Ostatnia?

Według części zachodnich i ukraińskich ekspertów Moskwa przygotowuje kolejną dużą ofensywę, próbując jeszcze raz przełamać front. Pytanie jednak, czy rosyjska armia dysponuje dziś potencjałem pozwalającym na taki manewr – i czy ewentualne niepowodzenie rzeczywiście ograniczyłoby zdolność Kremla do prowadzenia dalszych działań ofensywnych.

Pierwsze miesiące 2026 roku nie przyniosły zasadniczej zmiany sytuacji na froncie rosyjsko-ukraińskim. Walki pozostają intensywne, lecz postępy rosyjskiej armii są niewielkie i okupione dużymi stratami. Ba, na Zaporożu to Ukraińcy spychają rosjan z części pozycji; zyski terytorialne są symboliczne, ale inicjatywa należy tam do obrońców.

Mimo to pojawiają się sygnały o możliwej wiosennej ofensywie rosjan. Wskazywać na to mają dane wywiadowcze, koncentracja wojsk, rotacje jednostek i wzmożona aktywność logistyczna. Ukraińskie dowództwo ostrzega, że rosja może przygotowywać operację zaczepną na kilku odcinkach frontu w Donbasie. Zdobycie całego obwodu donieckiego pozostaje jednym z kluczowych celów politycznych Kremla.

Z operacyjnego punktu widzenia oznaczałoby to próbę przełamania ukraińskiej obrony w rejonie Pokrowska, Konstantyniwki, Kramatorska i Słowiańska – ośrodków o znaczeniu logistycznym i militarnym. Ich utrata utrudniłaby Ukrainie utrzymanie obrony we wschodniej części kraju. Możliwe byłyby także działania pomocnicze: na południu próba odsunięcia ukraińskiej artylerii od korytarza lądowego na Krym, a na północy operacje wiążące w rejonie Charkowa lub Sum.

—–

Ale czy rosja „ma czym robić”? Tak. System kontraktów wojskowych, wspierany kolejnymi falami mobilizacji, pozwala jej utrzymywać dużą liczebność wojsk na froncie. Problemem pozostaje jednak jakość nowych żołnierzy, często po skróconym szkoleniu.

Jeszcze poważniejszym wyzwaniem jest sprzęt. Straty rosyjskiej armii od początku wojny obejmują tysiące czołgów, bojowych wozów piechoty i systemów artyleryjskich. Choć przemysł obronny zwiększył produkcję amunicji i części uzbrojenia, wiele jednostek korzysta dziś ze sprzętu wyciągniętego z magazynów lub zmodernizowanych konstrukcji starszych generacji. Nie oznacza to jednak wyczerpania potencjału rosji – gospodarka przestawiona na tryb wojenny oraz wsparcie państw partnerskich pozwalają jeszcze utrzymywać produkcję uzbrojenia i prowadzić wojnę materiałową.

Dotychczasowe działania ofensywne rosji pokazują jednak, że nawet przy dużym zaangażowaniu sił postępy są bardzo ograniczone. Jednym z głównych powodów jest charakter ukraińskiej obrony: wielowarstwowe umocnienia wspierane przez artylerię, drony i precyzyjne systemy rakietowe. Masowe użycie dronów sprawia, że koncentracja wojsk – niezbędna do klasycznego przełamania – jest trudna do ukrycia i szybko naraża nacierające jednostki na ogień. W efekcie rosyjskie natarcia mają najczęściej charakter lokalnych ataków prowadzonych przez niewielkie grupy piechoty wspierane przez artylerię i drony. Pozwala to powoli zdobywać teren, ale utrudnia szybkie przełamanie frontu.

—–

Skuteczna operacja zaczepna rosji mogłaby oznaczać załamanie ukraińskiej obrony w rejonie Kramatorska i Słowiańska, co pozwoliłoby Kremlowi ogłosić realizację jednego z głównych celów wojny, czyli opanowanie całego obwodu donieckiego. Najbardziej ambitny scenariusz zakładałby głębsze przełamanie frontu i powrót do operacji manewrowej w głębi Ukrainy, choć rosyjska armia od dawna nie była w stanie przeprowadzić takiej operacji na większą skalę.

Niepowodzenie ofensywy nie oznaczałoby jednak końca wojny. rosja nadal dysponuje znacznymi zasobami ludzkimi i potencjałem przemysłowym, a jej system polityczny jest zdolny narzucać społeczeństwu długotrwały wysiłek wojenny. Jeśli ofensywa zakończy się fiaskiem, konflikt prawdopodobnie wejdzie w jeszcze dłuższą fazę wyniszczeniową. Front pozostanie względnie stabilny, a kluczową rolę nadal będą odgrywać artyleria, drony i uderzenia dalekiego zasięgu. Wojna jeszcze wyraźniej stanie się starciem gospodarek, przemysłów i systemów mobilizacyjnych, w którym ostatecznie może zadecydować wytrzymałość państw zaangażowanych w konflikt.

Ten tekst, w bardziej rozbudowanej wersji, opublikowałem na łamach portalu „Polska Zbrojna” – oto link do całości materiału.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mnie w dalszym pisaniu, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

NZ. Ukraińska armia jest gotowa na przyjęcie rosjan, zdjęcie ilustracyjne/fot. SzG ZSU

Prze(k)łamanie

Obiecałem sobie nie udostępniać podczas urlopu nic ponad to, co napisałem przed wakacjami. A więc nie komentować bieżących spraw, także tych ukraińskich. Ale szlag mnie trafia, jak czytam doniesienia poloOSINT-u na temat rzekomo dramatycznej sytuacji w Donbasie. „Front przełamany, rosjanie wychodzą na tyły Ukraińców!”, alarmują specjaliści od wojny, co to na wojnie nigdy nie byli, a na wojsku się znają, bo dużo o nim czytają. Ehhh…

Doradzałbym tym specom wstrzemięźliwość językową, co winno być poprzedzone poznaniem definicji „przełamania” czy „wejścia w przestrzeń operacyjną” przeciwnika. Bez tego sieją zamęt i wzmacniają rosyjską fałszywą narrację, wedle której przegrana Ukrainy jest już tuż tuż. Ot, klasyczny przykład użytecznych idiotów, którzy dla atencji lub innych partykularnych korzyści puszczą w świat mniejszą lub większą bzdurę. A ruSSkim w to graj…

roSSjanie rzeczywiście wymacali słabsze punkty ukraińskiej obrony w rejonie Pokrowska. Faktycznie pchnęli tam wojsko. Istotnie, weszli do kilku wiosek. Wyrysowawszy na mapie ich marszruty, dostrzeżemy nieliche (dla specyfiki tej wojny) kilkunastokilometrowe postępy. Efektowne strzałki wrzynające się w ukraińskie terytorium. Ale ta „graficzna prawda” ma wybitnie niepełny charakter. Natarcia rosjan realizowane są z użyciem lekkiej piechoty; w większości to te bieda-moto-komanda. Nie wspiera ich artyleria czy lotnictwo, choć lokalnie potrafią sobie wywalczyć przewagę w powietrzu, na krótkim dystansie, przy użyciu dronów. Za nimi nie podążają jednostki zmechanizowane i pancerne, nie ciągną konwoje logistyczne. Nie ma mowy o rzeczywistym przełamaniu, rozszerzeniu luk, przez które „wlałyby się” odpowiednio licznie i wyposażone oddziały. Mamy na poły partyzanckie rajdy, w których udział bierze, łącznie, kilka tysięcy ludzi.

Dlaczego to nie jest żaden gejmczendżer tej wojny?

Pozwólcie, że zilustruje to następującym przykładem. 100-osobowe moto-komando wjeżdża do niebronionej wioski. Żołnierze mają zapasów tyle co w plecakach i sakwach – jak myślicie, ile będą w stanie bronić się bez ustanowienia kontroli nad drogą, która przywiodła ich do wiochy? Ta setka będzie potrzebowała wsparcia kilku setek innych ludzi z masą sprzętu, który zapewni właściwą logistykę i ochronę. W przeciwnym razie przypadnie – bez amunicji, paliwa, jedzenia, wody, bez możliwości rotacji i ewakuacji.

rosjanie nie mają w Ukrainie sił i środków, by dokonywać przełamań i ryzykować głębokie rajdy na ukraińskie tyły. Do tego trzeba co najmniej kilkukrotnej przewagi i całkowitego panowania w powietrzu, by wysuniętym czołówkom zapewnić nieprzerwane wsparcie; nie skazać ich na włażenie w kocioł. W rejonie Pokrowska najeźdźcy mogą sobie pozwolić na lokalne harce, i właśnie pozwalają, ale nie jest to żaden wstęp do jakiejś wielkiej ofensywy, bo tej nie ma czym przeprowadzić.

Nie ma więc żadnego problemu? No jest, wszak Ukraińcy pokpili sprawę; złapano ich ze spuszczonymi gaciami. W czwartym roku pełnoskalowej wojny, w bliskim sąsiedztwie frontowego „hot-spotu’, nie powinno być słabiej obsadzonych odcinków. A już na sąd wojenny zasługuje fakt nieprzygotowania umocnień i pół minowych, mimo iż w raportach wszystko było od dawna gotowe. Ktoś za to powinien beknąć i nie mam na myśli tylko przedstawicieli lokalnej administracji wojskowej.

Stan na dziś jest taki, że Ukraińcy się obudzili. W zagrożony rejon weszły elitarne formacje ZSU, co jak dla mnie jest gwarancją tego, że rosyjscy rajdowcy zostaną zgruzowani. Co uczynić trzeba, bo bez tego – bez reakcji z ukraińskiej strony – ruscy mieliby czas, by umocnić się na zajętych terenach. Podciągnąć frontowe zaplecze. Do zajęcia aglomeracji kramatorsko-słowiańskiej (co niechybnie wieszczyli wspomniani na wstępie eksperci) wciąż mieliby daleko, ale jednak o krok bliżej. O to toczy się teraz gra, nie o jakieś finalne cięcie, które miałoby zwalić z nóg Ukrainę…

—–

Szanowni, gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełna oferta pod tym linkiem.

Larum

I znów „front się posypał”, „rosjanie idą jak burza”, a „Ukraina zaraz upadnie”. Zaś polskie media „milczą lub ledwie odnotowują krytyczną sytuację ukraińskiej armii, czyniąc to na odległych miejscach i stronach, tak by mało kto się dowiedział”. Fala pesymizmu z domieszką teorio-spiskowej wizji świata przelewa się przez społecznościówki, ku uciesze – a częściowo też i z inspiracji – wszelkiej maści skarpetkosceptyków. Ale czy rzeczywiście są powody do bicia na alarm?

Że są – bądź że warto sugerować, że są – uznał wczoraj Dmytro Marczenko, jeden z zasłużonych ukraińskich generałów. To on stoi za najświeższą diagnozą dramatu na południowodonbaskim teatrze działań.

„Nie odkryję tajemnicy wojskowej, jeśli powiem, że front się posypał. Niestety, orki weszły już do Selidowa i się tam umacniają. Myślę, że wkrótce okrążą miasto i zajmą je w całości, co pozwoli im uzyskać taktyczne wyjście na Pokrowsk. To dla nas bardzo zła wiadomość”, oznajmił generał-major, który swego czasu zasłynął skuteczną obronę Mikołajowa.

Swoje trzy grosze dorzucił Julian Röpcke, dziennikarz niemieckiego „Bilda”, który dzień wcześniej nazwał sytuację na froncie „katastrofalną dla ukraińskiej armii”. I on – podobnie jak Marczenko – jako główne przyczyny problemów wskazał niedobory broni i amunicji, świeżych żołnierzy oraz pogarszającą się jakość dowodzenia.

Nihil novi; kto nieco uważniej obserwuje zmagania na Wschodzie, ten ma świadomość wymienionych bolączek ZSU. Ale wie też, że w Ukrainie toczy się walka polityczna, gdzie głównym celem pozostaje głowa państwa, a narzędziem publiczna krytyka jej działalności. To temat na oddzielny tekst, na potrzeby tego dość stwierdzić, że głównodowodzący obwiniany jest o wszelkie ukraińskie niepowodzenia – także te niezawinione – co często robione jest bez pardonu, włącznie z sugestiami sabotażu i zdrady. W tej „grze” nie ma świętości, argumenty mogą być „najgrubsze”, a choćby i takie, że władza ściąga na naród niechybną i rychłą zgubę. To w tym kontekście należy umieści słowa o „sypiącym się froncie”.

Co zaś tyczy się Juliana Röpckego – to zasłużony korespondent, dobrze zorientowany w ukraińsko-wojennych realiach, a zarazem mający skłonność do panikarskich wystąpień. Nie wnikam, czy to osobista cecha czy efekt linii redakcyjnej tabloidowego przecież „Bilda”; stwierdzam jedynie fakt, w oparciu o wielomiesięczną obserwację aktywności Röpckego na popularnym X-ie.

—–

No dobrze, ale co z tym frontem i jego kondycją? Do znudzenia powtarzam, że celem rosjan już dawno nie jest podbicie całej Ukrainy i że obecnie skupiają się na opanowaniu obwodu donieckiego. Walki w rejonie Kupiańska na Charkowszczyźnie nie wpisują się w ten schemat, ale mu w nie przeczą. Presja, jaką tam obserwujemy, ma na celu podtrzymanie zagrożenia dla Charkowa. Wiosenne próby ataku na miasto bezpośrednio z terytorium rosji spełzły na niczym – Ukraińcy utopili rosyjską ofensywę we krwi. A skoro z północy się nie udało, próbujmy od wschodu – kalkulują rosjanie, co zresztą robią nawet nie od wiosny tego roku, lecz od niemal dwóch lat. Inny powód koncentracji wysiłków na rejonie Kupiańska wynika z bieżącej sytuacji w rosyjskim obwodzie kurskim. W Moskwie liczą, że gdyby udało się realnie zagrozić Charkowowi, Kijów ściągnąłby do metropolii co się tylko da, także (mające stosunkowo blisko) elitarne oddziały zaangażowane w okupację i obronę zdobyczy terytorialnych w rosji. O to chodzi na północy.

Lecz jako się rzekło, rosyjskie priorytety dotyczą Doniecczyzny. Jak idzie moskalom realizacja zadań? Październik będzie drugim miesiącem z rzędu, kiedy rosyjskie zyski terytorialne zbliżą się do poziomu 500 km kwadratowych, a łączny tegoroczny „urobek” przekroczy 2 tys. km kwadratowych. Takich zdobyczy agresorzy nie notowali od wiosny 2022 roku, możemy więc mówić o pewnym przyśpieszeniu i przełomie.

Z drugiej strony musimy pamiętać, że to ledwie skrawki ukraińskiego terytorium. Ukraina przed 2014 rokiem miała ponad 600 tys. km kwadratowych powierzchni, dziś obszar kontrolowany przez rząd w Kijowie jest mniejszy o jedną piątą. Zatem nadal pozostaje ogromny i ta rozległość ma wielkie znaczenie, o czym w dalszej części tekstu.

Obecnie rosjanie okupują około 60 proc. obwodu donieckiego – do zdobycia zostało im mniej więcej 10 tys. km kwadratowych. Jeśli będą je „pochłaniać” tak jak we wrześniu i październiku, trzeba im jeszcze… 20 miesięcy do osiągnięcia celu.

Oczywiście, Moskwa chciałaby, żeby to było 20 dni czy tygodni, a nie miesięcy – i dowództwo rosyjskiej armii zrobi wiele, by podkręcić efektywność. Ale spójrzmy, jakim kosztem się to dzieje: straty rosjan są ogromne, dziennie ginie i zostaje rannych półtora tysiąca z nich. Ochotników gotowych do wzięcia udziału w tym „przemiale” zaczyna brakować – od rozpoczęcia inwazji sześciokrotnie podniesiono uposażenie dla uczestników spec-operacji – Kreml sięga więc po zagraniczną pomoc (Koreańczycy…). Zasadnym jest zatem przypuszczenie, że na dłuższą metę „to się rosjanom nie sklei”, nie dadzą rady. A przecież mają jeszcze inne problemy.

Zaraz je zasygnalizuję, ale najpierw warto zauważyć, że istotnie, w Donbasie dzieje się coś złego. Ukraińcy oddają miejscowości bez walki, wycofują się i nie zawsze ma to cechy zorganizowanego odwrotu. Z drugiej strony rosjanie nauczyli się „iść za ciosem”, improwizować. Dotąd skostniała struktura rosyjskiej armii niemal wykluczała samodzielne działania dowódców niższego szczebla. „Kazali zająć wioskę X, zająłem, czekam na dalsze rozkazy”, tak mniej więcej to wyglądało. I nic tam, że przeciwnik pierzchł i że można było spróbować to wykorzystać i wziąć z marszu także wioskę Y. „Rozkaz to rozkaz”, czekano na to, co zadecyduje góra. No więc teraz już rosyjscy kapitanowie, majorzy i pułkownicy nie czekają, jest szansa na powodzenie, to z niej korzystają. Efekty widać – i choć to wciąż mikroskala, to jednak mamy tu do czynienia z poważną mentalną zmianą o dużym i niebezpiecznym potencjale.

Takich mikroprzełamań, drobnych lokalnych sukcesów, nazbierało się rosjanom w ostatnich dniach i tygodniach całkiem sporo. Ale czy ich suma daje powody do twierdzenia, że front się posypał? Nie, moskale nie dokonali szerokiego wyłomu – liczonego na co najmniej 20-30 km – i nie wyszli na tyły armii ukraińskiej na głębokość kolejnych 20-30 km. Tak wygląda scenariusz „posypania się frontu”, taki przebieg wydarzeń oznaczałby „krytyczną sytuację” ukraińskich oddziałów w Donbasie.

Faktem jest, że Ukraińcy w niektórych miejscach mają problem z ustanowieniem nowych linii obronnych. A źle przygotowani, wcześniej odstępują. To skutek nie tylko szybko ponawianej rosyjskiej presji (nowego podejścia rosjan), ale też czynników wskazanych przez Röpckego i Marczenkę: materiałowych i ludzkich niedostatków oraz kiepskiego dowodzenia. Szczęściem w nieszczęściu rosjanie nie potrafią przekształcić lokalnych sukcesów w coś więcej. O ile mogę sobie wyobrazić, że gromadzą większą ilość wojska w którymś z czterech najbardziej zapalnych punktów w Donbasie, a w konsekwencji dokonują szerszego wyłomu, o tyle nie widzę ich już, jak „wlewają” w ten wyłom odpowiednio silny kontyngent, zdolny „nabroić” na ukraińskich tyłach. Bo takiego kontyngentu nie ma.

Przy skali działań toczonych w Ukrainie, do przełamania frontu i udanego wejścia w głębię operacyjną przeciwnika trzeba by kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy oraz tysięcy sztuk czołgów i wozów bojowych. Potężnego wsparcia artylerii, lotnictwa, sprawnego parasola OPL i niezwykle wydajnej (nadążającej…) logistyki. Kiedyś sądzono, że rosjanie mają taką jednostkę, 1 Armię Pancerną Gwardii, ale jej status rzekomego odwodu strategicznego przeznaczonego do szybkich działań ofensywnych, już po wielokroć okazał się mrzonką. Realia są takie, że liniowe jednostki dysponują 40 proc. niezbędnego sprzętu, że swoje słabości kompensują ludzką masą. Lokalnie da się tym coś ugrać, głębokich rajdów „na nogach” przeprowadzić nie sposób.

No i jest jeszcze wspomniana rozległość, której rosyjscy generałowie obawiali się od samego początku. To dlatego w pierwotnych założeniach „spec-operacji” skupiono się na zajmowaniu centrów administracyjnych – w ukraiński interior nikt nie chciał się zapuszczać bardziej niż wynikałoby to z konieczności dotarcia do największych miast. Dziś również mogłoby się okazać, że rosyjscy „rajdowcy” trafiliby w próżnię. Po przełamaniu frontu nie weszliby w kontakt bojowy z kolejnymi jednostkami przeciwnika, bo ten byłby gdzie indziej. Przegrupowywałby się z dala i uderzył w dogodnym dla siebie momencie; tak, w oparciu o reguły wojny manewrowej, Ukraińcy rozgromili rosjan zimą 2022 roku. Szybko wówczas okazało się, że ogromne zyski terytorialne są pozorne, że trzeba wiać do rosji, albo na tereny, które przy ograniczonych siłach udało się „zaabsorbować”. Te możliwości absorpcyjne – nadal mocno ograniczone – to klucz do zrozumienia rosyjskiej słabości, także w jej najświeższej odsłonie: lokalnych sukcesów na Doniecczyźnie, które nie przerodzą się w wielką ukraińską katastrofę.

Amen.

Ps. Ukraina i rosja prowadzą wstępne rozmowy na temat wstrzymania wzajemnych ataków na infrastrukturę energetyczną, podaje „Financial Times”. Dlaczego o tym wspominam? Bo to doskonała ilustracja faktu, że obie strony trzymają się za gardła. Że asymetria między nimi w istotnej mierze jest pozorna – że jedni i drudzy mogą sobie zrobić wielkie „kuku”. To kolejny element rzetelnej narracji, w której nie ma miejsca na obrazki typu „wiejący Ukraińcy, triumfalnie maszerujący rosjanie”. Ta wojna tak nie wygląda.

O czym przekonuję Was od dawna i co zamierzam robić dalej, jeśli będziecie tym zainteresowani. Co wymaga Waszego wsparcia, o które niezmiennie proszę – stosowne przyciski do moich kont na Patronite i Buycoffeeto znajdziecie poniżej:

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Tomaszowi Krajewskiemu, Magdalenie Kaczmarek, Arkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi, Marcinowi Łyszkiewiczowi i Arkowi Drygasowi. A także: Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Piotrowi Rucińskiemu, Mateuszowi Borysewiczowi, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Kacprowi Myśliborskiemu, Sławkowi Polakowi, Mateuszowi Jasinie, Grzegorzowi Dąbrowskiemu, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej, Wojciechowi Bardzińskiemu, Krzysztofowi Krysikowi, Michałowi Wielickiemu, Jakubowi Kojderowi, Jarosławowi Grabowskiemu, Bożenie Bolechale, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Marcinowi Gonetowi, Pawłowi Krawczykowi, Aleksandrowi Stępieniowi, Joannie Siarze i Marcinowi Barszczewskiemu.

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – gdybyście chcieli nabyć egzemplarze z autografem i pozdrowieniami, wystarczy kliknąć w ten link.

Nz. screen z mapy aktualizowanej w ramach projektu Deep State. Czerwoną kreską wyznaczyłem granice obwodu donieckiego, niebieskie „kółka” to bieżące punkty zapalne rosyjsko-ukraińskiego frontu. Lichy ze mnie grafik, podrzucam wyłącznie orientacyjnie.