Algorytm

Współczesne pole walki jest nasycone sensorami – śledzą je satelity obserwacyjne i kamery tysięcy dronów. Ale dane zbierają nie tylko armie i służby wywiadowcze, źródłem informacji mogą być też cywile, komercyjne aplikacje czy kamery monitoringu.

Dobrym przykładem są wydarzenia z maja 2023 roku, gdy rosja przeprowadziła jeden z najintensywniejszych ataków rakietowych na Kijów. Wkrótce po nalocie w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania przedstawiające pracę ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Na filmach widać było startujące pociski przechwytujące, błyski wystrzałów i kierunki działania poszczególnych systemów. Ukraińska Służba Bezpieczeństwa (SBU) zatrzymała kilka osób odpowiedzialnych za publikację materiałów. Ci ludzie nie chcieli pomagać rosjanom – większość z nich po prostu dokumentowała wydarzenia, które obserwowała z okien własnych mieszkań. Problem polegał na tym, że takie nagrania mogły pomóc przeciwnikowi ustalić położenie stanowisk obrony przeciwlotniczej, ocenić skuteczność ich działania i skorygować kolejne uderzenia.

To istotna zmiana względem wcześniejszych konfliktów. Jeszcze kilkanaście lat temu zdobycie podobnych informacji wymagało wysłania zwiadowców, wykorzystania samolotów rozpoznawczych lub satelitów wojskowych. Dziś część tej pracy wykonują zwykli użytkownicy smartfonów, często nieświadomie. Każde zdjęcie, film czy wpis zamieszczony w Internecie staje się potencjalnym elementem większej układanki, którą przeciwnik może uzupełniać informacjami pochodzącymi z innych źródeł.

—–

Jeśli smartfon jest dziś źródłem danych, to komunikatory stały się jednym z najważniejszych kanałów ich wymiany. Szczególne miejsce zajmuje tu Telegram, który podczas wojny w Ukrainie urósł do rangi podstawowego narzędzia komunikacji. Korzystają z niego żołnierze, blogerzy wojskowi, dziennikarze, urzędnicy, służby ratunkowe i zwykli mieszkańcy. To właśnie tam najszybciej pojawiają się informacje o alarmach lotniczych, skutkach ostrzałów czy ruchach wojsk.

We wrześniu 2024 roku ukraińskie władze zakazały korzystania z Telegrama na urządzeniach służbowych używanych przez wojskowych, urzędników administracji państwowej oraz pracowników infrastruktury krytycznej. Decyzję uzasadniono obawami dotyczącymi bezpieczeństwa informacji. Według ukraińskich służb komunikator był wykorzystywany przez rosjan do pozyskiwania danych o użytkownikach, ich aktywności oraz kontaktach.

Ta sytuacja dobrze pokazuje, jak bardzo zmienił się charakter współczesnego pola walki. Jeszcze kilka lat temu zagrożeniem było opublikowanie jednego zdjęcia z niewłaściwym tłem. Dziś źródłem kłopotów są całe sieci powiązań. Kto z kim rozmawia, do jakich grup należy, jakie treści obserwuje i jak szybko reaguje na określone wydarzenia – wszystko to może stanowić materiał analityczny. Sam komunikat rzadko bywa najcenniejszy. Znacznie większą wartość mają dane towarzyszące jego wysłaniu.

Z tego samego powodu coraz większe znaczenie zyskują działania określane mianem SOCMINT-u (Social Media Intelligence), czyli rozpoznania prowadzonego za pośrednictwem mediów społecznościowych i komunikatorów. Analitycy śledzą nie tylko publikowane treści, lecz także wzorce aktywności całych społeczności. Nagły wzrost liczby wpisów z określonego regionu (miasta, dzielnicy, osiedla), pojawienie się wielu podobnych nagrań czy zmiana aktywności lokalnych grup – jak choćby gwałtowne, nieoczekiwane wyciszenie – może stanowić sygnał świadczący o ważnych wydarzeniach wojskowych. W praktyce znów oznacza to, że nawet osoby niemające nic wspólnego z armią mogą nieświadomie dostarczać danych przydatnych przeciwnikowi.

—–

Co istotne, informacje nie giną w szumie danych. Do niedawna zdjęcie opublikowane w Internecie mogło pozostać niezauważone, a pojedynczy ślad aktywności nie musiał nikogo zainteresować. Dziś przeciwnik coraz rzadziej czeka na spektakularny błąd drugiej strony (bądź osób czy podmiotów z nią związanych). Znacznie częściej buduje obraz sytuacji z (setek) tysięcy drobnych elementów, które osobno wydają się nieistotne. Weźmy przykład tropienia lokalizacji konkretnych jednostek – tu już dawno wiodącej roli nie pełni nasłuch radiowy. Jeden dron zauważy ruch pojazdów. Inny zarejestruje świeże ślady gąsienic. Satelita dostarczy aktualne zdjęcie terenu. Kamera monitoringu uchwyci przejazd kolumny. A algorytm połączy te informacje szybciej, niż byłby w stanie zrobić to nawet liczny zespół analityków.

Ten tekst w znacznie rozbudowanej formie znajdziecie w magazynie „Polski Zbrojnej”. W lipcowym numerze miesięcznika zamieściłem także dwa inne artykuły – zapraszam Was do ich lektury. „Pezetkę” w papierze możecie nabyć w dobrych salonikach prasowych, e-wydanie dostępne jest pod tym linkiem.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Skutki jednego z rosyjskich ataków na Kijów/fot. screen z filmu masowo udostępnianego przez ukraińskie konta