Kibole

Wiosną 2014 roku, gdy rosyjscy oficerowie GRU zaczęli rozkręcać „rewolucję” na Donbasie, przyłączyły się do nich wszelkiej maści społeczne męty. Życiowi wykolejeńcy, kryminaliści, kibole. Tacy, co to niewiele mieli do stracenia, chcieli sobie powetować dotychczasowe niepowodzenia czy dostrzegli szansę na łatwy i szybki zarobek. Moskwa umiała ten „oddolny ruch społeczny” zagospodarować. Nim w Kijowie przejrzeli na oczy, było za późno, by całkowicie wytrzebić tę bandyteskę.

Gdy trzebić zaczęto, niekiedy sięgano po podobny zasób ludzki. Bataliony „Szachtarsk” czy „Tornado” niemal w całości składały się z kryminalistów, znów z dużą nadreprezentacją kiboli. Którzy zamiast za walkę z ruskim rakiem wzięli się za rabunek. Swoich. Cywilów. Kijów przejrzał na oczy i rozwiązał bandyckie formacje, ale co po drodze dostarczono amunicji ruskiej propagandzie, to jej.

Skądinąd to na swój sposób zabawne, że kremlowscy aktywiści medialni z przyganą relacjonowali poczynania „banderowskiego kibolstwa”, gdy po ich stronie dochodziło, wciąż dochodzi, do jeszcze gorszych ekscesów. Tam chłopcy z trybun i inni bandyci skrzyknięci w samodzielne jednostki, wyspecjalizowali się w zaczystkach. Mordowaniu i grabieży bogu ducha winnych cywilów.

Niegrzeczni chłopcy z rosji wzorowali się na poczynaniach niejakiego Arkana, którego Tygrysy, też kibole, odpowiadają za serię zbrodni wojennych w byłej Jugosławii.

Kiedyś kibolstwo jednego z klubów próbowało zawłaszczyć sobie historię poległego w Afganistanie polskiego żołnierza. Bo chłopak ocieplał wizerunek – był ultrasem, a zginął jak bohater. No był ultrasem i zginął jak bohater. A tuż przed wyjazdem do Afganistanu policja zatrzymała go za jazdę pod lekkim wpływem; miał więc kosę z mendami. „Chuja tam!”, protestowali koledzy z jednostki. Poległy nie był święty, ale na ustawki nie chodził, a handlem prochami i czerpaniem zysków z prostytucji się brzydził. Kochał swój klub, ale bardziej kochał mundur.

Bo mundur nie chodzi w parze z kibolstwem.

O czym piszę, bo obrońcy przeszłości nawrockiego robią kurwę z logiki. Relatywizują kibolstwo, byle tylko wybielić kandydata na prezydenta. Argumentują na przykład, że „może to i nie są grzeczni chłopcy, ale w razie tragedii to właśnie oni uratują nam tyłki”. Bo „jako pierwsi staną do walki”.

Miażdży mnie ów argument – głupotą.

Historia uczy, że to nie bezmózgie zbóje gotowe były poświęcić się dla wspólnoty. Choć i owszem, zdarzało się, że chętnie chwytały za broń – by palić, rabować, gwałcić. Zwykle z dala od przeciwnika, który mógłby im zrobić kuku.

Dziś, u nas, tacy są dzielni, że w wojsku ich nie uświadczysz. Jedyna broń, z jaką mają do czynienia, nie jest legalna. I służy innym celom niż obrona ojczyzny. Wszak środowiska kibolskie wprost są związane z gangami. I w razie W owszem, ruszą do akcji – niczym hieny na bezbronną, osaczoną zwierzynę.

Bohaterowie niemojej bajki.

—–

Ten post to osobisty komentarz, ale i takie czasem piszę z potrzeby serca. Zasadniczo komentuję wojnę – na tym najlepiej się znam – i jeśli chcecie mnie w tym wesprzeć, zapraszam:

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Sekretarz

putin naściągał do Moskwy co się tylko dało, jeśli idzie o zestawy obrony przeciwlotniczej. Ogołocono front, zdjęto parasol z wielu innych kluczowych obiektów. Ukraińcy to skrzętnie wykorzystali, dobierając się do kilku strategicznych celów. No i mimo wszystko ich drony docierały w okolice rosyjskiej stolicy.

Pewnie dotarłyby też na plac czerwony, ale putin ma coś lepszego niż wszystkie te S-300/400, Pancyry i inne Buki. Najlepszą tarczę stanowi Kubuś Puchatek, jak mówi się czasem o przywódcy Chin. Z perspektywy Kijowa, drażnienie Pekinu nie ma sensu, o czym wiedzą również w Moskwie. I dzielnie chowają się w cieniu sekretarza Xí Jìnpínga.

Który zresztą kopnął putina w dupę, podpisują kilkanaście mało istotnych umów gospodarczych, choć Kreml marzył o uruchomieniu w rosji chińskich fabryk podwójnego zastosowania, produkujących deficytowe komponenty elektroniczne. A będzie, m.in., współpraca filmowa.

Dobrego weekendu Wam życzę!

PS. Ten komentarz ma bardziej satyryczny wymiar – poważniejszej o obszerniejszej wypowiedzi udzieliłem PAP – oto link do tego materiału.

—–

Nz. putin i Xí Jìnpíng, screen z rosyjskiej telewizji.

Oburzenie

Mężczyzny ze zdjęcia nie ma już pośród żywych – armen sarkisjan zmarł w szpitalu na skutek ran odniesionych po wybuchu bomby domowej roboty. Do zamachu, do którego doszło dziś nad ranem w Moskwie, nikt się jeszcze nie przyznał, ale sprawstwo wydaje się oczywiste – sarkisjan to wojenny zbrodniarz i kryminalista, ścigany przez ukraińskie służby.

Za co? Ano zebrało się tego trochę. Pochodzący z Armenii mężczyzna miał swego czasu ukraińskie obywatelstwo. W 2013 i 2014 roku organizował zbrojne bandy, tzw. tituszek, które napadały na protestujących członków Euromajdanu. W 2022 roku sformował i stanął na czele batalionu Arbat, w skład którego wchodzili kryminaliści osadzeni w tzw. DRL. Członkowie formacji dopuścili się na froncie wielu najcięższych przestępstw wojennych. Sam sarkisjan z kolei – jako nadzorca więzienia w poddonieckiej Gorłówce – odpowiadał za torturowanie ukraińskich jeńców.

Dzisiejszy zamach miał miejsce w luksusowym kompleksie mieszkalnym „Szkarłatne żagle”. W wybuchu zginął także ochroniarz sarkisjana, a kilka przypadkowych osób zostało rannych.

W runecie wrzawa – nie żeby jakoś specjalnie ubolewano nad śmiercią sarkisjana (w końcu to użyteczny, ale „tylko” Ormianin, w dodatku z ukraińskim niegdyś paszportem…). Rzecz w tym, że zamach „naraził życie i zdrowie cywilów”. Wpływowych i bogatych moskwian, a to już zbrodnia nad zbrodniami.

W tym samym czasie, w tym samym runecie, zwyrodnialcy w rosyjskich mundurach publikują zdjęcie odciętej głowy ukraińskiego jeńca. Chwaląc się pozyskanym właśnie wojennym trofeum. Głosów oburzenia brak…

Kije…

Z buńczucznych zapowiedzi Donalda Trumpa – że zakończy wojnę w Ukrainie w dobę po zwycięskich wyborach – nic nie wyszło. Kampanijna gadka na użytek wewnętrzny brutalnie zderzyła się z realiami międzynarodowej polityki. Prezydent-elekt nie wydaje się tym specjalnie zrażony. Spuścił nieco z tonu, ale wciąż deklaruje szybkie działanie – teraz ma to być 30 dni potrzebnych na wygaszenie konfliktu, liczonych od momentu objęcia funkcji 47. prezydenta USA.

Problem w tym, że Moskwa nie chce rozmawiać. Nie że w ogóle, ale w terminarzu nakreślonym przez Trumpa. Ukraińcy też nie wierzą, by w miesiąc udało się załatwić sprawę. No i wciąż mają nadzieję, że nowy prezydent USA nie zgodzi się na układ, który w oczach opinii publicznych uczyni go tym słabszym. Spodziewają się polityki „wymuszenia pokoju siłą”. Wymuszenia na rosji, rzecz jasna.

Jakie są tu opcje?

Jesienią 2022 roku administracja Joe Bidena zagroziła Moskwie, że siły zbrojne USA zniszczą rosyjską armię w Ukrainie, jeśli Kreml zdecyduje się na użycie broni jądrowej (co wówczas, w obliczu koszmarnych klęsk na froncie, rosjanie rozważali). Tak jak wtedy, tak i obecnie potencjał USA pozwoliłby na zadanie rosji dotkliwego ciosu bez sięgania po „atomówki”. Teraz byłoby to nawet łatwiejsze, zważywszy na postępującą degradację techniczną rosyjskiej armii. Innymi słowy, w zasięgu Trumpa stoi potężny kij – prezydent nie musi go używać, wystarczy, by nim pogroził. Ale czy ma dość charyzmy, by zagrać z rosjanami tak ostro i va banque? Szczerze wątpię.

Inny sposób na „wymuszenie pokoju siłą” to rozbudowa potencjału ukraińskiej armii. Dziś liczy ona ponad 900 tys. żołnierzy. Sporo, zważywszy na fakt, że kontyngent rosyjski w Ukrainie to 600 tys. ludzi, a łącznie w konflikt zaangażowanych jest 800 tys. rosjan. Problem w tym, że sprzętu przyzwoitej jakości starcza dla połowy personelu ZSU. Reszta służy w „gołych” brygadach o nikłej wartości. Uzbrojenie zza oceanu by to zmieniło, ale… Pozwólcie, że jeszcze raz przywołam wyliczenia Ołeksandra Kowalenko, ukraińskiego analityka militarnego. Wynika z nich, że każdym stu tysiącom żołnierzy należałoby przydzielić 1,4 tys. czołgów, cztery tysiące wozów bojowych i półtora tysiąca sztuk artylerii. Taka siła zdziałałaby „cuda”, lecz jej uruchomienie to wymagające zadanie nawet dla USA. Zajęłoby dużo (dużo-dużo) więcej niż 30 dni, a sama groźba dozbrojenia Ukraińców pewnie by tu nie wystarczyła.

—–

To może presja ekonomiczna? Trudno oprzeć się wrażeniu, że kwestia ponownego dopuszczenia rosji do pełnej wymiany gospodarczej jest dla Kremla kluczowa – rosyjska gospodarka bowiem ledwie dyszy. Problem w tym, że gdyby na to pozwolić, federacja w ciągu kilku-kilkunastu lat odbudowałaby zdolności zdegradowanej armii. A wówczas los sąsiadów rosji – nie tylko Ukrainy – znów byłby zagrożony. Zachód, a więc i USA, musi tę okoliczność brać pod uwagę. Obrazowo rzecz ujmując, grać z Moskwą tak, by ta nie zmieniła podarowanej marchewki w kij.

Czym jest ta marchewka? Trzystoma miliardami dolarów zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego, które „leżą” na Zachodzie. Te 300 „dużych baniek” to znacznie więcej niż Moskwa wydała dotąd na wojnę w Ukrainie (na co poszło 200 mld dol.), dość, by – patrząc z perspektywy interesów putina i reżimu – zapewnić rosji w miarę miękkie lądowanie po wojennej zawierusze.

No więc gdyby zagrozić Moskwie przepadkiem tego majątku? Przymiarki czyni już teraz administracja Bidena, starają się przekonać europejskich sojuszników do przeniesienia owych 300 miliardów na konto powiernicze, które zostałoby odmrożone wyłącznie w ramach porozumienia o przerwaniu wojny rosji z Ukrainą. Moskwa dostałaby czytelny sygnał: „Jeśli chcecie odzyskać pieniądze, musicie przyjść i rozmawiać”.

Jak wynika z informacji CNN, inicjatywa ta została skonsultowana z otoczeniem Trumpa i nim samym. Według źródeł redakcji, Trump poparł taką strategię, przekonany, że szybko doprowadzi ona rosjan do stołu negocjacyjnego. Kto wie, może nawet w 30 dni…

Problem? Jeden; 280 mld aktywów spoczywa w europejskich instytucjach finansowych, tylko 20 mld pozostaje w bankach z siedzibą w USA. Tymczasem sojusznicy Waszyngtonu nadal mają wątpliwości co do legalności takiego rozwiązania. Owszem, zgodzili się już na wykorzystanie na rzecz Ukrainy odsetek od zamrożonych rosyjskich inwestycji, ale bazowego majątku tykać nie chcą. Czy Trump ich do tego przekona? Czy w ogóle będzie mu się chciało angażować w tę grę?

—–

Szanowni, jak wielokrotnie podkreślam, moje publicystyczne i reporterskie zaangażowanie w konflikt na Wschodzie w istotnej mierze możliwe jest dzięki Wam i Waszemu wsparciu. Pomożecie w dalszym tworzeniu kolejnych treści?

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

Osoby zainteresowane nabyciem mojej ostatniej pt.: „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”, w wersji z autografem, oraz kilku innych wcześniejszych pozycji (również z bonusem), zapraszam tu.

Nz. Rozbudowa potencjału armii ukraińskiej to sensowna opcja, ale długotrwała. Zdjęcie ilustracyjne/fot. SzG ZSU

Spłata

Zaproszeni do obserwacji ćwiczeń oficerowie rosyjskiej armii przecierali oczy ze zdumienia. Nie sądzili, że sprzęt wyprodukowany w ich ojczyźnie, przez kilkanaście lat intensywnie eksploatowany, może być w tak dobrej kondycji technicznej. To wtedy pojawił się pomysł, by czołgi i wozy bojowe od Koreańczyków odkupić, a najlepiej uczynić przedmiotem jakiejś transakcji wymiennej. Był rok 2015, Seul odrzucił propozycję rosjan – T-80 i BMP-3 pozostały na wyposażeniu południowokoreańskiej 3 Brygady Pancernej.

Jak w ogóle się tam znalazły?

Historia tego nietypowego transferu wojskowej technologii zaczęła się jeszcze w czasach ZSRR, w 1990 roku. Sowiet trzeszczał w szwach, jak kania dżdżu potrzebował twardej waluty, więc zapożyczał się u „kapitalistycznych wrogów”. Republika Korei, której władzom zależało na normalizacji stosunków z Krajem Rad, przystała na ofertę Moskwy – i w zamian za nawiązanie dyplomatycznych relacji udzieliła blisko półtoramiliardowej pożyczki (dolarowej rzecz jasna). Związek upadł, rosja – jako prawny następca – chciała czy nie, musiała przejąć zobowiązania wobec Korei. A że kasy dalej brakowało, rosjanie zaproponowali spłatę „w naturze”. I tak na Półwysep Koreański, na jego lepszą część, trafiło w latach 1995-2006 ponad 40 czołgów T-80 i blisko 70 wozów BMP-3 (a ponadto kilkanaście śmigłowców ratowniczych i ponad 20 lekkich samolotów szkolnych).

Po co Koreańczykom dysponującym amerykańską i własną technologią – lepszą i bardziej zaawansowaną – rosyjski sprzęt? Ano była to niezła okazja, by poznać najnowsze i najsolidniej wykonane odmiany „techniki”, stanowiącej podstawę wyposażenia armii północnokoreańskiej (w jej arsenale nie ma T-80 i BMP-3; są wyłącznie starsze wzory uzbrojenia, no ale wywodzące się z tego samego „sowieckiego pnia”). Pokaźna liczba i nielimitowany czas eksploatacji pozwalały dokładnie poznać charakterystyki sprzętu, zweryfikować wywiadowcze ustalenia na temat taktyk użycia pojazdów pancernych. Korzystali z tego nie tylko wojskowi z Republiki Korei, ale także Amerykanie. Abramsy ścierały się z T-80 na długo zanim wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie – na Półwyspie, choć wówczas w reżimie ćwiczeniowym. Koncepcje wykorzystane przy projektowaniu i budowaniu południowokoreańskiego czołgu K-2 – zakupionego przez Polskę na okoliczność ewentualnej konfrontacji z rosją – weryfikowano w oparciu o doświadczenia z eksploatacji potencjalnego czołgu-przeciwnika. Mamy więc powody i tu, nad Wisłą, by docenić koreański eksperyment z posiadania (neo)sowieckiej techniki.

Która z okolic Seulu być może niebawem trafi nad Dniepr. Kijów już dwa lata temu zabiegał o przekazanie posowieckich czołgów, ale Republika Korei stała na stanowisku, że nie będzie wspierać Ukrainy dostawami „śmiercionośnej broni”. „Lepsi” Koreańczycy skupili się na pomocy humanitarnej, choć wieść gminna niesie, że już kilka razy poratowali Kijów dostawami amunicji artyleryjskiej. Nie ma na to przekonujących dowodów, więc potraktujmy rzecz jako spekulację.

Kilka dni temu, gdy stało się jasne, że Kim Dzong Un wysłał do rosji własnych żołnierzy, pojawiły się inne spekulacje, dotyczące możliwej reakcji Korei Południowej. Jasnym jest, że Kim nie pomaga putinowi za darmo. I że nie chodzi tylko o kasę, ale także o transfer rosyjskich technologii militarnych, zwłaszcza rakietowych, będących oczkiem w głowie północnokoreańskiego reżimu. Korea Północna z jeszcze większą liczbą jeszcze lepszych rakiet to jeszcze większe zagrożenie dla sąsiadów z Południa. Więc ci coś zrobić muszą, by zakłócić współpracę między Moskwą a Pjongjangiem. Wspomniane spekulacje dotyczą właśnie tego – możliwej reakcji – pośród jej przejawów jako oczywisty i pierwszy krok wymieniając przekazanie posowieckiego sprzętu.

Czy i kiedy do niego dojdzie? Z badań opinii publicznej wynika, że Koreańczycy z Południa niechętnie popierają ideę wojskowej pomocy dla Ukrainy. I najpewniej stąd bierze się powściągliwość rządu w Seulu, której nie zmieniły ostatnie doniesienia o poczynaniach Kima. Władze Republiki Korei spoglądają też w stronę USA, chcąc dostosować własne działania do polityki Waszyngtonu. Tymczasem za oceanem mamy do czynienia z polityczno-ustrojowym dryfem – wybory za tydzień, w tym czasie administracja nie będzie podejmować żadnych radykalnych kroków. Więc i Korea czeka z reakcją.

Jeśli Seul zdecyduje się na dostawy do Ukrainy, posowieckie czołgi – i wszystko inne, co miałoby nad Dniepr trafić – przypłyną najpierw do polskich portów.

—–

Dziękuję za lekturę! Jeśli tekst Wam się spodobał, udostępnijcie go proszę.

Będę też wdzięczny za Wasze subskrypcje i „kawy”. Kolejny miesiąc tuż-tuż i to od Was zależy, czy w listopadzie będę w stanie dalej raportować. Jeśli zechcecie mnie wesprzeć…

…polecam się na dwa sposoby. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Osoby zainteresowane nabyciem moją najnowszej książki pt. „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”, w wersji z autografem, oraz kilku innych wcześniejszych pozycji (również z bonusem), zapraszam tu.

Nz. T-80 i BMP-3 armii Republiki Korei/fot. domena publiczna