Źródełka

W alarmistycznym tonie wypowiada się ostatnio indyjska prasa. Chodzi o jeden z podstawowych typów samolotów, używany przez tamtejsze lotnictwo (IAF) – Su-30MKI. Okazuje się, że dziś tylko 60 proc. floty Suchojów zdolna jest do przeprowadzenia misji bojowych. Indie mają tych maszyn około 270, zatem uziemionych pozostaje ponad setka. A będzie gorzej – Indusi spodziewają się niebawem spadku dostępności floty poniżej 50 proc. Dowództwo sił powietrznych przeprowadza właśnie generalny przegląd części zamiennych i materiałów eksploatacyjnych do Su-30MKI. Dysponuje się nimi w trybie zarządzania kryzysowego. Jak na razie – zapewnia dowództwo – sytuacja nie osiągnęła poziomu „ekstremalnych komplikacji”, lecz wysoce prawdopodobne jest, że skróceniu ulegną naloty maszyn, a część uziemionych egzemplarzy zostanie przeznaczona do kanibalizacji. Sytuacja wyklaruje się w ciągu najbliższych tygodni, przewidują Indusi, złorzeczący, że Rosja nie jest w stanie wywiązywać się z wieloletniej umowy na dostawy części zamiennych i świadczenie pomocy technicznej. Winna jest rzecz jasna wojna z Ukrainą i jej skutki – sankcje, które zatrzymały produkcję w rosyjskich fabrykach oraz konieczność wetowania strat przez Rosję zapasami wcześniej przeznaczonymi na eksport.

„Rosyjskie narzędzia wojenne są tanie, dopóki nie są potrzebne”, zauważa jeden z indyjskich komentatorów. Nic dodać, nic ująć.

Tymczasem dowództwo IAF ma nadzieję, że wojna niebawem się skończy, zakładając przy tym, że wszystko wróci do normy. Czytaj: Zachód zniesie sankcje.

Rosja (i Chiny) to głowni dostawcy uzbrojenia dla biednych i mniej zamożnych krajów. Zwykle jest to sprzęt gorszej jakości, choć oba przemysły są w stanie produkować uzbrojenie względnie wysokiej klasy. Chinom nic złego w kontekście wojny na wschodzie się nie dzieje. W ich przypadku należy spodziewać się dalszego pościgu za zachodnią jakością i skutecznością systemów bojowych. A Rosji? Jeśli Zachód wytrwa w sankcjach, Rosja nie będzie w stanie sprzedać niczego. Bo niczego nie wyprodukuje. Ich najlepsze uzbrojenie – teraz widać to wyraźnie – bazuje na zachodniej elektronice. A dostępu do niej już nie ma. Własna elektronika to 2-3 generacje wstecz, czego Rosjanie nie potrafią przeskoczyć.

Kasa na ów przeskok nawet była, ale – posłużę się słowami przedstawiciela branży lotniczej z dobrymi kontaktami na wschodzie – „pod przykryciem restrukturyzacji przemysłu wojskowego, ujednoliceń i tworzenia holdingów, Wiertoliety Rossiji, OAK, ODK, OSK (nazwy firm – dop. MO) wprowadziły masowo technologie stealth. Ogromne ilości pieniędzy zniknęły bez śladu i żadnego widocznego efektu”.

Taki to stealth w rosyjskim wydaniu – sprzęt jest niewidzialny, bo go nie ma.

Ale mniejsza o „wsad” – skorupy samolotów, czołgów czy okrętów buduje się przy użyciu wysokiej klasy maszyn. A tych, własnych, u Rosjan jak na lekarstwo. 90 proc. obrabiarek wykorzystywanych przy produkcji czołgów ma zachodnie papiery. I… już nie działa. Technologiczny regres przemysłu – poza kłopotami z odbudową zdolności bojowej własnej armii – oznacza także katastrofę w wymiarze ekonomicznym. Eksport uzbrojenia był dotąd, obok kopalin, jednym z najważniejszych źródeł wpływów budżetowych.

Źródełko schnie, kasa topnieje – jak wylicza amerykański „Newsweek”, Moskwa wydaje na wojnę z Ukrainą 900 mln dol. dziennie. Mniej więcej tyle wpływa do kremlowskiego skarbca z handlu ropą, gazem i węglem, ale po pierwsze, tych pieniędzy za chwilę będzie znacznie mniej; po drugie, państwo to coś więcej niż armia. Nawet rosyjska armia to coś więcej niż siły inwazyjne w Ukrainie. Kołderka krótka, „gęb do wyżywienia” mnóstwo. A dla zachowania spójności systemu trzeba jeszcze zaspokoić żądania/oczekiwania złodziei-oligarchów.

Putin zatem finansuje wojnę z oszczędności. Dać małpie brzytwę, sama się pochlasta…

…ale krzywdy innym też narobi/fot. Центр стратегічних комунікацій та інформаційної безпеки

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Równolegli

Mój profil na Facebooku odwiedziło kilku specyficznych komentatorów, a i sam zajrzałem tu i ówdzie, w miejsca, gdzie „prorosyjski głos w twoim domu” ma się dobrze. I przeczytałem, że:

Rosjanom się nie wiedzie, bo Ukraińcy otrzymują zachodnią broń (pisane toto było w tonie wyrzutu, naprawdę…).

No by to szlag, ci wstrętni Ukraińcy, przecież mogliby tej broni nie brać. Walczyć uczciwie, sowiecką techniką, a najlepiej w ogóle nie walczyć. No a ten Zachód, dajcie spokój… Co go to wszystko obchodzi!?

Biedny jest los ukraińskich cywilów, nawet Wehrmacht okazał się lepszy niż armia Ukrainy, bo nim pozamieniał miasta w twierdze w 1945 roku, to zezwolił na częściową ewakuację ludności.

O tak, to jest gruba artyleria – porównanie Ukraińców do hitlerowców, ba, wskazanie, że są gorsi. Doceniam przewrotność – bo przecież nazistami są dziś Rosjanie – oraz empatię wobec bezbronnych kobiet i dzieci (tylko czy ona prawdziwa czy na pokaz, to nie mam jasności…). Gwoli uczciwości przypomnę, że problemu by nie było, gdyby dziadyga z Kremla nie roił sobie we łbie, że może zająć Ukrainę. I gdyby jego bandycka armia pozwalała na ewakuację miast. A jak to wygląda w praktyce? W praktyce orkowie ostrzeliwują korytarze humanitarne, a na dworce kolejowe pełne cywilów posyłają rakiety.

Ukraina nie powinna brać amerykańskiego uzbrojenia, bo stanie się zachodnią kolonią i/lub zadłuży na lata.

No k…, to jest wybitne, przyznaję. Jacy niemądrzy ci Ukraińcy, przecież położyliby łby po sobie, wpuścili do kraju wyzwoliciela i uniknęli podłego losu zachodnich pachołków. Może nawet ruskich gwałtów, mordów i grabieży by uniknęli, bo przecież to nieuzasadniony opór tak rozzuchwalił sowieckiego sołdata.

Sołdata, za którym stoi TAKA kultura. „Nie wie Pan o rosyjskich osiągnięciach w nauce, kulturze, sztuce, literaturze? W europejskich galeriach sztuki i muzeach nie ma Polaków, a są Rosjanie”.

Bum, madafaka! I co wy na to, polaczki? A pisał to Polak, żeby nie było. To już nawet nie jest syndrom sztokholmski (w którym ofiara obdarza kata uczuciem), to masochizm w wersji hard. Pozostając w konwencji wpisu dodam, że za Niemcami swego czasu stała  bardziej kulturalna kultura (a jaka nauka stała! Sowiecka do pięt jej nigdy nie dorosła). No więc stała, jak stał słup dymu z krematoriów. Buczy baletem nie da się przykryć. Ale w sumie co my wiemy, skoro…

Polska jest pół dzika, bo wczoraj ruski ambasador został u nas publicznie olany. Oblany znaczy. A tak w ogóle to jego współpracowników wcześniej wypędzono.

„Wypędzono”, czaicie? Pędzono to ludzi na Sybir, zaś o (pół)dzikości państwa najlepiej świadczy to, co robią jego instytucje, na przykład armia. Rosyjska dla przykładu działa wedle standardów Waffen SS, trochę bardziej niż półdzikich. A może nawet bardziej niż bardziej, bo u esesmanów jakiś porządek w planowaniu zbrodni był, zaś u orków jest głównie bardak.

I mógłbym tak długo, ale już mi się nie chce. Wycieczki do światów równoległych naprawdę są męczące. Wspomnę tylko o swej naiwności w tym kontekście – dawno, dawno temu wydawało mi się, że jak obejrzałem Wiadomości TVP, to nic mnie już nie zdziwi…

—–

Zdjęcie zjaranego sowieckiego czołgu dla atencji. To ten najnowszy super-hiper-duper T-90 M Przełom. Oburzające, że nikt Ukraińcom nie powiedział, że ów tank jest niezniszczalny…/fot. Центр стратегічних комунікацій та інформаційної безпеки

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zakładnicy

Z jak Zastraszanie.

Analitycy wojskowi, a za nimi dziennikarze, głowią się od kilkunastu godzin, co oznacza litera „Z”, wpisana w kwadrat, która pojawiła się na rosyjskich pojazdach wojskowych, zgromadzonych przy granicy z Ukrainą. Tropów jest kilka, medialnych doniesień pewnie już setki. A zwykły człowiek widzi materiał z „tajemniczym znakiem” w tytule i klika. I gra toczy się dalej…

Jako gatunek mamy tę właściwość, że z czasem obojętniejemy na zewnętrzne zagrożenia. Nie potrafimy funkcjonować w stanie ciągłego napięcia, czujności; niezdolność psychiczna jest zapewne skutkiem naszej biologii, ryzyka przegrzania mózgu, najogólniej rzecz ujmując. Stąd biorą się wszelkie objawy „normalnego życia” czy dążenia do funkcjonowania w takich właśnie okolicznościach – niezależnie od obiektywnych przeszkód, jak działania wojenne, okupacja, pandemia czy inne graniczne, kryzysowe sytuacje. Obserwowaliśmy to w historii, obserwujemy na co dzień, w postaci tych wszystkich prób „unieważnienia” pandemii – od skrajnych strategii wyparcia („covid to ściema”), po poprzedzoną pełnym cyklem szczepień postawę „nic/niewiele mi już grozi”. Pamiętam, jak początkowo wielkim zaskoczeniem był dla mnie fakt, że Afgańczycy kursowali między wioskami i miastami – realizując sprawunki i inne życiowe potrzeby – mimo iż drogi były przez rebeliantów notorycznie minowane, a cywilne pojazdy często wylatywały w powietrze. W końcu zrozumiałem tę potrzebę zachowania choćby zrębów normalności, skutkującej „zapominaniem”, że wokół toczy się wojna.

Ale banie się to pożądany efekt, patrząc z perspektywy napastników, okupantów, czy po prostu nieprzyjaciół. Zastraszeni pozwalają sobą manipulować, ich zachowania można odpowiednio ukierunkować. Akty terroryzmu prowadziły do zmiany polityk (Hiszpania, po zamachach w Madrycie – pod presją własnej ulicy – wycofała się z wojny w Iraku). Kampanie medialne, dezinformacyjne, sprawiały, że wyborcy głosowali wbrew swoim interesom, bojąc się na przykład zachowania status quo (brexit). Rosjanie nie zabili nam prezydenta w Smoleńsku, ale zręcznie zarządzając informacją (czyniąc wrzutki i korzystając z aktywności użytecznych idiotów typu Macierewicz), w części z nas ugruntowali przekonanie, że tak właśnie się stało. „Utłukliśmy wam głowę państwa i pozostajemy bezkarni” – brzmi pierwsza część przekazu. „Możemy zatem wszystko” – w drugiej zawiera się jego clou.

A nie tylko Polska jest na celowniku Rosji – Zachód, jego struktury, przede wszystkim zaś społeczeństwa/opinie publiczne, „obrabiane są” już od dekad. Dość przypomnieć próby zagospodarowania przez Kreml lęków zachodnich Europejczyków przed atomem i amerykańskim arsenałem jądrowym na kontynencie. Właściwie całe lata 80. toczyła się w tej materii podstępna gra, której celem było takie nastawienie potencjalnych wyborców, by ci zmusili własne rządy do korzystnej dla ZSRR demilitaryzacji.

Sowiet upadł, lecz Rosja dalej idzie tą drogą. Dziś grozi Europie wybuchem kolejnej wielkiej wojny, której zarzewiem miałaby być Ukraina. Oczywiście, są to groźby nie do zrealizowania, konflikt z NATO byłby bowiem dla Rosjan nie do wygrania, niemniej w obszarze retoryki moskiewscy spece od zatruwania nastrojów mogą swobodnie posługiwać się argumentem „sytuacji wymykającej się spod kontroli”, „nieoczekiwanej eskalacji” itp. Ileś osób to kupi i niezależnie od stosunku do Rosji, będzie zwolennikiem „nieprowokowania Kremla”. W dobie polityk pod przemożną presją sondaży nie sposób zignorować pacyfistycznego nastawienia obywateli; tak przynajmniej kalkuluje Moskwa.

Ale – i tu wracamy do punktu wyjścia – ileż można się bać? Putin grozi Ukrainie od października (w najnowszej odsłonie eskalacji), od grudnia idzie po całości i rzuca wyzwanie całemu NATO. Pyta wręcz: „czy jesteście gotowi umierać za Ukrainę?”. Media, które na strachu budują swoje zasięgi, chętnie się do gry włączają. I tak powstaje prawdziwa kakofonia, nieustanna zapowiedź nadchodzącej agresji, której skutki dotkną wszystkich od Dniepru po Kanał. Sytuacja była już „na ostrzu noża” w grudniu, styczniu, jest w lutym. Wybuch wojny przekładano kilka razy, co poza ulgą niesie też wspomniane zobojętnienie. „Przestańcie wreszcie pierdolić o tej wojnie” – czytam na forum dużego dziennika. „Wróćcie do tematu, gdy naprawdę wybuchnie. Ja póki co żegnam państwa, jadę na narty”.

Jak na powrót chwycić taką osobę w sidła zastraszania? Jak przypomnieć, że „Rosja może zrobić w jej kraju jesień średniowiecza”? Ano wystarczy wykorzystać naturalną ciekawość dla tajemniczych, niezrozumiałych, nieoczywistych zjawisk czy procesów oraz fakt, że medialne strategie finansowe opierają się na „zagospodarowywaniu” takich postaw. „Z” (którego w rosyjskim alfabecie nie ma) na burtach samochodów i czołgów to najpewniej sposób na wyrąbanie sobie przestrzeni informacyjnej, zdobycie naszej uwagi. Czytając o tym, znów wchodzimy w ponury świat niechybnej inwazji i jej zgubnych skutków. Ponownie stajemy się mentalnymi zakładnikami Putina.

Z jak zakładnicy.

—–

Ilustracyjne zdjęcie z Donbasu, z 2016 r./fot. Darek Prosiński

Postaw mi kawę na buycoffee.to