Łobuzy

Nie ma we mnie entuzjazmu dla wojny. Trzy z nich widziałem na własne oczy – wiem, „z czym to się je” i jakie są skutki. Te dla ludności cywilnej są dla mnie najważniejsze – najtrudniejsze do zaakceptowania. I nie ma znaczenia, czy chodzi o Kabul, Kijów, czy Teheran – mechanika cierpienia jest wszędzie taka sama.

A jednak – patrząc na sprawę chłodno – amerykańsko-izraelska interwencja w Iranie mnie nie oburza. Nie przyłączę się do grona wykrzykującego argument natury prawno-moralnej – że to atak na suwerenne państwo. Raz, że szafują nim pro-ruSSkie trolle, dwa, nie podzielam niestosowności podnoszonej także przez część uczciwych ludzi. Iran bowiem nie jest normalnym państwem (tak jak nie jest nim rosja czy Korea Północna). To łobuz, który od lat buduje architekturę destabilizacji regionu, finansuje i uzbraja terrorystów, dostarcza drony i rakiety rosyjskim zbrodniarzom. Od  dawna balansuje na krawędzi zdolności nuklearnych, nie kryjąc przy tym, że chciałby atomowej hekatomby dla milionów Żydów. To teokratyczny reżim, który od dekad tłumi własne społeczeństwo. Krwawe pacyfikacje, masowe aresztowania, egzekucje – to nie są incydenty, lecz system, fundament tamtejszej władzy.

A to ta władza, i jej militarne przybudówki, są celem amerykańsko-izraelskiej interwencji.

Można oczywiście powiedzieć: dyplomacja, sankcje, rozmowy. Tyle że te instrumenty były stosowane przez lata. Efekt? Iran nauczył się żyć pod sankcjami.

Spójrzmy na to z naszej, środkowo-europejskiej perspektywy. Iran nie jest „odległą egzotyką”. Irańskie drony uderzały w ukraińskie miasta. Irańska technologia wspiera rosyjską machinę wojenną. Irańska współpraca z Moskwą to nie dyplomatyczna uprzejmość, lecz realny wkład w przedłużanie wojny za naszą wschodnią granicą. Jeśli więc ktoś dziś osłabia irański potencjał militarny, to w pewnym sensie osłabia także zaplecze rosji.

No i jest jeszcze jeden wymiar tej układanki: pryskający mit rosyjskiej tarczy.

Od lat słyszeliśmy o cudownych systemach obrony powietrznej – o S-300, S-400, o „bańkach antydostępowych”, które miały zamykać niebo nad sojusznikami Kremla. Iran był jednym z odbiorców rosyjskich systemów OPL. Jeśli jednak amerykańskie i izraelskie lotnictwo jest w stanie z łatwością penetrować tę przestrzeń, niszczyć wskazane cele, przełamywać obronę – to nie jest to tylko taktyczny sukces. To sygnał strategiczny.

Sygnał dla państw, które rozważają zakupy rosyjskiego uzbrojenia.

Sygnał dla sojuszników Moskwy, że rosyjski parasol może być dziurawy.

Sygnał dla samego Kremla, że jego projekcja siły ma bardzo wyraźne granice. Bezradność Moskwy wobec uderzeń w Iran mówi więcej niż setki przemówień. rosja nie jest w stanie realnie osłonić swojego partnera. Nie wysyła wojska, ba, nawet nie grozi eskalacją, bo wie, że nikt nie potraktuje tego poważnie, tym samym obnażając swój status upadłego imperium.

Dla mnie TO są kluczowe kwestie. Wyłuszczę je jeszcze raz, dla wzmocnienia przesłania.

Po pierwsze, każdy cios w zdolności wojskowe Iranu to potencjalnie mniej dronów, mniej technologii, mniej wsparcia dla rosji. Po drugie, jeśli Kreml nie potrafi realnie ochronić swojego partnera, to jego pozycja słabnie – nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i globalnie.

Na koniec warto wyartykułować jeszcze jedną kwestię. Ten atak to sygnał, że świat zachodni wciąż jest zdolny do projekcji siły. W epoce, w której autokracje testują granice, demonstracja determinacji ma znaczenie.

Niestety, w każdej wojnie – nawet jeśli nie prowadzi się jej na rympał, jak rosjanie w Ukrainie – giną niewinni ludzie. Z tego powodu i ten konflikt jest moralnie skażony. Ale polityka bezpieczeństwa rzadko operuje kategoriami czystości, często sprowadza się do wyboru między złym a gorszym.

A ja wolę świat, w którym to my możemy przywalić łobuzom, a nie łobuzy nam.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Lasery

Ukraiński „parasol” OPL jest coraz bardziej dziurawy. Zapasy rakiet przeciwlotniczych topnieją w zastraszającym tempie. Ukraińcy testują różne rozwiązania, spośród których antydrony (bezzałogowce przeznaczone do niszczenia innych bezpilotników) wydają się być obiecującym rozwiązaniem.

Do zestrzeliwania szahedów obrońcy angażują śmigłowce oraz samoloty tłokowe (maszyny szkolne lub przerobione cywilne) wyposażone w działka pokładowe. Jednocześnie rozwijają technologię zagłuszania urządzeń sterowniczych dronów; to dlatego część z nich spada na ziemię w przypadkowych miejscach. To wszystko pozwala jeszcze jakoś utrzymać się ukraińskiej OPL „na powierzchni”, ale rosjanie nie stoją w miejscu i wciąż powiększają możliwości produkcyjne. Zmierzają do momentu, w którym będą w stanie wysłać 2 tys. dronów do pojedynczego uderzenia, zakładając, że po serii takich ataków niebo nad Ukrainą stanie przed nimi otworem.

—–

To całkiem realna perspektywa, której mógłby zaradzić generacyjny przeskok ukraińskiej OPL. By wyjaśnić, co mam na myśli, zostawmy na razie Ukrainę i przenieśmy się na Bliski Wschód. Kilka tygodni temu Izraelczycy ujawnili, że jeden z ich systemów obronnych, znany jako Iron Beam (Żelazny Promień), został po raz pierwszy użyty w realnych działaniach wojennych. Doszło do tego jesienią minionego roku, ale do tej pory ta informacja pozostawała niejawna.

„Państwo Izrael jest pierwszym na świecie, które zademonstrowało możliwości przechwytywania laserowego na dużą skalę”, oświadczył dr Daniel Gold, szef Dyrekcji Badań i Rozwoju Obrony izraelskiego resortu obrony. Systemy laserowe miały wówczas zniszczyć około 40 dronów. Szczegółów operacji nie znamy, ale najprawdopodobniej chodzi o bezzałogowce posłane nad Izrael przez Hezbollah.

Broń laserowa, która jako „pocisk” wykorzystuje wiązkę energii, nie jest czymś nowym – państwa i koncerny zbrojeniowe pracują nad jej wdrożeniem już od dekad. Długo jednak uchodziła za skomplikowaną i kosztowną. Potrzeba intensyfikacji prac oraz wynalezienia efektywniejszych finansowo patentów drastycznie wzrosła w ostatnich latach – wraz z masowym zastosowaniem w konfliktach zbrojnych dronów powietrznych. Mówiąc wprost, należało wymyślić coś, co zniesie konieczność niszczenia tanich bezzałogowców drogimi rakietami.

—–

Jak wynika z deklaracji Izraelczyków, Iron Beam jest w stanie wyeliminować cele przy koszcie 2,50 dolara. Dla porównania, rakieta przechwytująca Tamir – będąca podstawą słynnej Żelaznej Kopuły – kosztuje od 50 do 70 tys. dolarów. W przypadku brytyjskiego systemu DragonFire (jeszcze nieprzetestowanego w warunkach bojowych), koszty pojedynczego wystrzału udało się obniżyć do 10 funtów. Wychodzi drożej niż u Izraelczyków, ale to i tak znacząco mniej niż kosztują drony i śmiesznie mało w porównaniu z ceną tradycyjnej amunicji przeciwlotniczej.

Gdzie haczyk? Choć prace nad bronią laserową mocno przyśpieszyły, wciąż ma ona liczne ograniczenia. Wyzwaniem jest na przykład pojemność magazynu energii. O ile w przypadku stacjonarnych rozwiązań nie jest to aż tak duży problem, o tyle ma on kluczowe znaczenie dla systemów mobilnych. Ograniczenie szybkostrzelności wynika też z przegrzewania się laserów. Nadal wymagają one dobrych warunków pogodowych (właściwej widoczności celów), no i mają ograniczony zasięg, który obecnie nie przekracza 10 km.

W przypadku Ukrainy problemem jest również brak własnych technologii w tym zakresie. Biorąc pod uwagę całokształt relacji izraelsko-ukraińskich (i izraelsko-rosyjskich), trudno spodziewać się, by Jerozolima wsparła Kijów. Ale poza Brytyjczykami nie mniej zaawansowane systemy mają Amerykanie, własne rozwiązania testują też inne kraje proukraińskiej koalicji. „Przetrenowanie” ich w warunkach realnego konfliktu dałoby obopólne korzyści – Ukraińcy mieliby z czego strzelać, dostawcy zyskaliby unikalną możliwość rozwijania technologii w oparciu o rzeczywiste wyzwania.

Rozszerzoną wersję tego tekstu znajdziecie na portalu TVP.Info – oto link do tego materiału.

—–

Szanowni, gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Tradycyjny lufowy zestaw przeciwlotniczy ukraińskiej armii/fot. Dowództwo Operacyjne Południe ZSU/SG ZSU

Postpolityk(a)

Otwarty konflikt między Izraelem a Iranem możemy już chyba uznać za zjawisko historyczne. Obie strony ogłosiły zwycięstwo, a relacje między nimi wróciły w koleiny zimnej wojny. Sukces odtrąbiły również Stany Zjednoczone – i właśnie na tym aspekcie tzw. wojny dwunastodniowej chciałbym się skupić. Amerykański atak na Iran dużo nam bowiem mówi, zarówno o możliwościach militarnych Ameryki, jak i o politycznej woli rządzących supermocarstwem. Dla Polski nie są to dobre wnioski…

Jak wiemy, donald trump szybko uznał, że sprawa z Iranem jest zakończona, wielokrotnie powtarzając tezę o zniszczeniu irańskiego programu nuklearnego. Wtórował mu wiceprezydent J.D. Vance, przy okazji rozpływając się nad militarnym i politycznym geniuszem swojego szefa. Mocno przypominało to zachwyty rosyjskiej propagandy nad geopolityczną przenikliwością i determinacją putina – dodam uszczypliwie, choć po prawdzie to symptomatyczna i ważna kwestia, do której wrócę jeszcze w tym tekście.

No więc co nam mówi amerykański atak o możliwościach USA? Że są imponujące. Do ataku wykorzystano bombowce strategiczne (wraz z całym towarzyszącym im lotniczym zapleczem) oraz atomowy okręt podwodny. Oba rodzaje uzbrojenia wchodzą w skład amerykańskiej strategicznej triady, a ta utrzymywana jest w rygorze wysokiej operacyjności. Innymi słowy, jest zawsze gotowa do działania. Skontrastujmy to z możliwościami rosyjskiej triady, której bombowce potrzebują tygodni przygotowań do ograniczonych uderzeń na Ukrainę, realizowanych w „cieplarnianych warunkach”, znad terytorium rosji. Czy z możliwościami floty podwodnej, trapionej usterkami, niezdolnej do wysyłania okrętów w wielotygodniowe patrole z dala od wód macierzystych.

—–

B-2 przeleciały pół świata, niepostrzeżenie, rosyjskie Tupolewy świecą na radarach niczym choinki (co w przypadku ataków na Ukrainę ogranicza ich skuteczność, daje bowiem Ukraińcom czas na przygotowanie się do odparcia nalotów). Łącznie „duchy” spędziły w powietrzu po niemal 40 godzin (dolot i powrót), co nie byłoby możliwe bez flotylli samolotów-tankowców, których Amerykanie mają setki (!), rosjanie zaś raptem kilkanaście. Całą operację wspierały maszyny wczesnego ostrzegania – i tu znów mamy do czynienia z miażdżącą asymetrią w relacji USA-rosja. Pierwszy z krajów ma dziesiątki tego typu samolotów, drugi dwa; cztery, jeśli przyjąć niższe wymagania dotyczące operacyjności maszyn.

I można by tak wymieniać długo, dość stwierdzić, że amerykański show of force nad Iranem był mocnym sygnałem – nie tylko dla Moskwy, ale i dla Pekinu – demonstracją technicznych możliwości i, w jakiejś mierze, determinacji USA. Amerykanie potwierdzili, że mogą zaatakować dowolny cel na Ziemi, przy czym owa dowolność ma też wymiar polityczny. Iran to bliski sojusznik rosji – i co z tego? I nic, Kreml nie był w stanie powstrzymać Białego Domu przed atakiem, na tym etapie wykazał się zerową sprawczością. A to bardzo demotywujący sygnał dla krajów-fanów „wielkiej rosji”. Ten przekaz jest o tyle istotny, że USA trumpa stały się wręcz pośmiewiskiem, na skutek swej dramatycznie złej i nieefektywnej polityki wobec rosji i nie tylko. Stanom nic ostatnio nie idzie, a ich słabość rozzuchwala rosjan i Chińczyków. Z tej perspektywy patrząc, Amerykanie zrobili krok w stronę odzyskania przez USA mocarstwowej podmiotowości.

—–

Polska mogłaby na tym skorzystać, zyskując potwierdzenie, że należy do wspólnoty, której przewodzi prawdziwe supermocarstwo. Mogłaby, gdyby trump nie okazał się… sobą. Egotykiem i produktem czegoś, co określa się mianem „postpolityki”, w ramach której nie liczą się skutki podjętych działań, ale narracja na ich temat. „Nieważne, co przeżyłeś, co zrobiłeś, ważne, jak o tym opowiesz”, to naczelne hasło, które definiuje współczesną politykę, nie tylko w Stanach. Zostańmy jednak przy trumpizmie, który ów nadmiar narracji i niedomiar faktów ubrał dodatkowo w szaty kultu jednostki. Cokolwiek zrobi trump, jest sukcesem, dowodzi jego geniuszu, przebiegłości, zręczności, dalekowzroczności – cech, o istnieniu których każdego dni przypomina sam prezydent i rzesze wiernych mu akolitów. Cła wcale nie paraliżują amerykańskiej gospodarki, ale znów czynią ją wielką. Atak na Iran zaś skończył się bezdyskusyjnym zwycięstwem – koniec kropka.

Kto twierdzi inaczej, jest zdrajcą – taką łatkę przypiął trump dziennikarzom, którzy poddali w wątpliwość efektywność amerykańskiego uderzenia. Medialne doniesienia opierały się o wstępne dane wywiadu – tym gorzej dla wywiadu. Kilka dni później przedstawiciele amerykańskich spec-służb zaraportowali, że – a jakże – uderzenie zakończyło się bezdyskusyjnym sukcesem. Oczywiście, wywiad mógł po drodze uzyskać dodatkowe informacje i stąd zmiana w ocenie, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dane na publiczny użytek zostały zmanipulowane, skrojone pod polityczną tezę. Jeśli tak jest, to amerykańskie uderzenie na Iran – choć imponujące od strony technicznej – jawi się jako słomiany zapał. Efektowny ruch, po którym trump stracił zainteresowanie tematem. Rzucił zabawki i wyszedł z piaskownicy.

—–

W postpolityce fakty się zakłamuje, ale one nadal są. Gdy ujrzą światło dzienne, wymyśla się na ich temat kolejną opowieść. W tym konkretnym przypadku warto też pamiętać, że twarda weryfikacja twierdzeń trumpa raczej mu nie zaszkodzi. Gdy okaże się, że Irańczycy jednak zdołali uchronić najcenniejsze jądrowe aktywa i wreszcie wyprodukują bombę, obecny prezydent USA zapewne będzie już martwy. A póki co może budować swój wizerunek tego, który mocnym uderzeniem nie tylko wyeliminował atomowe zagrożenie, ale i zakończył wojnę.

Dlaczego to niekorzystne dla Polski? Wyobraźmy sobie sytuację, w której realizuje się mało prawdopodobny (ale nie niemożliwy) scenariusz rosyjskiego ataku na nasz kraj. USA, wypełniając sojusznicze zobowiązania, wysyłają potężną armadę bombowców, a ta funduje siłom inwazyjnym „jesień średniowiecza”. trump ogłasza zwycięstwo i odwołuje chłopców do domu. „władimirze, czas usiąść do rozmów pokojowych”, pisze na swoi profilu w Truth Social. Ale putin wciąż ma nadzieję, że mimo dotkliwych strat jednak mu się uda i próbuje dalej prowadzić działania zbrojne. Co zrobi prezydent USA, który właśnie obwieścił swój wielki sukces? W erze przed trumpem i postpolityką wcale byśmy się nad tym nie zastanawiali, dziś musimy. Czas przyjąć do wiadomości, że choć Ameryka nadal pozostaje jedynym supermocarstwem z ogromnymi możliwościami projekcji siły, dysponenci tego potencjału to showmeni, a nie mężowie stanu, którzy biorą na klatę trudne decyzje i nie uciekają przed ich konsekwencjami…

Ten tekst w pełnej wersji znajdziecie na portalu TVP Info – oto link do materiału.

—–

Szanowni, zachęcam Was do wsparcia mojej publicystyczno-reporterskiej działalności.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Czytelnikowi o nicku Zajcef Fizzlewick, Arkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi, Marcinowi Łyszkiewiczowi, Tomaszowi Krajewskiemu i Magdalenie Kaczmarek. A także: Juliuszowi i Elżbiecie Wolny, Piotrowi Rucińskiemu, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej, Wojciechowi Bardzińskiemu, Bognie Gałek, Krzysztofowi Krysikowi, Mateuszowi Piecuchowi, Michałowi Wielickiemu, Jakubowi Kojderowi, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Bożenie Bolechale, Jarosławowi Terefenko, Marcinowi Gonetowi, Pawłowi Krawczykowi, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Dinarze Budziak, Szymonowi Jończykowi, Piotrowi Habeli i Annie Sierańskiej.

Podziękowania należą się również moim najhojniejszym „kawoszom” z ostatnich dwóch tygodni – Pawłowi Drozdowi, Martcie Müller-Reczek i Arkadiuszowi Wiśniewskiemu.

To dzięki Wam powstają także moje książki! A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Bombowiec B-2/fot. USAF

Machina

Nad ranem 22 czerwca br. USA przyłączyły się do działań zbrojnych Izraela, wymierzonych w Iran. Amerykańskie lotnictwo i marynarka wojenna dokonały uderzeń bombowo-rakietowych na trzy ośrodki nuklearne: Fordow, Natanz i Isfahan.

Gdy wczoraj rano pisałem o tym ataku, opierałem się o dostępne wówczas doniesienia. Kilka godzin później Pentagon zorganizował konferencję prasową, podczas której ujawniono więcej szczegółów. Różnią się nieco od pierwotnych informacji, więc pozwólcie, że je zrekapituluję.

Najpierw jednak chciałbym się odnieść do kwestii „podejrzanie szybkiej” reakcji Amerykanów. „Takiej operacji nie organizuje się z dnia na dzień”, twierdzą zwolennicy teorii, wedle której izraelski atak na Iran był od początku koordynowany z USA. I Stany też się do tej wojny przygotowały. No więc nie mamy na to żadnych dowodów, a fakt, iż Amerykanie przeprowadzili skomplikowaną operację zaledwie 10 dni po najnowszej eskalacji bliskowschodniego konfliktu może wynikać z czego innego. Po pierwsze, do ataku wykorzystano bombowce strategiczne (wraz z całym towarzyszącym im lotniczym zapleczem) oraz atomowy okręt podwodny. Oba rodzaje uzbrojenia wchodzą w skład amerykańskiej nuklearnej triady, a ta utrzymywana jest w rygorze wysokiej operacyjności. Po ludzku rzecz ujmując, jest zawsze gotowa do działania.

Po drugie zaś, Iran w percepcji Amerykanów od dekad stanowi zagrożenie – dla Izraela i interesów USA, co w istotnej mierze zazębia się czy wręcz stanowi to samo. Przy takim podejściu i przy amerykańskiej kulturze strategicznej, w której duży nacisk kładzie się na wielowariantowe planowanie, od dawna musiały istnieć scenariusze uderzeń na Iran. Różnorakich, także dotyczących punktowych ataków na infrastrukturę jądrową. Znając amerykańską zapobiegliwość, dam sobie rękę uciąć, że plany te były regularnie aktualizowane, a ich realizacja ćwiczona. Piloci i marynarze mieli więc „gotowca”; ot i cała tajemnica.

A teraz wróćmy do wczorajszej konferencji w Pentagonie. Szef amerykańskich połączonych sztabów generał Dan Caine przekazał, że w nocy z piątku na sobotę grupa bombowców strategicznych wystartowała w kierunku Pacyfiku. Był to element kampanii dezinformacyjnej, prawdziwe uderzenie nastąpiło bowiem z innej strony. Wykonało je siedem samolotów B-2 Spirit, które przeleciały przez Atlantyk w kierunku Iranu.

Maszyny znajdowały się w powietrzu przez 18 godzin (nim dotarły nad cele), po drodze kilkukrotnie pobierając paliwo. O około 2:00 w nocy czasu lokalnego „niewidzialne” bombowce zrzuciły 14 bomb penetrujących GBU-57, co stanowiło pierwsze w historii użycie tej broni w warunkach bojowych. Dwanaście ładunków spadło na zakład nuklearny w Fordow. Cele w Iranie Amerykanie porazili również z okrętu podwodnego USS Georgia, który wystrzelił kilkadziesiąt pocisków manewrujących Tomahawk. W sumie siły amerykańskie użyły 75 precyzyjnych pocisków kierowanych. W misji wykorzystano 125 samolotów – obok „niewidzialnych” dla radarów B-2, także myśliwców czwartej i piątej generacji oraz kilkudziesięciu tankowców powietrznych, samolotów wywiadowczych i rozpoznawczych. Innymi słowy, potężnej militarnej machiny.

W ciągu najbliższych kilkunastu godzin przekonamy się, czy Amerykanie użyją jej ponownie. Koncentracja potencjału w regionie trwa, z medialnych doniesień wynika, że władze Izraela namówiły Biały Dom do rozszerzenia listy celów…

W kontakcie!

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mnie w dalszym pisaniu, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

„Duchy”

Stany Zjednoczone uderzyły na Iran. Na tym etapie trudno powiedzieć, czy to „wejście na całego”, przewidujące dłuższe zaangażowanie sił powietrznych USA, czy jednorazowy cios, za którym stoją dwie intencje.

Po pierwsze, zniszczenia kluczowych elementów infrastruktury irańskiego programu nuklearnego, po drugie, deeskalacji przez eskalację („uderzamy mocno, by przeciwnikowi odechciało się dalszej walki”, takie myślenie stoi za ideą deeskalacyjnych ataków). Oświadczenie prezydenta trumpa skłania mnie do przekonania, że Amerykanie czekają teraz na ruch Irańczyków. Ale zarazem sposobią się do kolejnych uderzeń, o czym świadczy dalsze gromadzenie sił powietrznych i morskich w regionie.

Co do samego ataku – użyto w nich trzech samolotów B-2 Spirit oraz atomowego okrętu podwodnego. To siły tylko pozornie niewielkie, mówimy bowiem o typach uzbrojenia, które mają ogromną moc rażenia (i są koszmarnie drogie – pojedynczy bombowiec B-2 ma wartość ponad 2 mld dolarów). „Duchy” zrzuciły co najmniej sześć bomb GBU-57, przeznaczonych do niszczenia instalacji podziemnych; każda z nich waży około 14 (!) ton. USS Georgia wystrzelił 30 pocisków manewrujących Tomahawk. Pierwszy „pakunek” przeznaczony był na ośrodek nuklearny Fordow, rakiety poleciały na obiekty Natanz i Isfahan.

Czy uderzenia były skuteczne? Bałbym się tak na gorąco to oceniać, ale marszałkowie z Facebooka i Twittera (X-a) orzekli, że w przypadku Fordow Amerykanie mogą sobie co najwyżej podłubać w nosie. Bo ich potężne bomby niszczą do głębokości 60 metrów, tymczasem irański ośrodek znajduje się 800 metrów pod ziemią. Logiczne? Tylko pozornie. Spytajcie górników, ile kluczowych elementów zapewniających funkcjonowanie kopalni znajduje się na powierzchni i z poziomu zero łączy się z tym, co pod ziemią. Wyobrażacie sobie cokolwiek na głębokości, nie tylko kopalnię, bez szybów transportowych i wentylacyjnych? Bo ja nie. Zakładam za to, że celem Amerykanów nie była fizyczna destrukcja najgłębiej położonych elementów, ale doprowadzenie do sytuacji, w których staną się one bezużyteczne, bo przysypane i odcięte. W takim przypadku bezpieczne schronienie staje się pułapką.

Zdaje się zresztą, że Irańczycy dobrze o tym wiedzieli. Nad ranem przyznali, że ośrodek Fordow został zniszczony, ale – zastrzegli – to, co najcenniejsze, zostało wcześniej ewakuowane. Nie wiem, czy chodzi o jakiś sprzęt czy raczej o ludzi, wszak w tym oświadczeniu znalazło się też takie sformułowanie: że wiedzy zbombardować się nie da. Co do zasady owszem – fizyka jądrowa trwać będzie niezależnie od działań wymierzonych w Iran przez Izrael i USA. Ale pojedynczych ludzi, naukowców, można zabijać, także bombami, co Izrael czyni od ponad tygodnia oraz skrytobójczo już od wielu lat, mocno przerzedzając populację irańskich specjalistów. Co podkreślam, by zwrócić Waszą uwagę na niezwykłą istotność niekinetycznego, nie-ściśle-militarnego aspektu tej wojny.

W kontakcie!

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mnie w dalszym pisaniu, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. B-2 Spirit podczas zrzucania zwykłych bomb lotniczych/fot. USAF, domena publiczna