Cel?

Gdy zastanawiamy się nad powodami klęski ukraińskiej kontrofensywy z lata 2023 roku, pierwsze, co przychodzi do głowy, to linia surowikina. System umocnień i pól minowych, wybudowanych na Zaporożu z inicjatywy gen. siergieja surowikina, przez kilka miesięcy głównodowodzącego wojskami rosyjskimi w Ukrainie. Faktem jest, że miny i bunkry miały niebagatelny wkład w zatrzymanie ukraińskich ataków, ale nie mniej istotna była rola, jaką odegrał gen. iwan popow, stojący na czele 58. Armii.

Ten młody, obdarzony charyzmą i niebojący się podejmować decyzji oficer zręcznie dowodził rosyjską obroną na kluczowym odcinku. Radził sobie mimo niedostatków ludzi, wyposażenia, amunicji, prowiantu, a nawet wody. Dopóki nie został zdymisjonowany.

Teraz wraca na front, choć w zupełnie innej roli…

—–

O powrocie popowa donosi rosyjski Kommiersant. „Podejrzany o oszustwo na dużą skalę, były dowódca 58. Armii, podpisał kontrakt z Ministerstwem Obrony”, czytamy. Wedle źródeł redakcji, oficer ma wyjechać do Ukrainy nie jako dowódca dużego związku operacyjnego – popow poprowadzi jeden z oddziałów Szturm-Z, a te liczą zwykle po 100-150 żołnierzy. Dla generała, który dowodził kilkudziesięcioma tysiącami ludźmi, to degradacja i zniewaga. Ale też należy podkreślić, że popow gotów był wrócić na wojnę choćby w roli zwykłego żołnierza.

Generał został zatrzymany w maju 2024 roku pod zarzutem udziału w kradzieży 1700 ton metalu przeznaczonego do budowy fortyfikacji na Zaporożu – i od tego czasu siedział w areszcie. Tam domagał się zawieszenia postępowania i zwolnienia, podkreślając, że nie chce wracać na front. Tuż po osadzeniu wysłał otwarty list do putina, w którym stwierdził, że zawsze był „lojalnym żołnierzem” i poprosił o pozwolenie na powrót do służby wojskowej. Prezydent rosji najwyraźniej przychylił się do tej prośby – i uczynił to w iście stalinowski sposób. Oddziały Szturm-Z jak żywo bowiem przypominają karne kompanie i bataliony armii czerwonej z czasów II wojny światowej. Ich skład w dużej mierze tworzą wszelkiej maści skazańcy – od zwykłych kryminalistów, po mających problemy z dyscypliną (bądź za takich uważanych…) oficerów i żołnierzy.

W realiach rosyjsko-ukraińskiej wojny oddziały Szturm-Z operują na najniebezpieczniejszych odcinkach frontu, są niedostatecznie wyposażone, a ich podstawowym zadaniem jest skupianie ognia przeciwnika. Skupianie na sobie, podkreślmy, w trakcie mało wyrafinowanych manewrów, nazywanych „mięsnymi szturmami”. Z dostępnych i szczątkowych statystyk wynika, że jednostki Szturm-Z mają straty kilkukrotnie wyższe od innych formacji regularnej armii. Nikt się tym jednak nie przejmuje, wszak ich członkowie uważani są za żołnierzy o niższej wartości. Identycznie było ze „sztrafnikami”, służącymi w stalinowskich batalionach karnych. Gdzie często trafiali zupełnie przyzwoicie ludzie i żołnierze, na których wcześniej „znaleziono paragraf”.

—–

Zdaje się, że iwan popow, własną historią, i w tym zakresie powiela stare schematy. Zwolniono go ze stanowiska w lipcu 2023 roku po tym, jak ominął szefa sztabu generalnego sił zbrojnych rosji gen. walerija gierasimowa i próbował bezpośrednio odwołać się do Kremla w sprawie złych warunków na polu bitwy. Wskazywał m.in. na pilną konieczność zluzowania walczących od początku czerwca (od momentu rozpoczęcia ukraińskiej kontrofensywy), i już wcześniej przez wiele miesięcy nierotowanych, żołnierzy 58. Armii. W tamtym czasie Ukraińcy raportowali, że jakkolwiek rosjanie wykazują się w walce ogromną determinacją, duża część pojmanych na Zaporożu jeńców była wycieńczona. Głodna, spragniona i schorowana (ukraińskie służby medyczne odnotowały pośród nich liczne przypadki cholery i czerwonki).

Z takim wojskiem nawet najbardziej utalentowany dowódca długo nie powalczy, co popow sygnalizował najpierw bezpośrednim przełożonym. Gdy ci go wielokrotnie zbyli, generał „uderzył” do putina.

– Nie miałem prawa kłamać – mówił w oświadczeniu udostępnionym na Telegramie przez  andrieja gurulowa, wpływowego rosyjskiego parlamentarzystę. Wydanym, gdy dymisja ze stanowiska dowódcy 58. Armii stała się faktem. Generał oskarżył wówczas o zdradę państwa ówczesnego ministra obrony rosji siergieja szojgu. Zapewniał, że nakreślił najwyższemu dowództwu wszystkie problematyczne kwestie w rosyjskiej armii „dotyczące pracy bojowej i zaopatrzenia” podczas inwazji na Ukrainę i walk w obwodzie zaporoskim. Twierdził, że zwracał uwagę sztabowi generalnemu na brak zdolności przeciwpancernych, brak stanowisk rozpoznania artyleryjskiego oraz na masowe zgony i obrażenia „naszych braci od artylerii wroga”. – W związku z tym co przekazałem, wyżsi dowódcy najwyraźniej wyczuli we mnie jakieś niebezpieczeństwo i szybko, w ciągu jednego dnia, wymyślili rozkaz; minister obrony go podpisał i się mnie pozbył – żalił się popow. I dodał: – Nasza armia powstrzymała frontalne ataki Sił Zbrojnych Ukrainy, ale zostaliśmy uderzeni od tyłu przez wyższe kierownictwo. Zdradziecko i podstępnie dekapitujące armię w najtrudniejszym i najbardziej napiętym momencie – mówił, sugerując, że taką ocenę sytuacji podziela „wielu dowódców pułków i dywizji”.

—–

W takich okolicznościach popow wrócił do rosji, a niespełna rok później „przyklepano” mu zarzut kradzieży. Czy rzeczywiście się jej dopuścił? Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Cały sektor zbrojeniowy i obronny rosji to prawdziwe przestępcze królestwo. Rozległe działania wojenne w Ukrainie szybko to unaoczniły. Skalę fikcyjnych modernizacji i remontów dało się jakoś ukryć przy okazji konfliktu z maleńką Gruzją czy islamskimi fundamentalistami w Syrii – ale nie w obliczu starcia z dużą europejską armią. Nie czas i miejsce na rozważania o tym, skąd bierze się status rosji jako jednego z najbardziej skorumpowanych krajów świata. Na potrzeby tego tekstu wystarczy stwierdzenie, że zjawisko to wprost przełożyło się na obniżoną wartość bojową armii. Kradli generałowie, kradli właściciele i dyrektorzy fabryk, w mniejszym zakresie, ale za to liczniej okradali armię niżsi rangą wojskowi oraz pracownicy przemysłu. Zdaniem Ilji Szumanowa, szefa Transparency International Russia (organizacji uznanej za wrogą przez putina), premie korupcyjne w sektorze wojskowym przed inwazją na Ukrainę sięgały nawet 80 proc. wartości kontraktów.

Dlaczego nikt z tym nic nie robił? Bo kradli „wszyscy”, a udział w zyskach był nagrodą za wierność. Karano co najwyżej „kozły ofiarne” – pod publikę, by tworzyć pozór praworządności – lub „niepokornych”, którzy tej „brudnej wspólnocie” podpadli. Piszę w czasie przeszłym, ale ten mechanizm sprawowania władzy funkcjonuje w rosji do dziś. Niewykluczone, że zupełnie niewinny, a „gadatliwy”, iwan popow padł jego ofiarą.

Co na wczesny etapie tej sprawy mogło mu uratować życie. Generał został zdjęty ze stanowiska 11 lipca 2023 roku. Wcześniej regularnie krążył między zasadniczym a zapasowym stanowiskiem dowodzenia 58. Armii. Te ostatnie zlokalizowane było w hotelu Diuna pod Berdiańskiem – tego właśnie dnia trafionym przez co najmniej trzy rakiety Storm Shadow. Ukraińcy wiedzieli, w co strzelają. Nie dopadli popowa (choć zginął wtedy wyznaczony na jego następcę gen. oleg cokow oraz wielu innych oficerów), a bardzo chcieli, bo dał im się we znaki. Czy jako dowódca „kompanii samobójców” również będzie dla nich wysokowartościowym celem?

—–

Szanowni, by móc kontynuować swój ukraiński raport, potrzebuję także Waszego wsparcia. Okresowo bywa z tym krucho, marzec był właśnie takim miesiącem. Pomożecie w kwietniu? Polecam uwadze przyciski poniżej i nisko się kłaniam wszystkim „Kawoszom” i Subskrybentom!

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. iwan popo/fot. MOFR

Ten tekst, w nieco obszerniejszym wydaniu, opublikowałem w portalu TVP.Info.

„Zastrzyk”

Wiosną 2022 roku amerykański sprzęt i amunicja zaczęły płynąć na Wschód znacznie szerszym strumieniem. Na front w Ukrainie trafiły m.in. himarsy, które w ciągu kilkunastu następnych tygodni przetrąciły kręgosłup rosyjskiej logistyce.

Oczywiście, broń dostarczały też inne państwa, w tym Polska, dzięki której znacząco powiększył się park maszynowy ukraińskich wojsk pancernych. Decydujące znaczenie miały jednak precyzyjna artyleria (rakietowa i lufowa) oraz ogromne dostawy broni przeciwpancernej i podręcznych systemów przeciwlotniczych. Te ostatnie pozwalały trzymać rosyjskie lotnictwo z dala od frontu, javeliny i pochodne masakrowały czołgi, a armaty „mięsne szturmy” oraz bliskie zaplecze frontu, w tym pozycje rosyjskiej artylerii. W połączeniu z tym, co zrobiły dalekonośne Himarsy, patrząc z rosyjskiej perspektywy mieliśmy do czynienia z potężnym kryzysem. Wojsko federacji wytraciło najwartościowszy wówczas element ludzki i masę najnowocześniejszego i najlepszego sprzętu. „Walec” – jakim najeźdźcy chcieli zmiażdżyć obrońców – zatrzymał się, a potem ugiął pod ukraińskim kontruderzeniem. Jesienią 2022 roku armia inwazyjna była rozbita, zdemoralizowana, najsłabsza w całej dotychczasowej historii konfliktu.

Patrząc wstecz, był to najlepszy moment dla kolejnego ukraińskiego uderzenia – na Zaporożu. Linia surowikina nie istniała, rosyjska logistyka nadal nie otrząsnęła się po wiosenno-letnim „himarsowaniu”. W szeregach armii ukraińskiej panowało za to doskonałe morale, ludzie palili się do walki. Zabrakło jednak woli przywódców i dowództwa, być może warunkowanej krytyczną oceną możliwości ZSU, a może nieuzasadnioną niewiarą – tego dowiemy się zapewne długo po wojnie. Na dziś owo zaniechanie umieściłbym w kategorii „stracone szanse”.

Była też jesień 2022 roku dobrym momentem dla negocjacji, które Ukraińcy mogliby poprowadzić z pozycji siły. Co piszę bez wiedzy, czy jakiekolwiek działania w tym zakresie zostały wtedy podjęte – po prostu, szacuję „wagę” potencjalnych ukraińskich argumentów wobec rosyjskiej (bez)siły. Dostrzegając zarazem – po obu stronach – poważne przeszkody dla układania się. Dla rosji koniec wojny w tamtym momencie byłby porażką, trudną do „sprzedania” swoim, a więc niebezpieczną dla reżimu. W Ukrainie mało kto wówczas myślał o zawieszeniu broni – w armii i społeczeństwie panował wielki entuzjazm i optymizm co do dalszej przyszłości. Decyzja władz o układaniu się z wrogiem nie zyskałaby zrozumienia i akceptacji (co również zagrażałoby rządzącym).

Dlaczego więc o tym wspominam? Ano mam wrażenie, że historia się powtarza. Znów – jak wiosną 2022 roku – Ukraina jest w przededniu „amerykańskiego zastrzyku”. Znów jego zapowiedź przeraża Moskwę i skłania ją do wzmożonej presji na froncie. Znów zaczyna się wyścig między amerykańską logistyką a rosyjskim „walcem” (tym razem bardziej ludzkim niż artyleryjskim, wszak w odróżnieniu od sytuacji z 2022 roku rosjanom bardziej brakuje armat niż ludzi). Znów Ukraińcy muszą rosyjską furię przetrwać – gen. Kyryło Budanow ocenia, że krytyczne będzie najbliższe półtora miesiąca. I wreszcie znów ilość i jakość nowej broni – nie tylko amerykańskiej, ale też europejskiej – daje nadzieję na…

No właśnie, na co?

Odpowiedź w dużej mierze zależy od tego, czy amerykańska pomoc jest jednorazowa (jednoroczna) czy nie. Czy mówimy o procesie trwałej odbudowy zdolności armii ukraińskiej, co w kolejnym roku mogłoby poskutkować poważniejszymi operacjami zaczepnymi? Czy raczej o zapewnieniu Ukraińcom lepszej pozycji negocjacyjnej za kilka miesięcy, po uprzednim ponownym sprowadzeniu rosyjskiej armii do poziomu XX wieku (zniszczeniu jej najwartościowszych systemów)?

Ukraina ma otrzymać naprawdę groźne „zabawki”, w tym setki pocisków ATACMS. Dotąd dostała około 30 sztuk, z których kilka użyto w październiku zeszłego roku do ataku na lotniska w Ługańsku i Berdiańsku. W obu uderzeniach zniszczono i uszkodzono kilkanaście niezwykle cennych dla rosjan śmigłowców Ka-52. Z kolei w zeszłym tygodniu raptem sześć ATACMS-ów zadało potężne straty rosyjskiej OPL na Krymie – mówimy zatem o broni cechującej się niezwykłą efektywnością.

Ale właśnie – będzie jej (i innych systemów) na tyle, by trwale obezwładnić armię inwazyjną i odzyskać przynajmniej część utraconych terenów czy „tylko” tyle, by znów czasowo pogruchotać rosyjskie wojsko, a moskiewskim decydentom odebrać pewność siebie i skłonić do rozmów o pokoju?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie.

—–

Dziękuję za lekturę! A gdybyście chcieli wesprzeć mnie w dalszym pisaniu, polecam się na dwa sposoby. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

A gdybyście chcieli nabyć moją najnowszą książkę pt. „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji” z autografem, wystarczy kliknąć w ten link.

Nz. Ukraińska artyleria, zdjęcie ilustracyjne/fot. ZSU