Psy-Ops?

To może być element działań Psy-Ops, ale skądinąd wiem, że coś na rzeczy jest.

„Jednostki rosyjskie zgromadzone na prawym brzegu Dniepru w okolicach Chersonia (de facto odcięte od reszty sił), są gotowe złożyć broń. Szukają możliwości kontaktu z wojskiem ukraińskim”, poinformowała szefowa centrum prasowego komendy operacyjnej „Południe” Natalia Gumenjuk.

Nz. utopione wozy bojowe armii rosyjskiej, porzucone podczas bezładnej ucieczki w obwodzie charkowskim. Najwyraźniej rosjanie z południa chcą uniknąć losu kolegów z północy i rozważają bezpieczniejszą opcję oddania się do niewoli…/fot. Центр стратегічних комунікацій та інформаційної безпеки

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Znaki

Znaki były.

X (lekarka, stamtąd) pisała, że opróżniane są szpitale w Charkowie, Połtawie, Dnipro. Dwa tygodnie temu.

Y (wolontariusz, Ukrainiec): „powiedziano nam, że teraz najważniejsza jest krew”, relacjonował spotkanie z regionalnym dowództwem. Też dwa tygodnie temu.

Z (również lekarz, Polak) dawał cynę, że zagęściły się transporty ukraińskich rekonwalescentów. Miał na myśli wysyłki na zachód Ukrainy i do nas (a od nas często dalej). To było 10 dni temu.

XYZ (żołnierz) donosił, że pilnuje magazynu z amunicją artyleryjską gdzieś pod Charkowem. „Przed wojną trzymaliśmy tam towar do wysyłki. Potem przez pół roku magazyn stał pusty. Zgłosiłem się na ochotnika do pilnowania, bo to w końcu moja hala”, zwierzył się zmobilizowany biznesmen. Tydzień temu.

ZYX (dziennikarz, tamtejszy, zwykle dobrze poinformowany): „mówię ci, coś się szykuje na północy”, przekonywał. Pięć dni temu.

Były oczywiście inne informacje, były intuicje. Ale…

Ale wciąż jestem zdumiony tempem i rozmachem ukraińskiego natarcia. Nie wiem, czy to AŻ TAK miało wyglądać. Są przesłanki (wybaczcie, nie będę się nimi dzielił) każące sądzić, że Ukraińców zaskoczyła skala własnych sukcesów. I szybciutko się w tym odnaleźli. Bo umio w wojnę.

„Oni prezentują uniwersytet taktyki i sztuki operacyjnej w porównaniu z rosyjskim przedszkolem”, napisał mi kilka godzin temu dobry znajomy, generał WP. Co wiele by wyjaśniało.

Dobrej nocy!

—–

Nz. stosowny mem/za: Obrona Pro

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zaproszenie

No to zamiast ruskiego bliadźkriegu mamy ukraiński blitzkrieg – na północy, pod Charkowem (choć właściwie powinienem napisać, że pod Izjumem). Na południu tempo ukraińskiego natarcia jest znacznie niższe, ale – zdaje się – pod Chersoniem idzie raczej o wiązanie rosyjskich sił, których najeźdźcom tak bardzo teraz brakuje na północy.

Po 14.oo pisał do mnie kolega z Charkowa: „znów ostrzeliwują miasto z artylerii”, donosił. To niestety standard tej wojny – reakcją rosjan na porażki militarne jest niszczenie obiektów cywilnych. I zabijanie bogu ducha winnych ludzi. Chwilę później przyszedł stamtąd filmik – widać na nim eksplozje pośród wieżowców z wielkiej płyty.

Ale giną też rosjanie – i to masowo – w ukraińskim rajdzie na Izjum. Wieści, jakie stamtąd mam, są nawet bardziej optymistyczne niż to, co pojawia się w oficjalnym i półoficjalnym przekazie. Aż boję się pisać, by nie stać się antytezą sceptycznych analityków i dziennikarzy.

Ujmę więc rzecz tak: byłem kiedyś na weselu pary uchodźców z Donbasu, która zamieszkała w Izjumie. Epicka to była impreza, w trakcie której porwaliśmy pana młodego (my, czyli trzech polskich dziennikarzy). Uznaliśmy bowiem, że nim spełni swe małżeńskie obowiązki, winien się solidnie napić (a wesele było alkoholowo-symboliczne). Prawdę powiedziawszy, wiał z nami radośnie, dzierżąc w dłoni paterę z owocami, goniony przez panie z kuchni – może więc nie było to tak do końca porwanie? Tak czy inaczej, po nocy niczym z Kac Vegas (do dziś nie wiem, kto mi rozciął wówczas czoło; oficjalna wersja o spotkaniu ze śmietnikiem nie brzmiała przekonująco…), oddaliśmy chłopaka żonie. A następnego dnia jego telefon komórkowy, który gdzieś się zapodział. To wtedy państwo młodzi wyściskali mnie jak starego druha. I zapewnili, że mogę wbijać im na kwadrat kiedy tylko zechcę.

Gdybym dziś był w okolicy, właśnie kupowałbym czekoladę i butelkę dla gospodarzy…

—–

Nz. Ahh, co to był za ślub/fot. własne

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Ambicje

Pozwólcie, że pojawię się znów z wiaderkiem nieco chłodniejszej wody. Oto bowiem część moich znajomych i czytelników dała się ponieść hurraoptymizmowi. Oczyma wyobraźni widząc już zaciskające się od północy i południa ukraińskie kleszcze, które ostatecznie zmiażdżą rosyjskie siły inwazyjne. Hola-hola.

Przypominam, że aktywna linia styku wojsk to dziś 1300 km. Niemal drugie tyle, to granice, których również trzeba pilnować. Gigantyczna kontrofensywa, której skutkiem byłoby zamknięcie w kotle większości rosyjskich sił, wymagałaby od Ukrainy zaangażowania setek tysięcy żołnierzy i dziesiątek tysięcy jednostek sprzętu. Żadna ze stron konfliktu nie jest obecnie w stanie pozwolić sobie na jednoczesne i jednorazowe wystawienie takich potencjałów do walki. Jakkolwiek niezwykle intensywny, konflikt w Ukrainie nie jest II wojną światową.

Ambicje ukraińskich sztabowców nie sięgają tak daleko. W obu akcjach zaczepnych – tej na południu, i tej na północy – chodzi o:

– dalsze „mielenie” rosyjskich wojsk, co w konsekwencji prowadzi do obniżenia zdolności bojowych całego kontyngentu inwazyjnego;

– korektę pozycji obronnych, także w perspektywie nadchodzącej rasputicy (za 6 do 8 tygodni błoto da w kość obu przeciwnikom);

– istotne w wymiarze propagandowym zdobycze terytorialne, jakkolwiek skromne, to pozwalające utrzymać narrację o odzyskiwaniu kraju;

– pogorszenie sytuacji logistycznej nieprzyjaciela poprzez odcięcie od/ograniczenie dróg zaopatrzenia;

– przetestowanie wojska w warunkach działań zaczepnych, by móc ustalić słabości, skorygować/poprawić założenia taktyczne i operacyjne (wojna między 2014 a 2022 rokiem miała dla ukraińskiej armii charakter obronny i, przede wszystkim, statyczny, pomijając rzecz jasna pierwsze miesiące walk).

Oczywiście, widać to dość wyraźnie, sztab generalny sił zbrojnych Ukrainy wykazuje dużą elastyczność i gotowość do korygowania bieżących założeń. Zapewne więc, w razie kompletnego załamania rosyjskiej obrony, pójdzie za ciosem.

Ale – zdaje się – na południu rosyjska obrona tężeje. W końcu przerzucono tam większość sił stacjonujących na terenie Ukrainy. Z kolei na północy poważnym wyzwaniem dla Ukraińców mogą okazać się oddziały skoncentrowane w okolicach Bachmutu.

Dla rosyjskiego dowództwa ukraińskie operacje zaczepne to test na reagowanie kryzysowe. Próby przełamania statycznego frontu z wykorzystaniem przewagi ogniowej – co dotychczas stanowiło clou rosyjskich działań – to betka w porównaniu z manewrową obroną, wymagającą na przykład rotacji odwodów (powrót części sił z południa wydaje się dla rosjan koniecznością). Zobaczymy czy generałowie putina sprostają wyzwaniu – i w jakich okolicznościach dojdzie do wyhamowania ukraińskich natarć. Da nam to sporo wiedzy co do dalszego przebiegu wojny.

—–

Nz. Ukraińscy żołnierzy szykujący się do walki/fot. Ministerstwo Obrony Ukrainy

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Remonty

Rosyjskie media donoszą o najnowszych planach tamtejszego ministerstwa obrony. Otóż zamierza ono utworzyć dwa zakłady przeznaczone do gruntownych napraw uszkodzonego sprzętu pancernego. Przedsiębiorstwa powstaną w obwodach moskiewskim i rostowskim – 71. zakład naprawy wozów pancernych będzie się mieścił w Ramienskoje, 72. w Kamieńsku-Szachtyńsku, blisko granicy z Ukrainą. Pierwszy ma dać pracę 365 osobom, w drugim zatrudnionych zostanie 227 pracowników. Resort daje sobie dwa miesiące na pozyskanie odpowiednich działek, w sumie cztery na załatwienie wszystkich formalności.

Pod Ramienskoje w 1980 roku zbudowano lotnisko doświadczalne na rzecz sowieckiego programu kosmicznego (projekt wahadłowca Buran), część terenów nadal należy do wojska, zatem łatwo ustalić, gdzie powstanie ów zakład. Wielkość załogi sugeruje – podobnie jak w drugim przypadku – że nie będzie to przedsięwzięcie obliczone na duży rozmach. Na głębokie tyły ewakuuje się uszkodzony sprzęt wymagający najpoważniejszych napraw – przy takiej obsadzie będzie to najwyżej kilkanaście pojazdów tygodniowo. Oczywiście przy założeniu, że uda się wyposażyć zakłady w odpowiednie zaplecze techniczne.

Co jeszcze mówią nam te doniesienia? Że rosjanie zmuszeni są improwizować. Straty zadane im przez Ukraińców są na tyle wysokie, że z przywracaniem do użytku uszkodzonego sprzętu nie radzą sobie już istniejące fabryki czołgów (dwie). Co więcej, na zajętych terenach nie istnieje wystarczająca do tego rodzaju działań infrastruktura (gdyby agresorzy zajęli Charków i tamtejsze zakłady czołgowe, ich sytuacja uległaby diametralnej zmianie). Nie bez znaczenia jest fakt, że przejęte w różnych miejscowościach warsztaty mechaniczne znajdują się w zasięgu ukraińskiej artylerii, co uniemożliwia odtwarzanie za ich pomocą zdolności bojowych sprzętu.

Przypomnijmy, wedle ukraińskiego sztabu generalnego, rosja straciła do tej pory ponad 2 tys. czołgów i 4,5 tys. innych wozów bojowych. Niezależne źródła – bazujące na danych fotograficznych i filmowych – szacują te straty na kolejno: tysiąc i niemal dwa tysiące. W zgodnej ocenie analityków wojskowych, dostępny materiał multimedialny nie oddaje całości strat i zasadnym jest założenie, że rzeczywiste dane są o 1/3 wyższe (co daje nam 1,3 tys. czołgów i 2,5-2,7 tys. innych pojazdów pancernych). Tak czy inaczej, pogrom, rodzący konieczność pilnego odtwarzania potencjału.

Dodajmy na koniec, że rosyjskie straty osobowe przekroczyły dziś w nocy kolejny symboliczny pułap 50 tys. żołnierzy definiowanych jako bezpowrotnie straconych (zabitych, wziętych do niewoli, poważnie rannych). Zdaniem Bena Wallace’a, brytyjskiego ministra obrony, jak dotąd zabito w walce 25 tys. rosjan, zaś ogólna liczba zabitych, rannych i pojmanych przekroczyła w tym tygodniu 80 tys., co oznacza, że niemal połowa pierwotnych sił inwazyjnych została unicestwiona.

I skoro o symbolicznych kwestiach mowa – potwierdzają się wcześniejsze spekulacje o tym, że rosjanie zmuszeni zostali do pozyskania dronów z Iranu (własne im już „wyszły”…). Na nieszczęście dla Kremla, istotna część tej pomocy to nielotny i niedziałający badziew. Z kolei amerykańskie media donoszą – opierając się o przecieki ze źródeł wywiadowczych – że rosja dokonuje właśnie interwencyjnych zakupów „milionów sztuk pocisków artyleryjskich” w… Korei Północnej. Ot i miara upadku…

—–

Nz. Uszkodzony rosyjski samochód pancerny/fot. Sztab Generalnych Ukraińskich Sił Zbrojnych.

A jeśli chcesz mnie wesprzeć w dalszym pisaniu, także książki:

Postaw mi kawę na buycoffee.to