Ultimatum?

Wstrzymanie działań wojennych na tak długim odcinku frontu, jak w Ukrainie, przy takiej masie zaangażowanego wojska, to kwestia co najmniej kilku godzin. Może kilkunastu, jeśli przeciwnik prowadzi działania rozpoznawczo-dywersyjne i musi wycofać żołnierzy i sprzęt zza tyłów wroga.

Wycofanie się armii okupacyjnej z obszaru wielkości jednej trzeciej Polski to wyzwanie na co najmniej kilkanaście dni. Miesiąc, żeby nie robić tego w zbytnim pośpiechu. No ale o takiej opcji nie ma mowy; rosjanie niczego, co zagarnęli, dobrowolnie nie oddadzą.

Wstrzymanie działań wojennych i jednoczesne zabezpieczenie najświeższych, najdalej wysuniętych zdobyczy – stworzenie buforu o szerokości kilku-kilkunastu kilometrów – to zadanie inżynieryjne na miesiąc, może nieco dłużej (mowa oczywiście o „bazowym” przygotowaniu terenu).

Co mam na myśli? Ano to, że 50 dni, jakie dał putinowi trump – by ten pierwszy się ogarnął i usiadł do rozmów pokojowych – to bardzo hojna oferta. Amerykanie mogli postawić rosjanom znacznie krótsze ultimatum. Dajmy na to miesięczne. Ale nawet te 50 dni od biedy można uznać za ultimatum właśnie, a nie wybieg, który ma pozorować presję, de facto będąc ucieczką od podjęcia twardej decyzji. Wierzyłbym, że tak nie jest (że to nie wybieg), gdyby Moskwie groził inny prezydent USA. Biden, Obama, Bush junior – ale nie trump. Bo trump już nie raz udowodnił, że zmienia zdanie z dnia na dzień. Że jest niekonsekwentny, nieracjonalny, niewiarygodny. Dziś obiecuje roSSji „piekielny odwet”, jutro może zmienić zdanie. Jestem więc bardzo sceptyczny po poniedziałkowych deklaracjach trumpa i rozczarowany tym jego brakiem zdecydowania, radykalności, twardej ręki.

No ale może za 50 dni rzeczywiście zrobi ruSSkim jesień średniowiecza.

Sami rosjanie zaś odetchnęli z ulgą. Giełda w Moskwie bardzo bała się amerykańskich retorsji ekonomicznych, które jeszcze przedwczoraj, jako nieuchronne, zapowiadał trump. A wczoraj moskiewski parkiet dostał 50 dni wakacji – i notowania gwałtownie skoczyły. „Hulaj dusza, piekła nie ma, jeszcze nas nie dojadą’.

Wojsko też wypuściło kolejną partię dronów, które – gdy piszę te słowa – właśnie zmierzają nad Ukrainę.

To znamienne reakcje, pokazujące, jak rosjanie traktują propozycje ugody. Dla nich są one przejawem słabości, a słabość prowokuje ich do agresji. Jest bowiem roSSja lujem, z którym nie ma sensu dyskutować. „Kolego, możemy byśmy to jednak załatwili jakoś polubownie?” – to nie jest właściwy komunikat do moskali. Ich trzeba od razu walić w ryj.

I nie piszcie mi, że to niebezpieczne, bo roSSja jest wielka i ma atomówki. W Ukrainie jakoś niespecjalnie się tym przejmują…

—–

Szanowni, gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

(De)eskalacja?

Z najświeższych ogólnodostępnych danych wynika, że Ukraińcom udało się 1 czerwca definitywnie zniszczyć 12 samolotów. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy utrzymuje, że w niedzielnym ataku na rosyjskie lotniska trafiono łącznie 41 maszyn.

W przypadku doszczętnie spalonych bombowców sprawa jest prosta – ich wraki są wyraźnie widoczne na zdjęciach satelitarnych. Co do pozostałych 29 samolotów nie trzeba wierzyć Ukraińcom na słowo, ci bowiem publikują coraz to nowe materiały filmowe, realizowane podczas uderzenia. Da się na ich podstawie oszacować skalę ataku, większą niżby to wynikało z potwierdzonych strat.

Ale i rosjanie nie siedzą z założonymi rękoma i poukrywali uszkodzone maszyny. Nie przesądzając o tym, czy było ich 29 czy mniej, wyjaśniam, że chodzi o takie samoloty, których nie udało się spalić. Drony FPV przenoszą małe ładunki, a te, jeśli nie trafią w „czuły punkt” – zbiornik z paliwem lub podwieszoną rakietę – nie muszą wywołać rozległego pożaru. Lecz nawet „drobne” uszkodzenia płatowców będą wymagały napraw, co oznacza, że uszkodzone samoloty zostały wyeliminowane na najbliższe miesiące. Zaś ich remont dodatkowo obciąży zakłady naprawcze, pracujące na pełnych obrotach przy obsłudze mocno eksploatowanej w warunkach wojennych floty samolotów.

Tak czy inaczej mówimy o wielkim ukraińskim sukcesie, zwłaszcza gdy przyjrzymy się rosyjskim stratom. W bazie Ołenja pod Murmańskiem całkowitemu spaleniu uległy cztery bombowce dalekiego zasięgu Tu-95MS oraz samolot transportowy An-12. W bazie Biełyj pod Irkuckiem spopielono trzy Tu-95MS i jeden bombowiec Tu-22M3, ponadto zniszczono prawdopodobnie trzy kolejne Tu-23M3 i uszkodzono jednego Tu-95MS. Z kolei na lotnisku Iwanowo-Siewiernyj w Iwanowie uszkodzeniu ulec miały dwa wyjątkowo cenne samoloty wczesnego ostrzegania A-50. Ukraińcy szacują, że wartość zniszczonego lub uszkodzonego sprzętu przekroczyła 7 mld dolarów. Gdyby tak było, mielibyśmy do czynienia z najkosztowniejszą jednostkową stratą tej wojny, co warto odnotować dla porządku, ale z istotnym zastrzeżeniem. Takim mianowicie, że realnie rosyjskie starty są w zasadzie niepoliczalne.

—–

Dlaczego? Do końca maja br. rosjanie dysponowali nie więcej niż 40 bombowcami Tu-95, z czego tylko połowa była w pełni operacyjna. Reszta robiła za głęboki zapas i rezerwuar części zamiennych. Utrata co najmniej siedmiu „operacyjnych” Tu-95 oznacza poważną redukcję potencjału – o ponad jedną trzecią. Tym dotkliwszą, że rosja od 30 lat nie produkuje tych samolotów, nie ma więc mowy o zastąpieniu utraconych Tupolewów nowymi egzemplarzami. Podobnie rzecz się ma z Tu-22M3, których wytwarzania zaprzestano w połowie lat 90. Gwoli rzetelności trzeba jednak podkreślić, że utrata „dwudziestek dwójek” boli rosjan mniej niż pogrom „Niedźwiedzi” (jak w nomenklaturze NATO nazywa się Tu-95). Tu-22M3 to bombowce średniego zasięgu, techniczne zdolne do przenoszenia broni atomowej, ale zasadniczo niebędące częścią jądrowej triady, w skład której wchodzą maszyny dalekiego zasięgu.

Idźmy dalej. Uszkodzenie dwóch samolotów wczesnego ostrzegania to cios w oczy i uszy rosyjskiego lotnictwa. W 2022 roku w aktywnej służbie rosja miała sześć A-50. W zeszłym roku do tej flotylli dołączył kolejny egzemplarz (powstały na bazie starego samolotu poddanego przebudowie i modernizacji). Jednak na skutek działań wojennych w Ukrainie dwa A-50 zostały zestrzelone, dwa uszkodzone. Czasowa eliminacja kolejnych dwóch maszyn oznacza, że rosyjska armia nie jest w stanie zapewnić sobie dozoru lotniczego na właściwym poziomie. Jeśli prawdziwe są informacje, że jeden z poturbowanych wcześniej „rosyjskich AWACS-ów” został naprawiony, w służbie są obecnie dwa „Trzmiele” (nazwa własna A-50), jeśli nie, tylko jeden. A trzeba minimum trzech. Wdrożenie ostatniego A-50 zajęło rosjanom lata, czyli po niedzielnym ataku czeka ich najpewniej długotrwała lotnicza ślepoto-głuchota.

—–

Na razie jest zgryzota. Lotnictwo strategiczne było najsłabszym ogniwem rosyjskiej jądrowej triady, w skład której wchodzą także atomowe okręty podwodne oraz podziemne i naziemne wyrzutnie rakiet dalekiego zasięgu. Po ukraińskim ataku jest ono jeszcze słabsze – obecnie, obok ocalałych z pogromu Tu-95, w jego skład wchodzi nie więcej niż 20 w pełni spawanych Tu-160 (kolejnych dziesięć bombowców tego typu można by stosunkowo szybko przywrócić do służby operacyjnej).

Co to oznacza w praktyce? Że rosja nadal zachowuje dużą zdolność odstraszania, ale w relacji ze swoim głównym przeciwnikiem z „atomowej ligi” – Stanami Zjednoczonymi – weszła w fazę pogłębionej asymetrii, jeśli idzie o możliwości przenoszenia głowic jądrowych. Najogólniej rzecz ujmując, nie dość, że „od zawsze” dysponuje gorszymi samolotami (mierzy się ze skutkami technologicznego zapóźnienia), to teraz fizycznie ma ich mniej niż kilka dni temu (i znacznie mniej niż USA). Tymczasem skuteczność polityki nuklearnego odstraszania opiera się na możliwości wielokrotnego zdublowania atomowej riposty, o co prościej przy zróżnicowanym arsenale. Można to wyrazić tak: „gdy wróg zniszczy nam okręty, wciąż będziemy mieli naziemne wyrzutnie, kiedy i tych zabraknie, zostaną nam samoloty”. Oczywiście ten ciąg można układać w dowolnej konfiguracji, istotą jest konieczność dywersyfikacji uzbrojenia. No więc rosjanie mają teraz mniej opcji – a ugodowa polityka donalda trumpa wcale nie gasi ich nieufności wobec USA.

—–

Jest więc zgryzota, jest chęć rewanżu, ale są też związane ręce. Jak już pisałem, atak na kluczowe elementy potencjału odstraszania rosji to ukraińska próba przejęcia inicjatywy negocjacyjnej. Komunikat o treści: „zadaliśmy wam dotkliwy cios, możemy zadać kolejny”. Operacja „Pajęczyna” udowadnia, że ukraińskie służby działają w rosji bardzo aktywnie i potrafią sprostać najtrudniejszym wyzwaniom. Ta ukraińska dyspozycja musi szczególnie niepokoić putina, zwłaszcza po koszmarnej wpadce, jaką zaliczyły rosyjskie spec-służby. Mam na myśli wyciek danych na temat jednego z najpilniej strzeżonych obiektów w rosji – bazy w okolicach miasta Jasnyj, gdzie przechowywane są m.in. pociski hipersoniczne Awangard. Pisałem o tym kilka dni temu, przypomnę więc tylko, że na skutek nieroztropności rosyjskich przedsiębiorców przyjmujących zlecenia od ministerstwa obrony, w publicznym obiegu pojawiło się niemal dwa miliony dokumentów, do których dotarli dziennikarze duńskiego portalu „Danwatch” i niemieckiego magazynu „Der Spiegel”.

Kosmodrom w pobliżu Jasnyj jest jedną z jedenastu rosyjskich instalacji, z których można odpalać rakiety międzykontynentalne. Obiekt przeszedł w ostatnich latach gruntowną modernizację, co wiązało się z całą serią przetargów. I właśnie dokumentacja przetargowa, nieodpowiednio zabezpieczona, wpadła w ręce dziennikarzy. Dzięki niej możliwe było odtworzenie planu bazy w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli do takiej kopalni wiedzy dostali się dziennikarze, naiwnością byłoby zakładać, że ukraińskie agencje wywiadowcze mają gorsze wyniki. Lepiej przyjąć, że Kijów jest w posiadaniu bardzo szczegółowych informacji o zabezpieczeniach innych kluczowych rosyjskich obiektów jądrowych i nie tylko.

—–

Owo założenie nie jest jedynie logicznym i retorycznym zabiegiem. Dwa dni po uderzeniach na lotniska, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy dokonała sabotażu na moście krymskim – mimo iż ta instalacja to oczko w głowie putina i ma ponadstandardową ochronę. W tym ataku nie chodziło o powalenie konstrukcji, a o nadanie kolejnego sygnału. „Możemy was uderzyć w najczulsze punkty, nie znacie dnia i godziny; naprawdę chcecie dalej walczyć?”, mówią Ukraińcy. Nawet jeśli grają va banque, rosyjski dyktator musi poważnie zastanowić się, co dalej. Czy opłaca się kontynuować „spec-operację”. Na szali jest realne zagrożenie utraty resztek lotnictwa strategicznego, być może innych elementów triady oraz definitywne pogrzebanie wizerunku „drugiej armii świata”, ze wszystkimi tego międzynarodowymi konsekwencjami.

Tymczasem z badania przeprowadzonego w maju przez niezależne Centrum Lewady wynika, że 64 proc. rosjan opowiada się za dialogiem pokojowym, co oznacza wzrost o sześć punktów procentowych od marca br. Tylko 28 proc. mieszkańców federacji popiera kontynuację działań wojennych, co z kolei jest najniższym wynikiem od początku konfliktu. Dla porównania, w maju 2023 roku 48 proc. respondentów uważało, że wojna powinna trwać, a w maju 2024 roku było to 43 proc. Spadki (i wzrosty) są więc wyraźne; na razie trudno ocenić, czy odzwierciedlają trwałą tendencję czy są chwilowe, ale z pewnością mogłyby być pretekstem co najmniej do zamrożenia konfliktu. Czy putin z niego skorzysta czy wybierze opcję dalszej eskalacji, licząc, że to Ukraińcy pierwsi „zmiękną”? Wkrótce się przekonamy.

—–

Szanowni, zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Ten tekst – w obszerniejszej wersji – opublikowałem w portalu TVP.Info – znajdziecie go pod tym linkiem.

Nz. ilustracyjnym ukraiński Tu-160 z muzeum w Połtawie. Na terenie tej placówki znajdują się również płatowce Tu-95 i Tu-22M. SBU wykorzystała je do szkolenia operatorów, którzy następnie zaatakowali samoloty tego typu w rosji/fot. własne

Wtopa

Szanowni, wiem, że zajmują Was wybory, a w kwestii ukraińskiej wczorajszy pogrom rosyjskiego lotnictwa strategicznego. Odniosę się do obu kwestii, obiecuję. Najpierw jednak temat z ubiegłego tygodnia, istotny na tyle, że nie powinien uciec Waszej uwadze. Chodzi bowiem o inną koszmarną wtopę rosjan, także związaną z ich atomową triadą. Zapraszam do lektury!

Baza w okolicach miasta Jasnyj to jeden z najpilniej strzeżonych obiektów w rosji. Tam właśnie, od 2019 roku, rozlokowane są pociski hipersoniczne Awangard, jedne z najnowszych systemów przenoszenia broni jądrowej i oczko w głowie władimira putina. Sekrety tego miejsca wyciekły do publicznego obiegu, co dla rosjan może okazać się bardzo kosztowną wpadką.

Arsenał jądrowy to kluczowy zasób federacji rosyjskiej, jej „polisa ubezpieczeniowa”, gwarantująca nie tylko bezpieczeństwo, ale i bezkarność wielu działań. Wojna w Ukrainie, dramatycznie rewidująca wyobrażenia o możliwościach rosyjskiej armii konwencjonalnej, tylko uwypukliła znaczenie „atomówek”. Wiedzą o tym na Kremlu, stąd ogromny nacisk na modernizację zarówno samej broni nuklearnej, jej nośników, jak i całej infrastruktury niezbędnej do zachowania potencjału sił strategicznych.

Współczesna rosja działa nieco inaczej niż ZSRR – prac związanych z budową czy rozbudową obiektów wojskowych nie wykonują już żołnierze. Armia korzysta z usług cywilnych wykonawców, a wyłania ich w drodze przetargów. Potrzebne do ich realizacji dane, w tym plany budowlane, schematy, informacje o wyposażeniu i położeniu (na przykład podziemnych bunkrów) oraz inne tajne i poufne informacje znalazły się w Internecie. A dostęp do nich znaleźli dziennikarze duńskiego portalu „Danwatch” i niemieckiego magazynu „Der Spiegel”.

rosjanie już kilka lat temu zdali sobie sprawę z nieszczelności systemu zamówień publicznych. Pod koniec 2020 roku duma państwowa uchwaliła ustawę zaostrzającą zasady w zakresie zamówień dla wojska i innych służb mundurowych. W ministerstwie obrony powstała zamknięta baza danych, dostępna tylko dla sprawdzonych krajowych firm. Lecz ów zabieg na niewiele się zdał, bowiem uczestnicy przetargów i tak publikowali tajne informacje – na przykład jako załączniki do własnych ofert – w ogólnodostępnych bazach. Przeglądając je, dziennikarze „Danwatch” i „Der Spiegla” odkryli dwa miliony różnych dokumentów.

Duża ich część dotyczy bazy strategicznych wojsk rakietowych w pobliżu miasta Jasnyj w obwodzie orenburskim. Kosmodrom jest jedną z jedenastu rosyjskich instalacji, z których można odpalać rakiety międzykontynentalne. Zebrana przez reporterów dokumentacja obejmowała przetargi dokonywane na rzecz obiektu, realizowane do lata 2024 roku. Dzięki niej możliwe było odtworzenie planu bazy w najdrobniejszych szczegółach, w tym układu podziemnych tuneli. Wśród ujawnionych danych są też opisy systemów bezpieczeństwa innych baz jądrowych, specyfikacje elektrycznych ogrodzeń, sensorów sejsmicznych i radioaktywnych, specjalnych drzwi odpornych na eksplozje i wielu innych elementów infrastruktury.

Ze zdobytych materiałów wynika, że całe rosyjskie bazy jądrowe zostały w ostatnich latach wyburzone i postawione od nowa. Ciekawe są okoliczności tych inwestycji. „Dokumenty ujawniają, że rosyjska armia polega również na produktach zachodnich firm na jednych z najbardziej tajnych placów budowy na świecie. Chodzi o materiały budowlane (…), szczególnym popytem cieszą się produkty firmy Knauf z miasta Iphofen w Dolnej Frankonii”, czytamy w tygodniku „Der Spiegel”. W rozmowie z dziennikarzami przedstawiciele firmy zapewnili, że współpracują tylko z niezależnymi od władz rosji podmiotami i nie mogą kontrolować tego, co dzieje się ze sprzedawanymi im materiałami.

Wracając do sedna – w ocenie duńskich i niemieckich dziennikarzy, pozyskane dane dają dobrą orientację o skali modernizacji rosyjskiej infrastruktury jądrowej. „The New Times” z kolei cytuje byłego oficera brytyjskiego wywiadu. Jego zdaniem informacje, które można pozyskać dzięki analizie plików, czynią bazę w obwodzie orenburskim narażoną na atak. „Jeżeli ktoś widzi, jak dostarczana jest woda czy jak przebiegają kable elektryczne, to może określić, gdzie znajdują się słabe punkty, w które można uderzyć”, przekonuje rozmówca amerykańskiego dziennika. Jak ocenia Tom Roset, wykładowca w Norweskim Kolegium Sztabowym (w rozmowie z „The Moscow Times”), wyciek danych może sprawić, że Rosja będzie musiała przebudować bazy. „Zmiana infrastruktury w tych obiektach kosztuje dużo pieniędzy”, podkreśla Roset.

rosyjskie ministerstwo obrony dotąd nie skomentowało sprawy.

—–

Zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu, który w znaczniej mierze powstaje dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w e-sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. start rakiety Awangard/fot. mofr

Taurusy

Czy niemieckie pociski zniszczą symbol imperialnej polityki władimira putina? Berlin śle groźby…

Friedrich Merz, przyszły kanclerz RFN, przyznał, że kraj pod jego przywództwem będzie gotowy przekazać Ukrainie lotnicze pociski manewrujące Taurus. Polityk zastrzegł, że stanie się to tylko w koordynacji z partnerami europejskimi. Jeśliby do tego doszło, byłaby to drastyczna zmiana stanowiska Berlina. Niemcy hojnie wspierają Ukrainę, także wojskowo, ale dotychczasowy kanclerz Olaf Scholz zdecydowanie odmawiał wysłania Taurusów na Wschód.

Zdaniem Merza, który na czele niemieckiego rządu stanie w maju, ważne jest, aby teraz nie prezentować oznak słabości wobec Kremla, co czynią Stany Zjednoczone pod wodzą donalda trumpa.

– Tylko stanowcze środki mogą wpłynąć na zachowanie Moskwy – mówił w telewizji ARD, podkreślając, że zachodnie wsparcie powinno umożliwić Ukraińcom odzyskanie inicjatywy na polu walki. – Musimy pomóc Ukrainie tak, by putin dojrzał ślepy zaułek tej wojny – argumentował. – Ukraińska armia musi wyjść z defensywy. Przez ostatnie trzy lata wojny mogła tylko reagować, a musi sama decydować o części tego, co się dzieje – przekonywał niemiecki polityk. W jego ocenie, przejawem tej inicjatywy mogłoby być zniszczenie przy użyciu Taurusów mostu krymskiego.

Merz błędnie nazwał przeprawę między rosją a anektowanym przez nią Krymem „najważniejszym połączeniem lądowym”, stwierdzając, że na półwyspie znajduje się większość zapasów dla rosyjskiej armii. Obecnie sytuacja wygląda inaczej – dostawy trafiają na południowy odcinek rosyjsko-ukraińskiego frontu korytarzem lądowym, „wyrąbanym” przez rosjan wiosną 2022 roku. Okupanci zbudowali tam nowe szlaki drogowe i kolejowe, biegnące bezpośrednio z rdzenie rosyjskich terytoriów. Półwysep nie jest więc logistycznym hubem, lecz nadal pozostaje klejnotem pośród zdobyczy putinowskiej rosji. Most zaś jest tego triumfu ucieleśnieniem, nie może zatem zostać zniszczony. Gdyby do tego doszło, byłby to dotkliwy cios, stąd nerwowa reakcja dmitrija pieskowa. Rzecznik Kremla, odnosząc się do wypowiedzi Merza, stwierdził, że przekazanie Taurusów Ukraińcom doprowadzi „do dalszej eskalacji”.

Oczywiście, nic nie jest przesądzone. Merz uzależnia zgodę na transfer Taurusów od wyników konsultacji z europejskimi sojusznikami. Nie mówi jakimi, ale najpewniej chodzi o Wielką Brytanię i Francję, być może też o Polskę. Dwa pierwsze kraje już podobną broń na Wschód wysłały – pociski Storm Shadow/SCALP – z Warszawą zaś Berlin chciałby budować ściślejsze relacje, w tym militarne; tak przynajmniej deklaruje przyszły kanclerz i jego współpracownicy. Jest mało prawdopodobne, by sojusznicy Berlina powiedzieli „nie”, ewentualnym sprzeciwem Waszyngtonu Merz przejmować się nie zamierza. Zresztą nie zapominajmy, że trump nie cofnął pozwolenia – wydanego Kijowowi jeszcze przez administrację Joe Bidena – na atakowanie celów w rosji przy użyciu amerykańskich ATACMS-ów. To inny rodzaj pocisków (wystrzeliwanych z mobilnej platformy lądowej), ale – podobnie jak Storm Shadowy i Taurusy – również przeznaczony do rażenia celów na dalekich dystansach.

—–

Taurus to niezwykle precyzyjne rakiety o obniżonym przekroju radarowym (trudno wykrywalne), zaprojektowane do niszczenia punktowych celów umocnionych i instalacji wojskowych. Wyposażone w niemal półtonową głowicę, lecą na odległość 500 km – czyli o 100-200 km dalej niż wspomniane Storm Shadowy/SCALP-y i ATACAMS-y. Ich dostawy na Wschód bez wątpienia podniosłyby efektywność ukraińskich uderzeń na cele w głębi federacji. Tyle że Ukraińcy musieliby najpierw uporać się z poważnym wyzwaniem technicznym. Do przenoszenia Taurusów dostosowane są samoloty Tornado, Typhoon, F/A-18 i F-15K, a Ukraina nie dysponuje żadnym z tych modeli. Poza sowieckimi konstrukcjami (jak MiG-29, Su-27, Su-24 czy Su-25) Ukraińcy latają maszynami F-16AM/BM i Mirage 20005-F. Dotąd nie integrowano ich z Taurusami, ale warto pamiętać, że zachodnia amunicja była już dostosowywana do „współpracy” z samolotami wschodniego typu (na przykład pociski Storm Shadow przenoszone są przez Su-24). Innymi słowy, Ukraińcy i ich partnerzy mają doświadczenie w „zszywaniu” pozornie niekompatybilnych systemów.

O to, by taki zabieg powiódł się z Taurusami, zapewne zadbają też sami Niemcy. Spójrzmy bowiem na inne okoliczności, w jakich pojawiła się deklaracja Merza. Padła ona kilka dni po tym, jak do mediów wyciekł protokół z wystąpienia attaché z ambasady Niemiec w Kijowie. Pod koniec stycznia br. relacjonował on niemieckim żołnierzom ukraińskie doświadczenia z bronią „made in Germany”. Generalny wniosek był taki, że uzbrojenie to oceniane jest przez ukraińską armię jako skomplikowane, podatne na usterki, zbyt drogie i trudne do naprawienia w warunkach frontowych. Zarzuty dotyczyły najnowszych systemów, zaprojektowanych po 1991 roku, takich jak armatohaubica PzH 2000 czy zestaw obrony powietrznej Iris-T. Znacznie prostsze zimnowojenne konstrukcje, jak działo przeciwlotnicze Gepard i transporter opancerzony Marder, zebrały bardzo dobre oceny. Tak czy inaczej, takie „laurki” szkodzą wizerunkowi niemieckiej zbrojeniówki – efektywne i efektowne użycie Taurusów, na przykład do powalenia krymskiej przeprawy, z pewnością by się jej przysłużyły.

—–

Szanowni, zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Most krymski/fot. domena publiczna

Ten tekst w obszerniejszej wersji opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto link do materiału.

Cel?

Gdy zastanawiamy się nad powodami klęski ukraińskiej kontrofensywy z lata 2023 roku, pierwsze, co przychodzi do głowy, to linia surowikina. System umocnień i pól minowych, wybudowanych na Zaporożu z inicjatywy gen. siergieja surowikina, przez kilka miesięcy głównodowodzącego wojskami rosyjskimi w Ukrainie. Faktem jest, że miny i bunkry miały niebagatelny wkład w zatrzymanie ukraińskich ataków, ale nie mniej istotna była rola, jaką odegrał gen. iwan popow, stojący na czele 58. Armii.

Ten młody, obdarzony charyzmą i niebojący się podejmować decyzji oficer zręcznie dowodził rosyjską obroną na kluczowym odcinku. Radził sobie mimo niedostatków ludzi, wyposażenia, amunicji, prowiantu, a nawet wody. Dopóki nie został zdymisjonowany.

Teraz wraca na front, choć w zupełnie innej roli…

—–

O powrocie popowa donosi rosyjski Kommiersant. „Podejrzany o oszustwo na dużą skalę, były dowódca 58. Armii, podpisał kontrakt z Ministerstwem Obrony”, czytamy. Wedle źródeł redakcji, oficer ma wyjechać do Ukrainy nie jako dowódca dużego związku operacyjnego – popow poprowadzi jeden z oddziałów Szturm-Z, a te liczą zwykle po 100-150 żołnierzy. Dla generała, który dowodził kilkudziesięcioma tysiącami ludźmi, to degradacja i zniewaga. Ale też należy podkreślić, że popow gotów był wrócić na wojnę choćby w roli zwykłego żołnierza.

Generał został zatrzymany w maju 2024 roku pod zarzutem udziału w kradzieży 1700 ton metalu przeznaczonego do budowy fortyfikacji na Zaporożu – i od tego czasu siedział w areszcie. Tam domagał się zawieszenia postępowania i zwolnienia, podkreślając, że nie chce wracać na front. Tuż po osadzeniu wysłał otwarty list do putina, w którym stwierdził, że zawsze był „lojalnym żołnierzem” i poprosił o pozwolenie na powrót do służby wojskowej. Prezydent rosji najwyraźniej przychylił się do tej prośby – i uczynił to w iście stalinowski sposób. Oddziały Szturm-Z jak żywo bowiem przypominają karne kompanie i bataliony armii czerwonej z czasów II wojny światowej. Ich skład w dużej mierze tworzą wszelkiej maści skazańcy – od zwykłych kryminalistów, po mających problemy z dyscypliną (bądź za takich uważanych…) oficerów i żołnierzy.

W realiach rosyjsko-ukraińskiej wojny oddziały Szturm-Z operują na najniebezpieczniejszych odcinkach frontu, są niedostatecznie wyposażone, a ich podstawowym zadaniem jest skupianie ognia przeciwnika. Skupianie na sobie, podkreślmy, w trakcie mało wyrafinowanych manewrów, nazywanych „mięsnymi szturmami”. Z dostępnych i szczątkowych statystyk wynika, że jednostki Szturm-Z mają straty kilkukrotnie wyższe od innych formacji regularnej armii. Nikt się tym jednak nie przejmuje, wszak ich członkowie uważani są za żołnierzy o niższej wartości. Identycznie było ze „sztrafnikami”, służącymi w stalinowskich batalionach karnych. Gdzie często trafiali zupełnie przyzwoicie ludzie i żołnierze, na których wcześniej „znaleziono paragraf”.

—–

Zdaje się, że iwan popow, własną historią, i w tym zakresie powiela stare schematy. Zwolniono go ze stanowiska w lipcu 2023 roku po tym, jak ominął szefa sztabu generalnego sił zbrojnych rosji gen. walerija gierasimowa i próbował bezpośrednio odwołać się do Kremla w sprawie złych warunków na polu bitwy. Wskazywał m.in. na pilną konieczność zluzowania walczących od początku czerwca (od momentu rozpoczęcia ukraińskiej kontrofensywy), i już wcześniej przez wiele miesięcy nierotowanych, żołnierzy 58. Armii. W tamtym czasie Ukraińcy raportowali, że jakkolwiek rosjanie wykazują się w walce ogromną determinacją, duża część pojmanych na Zaporożu jeńców była wycieńczona. Głodna, spragniona i schorowana (ukraińskie służby medyczne odnotowały pośród nich liczne przypadki cholery i czerwonki).

Z takim wojskiem nawet najbardziej utalentowany dowódca długo nie powalczy, co popow sygnalizował najpierw bezpośrednim przełożonym. Gdy ci go wielokrotnie zbyli, generał „uderzył” do putina.

– Nie miałem prawa kłamać – mówił w oświadczeniu udostępnionym na Telegramie przez  andrieja gurulowa, wpływowego rosyjskiego parlamentarzystę. Wydanym, gdy dymisja ze stanowiska dowódcy 58. Armii stała się faktem. Generał oskarżył wówczas o zdradę państwa ówczesnego ministra obrony rosji siergieja szojgu. Zapewniał, że nakreślił najwyższemu dowództwu wszystkie problematyczne kwestie w rosyjskiej armii „dotyczące pracy bojowej i zaopatrzenia” podczas inwazji na Ukrainę i walk w obwodzie zaporoskim. Twierdził, że zwracał uwagę sztabowi generalnemu na brak zdolności przeciwpancernych, brak stanowisk rozpoznania artyleryjskiego oraz na masowe zgony i obrażenia „naszych braci od artylerii wroga”. – W związku z tym co przekazałem, wyżsi dowódcy najwyraźniej wyczuli we mnie jakieś niebezpieczeństwo i szybko, w ciągu jednego dnia, wymyślili rozkaz; minister obrony go podpisał i się mnie pozbył – żalił się popow. I dodał: – Nasza armia powstrzymała frontalne ataki Sił Zbrojnych Ukrainy, ale zostaliśmy uderzeni od tyłu przez wyższe kierownictwo. Zdradziecko i podstępnie dekapitujące armię w najtrudniejszym i najbardziej napiętym momencie – mówił, sugerując, że taką ocenę sytuacji podziela „wielu dowódców pułków i dywizji”.

—–

W takich okolicznościach popow wrócił do rosji, a niespełna rok później „przyklepano” mu zarzut kradzieży. Czy rzeczywiście się jej dopuścił? Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Cały sektor zbrojeniowy i obronny rosji to prawdziwe przestępcze królestwo. Rozległe działania wojenne w Ukrainie szybko to unaoczniły. Skalę fikcyjnych modernizacji i remontów dało się jakoś ukryć przy okazji konfliktu z maleńką Gruzją czy islamskimi fundamentalistami w Syrii – ale nie w obliczu starcia z dużą europejską armią. Nie czas i miejsce na rozważania o tym, skąd bierze się status rosji jako jednego z najbardziej skorumpowanych krajów świata. Na potrzeby tego tekstu wystarczy stwierdzenie, że zjawisko to wprost przełożyło się na obniżoną wartość bojową armii. Kradli generałowie, kradli właściciele i dyrektorzy fabryk, w mniejszym zakresie, ale za to liczniej okradali armię niżsi rangą wojskowi oraz pracownicy przemysłu. Zdaniem Ilji Szumanowa, szefa Transparency International Russia (organizacji uznanej za wrogą przez putina), premie korupcyjne w sektorze wojskowym przed inwazją na Ukrainę sięgały nawet 80 proc. wartości kontraktów.

Dlaczego nikt z tym nic nie robił? Bo kradli „wszyscy”, a udział w zyskach był nagrodą za wierność. Karano co najwyżej „kozły ofiarne” – pod publikę, by tworzyć pozór praworządności – lub „niepokornych”, którzy tej „brudnej wspólnocie” podpadli. Piszę w czasie przeszłym, ale ten mechanizm sprawowania władzy funkcjonuje w rosji do dziś. Niewykluczone, że zupełnie niewinny, a „gadatliwy”, iwan popow padł jego ofiarą.

Co na wczesny etapie tej sprawy mogło mu uratować życie. Generał został zdjęty ze stanowiska 11 lipca 2023 roku. Wcześniej regularnie krążył między zasadniczym a zapasowym stanowiskiem dowodzenia 58. Armii. Te ostatnie zlokalizowane było w hotelu Diuna pod Berdiańskiem – tego właśnie dnia trafionym przez co najmniej trzy rakiety Storm Shadow. Ukraińcy wiedzieli, w co strzelają. Nie dopadli popowa (choć zginął wtedy wyznaczony na jego następcę gen. oleg cokow oraz wielu innych oficerów), a bardzo chcieli, bo dał im się we znaki. Czy jako dowódca „kompanii samobójców” również będzie dla nich wysokowartościowym celem?

—–

Szanowni, by móc kontynuować swój ukraiński raport, potrzebuję także Waszego wsparcia. Okresowo bywa z tym krucho, marzec był właśnie takim miesiącem. Pomożecie w kwietniu? Polecam uwadze przyciski poniżej i nisko się kłaniam wszystkim „Kawoszom” i Subskrybentom!

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. iwan popo/fot. MOFR

Ten tekst, w nieco obszerniejszym wydaniu, opublikowałem w portalu TVP.Info.