Pancerze

Ukraina zgłasza zapotrzebowanie na większą liczbę wozów bojowych – bewupów, transporterów i czołgów. To potwierdzona informacja z dowództwa NATO zajmującego się koordynacją zachodniej pomocy. „No ale jak to!?”, mógłby rzec ktoś. „Przecież drony wyeliminowały z pola walki sprzęt ciężki…”, argumentowałby świadomy lub nie wyznawca dronozy. Z czego nie czynię zarzutu, bo łatwo nim zostać, będąc zewsząd bombardowanym doniesieniami o absolutnej dominacji bezzałogowców. Tymczasem sprawa jest bardziej złożona, co od dawna usiłuję przekazać swoim Czytelnikom.

Drony rzeczywiście ograniczyły obecność czołgów i wozów bojowych na rosyjsko-ukraińskim froncie. Na odcinkach najbardziej nasyconych bezzałogowcami redukując ich role do działających z oddali, mobilnych stanowisk artyleryjskich (czołgi) i „taksówek” podwożących żołnierzy na podejścia do „zerówek” (bwp-y i transportery). To nadal użycie zgodne z zasadami sztuki, niemniej mocno redukcyjne, pozbawione elementu ofensywnego.

Ale…

Dronami można przeciwnika szachować – razić go, gdy atakuje, dokonywać nalotów na jego pozycje obronne i, przede wszystkim, paraliżować jego logistykę. Jeśli tym działaniom będzie towarzyszyć skuteczne zwalczanie wrogich dronów – kinetyczne i z użyciem środków zagłuszania – można pokusić się o coś więcej. O przejęcie inicjatywy, czyli próbę zdobycia/odzyskania terenu.

Rzecz w tym, że drony tego nie zrobią. Potrzebny jest – jak to się mówi w anglosaskiej terminologii wojskowej – boot on the ground. Człowiek, który fizycznie zabezpieczy zdobyty obszar. Tyle że ten człowiek musi być jak najlepiej chroniony – także pancerzem. I musi mieć przewagę ogniową, czyli coś więcej niż karabin. Najlepiej coś, co będzie w stanie niszczyć ogniem bezpośrednim umocnione stanowiska wroga. Do czego idealnie nadaje się na przykład czołgowa armata (dysponująca siłą, której żaden dron mieć nie będzie).

Tak drodzy Państwo, właśnie to usiłuję Wam powiedzieć: Ukraińcy wracają do manewru na froncie. Na razie na poziomie taktycznym, w walce o niewielkie obszary, ale dotychczasowe doświadczenia znad rzeki Oskoł (na pograniczu obwodu charkowskiego i donieckiego) są obiecujące. Problem w tym, że do działań na większą skalę zwyczajnie brakuje sprzętu. Mnóstwo czołgów i wozów bojowych Ukraińcom „wyszło”, skupiając się na obronie i dronach poniekąd sami też temat zaniedbali. I stąd zwiększone zapotrzebowanie.

Podkreślmy to: warunkiem tego manewru jest zredukowanie dronowych możliwości przeciwnika. Wtórnym, ale wciąż ważnym – zabezpieczenie nacierających oddziałów na okoliczność uderzeń wrogich dronów, które mimo wszystko się przedrą. Atakować nie mogą zatem „gołe” czołgi czy bwp-y, a wozy wyposażone w systemy ochronne (co najmniej siatki i zagłuszarki). Oczywiście pod parasolem własnych dronów.

Które są bardzo ważne – jako część całego „ekosystemu”, pozwalającego na efektywną walkę, w tym przypadku natarcie.

I już na marginesie: ukraińskie doświadczenia niosą korzystny dla natowskich armii wniosek. Paraliż rosyjskich dronów otwiera drogę dla działań na lądzie, w których Sojusz ma miażdżącą przewagę techniczną nad rosjanami. Biorąc pod uwagę zaplecze finansowe, technologiczne i organizacyjne NATO, trudno mi sobie wyobrazić, by wyłączenie ruSSkich bezzałogowców stanowiło wyzwanie nie do pokonania.

Amen.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.