W całej politycznej awanturze o przekazanie Ukrainie pocisków do wyrzutni Patriot wielu z nas umyka jeden niezwykle istotny fakt. Dziś to właśnie Ukraina jest światowym laboratorium wykorzystania tego systemu obrony przeciwlotniczej. Żadne inne państwo nie używa Patriotów z taką intensywnością, przeciwko tak wymagającemu przeciwnikowi i w tak zmiennych warunkach pola walki. Każdy kolejny rosyjski atak to dla ukraińskich żołnierzy nie tylko walka o życie własnych obywateli, lecz także kolejne doświadczenia, które zmieniają sposób wykorzystania broni przeciwlotnicznej. Doświadczenia, z których – wcześniej czy później – skorzystają wszyscy użytkownicy Patriotów, również Polska.
Patriot nie jest systemem nowym. Od ponad czterech dekad pozostaje podstawą obrony przeciwlotniczej Stanów Zjednoczonych i wielu państw sojuszniczych. Nigdy wcześniej nie był jednak wykorzystywany w wojnie o takiej skali i intensywności. Od wiosny 2023 roku ukraińskie baterie regularnie odpierają zmasowane ataki z użyciem pocisków balistycznych Iskander-M, rakiet aerobalistycznych Kindżał oraz pocisków manewrujących Ch-101, Kalibr i Iskander-K. Rosjanie nieustannie modyfikują taktykę, zwiększają liczbę jednocześnie odpalanych środków napadu powietrznego, stosują wabiki i próbują przeciążyć ukraińską obronę. Ukraińcy odpowiadają tym samym – ciągłym doskonaleniem procedur, zmianami sposobu rozmieszczania baterii i coraz bardziej oszczędnym gospodarowaniem niezwykle cenną amunicją.
Są w tym niedościgłymi mistrzami, co przez kontrast najlepiej pokazały wydarzenia sprzed kilku miesięcy na Bliskim Wschodzie. Podczas wojny z Iranem amerykańskie baterie Patriot prowadziły niezwykle intensywne działania, odpierając kolejne fale ataków rakietowo-dronowych. Według szacunków w ciągu kilku tygodni zużyto ponad 800 pocisków przechwytujących, których wartość liczona była w miliardach dolarów. Te 800 sztuk to równowartość rocznej produkcji i co najmniej jedna czwarta amerykańskich zapasów. Odpowiednik tego, co do tej pory – przez ponad trzy lata – dostała z Zachodu Ukraina. Trzy lata odpierania ataków lotniczej i rakietowej potęgi versus kilka tygodni walki z bieda-przeciwnikiem; to z takim zestawieniem mamy tu do czynienia. Oczywiście, Ukraina poniosła wiele spektakularny porażek, tracąc na skutek ataków powietrznych np. istotną część infrastruktury energetycznej, niemniej – jako państwo – zachowała zdolność do dalszego prowadzenia operacji obronnej. Tymczasem drastyczne zużycie amunicji OPL przez siły zbrojne USA i sojuszników stało się jednym z czynników, które zmusiły Donalda Trumpa do zaniechania działań zbrojnych wymierzonych w Iran.
Ten konflikt uświadomił wojskowym coś, o czym wcześniej mówiono głównie w analizach – nawet najbogatsza armia świata nie dysponuje nieograniczonymi zapasami amunicji do systemów obrony powietrznej. Produkcja nowoczesnych interceptorów pozostaje kosztowna i czasochłonna, a w warunkach długotrwałego konfliktu tempo ich zużycia może przewyższać możliwości przemysłu.
W takich realiach kluczowego znaczenia nabiera nie tylko liczba posiadanych rakiet, ale także sposób ich wykorzystywania. Każdy pocisk wystrzelony niepotrzebnie oznacza stratę zasobu, którego szybko nie da się odtworzyć. Ukraińcy zrozumieli to szybciej niż ktokolwiek inny. Wiedzą, że nie mogą pozwolić sobie na luksus prowadzenia ognia według najbardziej zachowawczych procedur. Muszą szukać rozwiązań pozwalających osiągnąć ten sam efekt przy mniejszym zużyciu amunicji, stale modyfikować taktykę i wyciągać wnioski z każdej rosyjskiej salwy. W efekcie zdobywają doświadczenie, którego nie da się odtworzyć na żadnym poligonie ani podczas ćwiczeń.
Nie oznacza to oczywiście, że Ukraińcy odkryli jakiś „tajny sposób” na wykorzystanie Patriotów. Oznacza natomiast, że każdego dnia uczą się używać tego systemu skuteczniej. Analizują skuteczność przechwyceń, zachowanie rosyjskich pocisków, wpływ zakłóceń radioelektronicznych, optymalne rozmieszczenie wyrzutni czy współpracę Patriotów z innymi elementami obrony powietrznej. Taka wiedza nie pozostaje wyłącznie w Ukrainie. Trafia do producentów, instruktorów, ośrodków szkoleniowych i armii wszystkich państw korzystających z tego systemu. Także do Polski, która dopiero buduje własne kompetencje związane z eksploatacją Patriotów. Trzeba „tylko” z niej skorzystać (co Amerykanom przyszło po niewczasie…).
Dlatego dyskusja o przekazaniu Ukrainie kilku czy kilkunastu pocisków Patriot nie powinna sprowadzać się wyłącznie do prostego rachunku strat i zysków. Oczywiście, każda rakieta ma swoją wartość, a obowiązkiem polskich władz jest przede wszystkim dbanie o bezpieczeństwo własnego państwa. Ale bezpieczeństwo nie zależy wyłącznie od liczby interceptorów zgromadzonych w magazynach. Równie ważne są wiedza, doświadczenie i umiejętność wykorzystania ich w najbardziej efektywny sposób. Bo nawet największe zapasy kiedyś się skończą, a podaż zawsze będzie ograniczona. Doświadczenie zaś pozostanie.
Jeśli za kilka lat podobnego zagrożenia doświadczy Polska, nasi żołnierze będą korzystać nie tylko z efektów własnego szkolenia, lecz także z doświadczeń zdobytych przez ukraińskie załogi. W tym sensie wsparcie Ukrainy nie jest wyłącznie pomocą udzielaną sojusznikowi. Jest również inwestycją we własne bezpieczeństwo.
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.
Nz. Niemieckie Patrioty w Rumunii/fot. Bundeswehr
