Kondycja

Gdy zaczęła się pełnoskalowa inwazja i tysiące rosyjskich żołnierzy weszło do Ukrainy, niemal natychmiast w serwisach społecznościowych pojawiły się filmiki ilustrujące przykłady obywatelskiego oporu.

Ukraińcy wkraczali na drogi, by blokować przejazdy rosyjskich kolumn, nachodzili grupki żołnierzy, by im naubliżać, protestowali przed budynkami administracji zajętymi przez wojsko. Ostentacyjnie wywieszali flagi, nosili wstążki, śpiewali hymn. Z czasem wyszły na jaw także inne bardziej „zaawansowane” formy oporu, z konieczności nie rejestrowane i nie upubliczniane, jak zbieranie informacji o ruchach wojsk czy mały sabotaż (na przykład dziurawienie opon wojskowych ciężarówek). Mnie jednak interesują te pierwsze emocjonalne reakcje – i fakt, że Ukraińcy pragnęli się nimi dzielić. Ktoś nagrywał, ktoś wrzucał do sieci. Samorzutnie, choć oczywiście ów materiał z miejsca stał się narzędziem oficjalnej propagandy i wojny informacyjnej.

Dlaczego o tym wspominam? Ano mamy trzeci dzień ukraińskiej operacji w obwodzie kurskim, Ukraińcy weszli do kilkunastu miejscowości, pod kontrolą ZSU znajduje się 150 km kw. rosji (co piszę świadom umowności słowa „kontrola” w sytuacji blitzkriegu) – a dotąd nie pojawił się żaden materiał ilustrujący obywatelski opór rosjan. Żaden. W trzecim dniu „pełnoskalówki” w sieci były już dziesiątki takich filmów wykonanych przez ukraińskich cywilów. Jasne, skala tamtej operacji była znacząco wyższa, z rosjanami zetknęły się dziesiątki tysięcy obywateli napadniętego kraju. Tutaj mówimy o niewielkim terenie i tysiącach ludzi, w życiu których nagle pojawili się najeźdźcy. Ale u licha, naprawdę nikt nie mówi „nie!”?

Dowodów na cywilny opór brak, za to pojawiło się kilka materiałów, w których rosjanie skarżą się na niesprawiedliwość, jaka ich dotknęła. Bo dlaczego to akurat ich wieś czy miasteczko zostało zaatakowane? Dlaczego to oni musieli uciekać z domów? Obok narzekania na złych Ukraińców w tych filmach pojawia się też bardzo rosyjski element. „Lokalne władze nas zawiodły, putin pomóż!”, proszą zwykle kobiety, co układa się w kolejną bajkę o „złych bojarach i dobrym carze”.

A teraz odrobina historii. Gdy wiosną zeszłego roku oprychy prigożyna maszerowały na Moskwę, świat ze zdumieniem przyglądał się bezradności i obojętności rosyjskiej armii i służb porządkowych. Nie licząc wyjątków, żołnierze i funkcjonariusze mieli „wywalone” na to, że jakaś zbrojna grupa idzie na stolicę, że państwu grozi przewrót. Ryba psuje się od głowy – generałowie postanowili się nie mieszać, nie wydali rozkazów, podwładni posłusznie stali z bronią u nogi. Państwowców i etosowców służby (i przysięgi!) nie było za wielu.

Również cywile mieli „wywalone” – wagnerowcy nie musieli obawiać się gwałtownych reakcji z ich strony. Ba, w Rostowie tłum wręcz zbratał się z bandytami – w końcu najemnicy mieli karabiny, wozy opancerzone, czołgi.

Do brzegu – sytuacja w obwodzie kurskim zdaje się potwierdzać niską kondycję moralną rosyjskiego społeczeństwa. Nie tylko brak refleksji na temat zbrodni, jaką jest napaść na Ukrainę, ale też obrzydliwy egocentryzm, do opisu którego w Polsce używamy cytatu z Sienkiewicza: „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy, to jest zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy”. Najazd udowadnia, że model zależności feudalnej ma się w rosji dobrze, nade wszystko jednak pokazuje, że cały ten urra-ptriotyzm – całe to pitolenie o „matuszcze rasiji” – jest na pokaz.

I w ogóle mnie to nie martwi.

—–

Dziękuję za lekturę! Jeśli spodobał się Wam ten tekst, szerujcie go proszę. Pamiętajcie również o tym, że piszę głównie dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”. Trzeba mi ich jak diabli, bo ostatnio ze zbieraniem środków na raport jest „tak se”. Pomożecie? Stosowne przyciski znajdziecie poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają moje materiały, także książki.

A skoro o nich mowa – gdybyście chcieli nabyć egzemplarze „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji” oraz „Międzyrzecze. Cena przetrwania” z autografem i pozdrowieniami, wystarczy kliknąć w ten link.

Nz. Screen z filmiku o „złych Ukraińcach”

„Hybrydowy”

Właśnie mija pół roku, odkąd gen. Ołeksandr Syrski pełni funkcję naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy (ZSU). To wystarczająco dużo czasu, by pokusić się o pierwsze podsumowania oraz zastanowić nad przyszłością generała i kondycją dowodzonej przez niego armii.

Syrski zastąpił na stanowisku uwielbianego przez Ukraińców gen. Walerija Załużnego, który wszedł w konflikt z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim i najprawdopodobniej z tego powodu musiał podać się do dymisji. Jej okoliczności, osobowość i zasługi Załużnego sprawiły, że Syrski już na wejście „miał pod górkę”. Sugerowano, że nie dorasta do poprzednika, z którym utożsamiano błyskotliwą operację obronną i rekonkwisty z 2022 roku.

Ponadto nowego dowódcę obciążało rosyjskie pochodzenie (rodzice i brat nadal żyją w rosji), edukacja i służba w armii sowieckiej oraz – nade wszystko – wywiedzione stamtąd nawyki. „Syrski to agresywny dowódca, dla którego liczy się cel, bez względu na koszty – dlatego nie jest lubiany przez żołnierzy”, konkludowało wielu obserwatorów konfliktu. Przykładem tej bezceremonialności miały być uporczywe, i w ocenie większości analityków nieefektywne, obrony Sołedaru i Bachmutu. „Ten człowiek wykrwawi ZSU…”, zapowiadali skrajni pesymiści.

Armię, która na początku lutego 2024 roku była w kiepskiej sytuacji. Zdziesiątkowana (mniejsza o 25 proc. w porównaniu ze stanem z wiosny 2022 roku), zmęczona (większość żołnierzy służyła rok lub dłużej), borykająca się z bardzo poważnym kryzysem amunicyjnym oraz z piętnem nieudanej kontrofensywy na Zaporożu, która – biorąc pod uwagę społeczne oczekiwania – miała wręcz rozstrzygnąć losy wojny. Poddana nieustannej rosyjskiej presji, głównie w Donbasie, co zimą 2024 roku przybrało postać wielkiej bitwy o maleńką Awdijiwkę. To tam Syrski miał wykazać swą „sowiecką bezkompromisowość”, żądając od podwładnych obrony do upadłego.

Tymczasem generał zaskoczył adwersarzy i rozkazał wycofanie ZSU z nieperspektywicznej rubieży. I później wielokrotnie udowodnił, że jest dowódcą, który nie realizuje stalinowskiej strategii „ani kroku wstecz!” – że woli obronę manewrową, dopuszcza utratę terytoriów, jeśli tym sposobem można podjąć bardziej efektywną walkę, w której nie dość, że zadaje się przeciwnikowi poważne straty, to jeszcze dba o redukowanie własnych ubytków. Te zaś znów – przez niemal pół roku podobne do rosyjskich – stały się znacząco niższe, co należy uznać za zasługę głównodowodzącego (wszak pamiętajmy, że intensywność działań zbrojnych wzrosła, w związku z czym w liczbach bezwzględnych obie strony ponoszą obecnie straty wyższe niż w pierwszym i drugim roku wojny).

Prezydent Zełenski oczekiwał od gen. Syrskiego stabilizacji frontu – i zadanie to zostało zrealizowane. Korekty przebiegu linii mają rzecz jasna miejsce – są efektem punktowej rosyjskiej presji i wspomnianej obrony manewrowej Ukraińców – lecz ogólna sytuacja daleka jest od załamania. rosjanie nie mają szansy na wykonanie poważnego wyłomu i wyjścia na ukraińskie tyły. Ba, ich siły się wyczerpują i w najbliższych tygodniach można spodziewać się spadku potencjału bojowego poniżej progu niezbędnego dla przeprowadzania nawet ograniczonych działań ofensywnych.

W maju rosjanie podjęli próbę otwarcia nowego frontu na północ od Charkowa – zamiar ten został przez Ukraińców pokrzyżowany. Co istotne, odbyło się to bez (zapewne oczekiwanej przez agresorów) rotacji jednostek ZSU walczących w Donbasie i na Zaporożu. Syrski poradził sobie z nowym zagrożeniem bez konieczności osłabiania innych odcinków frontu. Stało się tak również za sprawą twardej postawy generała, który – w przeciwieństwie do poprzednika – nie obawiał się „ruszyć świętych krów”, brygad „trwale odwodowych”. Syrski wychodzi z założenia, że obciążenia związane z walką należy rozkładać w armii na tyle równomiernie, na ile się da. Inna sprawa, że na niższych szczeblach często rozumieją to opacznie, wysyłając do okopów „droniarzy”, logistyków, wszelkiej maści specjalistów – ale owo marnowanie potencjału to temat na odrębny tekst.

Stabilizacja, o której piszę, jest też efektem wielu innych czynników. Syrskiemu pomógł powrót do gry Stanów Zjednoczonych i „przebudzenie” Europy, co przełożyło się na potężne wsparcie materiałowe dla ZSU. Nie bez znaczenia jest w tym kontekście przyjęta w maju ustawa mobilizacyjna, dzięki której do koszar znów napływa przyzwoity strumień rekrutów. Z drugiej strony, wyczerpują się zapasy sprzętowe rosjan, a ich przemysł zbrojeniowy okazuje się kolosem na glinianych nogach, niezdolnym do wsparcia armii w prowadzeniu wojny o wysokiej intensywności.

Złośliwiec mógłby rzec, że w takich okolicznościach wystarczy nie przeszkadzać, ale ja nie zamierzam redukować roli Syrskiego do „nieprzeszkadzania”. Zgadzam się jednak z opinią, że generał nie przeszedł jeszcze najważniejszego testu. Potwierdził, że dobrze „czyta” rosjan, stojąc na czele operacji obronnej – nie tylko przez ostatnie pół roku, w skali kraju, ale i wcześniej, podczas walk o Kijów w 2022 roku. Udowodnił, że coś, co go rzekomo obciąża – „sowiecki sposób myślenia” – może być przydatny, zwłaszcza przy jednoczesnym zastosowaniu zachodnich wzorców działania i techniki. Teraz czekam na moment, w którym owa hybrydowość objawi się w operacji zaczepnej, prowadzonej z pozycji głównodowodzącego.

Tylko czy generał doczeka? I nie chodzi mi o możliwości ZSU (nadal zbyt ograniczone), a raczej o zagrożenia natury politycznej. W Ukrainie coraz częściej mówi się o braku chemii między Syrskim a Zełenskim…

Ps. Napisałem ten tekst – dla portalu „Polska Zbrojna” – 5 sierpnia, dwie doby później Ukraińcy rozpoczęli operację kurską. Zdaje się więc, że jednak mamy ów test – i że jak na razie Syrski przechodzi go bardzo pozytywnie.

Nz. Gen. Syrski (po prawej)/fot. SzG ZSU

A gdybyście chcieli nabyć egzemplarze moich książek „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji” oraz „Międzyrzecze. Cena przetrwania” z autografem i pozdrowieniami, wystarczy kliknąć w ten link.