Grenlandia

Największa wyspa świata, formalnie autonomiczne terytorium Danii, przez dekady pozostawała w cieniu wielkiej polityki. Aż nastał Donald Trump i zażądał wyspy dla swojego kraju, uzasadniając to względami bezpieczeństwa USA. Rzecz w tym, że gdyby chodziło wyłącznie o kwestie militarne, nic nie musiałoby się zmieniać.

Grenlandia leży w miejscu szczególnym. Jest wysuniętym na północ pomostem między kontynentami. To położenie sprawia, że wyspa od dawna znajduje się w centrum amerykańskiego myślenia strategicznego – nawet jeśli rzadko przebija się to do politycznych deklaracji.

– Grenlandia nadaje się do ulokowania stacji radiolokacyjnych oraz baz morskich i lotniczych pozwalających na obserwację sytuacji w Arktyce – mówi dr Michał Piekarski z Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego. – Innych potencjalnych korzyści wojskowych w zasadzie nie ma – podkreśla mój rozmówca i od razu dodaje, że te instalacje już tam są. Amerykanie korzystają z grenlandzkiej infrastruktury od dziesięcioleci, a symbolem tej obecności jest baza lotniczo-kosmiczna w Pituffik (dawniej Thule), pełniąca ważną rolę w systemie wczesnego ostrzegania przed atakiem rakietowym.

Jak wyjaśnia dr Piekarski, trajektorie międzykontynentalnych pocisków balistycznych wystrzelonych z Azji w kierunku Stanów Zjednoczonych prowadzą najkrótszą drogą przez biegun północny. To czyni Grenlandię idealnym miejscem do rozmieszczenia radarów i sensorów. Równie istotny jest aspekt morski – w miarę ocieplania klimatu możliwe staje się coraz szersze operowanie sił nawodnych na Oceanie Arktycznym.

W tym kontekście pojawia się GIUK Gap, czyli pas akwenów między Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią. To naturalna „brama”, przez którą rosyjskie okręty – zwłaszcza podwodne – muszą przejść, by wyjść z Arktyki na Atlantyk. Kontrola tego obszaru oznacza możliwość wczesnego wykrywania i śledzenia rosyjskiej aktywności morskiej, a w konsekwencji ochronę transatlantyckich linii komunikacyjnych łączących Amerykę z Europą. Grenlandia stanowi skrajny, północno-zachodni element tej bariery. I znów: nie jest to nowość. Systemy obserwacyjne, bazy lotnicze i morskie funkcjonowały tam już w czasach zimnej wojny, a po 1991 roku zostały zredukowane, nie zlikwidowane.

– Znaczenie Grenlandii w obszarze GIUK jest istotne tylko wtedy, gdy zakładamy aktywną politykę wojskową USA w Europie – zauważa dr Piekarski. – Nie jest więc logiczne wszczynanie konfliktu z sojusznikiem o Grenlandię, chyba że jedyne, co się liczy dla ekipy Trumpa, to efekt wizerunkowy.

A może jednak coś jeszcze – na przykład surowce? O tym przeczytacie w dalszej części tekstu, który opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto link do tego materiału.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. baza lotniczo-kosmiczna w Pituffik (dawniej Thule), rok 2005/fot. domena publiczna

Autor

Marcin

I am a journalist (working for Polska Zbrojna magazine), writer, blogger, and the author of the military-themed blog bezkamuflazu.pl. During my journalistic career, I have covered multiple conflicts and humanitarian crises in Iraq, Afghanistan, Ukraine, Georgia, Lebanon, Uganda and Kenya. Between 2009 and 2014, I ran the blog zafganistanu.pl, dedicated to the war in Afghanistan, the deployment of Polish forces and veterans’ affairs. I am also the author or co-author of non-fiction books and political fiction novels, including Międzyrzecze and Stan wyjątkowy.