjaciół Rosji. Kumulacja konsekwencji tych działań niosłaby ryzyko wywrócenia Rosji – nawet w sytuacji, w której podbiłaby Ukrainę. Zachodnia pomoc wojskowa przeorientowałby się wtedy na wsparcie dla ruchu oporu. Kosztowna okupacja, zdychająca gospodarka i polityczna izolacja – Kreml wolałby tego uniknąć. Z jego perspektywy bardziej racjonalne jest stopniowe „gotowanie ukraińskiej żaby” – pokonanie Ukraińców w „uczciwej” wojnie, której przebieg byłby bardziej akceptowalny dla świata (zwłaszcza dla Zachodu). Co zaś się tyczy masowej mobilizacji – trudno mi ocenić, jaki jest potencjał buntu w rosyjskim społeczeństwie (buntu wobec takiej eskalacji). Nie wierzę w opowieści o tym, że Rosjanie powiedzieliby wówczas „dość”. Jako socjolog, dostrzegam w społeczeństwie rosyjskim gigantyczne pokłady konformizmu i lęku przed władzą, sądzę więc, że Rosjanie pokornie szliby na front. Zwłaszcza gdyby tej masie udało się zdobyć strategiczną przewagę – wówczas pewnie pojawiłby się i entuzjazm. W mojej ocenie, jednym bezpiecznikiem, który chroni Ukrainę przed rosyjską masową mobilizacją, są koszty. Jednorazowy, rozłożony w krótkim czasie wysiłek finansowy – jaki musiałby podjąć Moskwa, by wystawić (niemal) milionową armię – jest za duży jak na możliwości budżetu Rosji. Stąd moje przekonanie, że na zdecydowane zwycięstwo nie mają już wielkich nadziei ani w rosyjskim MON, ani na Kremlu. Choć wciąż obecne jest tam myślenie „a nuż się uda”, dlatego nadal mamy do czynienia z militarną, gospodarczą i polityczną presją na Ukrainę.

Scenariusz drugi: Remis ze wskazaniem na Rosję. W mojej ocenie, Kreml o to w tej chwili toczy grę. Ten scenariusz nie jest jednorodny, jeśli idzie o skutki walk. Wojna mogłaby zakończyć się dziś terytorialnym status quo, czyli utratą przez Ukrainę znacznej części Donbasu i południa. Mogłaby zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni czy miesięcy, po uprzednich fluktuacjach na froncie. Jakich? Przy obecnym tempie zachodnich dostaw, ograniczonych możliwościach ukraińskiego przemysłu i topniejących zapasach, siły zbrojne Ukrainy nie będą w stanie przeprowadzić większej operacji zaczepnej co najmniej do połowy lata. Ale nawet wówczas trudno będzie mówić o jakichś spektakularnych sukcesach terenowych. Niewykluczone, że Ukraińcy odbiją Chersoń, oczyszczą rejon Charkowa i ustabilizują front w Donbasie – na więcej raczej sobie pozwolić nie będą w stanie. A równie prawdopodobne jest, że stracą kolejne terytoria. Armia rosyjska w Ukrainie jest poważnie wykrwawiona i zużyta. Ale wciąż dysponuje wysokimi zdolnościami bojowymi, które w ciągu kilku najbliższych tygodni zapewne wzrosną. Do walki szykują się kolejne oddziały, do Ukrainy jedzie sporo zmagazynowanego dotąd sprzętu. Dowództwo rosyjskiej armii nie buduje nowej jakości, idzie tu o przywrócenie stanów osobowych i sprzętowych do poziomu z 24 lutego. Lecz to i tak spora siła, zwłaszcza że teraz skoncentrowana na mniejszym obszarze. Wciąż nie da się wykluczyć efektów mrożących przerwania ukraińskiego frontu w Donbasie – tego, że obrona się posypie, a Rosjanie pójdą za ciosem. Coraz częściej mówi się o uzupełnieniu sił inwazyjnych o dodatkowe 50-70 tys. żołnierzy ze zwartych, pełnowartościowych jednostek do tej pory przebywających na terytorium Rosji (chodzi o całe brygady, ale też o odwodowe komponenty tych związków taktycznych, które już walczą). Moskwa jeszcze się waha, liczy, że „zakończy temat” tym, co jest na miejscu, uzupełnionym do stanów wyjściowych, ale niebawem trzeba będzie podjąć decyzję. W mojej ocenie, Rosjanie nie mają wyjścia – i już niebawem ich siły inwazyjne wzrosną do 250-260 tys. ludzi. Teoretycznie taki kontyngent – jeśliby dalej udało się utrzymać przewagi ilościowe w ciężkim uzbrojeniu – byłby w stanie zrealizować kwietniowy plan maksimum ministra Szojgu – zająć całe Zadnieprze. Dziś wydaje nam się, że Ukraina nie zaakceptowałaby pokoju przewidującego utratę tak znacznych terytoriów, ale konieczny przy takich analizach pesymizm każe założyć sytuację, w której nie będzie miała innego wyjścia. W wojnie materiałowej, na wyczerpanie, to Rosja ma więcej atutów niż Ukraina, chyba że zachodnią kroplówkę zmienimy w wartki strumień pomocy. Dlaczego ów scenariusz byłby remisem? Bo nie zapominajmy, że Rosja wchodziła do wojny z zamiarem unicestwienia Ukrainy, tymczasem w tym przypadku zmuszona będzie akceptować jej istnienie. Co zaś się tyczy samej Ukrainy, warto w tym kontekście zastanowić się nad dalszym losem jej władz. Dla nas, Zachodu, prezydent Zełenski jest symbolem ukraińskiego oporu, ale w kraju już dziś daleko mu do „nieskalanego” wizerunku. Mnożą się oskarżenia o nieprzygotowanie państwa do wojny, co w „remisie ze wskazaniem na Rosję” oznaczałoby rychły koniec kariery politycznej, niewykluczone, że z kryminalnym zarzutem zdrady.

Scenariusz trzeci: Ograniczone zwycięstwo Ukrainy. To sytuacja, w której Ukraińcom udaje się – czy to na skutek działań wojennych, czy zabiegów politycznych, czy obu tych aktywności – wyprzeć Rosjan z terenów zajętych po 24 lutego. Aby stało się to możliwe, konieczne jest znaczące zwiększenie dostaw zachodniego uzbrojenia. I nie może to być zadanie „na zaś”, bo pamiętajmy, że Ukraińcy nie są ze stali. Oni również ponoszą straty, zużywają zasoby; w którymś momencie może się okazać, że zaangażowane w walkę oddziały nie są już w stanie zapewnić w miarę bezpiecznej przestrzeni dla budowania i szkolenia jednostek rezerwy. Że pożar przeniesie się na tyły, a tam nie dość, że zabraknie doświadczonych „strażaków”, to nie będzie też wystarczającej ilości „wody” do gaszenia. Istotny jest czynnik społeczny i gospodarczy – ile jeszcze wyrzeczeń zniosą zwykli ludzie, zarówno ci na wschodzie, bezpośrednio dotknięci skutkami działań bojowych, jak i ci na zachodzie, zmagający się „tylko” z niedogodnościami wynikłymi z ekonomicznej blokady. W mojej ocenie „ukraiński system nerwowy” jest na granicy wydolności, co musi wpłynąć na terminarz dostaw. Gdyby do jesieni udało się zbudować na froncie znaczącą przewagę jakościową (przede wszystkim w artylerii, także tej służącej do rażenia statków powietrznych), do zimy Ukraińcy mogliby się uporać z zadaniem wyrzucenia najeźdźcy z kraju.

Scenariusz czwarty: Zdecydowane zwycięstwo Ukrainy. Nie, tu nie chodzi o marsz na Moskwę i temu podobne; to już dla mnie fantastyka. Mam na myśli taki rozwój wydarzeń, w którym ukraińskie siły zbrojne zajmują również tereny Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej oraz wyzwalają Krym. Uważam ów scenariusz za bardzo mało prawdopodobny, nawet przy założeniu, że Zachód pomoże rozwiązać większość bolączek ukraińskiej armii. Dlaczego? Ano nie sądzę, by takie zwycięstwo było w interesie Kijowa. Skala dewastacji Ukrainy już dziś jest porażająca. Skutki ataków na zaplecze da się stosunkowo szybko zniwelować, ale wszędzie tam, gdzie pojawili się Rosjanie, kraj wymaga gruntownej odbudowy. Wizja dołożenia do tego integracji zdewastowanych ekonomicznie, społecznie i ekologiczne byłych republik nie wygląda pociągająco. Pośród Ukraińców coraz więcej jest opinii, że na „zombiaków” i „watę” (pogardliwe określenie mieszkańców DRL/ŁRL) należy „położyć lachę”, zwłaszcza po tym, co zrobili z Mariupolem (w szturmie brały udział milicje „separów”) i co robią w innych częściach Donbasu. Krymu z kolei Rosjanie będą bronić do upadłego, nie mogąc sobie pozwolić na utratę zaplecza dla floty czarnomorskiej (a trudno wyobrazić sobie układ sprzed 2014 roku, kiedy Ukraina gwarantowała eksterytorialność rosyjskich baz). Ponadto sytuacja, w której Moskwa traci „swoje” terytorium przeczy podstawowemu założeniu putinizmu, czyli imperialnej podmiotowości (czy raczej NADpodmiotowości) Rosji. To jak z Hitlerem i jego credo: „Niemcy muszą być wielkie, albo nie będzie ich wcale”, które przyniosło Europie totalna wojnę. Sądzę, że obrona Krymu również byłaby „totalna” – włącznie z sięgnięciem po atomowy szantaż. Moralne racje są rzecz jasna po stronie Ukrainy, ale kunktatorstwo Zachodu odezwałoby się wówczas z całą mocą, zmuszając Kijów do „pogodzenia się z faktami”. Chyba żeby armii ukraińskiej udało się przeprowadzić blitzkrieg. Zaś w Moskwie doszło do pałacowego przewrotu i postępującej za nim „odnowy” – czegoś na wzór Chruszczowowej odwilży – skutkującej zrzeczeniem się półwyspu.

—–

Nz. Ukraiński żołnierz przy wraku zniszczonego rosyjskiego wozu bojowego/fot. 93-тя ОМБр Холодний Яр

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Autor

Marcin

I am journalist, writer, blogger affiliated with „Przegląd” weekly magazine, author of military-themed blog bezkamuflazu.pl. During my journalist activities, I covered multiple conflicts and humanitarian crisises – in Iraq, Afghanistan, Ukraine, Georgia, Lebanon, Uganda and Kenya. In years 2009-2014, I wrote blog zafganistanu.pl dedicated to Afghan war, deployment of Polish Forces and veteran’s affairs. I am also author or co author of non-fiction books and political-fiction novels including „Międzyrzecze” and recently published „Stan wyjątkowy”.