„Dżuma w rosji!”, alarmują media. Jednych to cieszy, innych przeraża, niezależnie od rodzaju reakcji sprawa wydaje się poważna. A czy jest? Przyjrzyjmy się temu, co wiadomo na pewno, by móc na chłodno ocenić sytuację.
28-letnia Daria Szypiłowa zmarła 2 października w szpitalu w Szelechowie pod Irkuckiem. Kobieta pracowała w Irkuckim Naukowo-Badawczym Instytucie Przeciwdżumowym Syberii i Dalekiego Wschodu. W rosyjskich mediach społecznościowych szybko pojawiła się wersja, według której 25 września podczas pracy miała rozbić probówkę zawierającą Yersinia pestis, bakterię wywołującą dżumę. Później zachorowała, a jej stan gwałtownie się pogorszył.
Potem pojawiły się kolejne informacje: o ograniczeniach w pracy szpitali, objęciu osób mających kontakt z kobietą nadzorem medycznym, obowiązku noszenia masek w pobliskiej hucie aluminium. Do obwodu irkuckiego przyjechała Anna Popowa, szefowa Rospotrebnadzoru, rosyjskiej federalnej służby odpowiedzialnej m.in. za nadzór sanitarno-epidemiologiczny.
Doniesienia z Irkucka zwróciły również uwagę Waszyngtonu. Przedstawiciel Białego Domu potwierdził serwisowi Axios, że amerykańska administracja jest świadoma sytuacji, monitoruje ją i „ocenia opcje”.
Tymczasem władze rosyjskie nie potwierdzają ani wypadku w laboratorium, ani zakażenia dżumą. Rospotrebnadzor informuje o „zapaleniu płuc o nieustalonej etiologii”. Według urzędu rozszerzone badania próbek pobranych od kobiety nie wykazały mikroorganizmów związanych z jej pracą, a kontrola instytutu nie ujawniła incydentu podczas pracy z patogenami.
Po prawdzie zatem nie wiemy, czy w Irkucku rzeczywiście wydarzyło się coś niebezpiecznego.
—–
Wiemy natomiast, że miejsce, w którym pracowała Szypiłowa, jest znacznie ciekawsze, niż sugeruje określenie „laboratorium”.
Irkucki instytut powstał w 1934 roku jako centrum walki z dżumą na Syberii i Dalekim Wschodzie. Był częścią rozbudowanego radzieckiego systemu przeciwdżumowego, którego zadaniem było wyszukiwanie naturalnych ognisk szczególnie niebezpiecznych chorób, monitorowanie ich, prowadzenie badań oraz reagowanie na epidemie.
Istnienie takiej sieci nie powinno dziwić. Na ogromnych obszarach ZSRR występowały i nadal występują naturalne ogniska dżumy, wąglika, tularemii i innych groźnych chorób. Żeby je kontrolować, potrzebni są specjaliści potrafiący pracować z niebezpiecznymi drobnoustrojami, odpowiednio wyposażone laboratoria oraz kolekcje patogenów.
Tak jest również obecnie. Irkucki instytut podlega Rospotrebnadzorowi i prowadzi badania oraz nadzór nad szczególnie niebezpiecznymi infekcjami, w tym dżumą i cholerą. Dysponuje także kolekcjami patogennych mikroorganizmów oraz wyspecjalizowanymi mobilnymi brygadami przeciwepidemicznymi.
Problem w tym, że w Związku Radzieckim granica między ochroną przed najgroźniejszymi patogenami a przygotowaniami do ich militarnego wykorzystania z czasem zaczęła się zacierać.
—–
W latach 60. radziecki system przeciwdżumowy otrzymał nowe zadanie. Włączono go do programu o kryptonimie Problem 5, którego celem było przygotowanie ZSRR na zagrożenie biologiczne – zarówno naturalne epidemie, jak i atak przeciwnika.
Z wojskowego punktu widzenia takie kompetencje są bezcenne. Trzeba szybko wykryć użycie czynnika biologicznego, ustalić, czym zaatakował przeciwnik, pobrać i zbadać próbki, ochronić ludzi oraz zahamować rozprzestrzenianie się choroby. W 1963 roku radzieckie Ministerstwo Zdrowia nakazało utworzenie przy dziewięciu instytucjach przeciwdżumowych mobilnych brygad. Historia takich zespołów opublikowana przez sam instytut w Irkucku mówi wprost, że miały one ograniczać skutki możliwego wykorzystania patogennych czynników biologicznych „w celach wojskowych lub dywersyjnych” przeciwko ludności cywilnej.
Na tym jednak ZSRR nie poprzestał. W latach 70. elementy systemu przeciwdżumowego zaczęły wykonywać zadania także dla ofensywnego programu broni biologicznej o kryptonimie Ferment. Najlepiej udokumentowany jest udział ośrodków w Saratowie, Rostowie i Wołgogradzie. Ten ostatni został wręcz przestawiony na prace związane z programami biologicznymi.
Nie ma podstaw, by twierdzić, że podobną rolę odgrywał Irkuck. Badacze historii radzieckiej broni biologicznej oceniają, że tamtejszy instytut przeznaczał na zadania związane z programami wojskowymi jedynie niewielką część swojej działalności. Był jednak elementem tego samego systemu, dysponował niebezpiecznymi patogenami, specjalistami oraz wiedzą potrzebną zarówno podczas epidemii, jak i wojny biologicznej.
Dobrym symbolem tej nieostrej granicy jest Igor Domaradski. W 1957 roku, mając 33 lata, został dyrektorem instytutu w Irkucku. Później trafił do struktur tajnego radzieckiego programu biologicznego i należał do ludzi związanych z tworzeniem Biopreparatu – ogromnej organizacji prowadzącej pod przykrywką działalności cywilnej ofensywne prace nad bronią biologiczną.
W przypadku takich badań pojęcie „podwójnego zastosowania” nabiera szczególnego znaczenia. Wiedza pozwalająca chronić człowieka przed groźnym patogenem może również pomóc komuś, kto chciałby wykorzystać ten sam mikroorganizm przeciwko ludziom.
—–
To m.in. dlatego rosyjskie zapewnienia o braku zagrożenia zderzają się dziś z nieufnością. Zwłaszcza że reakcja władz wydaje się znacznie poważniejsza niż komunikat o zapaleniu płuc nieznanego pochodzenia.
Moskwa ma również historyczny problem z wiarygodnością informacji przekazywanych podczas katastrof. Najbardziej znanym przykładem pozostaje Czarnobyl. Po eksplozji reaktora 26 kwietnia 1986 roku pierwszy raport dla Politbiura informował, że pożar ugaszono, a rdzeń reaktora jest chłodzony. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia uznawali, że nie ma potrzeby podejmowania „specjalnych środków”, w tym ewakuacji miasta.
Tymczasem reaktor był zniszczony, a do atmosfery wydostawały się substancje promieniotwórcze. Dopiero następnego dnia władze zdecydowały o ewakuacji Prypeci. 28 kwietnia podczas posiedzenia Politbiura radzieccy przywódcy wiedzieli już, że sytuacja jest znacznie poważniejsza, niż wynikało z pierwszych informacji. Wtedy też zapadła decyzja o publicznym komunikacie.
Czarnobyl nie dowodzi oczywiście, że rosyjskie władze kłamią dziś w sprawie Irkucka. Historia ZSRR przypomina jednak, dlaczego samo zapewnienie władz, że sytuacja jest pod kontrolą, nie musi kończyć pytań. Zapewne padnie ich jeszcze wiele w najbliższych dniach…
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.
