Wygoda

rosja może testować naszą obronę bardzo tanio, podczas gdy skuteczna odpowiedź wymaga od Polski ludzi, sprzętu i pieniędzy. A użycie broni wcale nie musi kończyć sprawy – może dopiero rozpocząć jej kolejną odsłonę.

Dziś o godz. 11.08 rosyjski śmigłowiec wojskowy przekroczył polską granicę na północ od Braniewa. Mi-8 przyleciał od strony obwodu królewieckiego, znalazł się około 300 metrów w głębi naszego terytorium i po 42 sekundach wrócił nad rosję. Maszynę śledziły polskie systemy radiolokacyjne, poderwano samoloty myśliwskie, a naziemne środki obrony powietrznej pozostawały w gotowości. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych uznało, że charakter incydentu wskazuje na kolejną próbę testowania przez rosję gotowości polskiej obrony powietrznej.

—–

Warto przy tym zwrócić uwagę na miejsce incydentu. Mi-8 nie nadleciał od strony uzależnionej od rosji Białorusi, lecz bezpośrednio z obwodu królewieckiego. Granica polsko-białoruska od kilku lat funkcjonuje w warunkach podwyższonej gotowości związanej z kryzysem migracyjnym. Stacjonują tam tysiące żołnierzy Wojska Polskiego, działają Straż Graniczna i policja. Nie oznacza to oczywiście, że wzdłuż granicy stoi szczelny kordon przeciwlotniczy – bo nie taki jest cel muru – ale państwo utrzymuje tam znacznie większe siły niż w normalnych warunkach i co najważniejsze, dysponuje rozbudowanym systemem obserwacji.

Wzdłuż granicy z obwodem królewieckim sytuacja jest inna, a rosjanom mogłoby zależeć na tym, by ten stan zmienić. Dlaczego? Choćby po to, by narobić nam kosztów. No bo co właściwie mielibyśmy zrobić, żeby następny rosyjski śmigłowiec nie mógł powtórzyć takiego manewru? Najprostsza odpowiedź brzmi: wzmocnić ochronę granicy. Fajnie, ale wyciągniętych z koszar żołnierzy trzeba zakwaterować, wyżywić, wyposażyć i utrzymywać w gotowości przez całą dobę. A i tak żołnierz z karabinem nie stanowi przeciwwagi dla wojskowego śmigłowca. Jeśli chcemy mieć realną możliwość jego zwalczania, potrzebujemy systemów przeciwlotniczych bardzo krótkiego lub krótkiego zasięgu, odpowiedniego rozpoznania, łączności i ludzi obsługujących cały ten system.

Możemy oczywiście skierować tam takie zestawy. Problem w tym, że nie mamy ich w nieskończonej liczbie. System rozmieszczony przy granicy z obwodem królewieckim nie będzie w tym samym czasie chronił lotniska, infrastruktury krytycznej, stanowiska dowodzenia czy zgrupowania wojsk w innym miejscu. Można wreszcie zwiększyć aktywność lotnictwa, ale oznacza to kolejne godziny nalotu, zużycie paliwa, części i resursu maszyn oraz dodatkowe obciążenie pilotów i personelu naziemnego.

I tu ujawnia się zasadnicza asymetria takich prowokacji. rosja może wykonać jeden lot śmigłowcem i na kilkadziesiąt sekund przekroczyć granicę. Polska, jeśli chce mieć pewność, że następnym razem będzie w stanie zareagować szybciej i skuteczniej, musi rozważać stałe przesunięcie ludzi i sprzętu oraz ponoszenie związanych z tym kosztów. rosjanie wykonują jeden manewr, my musimy przygotowywać się na setki następnych.

—–

Załóżmy, że następnym razem sytuacja wygląda inaczej. Że śmigłowiec wlatuje głębiej albo nie zawraca, zapada więc decyzja o użyciu broni. Polska rakieta trafia Mi-8, a wrak spada po naszej stronie granicy. Z wojskowego punktu widzenia problem został rozwiązany. Z politycznego i informacyjnego – właśnie się zaczął.

rosja mogłaby natychmiast stwierdzić, że jej śmigłowiec nigdy świadomie nie naruszył polskiej przestrzeni. Albo pójść dalej: utrzymywać, że maszyna została ostrzelana jeszcze nad terytorium rosyjskim, a dopiero uszkodzona, na skutek gwałtownego manewru lub utraty sterowności, przekroczyła granicę i rozbiła się w Polsce. To oczywiście scenariusz hipotetyczny, ale doskonale mieszczący się w logice rosyjskich operacji informacyjnych.

Polska odpowiedziałaby zapisami radarowymi. Później doszłyby dane z innych sensorów, oględziny wraku, być może informacje zapisane przez urządzenia pokładowe. Ustalenie przebiegu zdarzenia byłoby więc przede wszystkim problemem technicznym. Tyle że technika potrzebuje czasu, a dezinformacja nie.

Zanim specjaliści zabezpieczyliby wrak, rosyjska wersja wydarzeń krążyłaby już w internecie. Nie musiałaby nawet brzmieć szczególnie wiarygodnie. Wystarczyłoby postawić kilka pytań: skąd wiadomo, że śmigłowiec był nad Polską? Dlaczego wojsko nie publikuje wszystkich zapisów radarowych? Czy naprawdę trzeba było strzelać? Czy ktoś próbuje wciągnąć Polskę do wojny?

I bez dwóch zdań znalazłaby się w Polsce grupa odbiorców gotowa uznać, że oficjalna wersja wydarzeń jest co najmniej podejrzana. Nawet gdyby późniejsze badanie jednoznacznie potwierdziło naruszenie polskiej przestrzeni, część ludzi pozostałaby przy pierwszej wersji. Nie dlatego, że rosyjska narracja musiałaby ich przekonać. Wystarczyłoby, że zasiała wątpliwość.

—–

Jeśli Dowództwo Operacyjne ma rację i rosjanie rzeczywiście nas sprawdzali, testowi mogły podlegać nie tylko radary i wyrzutnie. Interesujący jest cały łańcuch reakcji, w tym reakcja polityczna, komunikacja państwa i wreszcie sposób, w jaki wydarzenie zostanie przyjęte przez społeczeństwo.

Każde z tych ogniw można później próbować wykorzystać. Wolną reakcję przedstawić jako słabość. Szybką i zdecydowaną – jako agresję. Brak strzału – jako strach przed rosją. Zestrzelenie – jako polską prowokację.

Na tym właśnie polega wygoda działania poniżej progu otwartego konfliktu. Inicjator wybiera miejsce, czas i skalę zdarzenia. Druga strona musi zdecydować, jak odpowiedzieć, i w każdym wariancie ponosi nieproporcjonalnie wyższe koszty.

PS. W środę rosjanie potrzebowali do tego śmigłowca i 42 sekund. U nas porachunki tych, którzy wiedzą lepiej – zarówno zwolenników strzelania jak i „nieprowokowania rosji” – idą w najlepsze…

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.