Zemsta

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin Ukraińcy zaatakowali dronami miejsca stałej dyslokacji dwóch rosyjskich jednostek rakietowych. Na pierwszy ogień, 15 kwietnia, poszła baza 448. brygady w obwodzie kurskim, dzień później uderzono w koszary 112. brygady w obwodzie iwanowskim (dziś w nocy ponowiono atak). Obie formacje mają na wyposażeniu mobilne wyrzutnie, z których wystrzeliwane są rakiety balistyczne Iskander-M. Niebezpieczne przede wszystkim dla ukraińskich cywilów…

Według rosyjskich blogerów militarnych, na bazę 448. brygady spadło nawet 30 dronów. Wśród personelu są zabici i ranni, kilka budynków zostało uszkodzonych. Szczegółów jeszcze nie znamy, podobnie jak strat poniesionych przez rosjan w drugim i trzecim ataku (tu wiemy jedynie, że 16 kwietnia siedzibę 112. brygady poraziło co najmniej 10 bezzałogowców).

Ukraińskie media zgodnie interpretują, że oba uderzenia były odpowiedzią na ostatnie masakry, jakich dopuścili się rosjanie. Chodzi o ataki rakietowe na Krzywy Róg (z 4 kwietnia br.) i Sumy (z 13 kwietnia), w których łącznie zginęło 54 cywilów, a niemal dwustu zostało rannych. Według ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), tragedie w Krzywym Rogu i Sumach to sprawka wspomnianych brygad. Media nad Dnieprem publikują wizerunki ich oficerów, a Ukraińcy masowo nawołują do zemsty. Pierwszy akt rewanżu zatem nastąpił i naiwnością byłoby sądzić, że nie będzie kolejnych.

—–

Skąd taki wniosek? Z doświadczeń z nieodległej przeszłości.

Wróćmy najpierw do 14 lipca 2022 roku – tego dnia około godz. 10.40 w centrum Winnicy spadły pociski rakietowe Kalibr. rosjanie wystrzelili cztery rakiety, dwie zostały strącone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Niestety, pozostałe uderzyły w budynki cywilne, w których znajdowały się centrum medyczne, biura, sklepy i mieszkania. Zginęło 27 osób, w tym trójka dzieci, liczba rannych przekroczyła setkę. W oficjalnym komunikacie rosjanie stwierdzili, że atakowali cel wojskowy – miejscowe dowództwo sił powietrznych. Nawet jeśli tak było, przestrzelili. Świadomi pory dnia (a więc i zagęszczenia na ulicach) oraz problematycznej celności swoich rakiet i tak zdecydowali się na atak. Ukraińcy zakwalifikowali ów czyn jako zbrodnię wojenną i wszczęli dochodzenie. A szef wywiadu wojskowego Kiryło Budanow dał do zrozumienia, że jego ludzie będą ścigać sprawców.

Niespełna rok później, 11 lipiec 2023 roku, rządowa rosyjska agencja TASS poinformowała o rozpoczęciu śledztwa w sprawie zabójstwa urzędnika departamentu mobilizacji w Krasnodarze na południu rosji. „Kapitan drugiej rangi stanisław rżycki został zastrzelony w poniedziałek rano podczas joggingu w pobliżu kompleksu sportowego Olympus. 42-latek miał cztery rany postrzałowe, zmarł na miejscu. Według śledczych, do oficera strzelono dwukrotnie w głowę i dwa razy w klatkę piersiową”. Jaki ma to związek z Winnicą? Ano taki, że rżycki, nim przeszedł do administracji, był dowódcą okrętu podwodnego. Tego, który wystrzelił Kalibry w Winnicę.

Co ciekawe, kapitan rżycki lubił biegać (i jeździć na rowerze), lubił też się tym chwalić. Miał profil w aplikacji biegowej Strava, gdzie na bieżąco zamieszczał swoje rekordy. Inni użytkownicy mieli więc sposobność zapoznania się nie tylko z wynikami oficera, ale i z dokładnymi trasami, jakie wybierał. I z godzinami, w których zwykle oddawał się aktywności sportowej. Dla wywiadu takie dane to nieocenione źródło informacji, dla samego rżyckiego śmiertelna w skutkach nieroztropność. HUR oficjalnie i pośmiertnie mu za to podziękował (stosownym wpisem na swoich profilach społecznościowych).

—–

Śmierć eks-podwodniaka nie zamknęła „sprawy Winnicy”. 13 listopada 2024 roku w Sewastopolu na okupowanym Krymie, zginął szef sztabu 41. brygady okrętów rakietowych rosyjskiej floty czarnomorskiej. Śmierć dopadła kapitana I rangi walerija trankowskiego w aucie, pod którym podłożono ładunek wybuchowy. Oficerowi urwało nogi, zmarł na skutek wykrwawienia. Do zamachu przyznała się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), likwidację uzasadniając tym, że trankowski wysyłał w morze jednostki, które następnie wystrzeliwały pociski manewrujące na miasta w Ukrainie. Dotyczyło to także rejsu i misji, którą zrealizował okręt kapitana rżyckiego.

Ale zemsta dopadła nie tylko marynarzy. Nad ranem 20 październik 2024 roku, we wsi Suponiewo pod Briańskiem, odnaleziono ciało dmitrija gołenkowa, szefa sztabu 52. Ciężkiego Pułku Bombowego. Oficer sił powietrznych federacji zginął od kilku uderzeń młotem. Informacje na temat jego śmierci – wraz z załączonym filmem, na którym widać ciało gołenkowa – podał HUR. Do komunikatu dołączając frazę: „Za każdą zbrodnię wojenną nastąpi sprawiedliwa odpłata”. Tym samym HUR wziął na siebie odpowiedzialność przynajmniej za zlecenie zabójstwa. Potwierdza to również nagłówek oficjalnego komunikatu, brzmiący następująco: „Młot sprawiedliwości – zbrodniarz wojenny dmitrij gołenkow został wyeliminowany w rosji”.

gołenkow został zidentyfikowany jako osoba odpowiedzialna za ataki rakietowe na ukraińskie obiekty cywilne. Chodziło o centrum handlowe „Amstor” w Krzemieńczuku, gdzie 27 czerwca 2022 roku zginęły 22 osoby, oraz o budynek mieszkalny w Dnieprze – 14 stycznia 2023 roku rosyjski pocisk manewrujący zabił tam 46 cywili, pośród nich sześcioro dzieci. Szczególnie ten drugi atak wywołał w Ukrainie falę wściekłości. „Oko za oko, ząb za ząb”, zapowiedział wówczas Gienadij Korban, szef sztabu obrony miasta Dnipro i wyznaczył nagrodę za ustalenie personaliów sprawców. Po dwóch dniach znane były dane całej załogi samolotu Tu-22M, która wystrzeliła rakietę w wieżowiec, oraz dowódców planujących atak. Pośród nich znalazło się nazwisko gołenkowa. Zegar zaczął tykać…

—–

Idźmy dalej. 3 stycznia 2025 roku, w zamachu bombowym przeprowadzonym we wsi Szuja w obwodzie iwanowskim, ciężko ranny został kapitan konstantin nagajko. Oficer trafił do szpitala, a jego stan oceniany był jako krytyczny. Z uwagi na poważne obrażenia wielu organów, w tym mózgu, dawano mu niewielkie szanse. I faktycznie nie przeżył – zmarł nie odzyskawszy przytomności 8 lutego br. Odpowiedzialność za jego śmierć wziął na siebie ukraiński wywiad wojskowy.

Dlaczego 29-latek o stosunkowo niskiej randzie stał się celem ataku? By to wyjaśnić, cofnijmy się do 5 października 2023 roku. Iskander uderzył wówczas we wsi Groza, w obwodzie charkowskim. Rakieta zniszczyła budynek, gdzie akurat odbywała się stypa, zabijając 59 osób. W miażdżącej większości cywilów, jedną szóstą populacji Grozy, co trzeciego dorosłego mieszkańca. Na rosyjskich kontach na Telegramie pojawiły się informacje, że celem ataku byli żegnający kolegę oficerowie armii ukraińskiej. Zabito ich dwóch, w tym syna poległego żołnierza.

Tuż po tragedii SBU wpadła na trop dwóch braci, dawnych mieszkańców wioski. To oni poinformowali rosjan o pogrzebie i o tym, kto weźmie udział w ceremonii. Obecny los zdrajców nie jest znany – wiadomo jedynie, że uciekli do rosji. Ukraińskie służby zapewne nie ustaną w ich poszukiwaniach, tak jak nie odpuściły wspomnianemu kapitanowi nagajce. Ten bowiem był dowódcą baterii w 112. brygadzie rakietowej – tej samej, która współodpowiedzialna jest za ostatnie masakry. I to on wydał bezpośredni rozkaz o ataku na żałobników w Grozie. Czy koledzy z brygady podzielą jego los? Jedno jest pewne – oficerowie od Iskanderów, z obu brygad, muszą teraz pilnować nawet własnego cienia…

—–

Szanowni, zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Akcja ratunkowa w Krzywym Rogu/fot. DSNS

Ten tekst – w obszerniejszej wersji – opublikowałem w portalu TVP.Info – oto link do tego materiału.

Zapłata

14 lipca 2022 roku około godz. 10.40 w centrum Winnicy spadły pociski rakietowe Kalibr. Tego dnia rosjanie wystrzelili cztery rakiety, ale dwie zostały strącone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Niestety, pozostałe uderzyły w budynki cywilne, w których znajdowały się centrum medyczne, biura, sklepy i mieszkania. Zginęło 27 osób, w tym trójka dzieci, liczba rannych przekroczyła setkę. W oficjalnym komunikacie rosjanie stwierdzili, że atakowali cel wojskowy – miejscowe dowództwo sił powietrznych. Nawet jeśli tak było, przestrzelili. Świadomi pory dnia (a więc i zagęszczenia na ulicach) oraz problematycznej celności swoich rakiet i tak zdecydowali się przeprowadzić atak. Ukraińcy zakwalifikowali ów czyn jako zbrodnię wojenną i wszczęli formalne dochodzenie. Prezydent Zełenski nazwał uderzenie „jawnym aktem terroryzmu”, zapowiedział również adekwatne reakcje. Rozkręcone wówczas na dobre „himarsowanie” rosyjskiego zaplecza jeszcze przybrało na sile, ale oczywistym było, że nie tylko o taką wendetę Ukraińcom chodziło. Szef wywiadu wojskowego Ukrainy Kiryło Budanow dał wprost do zrozumienia, że jego ludzie będą ścigać sprawców. Ponoć – tego akurat nie jestem w stanie zweryfikować – obiecał bliskim ofiar z Winnicy, że przed pierwszą rocznicą dramatu dopełni się akt sprawiedliwości.

14 lipca ub.r. napisałem:

„Skoro na Winnicę spadły kalibry, wiadomo, że strzelano z morza. Z daleka, co wcale nie gwarantuje bezkarności. Cechy współczesnej biurokracji oraz technologia zaprzęgnięta do działań wojennych pozwolą zidentyfikować sprawców. Ruch rosyjskich okrętów na Morzu Czarnym jest non stop monitorowany przez natowskie satelity i samoloty rozpoznawcze. Wejścia i wyjścia do portów odnotowuje ukraińska agentura na Krymie. Startu rakiety nie da się ukryć przed amerykańskim systemem detekcji, pociski od pewnej fazy lotu namierzane są przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Nazwiska dowódców okrętów są jawne, spisy załóg – w tym funkcje poszczególnych marynarzy – nie stanowią wielkiej tajemnicy dla służb specjalnych. Łatwo będzie ustalić, jaki okręt strzelał, kto wydał rozkaz, kto odpalił rakiety. Ze szczątek zaś odczytać dane pocisku i połączyć je z informacjami od producenta; odtworzyć cykl życia rakiety – od momentu wyjazdu z fabryki po załadowanie jej do wyrzutni. To wszystko nawet w warunkach rosyjskiego bardaku zostało zapisane. A Ukraińcy udowodnili już, że mają długie ręce. (…)”.

Wywieszczyłem? Chyba tak.

Jak informuje rządowa rosyjska agencja TASS, Komitet Śledczy rozpoczął dochodzenie w sprawie zabójstwa urzędnika departamentu mobilizacji w Krasnodarze na południu rosji. „Kapitan drugiej rangi Stanisław Rżycki został zastrzelony w poniedziałek rano podczas joggingu w pobliżu kompleksu sportowego Olympus. 42-latek miał cztery rany postrzałowe, zmarł na miejscu. Według śledczych, do oficera strzelono dwukrotnie w głowę i dwa razy w klatkę piersiową”. Z oficjalnych informacji wynika, że śledczy nie wiedzą jeszcze, ilu było sprawców.

Jaki ma to związek z Winnicą? Otóż latem zeszłego roku Rżycki był dowódcą okrętu podwodnego, który wystrzelił rakiety w Winnicę. Zmarł na cztery dni przed rocznicą popełnionej przez siebie zbrodni.

Amen.

Ciekawe są prawdopodobne okoliczności tej śmierci. Kapitan Rżycki lubił biegać (i jeździć na rowerze), lubił też się tym chwalić. Miał profil na aplikacji biegowej Strava, gdzie na bieżąco zamieszczał swoje rekordy. Inni użytkownicy aplikacji mieli więc sposobność zapoznania się nie tylko z wynikami oficera, ale i z dokładnymi trasami, jakie wybierał. I z godzinami, w których zwykle oddawał się aktywności sportowej. Dla wywiadu takie dane to nieocenione źródło informacji, dla samego Rżyckiego śmiertelna w skutkach nieroztropność (albo i dowód, jak bardzo pewny był, że nic mu nie grozi).

Biegał może i szybko, ale kul i tak nie prześcignął…

Pozostając przy tropieniu bandytów – portal śledczy Bellingcat właśnie udostępnił dane rosyjskiego zespołu odpowiedzialnego za organizowanie prawie codziennych ataków rakietowych na Ukrainę. Dochodzenie Bellingcat trwało przez wiele tygodni, w jego ramach nie tylko zhakowano korespondencję osobistą trzydziestu podwładnych gen. majora Roberta Baranowa, ale prześledzono ich całościową aktywność w sieci, w tym zwyczaje zakupowe. To nie pierwsza tego typu akcja Bellingcata – czekamy na więcej.

Graf. Bellingcat

A na koniec kilka ważnych oraz mniej istotnych, ale i tak sprawiających radość informacji – zebranych do kupy, gdyż warto, by Wam nie umknęły.

W Wilnie zaczyna się szczyt NATO. Nie jest to pierwsze spotkanie sojuszników, zorganizowane w kraju będącym niegdyś częścią ZSRR, ale dziś, w dobie konfrontacji z Zachodem, ten prztyczek w noesowiecki nos musi boleć wyjątkowo mocno. Stąd biorą się powtarzane od wielu dni – nie tylko przez wiecznie pijanego lub skacowanego miedwiediewa – nuklearne groźby Moskwy.

W trakcie przedszczytowych negocjacji dogadano się w sprawie członkostwa Szwecji – Turcja nie staje już okoniem.

Ta sama Turcja zapowiedziała też, że zamierza zagwarantować bezpieczną żeglugę ukraińskich statków ze zbożem siłami własnej marynarki wojennej. A to tylko jeden z policzków wymierzonych przez Erdogana putinowi – kolejnym jest zwolnienie w ostatni weekend internowanych w Turcji dowódców Azowa. Przypomnijmy, rosjanie wzięli ich do niewoli w maju zeszłego roku, we wrześniu przekazali Turkom, pod warunkiem, że oficerowie pozostaną w Ankarze do końca wojny. No więc w niedzielę Wołodymyr Zełenski – po spotkaniu z tureckim prezydentem – osobiście odebrał przetrzymywanych wojskowych. W rusnecie płaczą nad tym do teraz.

Lepiej poinformowani rosjanie płaczą nad sytuacją „obrońców Bachmutu” (po ichniemu Artiomowska) – oto bowiem ukraińska armia zyskała nad miastem kontrolę ogniową. Oskrzydlanie miejscowości przez ZSU trwa, scenariusz utraty wyszarpanej przez moskali z tak wielkim trudem twierdzy staje się coraz bardziej realny. Dowódcom rosyjskim brakuje wagnerowców, rzuceni w ich miejsce czeczeńcy – zaprawieni w terroryzowaniu ludności cywilnej, strzelaniu do wycofujących się rosjan i rozstrzeliwaniu krzaków pod filmy z Tik-Toka – wczoraj dostali wciry. Oczywiście kadyrowcy chwalą się zniszczeniem kilkunastu ukraińskich czołgów, w tym abramsów (których w Ukrainie jeszcze nie ma…), no ale nikt rozsądny nie bierze tego na poważnie. Tak czy inaczej, rosjanie mają problem i czeczeńcami go nie rozwiążą.

Mają też – prawdopodobnie – kolejnego generała mniej. Ukraińskie źródła podają, że w Berdiańsku zlikwidowano grupę rosyjskich oficerów, w tym zastępcę dowódcy Południowego Okręgu Wojskowego gen. Olega Cokowa. Do potwierdzonego przez rosjan ataku na zapasowe stanowisko dowodzenia 58. Armii użyto rakiet Storm Shadow. Na razie informacja ma status „do weryfikacji”, zwłaszcza że sam Cokow już raz został „zabity” w tej wojnie. Bo i rzeczywiście raniono go we wrześniu 2022 roku w okolicy Swatowa, ale przeżył i po rekonwalescencji w rosji wrócił na front.

Tymczasem na zapleczu frontu Ukraińcy zniszczyli rosyjski system S-400 Triumf. Nie pierwszy to zestaw przeciwlotniczy i nie ostatni puszczony z dymem – rzecz w tym, że triumfy to takie „anałoga-w-miru-niet” i przykład rosyjskiej „supertechniki”. Szukając adekwatnej sytuacji po drugiej stronie – to tak, jakby moskalom udało się zniszczyć patriota. Zdjęcia rozbebeszonego S-400 latają po branżowym internecie. Jak trzeźwo zauważył jeden z analityków, warto się im przyjrzeć, bo za jakiś czas użyją ich rosjanie, jako dowód, że zniszczyli kolejny ukraiński zestaw OPL, na przykład (starszy, ale wizualnie podobny) pozyskany ze Słowacji S-300. Propagandziści Kremla mają bowiem hopla na punkcie sprzętu przekazywanego Ukrainie przez kraje NATO. Zniszczony – realnie czy nie – ma w ich oczach rangę super-fetyszu. Kilka dni temu skarpetkosceptycy, w tym ich lokalne odmiany, piali z zachwytu nad filmikiem przedstawiającym płonący eks-polski czołg Twardy. Zniszczona 30-letnia maszyna to istotnie niezłe osiągnięcie jak na drugą armię w Ukrainie.

A propos polskich podarków – w weekend „Wall Street Journal” ujawnił, że Polska przekazała niedawno Ukrainie „tuzin” śmigłowców bojowych Mi-24. Po prawdzie chodziło o 10 maszyn, które dołączyły do wcześniej podarowanych „hokejów” – 10 macedońskich i czterech czeskich. To duże wsparcie dla ZSU, które pozwoliło skompensować dotychczasowe straty w tym zakresie. Co więcej, Czesi zapowiadają kolejne dostawy Mi-24/35 (a mają ich jeszcze kilkanaście). I tak „najpiękniejsze śmigłowce świata” z przytupem odchodzą na emeryturę.

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Nz. Kapitan Stanisław Rżycki/fot. MOFR

Karma

Jak tu nie wierzyć w karmę? Rano rosyjscy bandyci wysłali na Kijów samobójcze drony. Większość strącono, część trafiła w budynki mieszkalne. Zginęły cztery osoby, 19 odniosło rany. Mija kilkanaście godzin i w inny budynek mieszkalny, tym razem w rosji, trafia samolot wojskowy, nad którym załoga utraciła kontrolę. Pożar, potężne zniszczenia – słowem, jakby kontynuacja tragedii z poranka. Tyle że tym razem nie cierpią Ukraińcy, choć sprawcy to znów rosyjscy wojskowi.

Pożar wieżowca w Jejsku wygląda spektakularnie. A samo zdarzenie jest właśnie szeroko komentowane w Ukrainie (w Polsce zresztą też). Dominuje kpiąco-drwiący motyw – naśmiewanie się z pilotów Su-34, którzy ratując własne tyłki, pozbawili życia co najmniej dziesięciu współrodaków. Obok „podziękowań” pojawia się miażdżące zestawienie. „Nasi robią wszystko, by nie narażać życia cywilów, ruscy mają je gdzieś” – brzmi jedno z najpopularniejszych stwierdzeń. Dla jego potwierdzenia przywołuje się przykład sprzed kilku dni, gdy pilot ukraińskiego MiG-a-29 katapultował się z uszkodzonej maszyny dopiero wtedy, gdy nie było ryzyka, że wrak spadnie na obiekty cywilne (w Winnicy).

Rosyjskie wojsko to organizacja przestępcza – nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Lecz byłbym daleki od uogólnień, bo przestępczy charakter armii wcale nie znaczy, że każdy członek jej personelu to zdeklarowany zbir. Tak jak w Wehrmachcie w czasie II wojny, taki i we współczesnej armii rosyjskiej służą też po prostu przyzwoici ludzie. Drażni mnie zatem domyślne założenie, że wszyscy są „be”, co w tym konkretnym przypadku przekłada się na stwierdzenie, że piloci mieli w dupie los cywilów. Może mieli, może nie – załączone zdjęcie pokazuje, że załoga katapultowała się w ostatniej chwili, tuż przed uderzeniem niesprawnej maszyny w budynek. Bałbym się autorytarnie stwierdzić, że nie próbowali wyprowadzić suchoja znad terenów mieszkalnych.

Oczywiście, Ukraińcy kierują się inną logiką – oni są na wojnie z rosją, rosjanami, rosyjskością. My poniekąd też (ja osobiście nawet bardzo). Ale naprawdę nie ma potrzeby definiować ruskich jako bardziej złych, niż są.

Warto za to zauważyć, że nawet wedle oficjalnej wersji, dzisiejszy wypadek w Jejsku spowodowany był niesprawnością silnika. Na ujawnionym w sieci filmie widać, że maszyna płonie zanim jeszcze uderzyła w budynek. Wiadomo, że rosjanie mają koszmarny problem z utrzymanie sprawności samolotów. Nie są w stanie remontować zużytych silników, bo niezbędne w tym celu obrabiarki pochodzą z Zachodu i obecnie, z powodu sankcji, nie sposób ich używać (niedziałający soft, brak części zamiennych i serwisu; pisałem o tym w jednym z wcześniejszych postów). W efekcie rosyjskie lotnictwo działa w Ukrainie tak, jak działa – to załogowe niemal nie istnieje. Stąd tak obsesyjny nacisk na misje bezzałogowców-samobójców. One jednak losów tej wojny nie zmienią – jest ich za mało, są niecelne i w miarę nabywanych przez Ukraińców doświadczeń coraz łatwiejsze do strącenia. Analogia z hitlerowskimi V-1 jest tu jak najbardziej na miejscu.

—–

Nz. Moment tuż po uderzeniu suchoja/fot. za: Юрій Бутусов

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dno…

Dzisiejszy atak rakietowy na Winnicę mocno rezonuje w Ukrainie. „W tej chwili (popołudniu – dop. MO) wiadomo o 21 zabitych, w tym o trojgu dzieciach. 52 osoby zostały ranne, wśród nich (również) troje dzieci. Do placówek opieki zdrowotnej zgłosiło się w sumie 115 poszkodowanych. Za zaginione bez wieści uznano 46 osób”, tej treści komunikat pojawił się na telegramowym profilu wiceszefa biura prezydenta Ukrainy Kyryło Tymoszenki. Na centrum miasta spadły trzy rakiety, ukraińskie media piszą, że były to Kalibry.

Wyjątkowo przejmujące są relacje na temat ofiar, zwłaszcza 3-letniej Lisy, dziewczynki z zespołem Downa. Zdjęcie zabitego dziecka udostępniła Ołena Zełenska, ukraińska pierwsza dama. Nie widzimy rozmytej twarzy dziewczynki, za to wyraźnie widać plamy krwi na chodniku. „Rosja jest państwem terrorystycznym. Świecie, musisz to dostrzec i sobie uświadomić”, pisze prezydentowa.

Mama Lisy, 33-letnia projektantka i blogerka Irina Dmitrijewa, przebywa na intensywnej terapii. Z dostępnych informacji wynika, że straciła nogę.

Irina – piszą ukraińscy dziennikarze – przez jakiś czas mieszkała w Kijowie, ale w lutym wróciła do matki w Winnicy. Aktywna na Instagramie, gdzie opowiadała o wychowaniu dziecka, udzielała porad innym mamom w podobnej sytuacji. Rano nagrała krótki filmik o tym, jak idą z Lisą do logopedy. Kadry z pchającą wózeczek dziewczynką ogląda dziś cała Ukraina.

Niektórzy dyszą żądzą zemsty, lecz dominuje przekonanie, że armia ukraińska nie powinna atakować cywilnych celów. „Będziemy wówczas tak jak oni – terrorystami”, to najczęściej pojawiający się argument. „Nasi chłopcy pomszczą Lisę atakując cele wojskowe”, zapewnia mnie Aleksander, dziennikarz jednej ze stołecznych redakcji. Nie wątpię.

Skoro na Winnicę spadły Kalibry, wiadomo, że strzelano z morza. Z daleka, co wcale nie gwarantuje bezkarności. Cechy współczesnej biurokracji oraz technologia zaprzęgnięta do działań wojennych pozwolą zidentyfikować sprawców. Ruch rosyjskich okrętów na Morzu Czarnym jest non stop monitorowany przez natowskie satelity i samoloty rozpoznawcze. Wejścia i wyjścia do portów odnotowuje ukraińska agentura na Krymie. Startu rakiety nie da się ukryć przed amerykańskim systemem detekcji, pociski od pewnej fazy lotu namierzane są przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Nazwiska dowódców okrętów są jawne, spisy załóg – w tym funkcje poszczególnych marynarzy – nie stanowią wielkiej tajemnicy dla służb specjalnych. Łatwo będzie ustalić, jaki okręt strzelał, kto wydał rozkaz, kto odpalił rakiety. Ze szczątek zaś odczytać dane pocisku i połączyć je z informacjami od producenta; odtworzyć cykl życia rakiety – od momentu wyjazdu z fabryki po załadowanie jej do wyrzutni. To wszystko nawet w warunkach rosyjskiego bardaku zostało zapisane.

A Ukraińcy udowodnili już, że mają długie ręce. Nim nastała „era Himarsa” – medialny wysyp informacji na temat ataków przy użyciu tych wyrzutni – sporo doniesień poświęcano tajemniczym pożarom i wypadkom w Rosji. Dziennikarze skupiali się na lokalizacjach pożarów – i ich wizualnej efektywności – tymczasem umykało im, że przy okazji ginęły również nietuzinkowe persony. Poświęcę temu odrębny wpis, na razie wystarczy informacja, że świat opuściło co najmniej kilku ważnych uczonych zaangażowanych w istotne dla rosyjskiej obronności programy. Przypadek? Nie sądzę.

Tymczasem na Krymie Ukraina posiada rozległą agenturę. Nie chwali się tym zbytnio, nie używa do fajerwerków, lecz mogę sobie wyobrazić, że w którymś momencie oficerom rosyjskiej marynarki wojennej krymski grunt zacznie się palić pod nogami.

Choć łatwiej mi wyobrazić sobie, że stanie się to na skutek konwencjonalnego ataku. Rosjanie już odsunęli się od brzegów Morza Czarnego na sporą odległość – boją się ukraińskich rakiet przeciwokrętowych. Miejscowych Neptunów i zachodnich Harpunów. I bóg wie, czego jeszcze, bo przecież nie o wszystkich dostawach wiemy. Przy sprzyjających okolicznościach (przede wszystkim kwestia zasięgu i potwierdzonych lokalizacji) można tym uderzyć w pojedyncze okręty, w ich skupiska i bazy. Rosjanie mają obronę przeciwrakietową, ale krążownik Moskwa też ją miał. A gnije dziś na dnie.

I tego samego życzę marynarzom, którzy tak dziarsko ładują rakietami po ukraińskich miastach. Honoru nie macie, bez niego na dnie spoczniecie…

—–

Nz. Lisa i jej mama.

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to