Bieda-armia

Ministerstwo obrony rosji nie podaje danych na temat własnych strat w Ukrainie. Możliwa jest jednak analiza danych z otwartych źródeł, jak profile społecznościowe wojskowych i ich krewnych czy wzmianki w lokalnych i regionalnych mediach (na przykład o pogrzebach). W taki sposób (m.in.) do stycznia 2024 roku dziennikarzom portalu Mediazona i rosyjskiego serwisu BBC udało się ustalić tożsamość ponad 42 tys. poległych żołnierzy putinowskiej armii. Z Moskwy, której mieszkańcy to niemal 9 proc. populacji kraju, pochodził nieco ponad jeden procent ofiar (1,2). Podobnie miały się sprawy z Petersburgiem – petersburżanie to prawie 4 proc. wszystkich rosjan i zaledwie 1,2 proc. zabitych w spec-operacji. Z kolei odsetek poległych, którzy wywodzili się z azjatyckiego Czelabińska, to 2,8 proc., gdy w mieście mieszka 0,8 proc. obywateli federacji. Co ciekawe, prawie jedną piątą zidentyfikowanych zabitych (7,8 tys.), stanowili zwerbowani do wojska więźniowie.

Mamy więc kolejny dowód na to, że armia najeźdźców to głównie wykolejeńcy i przedstawiciele zabiedzonej rosyjskiej prowincji – jej europejskich enklaw i azjatyckiego interioru. Na przykład mieszkańcy Buriacji, gdzie w 2022 roku przyzwoita pensja pozostawała na poziomie 20 tys. rubli, co odpowiadało tysiącu pięciuset złotych. Przy podobnych do naszych cenach żywności i usług komunalnych.

Armia tymczasem od zawsze płaciła kilka razy tyle, a gdy zaczęła się „specjalna operacja wojskowa” – nawet dziesięć razy więcej. I oczywiście frontowy „przemiał” w wielu przypadkach zniweczył marzenia o stabilnym życiu na państwowym wikcie, ale patrząc szerzej, śmierć żołnierzy nie musi oznaczać materialnej katastrofy dla członków ich rodzin. Pamiętacie historię białej łady?

Latem 2022 roku telewizja rossija 1 nadała reportaż poświęcony rodzicom aleksieja małowa, zabitego w Ukrainie rosyjskiego żołnierza. 31-letni małow, przed wojną mieszkaniec wsi w obwodzie saratowskim, zginął na początku inwazji. Pośmiertnie przyznano mu medal za odwagę, a jego żyjącym rodzicom „pogrzebowe”. W materiale państwo ci z dumą opowiadali o synu i o otrzymanym zasiłku, za który kupili m.in. nowiutką ładę. Białą, bo o takiej marzył aleksiej – usłyszeliśmy z ust jego ojca. „W pierwszą podróż nowym autem rodzice wybrali się na cmentarz, do syna”, mówił narrator. Przesłanie reportażu było jednoznaczne – nie ma dziecka, ale jest samochód. No i reszta pokaźnego odszkodowania, w przeliczeniu niemal milion złotych.

Materiał, jakkolwiek kuriozalny, wpisywał się w cały szereg działań rosyjskiej propagandy skierowanej do „swoich”. Przekaz sprowadzający się do stwierdzenia: „niezależnie od okoliczności udział członka rodziny w spec-operacji wam się opłaci”, trudno uznać za subtelny, a czy był skuteczny? Wiosną i latem 2022 roku rosyjskie media regularnie informowały o przypadkach donosów na synów (mężów, ojców), którzy „uchylali się od służby wojskowej w ważne dla kraju dni”, a mówiąc wprost, nie chcieli dać sobie i bliskim szansy na zarobek i „odkucie się”. Jedne redakcje czyniły to triumfalnie, inne w tonie bardziej ponurym, dostrzegając niszczące dla relacji międzyludzkich skutki presji, wywieranej na siebie przez członków rosyjskich rodzin.

Skądinąd to znamienne zjawisko – owa kampania medialna, mająca na celu pozyskanie ochotników do służby w Ukrainie, oraz powody, dla których ją uruchomiono. Choć MON oferował ogromne jak na rosyjskie standardy pieniądze, chętnych wciąż było za mało. Armia musiała sięgać po niestandardowe rozwiązania, na przykład proponować więźniom skracanie wyroków, a niesolidnym kredytobiorcom czy alimenciarzom (i generalnie osobom w trudnej sytuacji życiowej) pomoc w uregulowaniu należności. Równolegle, w mediach i na ulicach, prowadzono zakrojoną na szeroką skalę akcję odwołującą się do wartości patriotycznych i propaństwowych, lecz i tak to zachęty finansowe pozostały istotą rekrutacji.

Mieliśmy zatem do czynienia z porażką putinowskiego reżimu, który w warstwie retorycznej tak często odwoływał się do idei nacjonalistycznych, a w praktyce zmierzył się ze społeczną obojętnością na górnolotne hasła i odezwy. Potencjalny rosyjski rekrut deklaratywnie wspierał politykę państwa, lecz ani myślał nadstawiać za nią głowy. To dlatego konieczny okazał się przymusowy pobór, czyli tzw. częściowa mobilizacja, która do końca 2023 roku objęła ponad milion osób. Też skądinąd głównie biednych, których nie stać (było) na ucieczkę z kraju czy wykupienie się z rąk urzędników wojenkomitetów – co według najświeższych danych kosztuje od 10 do 25 tys. dolarów.

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Arkowi Drygasowi, Magdalenie Kaczmarek, Arkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Jakubowi Wojtakajtisowi, Michałowi Strzelcowi, Joannie Marciniak, Andrzejowi Kardasiowi i Irinie Wolańskiej. A także: Bożenie Bolechale, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Maciejowi Ziajorowi, Aleksandrowi Stępieniowi, Joannie Siarze, Marcinowi Barszczewskiemu, Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Kacprowi Myśliborskiemu, Mateuszowi Jasinie, Mateuszowi Borysewiczowi, Grzegorzowi Dąbrowskiemu, Arturowi Żakowi, Sławkowi Polakowi, Patrycji Złotockiej, Wojciechowi Bardzińskiemu, Michałowi Wielickiemu, Jakubowi Kojderowi, Jarosławowi Grabowskiemu i Jakubowi Dziegińskiemu.

Podziękowania należą się również najhojniejszym „Kawoszom” z ostatnich dwóch tygodni: Monice Blauth, Łukaszowi Podsiadle, Tomaszowi Jakubowskiemu, Sławomirowi Trzeciakowi i Karolowi Woźniakowi.

Szanowni, to dzięki Wam – i licznemu gronu innych Donatorów – powstają moje materiały!

Nz. ilustracyjnym zniszczona samobieżna haubica Goździk (typ mocno przestarzałej dziś bieda-broni, używany przez obie strony konfliktu)/fot. własne

„Dzikusy”

4 stycznia br. putin podpisał kolejny już dekret w sprawie cudzoziemców. Zgodnie z dokumentem ochotnicy, którzy walczą w Ukrainie po stronie rosji, mogą otrzymać rosyjskie obywatelstwo. Podobne prawo przysługuje także członkom ich rodzin – dzieciom, żonom i rodzicom. Dekret niespecjalnie różni się od podobnych rozwiązań prawnych, stosowanych w innych państwach – na przykład w USA czy Francji. Warto jednak zwrócić uwagę na kontekst, z którego coraz jaśniej wyłania się strategia Kremla.

„Prezydent putin może wzbraniać się przed przeprowadzeniem powszechnej mobilizacji także z powodu niechęci do powołania dużej liczby etnicznych rosjan” i najwyraźniej chce, aby to mniejszości „poniosły ciężar wojny na tym etapie”, pisali wiosną ub.r. analitycy Instytutu Studiów nad Wojną. Te przypuszczenia okazały się w pełni uzasadnione. Spójrzmy na dostępne wówczas, wycinkowe dane. Do końca kwietnia 2022 roku nie zarejestrowano oficjalnie żadnej śmierci wojskowego z 13-milionowej Moskwy, w 3-milionowym Dagestanie odnotowano 93 zgony, a w milionowej Buriacji 52. W obwodzie astrachańskim cztery piąte potwierdzonych strat dotyczyło przedstawicieli mniejszości, choć stanowią one jedną trzecią ludności regionu. Przypadek?

Kolejne miesiące konfliktu utrwaliły ów wzorzec – w ocenie niezależnych rosyjskich mediów, pod koniec drugiego roku pełnoskalowej wojny 70 proc. zabitych i rannych żołnierzy nie miało słowiańskiego pochodzenia, co było niemal dokładnym odwróceniem rzeczywistych proporcji etnicznych rosyjskiego społeczeństwa. Dodajmy do tego inny element polityki rekrutacyjnej Kremla – posyłanie na front więźniów, głównie jako najemników z Grupy Wagnera, ale także w szeregach regularnej armii. Wedle różnych szacunków, na wojnę trafiło od 60 do 100 tys. skazańców, większość z nich (w tym 80 proc. wagnerowców z wyrokami) straciła życie.

Najnowsza oferta putina skierowana jest do obywateli z byłych azjatyckich republik Związku Sowieckiego – to około 4-milionowa społeczność gastarbeiterów; taniej i pogardzanej z uwagi na pochodzenie siły roboczej. Egipcjanie czy Syryjczycy (oraz przedstawiciele innych „egzotycznych” narodowości), zakładający rosyjskie mundury, to w istocie kwiatki u kożucha. Nieistotny statystycznie zasób ludzki, wszak przydatny propagandowo, bo pozwalający budować narrację o „dużej części świata, wspierającej wysiłki rosji”.

No dobrze, ale dlaczego tak się dzieje? Z perspektywy Kremla, utrata „mniej wartościowego” materiału ludzkiego – tradycyjnie pozbawionego posłuchu u władzy i społecznego szacunku – obniża koszty wojny. Czyni je akceptowalnymi dla wielkomiejskiej, „białej” i prawosławnej większości, dławiąc jej potencjał buntu. Sprzeciwu, który dla putina i spółki mógłby okazać się niebezpiecznym wyzwaniem. Historycznie patrząc, dla każdej rosyjskiej władzy zrewoltowane Moskwa i Petersburg niosły ryzyko nie tylko utraty przywilejów, ale i życia. A tak tłumów na ulicach nie będzie, a z rozdrobnioną, gorzej zorganizowaną, przytłoczoną rosyjskim żywiołem prowincją aparat przemocy sobie poradzi.

Ale idzie też o coś jeszcze, na co zwracają uwagę na przykład buriaccy społecznicy, przeciwni drenowaniu zasobów ich wspólnoty. Obarczanie odpowiedzialnością za wojenną przemoc „dzikich Azjatów” służy rosyjskiej propagandzie. W przyszłości będzie pomocne we wmawianiu światu i Ukraińcom, że zbrodni dopuścili się „mongoloidzi”, a nie „słowiańscy bracia”. „Prawdziwi” rosjanie zachowają twarz i status cywilizowanych ludzi.

Oby naprawdę cywilizowany świat im w tym nie pomógł…

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Nz. Kadry rosyjskiej propagandy ze spotkania putina z odznaczonymi za udział w „spec-operacji” wojskowymi/fot. Kremlin.ru