Miraże!

Wczoraj na jednym z branżowych forów rozpętała się mała burza. Oto jeden z miłośników lotnictwa uchwycił nad Polską francuskiego Miraża 2000 – i upublicznił zdjęcie. Pozornie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego – sojusznicze maszyny latają nad naszym krajem od dawna, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę jest ich tu „po korek”.

Rzecz w tym, że chodziło o nietypowy samolot – pozbawiony oznaczeń państwowych.

Kto znał kontekst, ten szybko połączył kropki. Latem ubiegłego roku Francja obiecała Ukrainę dostawę kilkunastu maszyn, kilka dni temu oficjele znad Sekwany zapewnili, że pierwsze samoloty dotrą nad Dniepr w pierwszym kwartale tego roku.

Lecący bez oznaczeń, na wschód, z dodatkowymi zbiornikami paliwa myśliwiec musiał być jednym z „tych” Miraży.

I wybuchła dyskusja o tym, czy takie zdjęcia należy udostępniać.

Dziś to już historia, mamy bowiem oficjalne potwierdzenie, że francuskie maszyny są w Ukrainie. Jak pisze minister obrony Francji (patrz screen), samoloty pilotowali ukraińscy lotnicy, którzy wcześniej przeszli kilkumiesięczne szkolenie we Francji.

Z innych źródeł wiem, że było to wyjątkowo intensywne szkolenie. A kto choć trochę orientuję się, czym jest francuskie lotnictwo (jaka jest jakość jego sprzętu i personelu), ten domyśla się, że popeliny nie było.

O czym wkrótce, mam nadzieję, przekonają się też rosjanie.

Rejestr

„Ukraina straciła 45100 żołnierzy na polu bitwy od początku pełnoskalowej inwazji rosji w lutym 2022 roku”, deklaracja tej treści padała wczoraj z ust Wołodymyra Zełenskiego. W wywiadzie dla brytyjskiego dziennikarza Piersa Morgana prezydent Ukrainy mówił również, że do tej pory odnotowano 390 tys. przypadków zranienia żołnierzy. Zastrzegł przy tym, że rzeczywista liczba poszkodowanych jest mniejsza, ponieważ niektórzy wojskowi odnieśli kilka ran w „oddzielnych incydentach”.

To ostatnie stwierdzenie odnosi się przede wszystkim do żołnierzy, których po rekonwalescencji przywrócono do służby. Z wcześniejszych deklaracji Zełenskiego wynika, że dotyczy to około połowy wszystkich rannych. Taka sytuacja nie jest niczym nadzwyczajnym w realiach rozciągniętego w czasie konfliktu zbrojnego – rehabilitacja trwa zwykle kilka tygodni, czasem miesięcy, front zatem „zaczeka”. Dla porządku dodajmy, że wielu kontuzjowanych – choć ich urazy zostały odnotowane w statystykach – nigdy nie trafiło na tyły (o czym prezydent już nie wspominał). To skutek osobistych motywacji („ledwo mnie drasnęło, wciąż mogę walczyć”), ale i decyzji przełożonych, podejmowanych w warunkach niedoboru personelu. Mówiąc wprost, lżej poturbowanych nie obejmował i nie obejmuje luksus nawet czasowego zwolnienia ze służby.

Wracając do Zełenskiego – to już druga w ostatnim czasie jego wypowiedź na temat strat. W grudniu 2024 roku prezydent przyznał, że Ukraina straciła 43 tys. żołnierzy, oraz że odnotowano „370 tys. przypadków pomocy medycznej dla rannych”.

Mamy początek lutego, w 7 tygodni deklarowane straty wzrosły o 2 tys. zabitych i 20 tys. rannych.

Moskwa rzecz jasna milczy na temat własnych strat. Niezależni dziennikarze ustalili jak dotąd nazwiska ponad 90 tys. poległych rosjan. Z kolei kilka tygodni temu urzędniczka ministerstwa obrony zdradziła, że do tej pory wpłynęło 48 tys. próśb o ustalenie losu zaginionych żołnierzy.

Według Sztabu Generalnego ZSU, całościowe rosyjskie straty wynoszą 840 tys. „wyeliminowanych z walki”. To dane tożsame z szacunkami zachodnich źródeł wywiadowczych – amerykańskich, brytyjskich, ale i estońskich (o których wspominam, bo Estończycy wielokrotnie udowodnili, że rosyjska machina wojenna – jej cele, możliwości i plany – jest dla nich wyjątkowo transparentna). Ta liczba obejmuje zarówno zabitych, rannych, zaginionych i schwytanych rosjan (a od niedawna także Koreańczyków).

W oparciu o zaprezentowane informacje wychodzi nam, że rosjanie mają dwa razy wyższe straty od Ukraińców. Jest dla mnie oczywiste, że moskale giną i zostają ranni częściej (wielokrotnie pisałem dlaczego, więc poprzestanę na tym stwierdzeniu), ale ostrożność i rzetelność każą z pewnym dystansem podchodzić do słów Wołodymyra Zełenskiego. Nie twierdzę, że prezydent Ukrainy kłamie – jego deklaracje oparte są o urzędowe statystyki, w tym przypadku – w odniesieniu do zabitych – dotyczące wypłat odszkodowań. Istnieje jednak „szara strefa”.

Według stanu na luty 2025 roku w Ukrainie poszukiwanych jest 62948 osób, zaginionych w „szczególnych okolicznościach”. Taki status przyznawany jest obywatelom, którzy przepadli w związku z działaniami wojennymi, czasową okupacją części terytorium, na skutek kryzysów naturalnych oraz niebezpiecznych zjawisk wywołanych przez człowieka. Rejestr zaginionych w szczególnych okolicznościach obejmuje cywili i wojskowych, w miażdżącej większości takich, z którymi utracono kontakt w strefie walk lub na okupowanych terytoriach Ukrainy.

W porównaniu z okresem przedwojennym, liczba poszukiwanych osób wzrosła pięciokrotnie. Od września 2023 roku we wspomnianym rejestrze przybyło ponad 26 tys. nazwisk – w tej grupie 15 tys. osób to personel wojskowy. Część zaginionych żołnierzy – także tych, którzy „zniknęli” przed wrześniem 2023 roku – zapewne trafiła do rosyjskiej niewoli – co trudno ustalić, bo rosjanie wyjątkowo opornie w tej kwestii współpracują, zarówno z Ukrainą, jak i z ONZ. Część to dezerterzy – zatem w obu przypadkach mówimy o osobach, które nadal żyją. Ale bez wątpienia w gronie zaginionych są też wojskowi, którzy polegli, a których ciał dotąd nie odnaleziono. Zapewne jest to kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy żołnierzy ZSU.

—–

Szanowni, jak wielokrotnie podkreślam, moje publicystyczne i reporterskie zaangażowanie w konflikt na Wschodzie w istotnej mierze możliwe jest dzięki Wam i Waszemu wsparciu. Pomożecie w dalszym tworzeniu kolejnych treści?

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi, Marcinowi Łyszkiewiczowi, Arkowi Drygasowi, Tomaszowi Krajewskiemu, Magdalenie Kaczmarek, Arkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu i Monice Rani. A także: Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej, Adamowi Cybowiczowi, Wojciechowi Bardzińskiemu, Krzysztofowi Krysikowi, Bognie Gałek, Michałowi Wielickiemu, Jakubowi Kojderowi, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Bożenie Bolechale, Marcinowi Gonetowi, Pawłowi Krawczykowi, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Piotrowi Rucińskiemu, Mateuszowi Borysewiczowi, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Sławkowi Polakowi, Mateuszowi Jasinie i Grzegorzowi Dąbrowskiemu.

Podziękowania należą się również moim najhojniejszym „kawoszom” z ostatniego tygodnia: Adzie Bogackiej i Grzegorzowi Zgnilcowi.

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – osoby zainteresowane nabyciem mojej ostatniej pt.: „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”, w wersji z autografem, oraz kilku innych wcześniejszych pozycji (również z bonusem), zapraszam tu.

Nz. Nowa kwatera dla poległych żołnierzy ZSU na cmentarzu w Charkowie; wcześniejsze są już pełne grobów… Zdjęcie z listopada 2024 rok/fot. własne

„ISIS”

Wspominałem wczoraj o kolejnym „hicie” runetu – zdjęciach opublikowanych przez rosyjskich wojskowych, przedstawiających odciętą głowę ukraińskiego jeńca. To kolejny taki przypadek – brutalnej egzekucji pojmanego przeciwnika oraz publicznej prezentacji dowodów zbrodni.

Również wczoraj ukazał się raport ONZ poświęcony zbrodniom popełnianym na jeńcach. Przedstawiciele misji obserwacyjnej w Ukrainie doliczyli się 79 egzekucji w 24 odrębnych incydentach. Wydarzenia te miały miejsce od sierpnia 2024 roku. Poza jednym przypadkiem dobicia rannego i niezdolnego do walki rosyjskiego żołnierza, wszystkie zbrodnie pozostają dziełem rosjan.

W poprzednim raporcie Wysokiego Komisarza ONZ (ds. praw człowieka), z 1 października 2023 roku, mowa była o 42 zastrzelonych jeńcach. Ukraińcach.

Przedstawiciele ONZ analizowali filmy i zdjęcia opublikowane przez źródła po obu stronach, pokazujące egzekucje lub ciała zamordowanych żołnierzy. Przeprowadzili także szczegółowe wywiady ze świadkami.

„Geolokalizacja i chronolokalizacja incydentów wskazują, że zgłoszone egzekucje miały miejsce na obszarach, na których trwały rosyjskie operacje ofensywne”, napisali przedstawiciele misji.

Ich szefowa, Danielle Bell, podkreśliła, że „incydenty te nie wydarzyły się w próżni”. Do nieludzkiego traktowania i egzekucji schwytanych ukraińskich wojskowych wzywały osoby publiczne w rosji. ONZ odnotowała co najmniej trzy takie wezwania ze strony rosyjskich urzędników w ubiegłym roku. „W połączeniu z szerokimi przepisami dotyczącymi amnestii, takie oświadczenia mogą potencjalnie podżegać lub zachęcać do bezprawnych zachowań”,  stwierdziła Bell.

Mordowanie jeńców (i generalnie ich podłe traktowanie) przez rosjan ma głębokie podłoże kulturowe – zainteresowanych odsyłam do lektury rozdziałów „Bestialstwo” i „Rasizm”, będących częścią mojej ostatniej książki „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”. W połączeniu z publikacją dowodów zbrodni ma też specyficznie pragmatyczny wymiar. Upublicznianie filmów z prześladowań i zabójstw Ukraińców służy postawieniu „swoich” w sytuacji bez wyjścia. „Lepiej się nie poddawaj, walcz do końca, bo oni zrobią ci to samo…”, tak jedni żołnierze putina dyscyplinują drugich.

Armia zwyroli, niczym niegdyś ISIS…

—–

Szanowni, jak wielokrotnie podkreślam, moje publicystyczne i reporterskie zaangażowanie w konflikt na Wschodzie w istotnej mierze możliwe jest dzięki Wam i Waszemu wsparciu. Pomożecie w dalszym tworzeniu kolejnych treści?

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – osoby zainteresowane nabyciem wspomnianej w tekście pozycji pt.: „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”, w wersji z autografem, oraz kilku innych wcześniejszych książek (również z bonusem), zapraszam tu.

„Utylizacja”

Leciałem kiedyś „wesołym śmigłowcem” z Ghazni do Bagram. Wesołym, bo jakkolwiek na pokładzie ulokowano istne siedem nieszczęść, nastroje towarzystwu dopisywały. Kontuzjowanych żołnierzy, których rotowano z wysuniętej bazy do wielkiej logistycznej placówki, czekało kilkanaście dni oddechu od wojny.

Jeden z chłopaków miał mikroodłamki w oku; oczodół wymagał specjalistycznej interwencji w bagramskim szpitalu, ale w gruncie rzeczy nie było to nic poważnego. Podobnie jak urazy rąk dwóch innych żołnierzy. Tylko jeden z wojskowych miał większy problem – skomplikowanie złamane ramię, wymagające wielotygodniowej rekonwalescencji. Ten pechowiec leciał do Bagram na chwilę – stamtąd wkrótce wywieziono go do Polski. Po prawdzie on jeden nie był wesoły – nie chciał wracać, ale wojsko nie potrzebowało go „na teatrze” w sytuacji tak długiej niedyspozycji. „Kalekami patroli opędzić się nie da”, ten argument dowódcy połamańca nie był do podważenia.

Jakiś czas później wracałem do kraju amerykańskim samolotem ewakuacji medycznej (droga wiodła zatem przez niemieckie Ramstein, gdzie znajdował się wielki kompleks szpitalny; obsłużył on i „Irak” i „Afganistan”, z obu wojen łącznie trafiło tam około 80 tys. rannych żołnierzy koalicji). Tu już wesoło nie było, leciałem bowiem w towarzystwie solidnie poszkodowanych żołnierzy. Pośród których znalazło się kilkunastu chłopaków z połamanymi czy w inny sposób uszkodzonymi kończynami dolnymi. Żaden nie był w ciężkim stanie, ale jak wspomniany wcześniej Polak, wielotygodniowa niezdolność do służby wykluczała ich dalszy udział w misji. Niektórzy zapewne zdołali później wrócić do Afganistanu – Amerykanie uskuteczniali roczne tury, 3-4 miesiące na tyłach/w domu, oznaczało na tyle krótką przerwę, że dało się wrócić do swoich pododdziałów.

Tak robiły to, robią, cywilizowane armie.

Ale jest jeszcze coś takiego, jak siły zbrojne federacji rosyjskiej, które funkcjonują wedle odmiennego schematu.

Pierwsze doniesienia o tym, że poszkodowanym żołnierzom nie pozwala się wrócić na tyły, pochodzą z pierwszych tygodni wojny. „Póki dychasz, póty masz walczyć”, wyrokowali rosyjscy lekarze i nawet solidnie kontuzjowanych odsyłali z punktów medycznych na pierwszą linię.

Dziś ten proceder jeszcze się nasilił. Filmik przedstawiający „selekcję” rannych rosjan – który wypłynął kilka dni temu – szokuje niewprawnych obserwatorów konfliktu. Ilustruje aberrację? Z pewnością, ale zarazem nie o incydentalnym charakterze. Dość poczytać rosyjskie fora i opinie uczestników spec-operacji oraz członków ich rodzin, gdzie mowa jest o powszechnym „utylizowaniu kalek” (dosłowny cytat).

Na wspomnianym filmie mężczyźni o kulach i w temblakach, jako wystarczająco sprawni, kierowani są ponownie na front. A tam czeka ich los jak żołnierza ze zdjęcia (oryginalną fotografię wykonaną z drona – jako że naruszałaby moje własne standardy – przerobiłem na komiks; i zdjęcie, i film, o którym piszę, bez trudu można znaleźć w otwartym źródłach).

Dlaczego tak się dzieje? Kontekst kulturowy (brak poszanowania dla ludzkiego życia), to raz. Dwa, jest to też efekt zużywania się zasobów finansowych rosyjskiej machiny wojennej. Ochotnicy, poza relatywnie wysokim żołdem, otrzymują jednorazowe premie za wstąpienie do armii. Każdy kolejny wojskowy to wydatek, a państwo ma coraz mniej pieniędzy. Z dostępnych informacji wynika, że akcja rekrutacyjna dramatycznie wyhamowała – w niektórych regionach rosji powołuje się o dwie trzecie mniej mężczyzn, nie dlatego, że ich brakuje, ale dlatego, że nie ma im z czego wypłacić premii („kasa misiu, kasa”; z patriotycznego obowiązku rosjanin do wojska nie idzie). Taki stan rzeczy powoduje konieczność maksymalnego wykorzystania już dostępnych zasobów ludzkich. A że mówimy o armii opartej o zwyrodniałe reguły, której dowódcy są przekonani, że wojna musi się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych kilkunastu tygodni, mamy to co mamy.

Kaleka nie pójdzie do szturmu. Ale wciąż ma karabin i stanowi dla przeciwnika potencjalne zagrożenie. I doczłapie się do strefy operowania ukraińskich dronów. I tam zginie, zużywając wrogowi amunicję. Której na zdrowych rosjan może Ukraińcom zabraknie.

Darwin przewraca się w grobie…

—–

Szanowni, jak wielokrotnie podkreślam, moje publicystyczne i reporterskie zaangażowanie w konflikt na Wschodzie w istotnej mierze możliwe jest dzięki Wam i Waszemu wsparciu. Pomożecie w dalszym tworzeniu kolejnych treści?

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – osoby zainteresowane nabyciem mojej ostatniej pt.: „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”, w wersji z autografem, oraz kilku innych wcześniejszych pozycji (również z bonusem), zapraszam tu.

Fot. ZSU

Zawłaszczenie

Dziś krótko (wybaczcie, inne obowiązki), z intencją uzupełnienia wczorajszego wpisu. Ten był o rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, ale finalnie poruszył kwestię zawłaszczenia, którego dopuściła się rosja.

Jakiego zawłaszczenia? Istotę problemu oddaje wypowiedź putina z 2010 roku. Podczas obchodów dnia pabiedy stwierdził on, że zwycięstwo w II wojnie „zostało osiągnięte kosztem zasobów ludzkich i przemysłowych rosji”. „Zapomniał”, że pośród 27 mln radzieckich ofiar było 5,7 mln rosjan, a resztę stanowili przedstawiciele innych narodów ZSRR.

No więc rosji udało się „przepisać” historię ZSRR tak, by uchodziła ona za wyłącznie rosyjską. W odniesieniu do ofiar hitlerowskiej agresji, doprowadzić do sytuacji, w której „znikło” ich etniczne zróżnicowanie. A skoro wszyscy byli rosjanami, to rosji przypadają zasługi z tego tytułu – w tym status wyzwolicieli. To przekaz zarówno na użytek wewnętrzny, jak i zewnętrzny. Ślad oddziaływania tej narracji znajdziemy na przykład u Donalda Trumpa, który kilka dni temu pisał na dawnym Twitterze: „Nie możemy zapominać, że to rosja pomogła nam wygrać II wojnę światową, straciła w niej 60 mln ludzi”.

Nie mam pojęcia, skąd amerykański prezydent wziął te 60 mln, ale istota (tej części) wpisu sprowadza się do zrównania sowiecji z rosją.

A i tak ów fragment zirytował rosyjskich propagandystów. Bo owszem, wpisuje się w ich narrację o „rosyjskości” wojennego wysiłku, zarazem jednak nadaje rosji (ZSRR!) pomocniczą rolę. A przecież w rosyjskiej opowieści o II wojnie (wielkiej wojnie ojczyźnianej), akcenty rozłożone są całkiem na odwrót – nie ma w niej miejsca na podkreślanie zasług zachodnich aliantów, jedynym zwycięzcą była i jest rosja.

Jak to się ma do faktów?

Próba umniejszenia roli sowietów w pokonaniu III Rzeszy byłaby karkołomnym wysiłkiem. 90 proc. żołnierzy Wehrmachtu poległo na froncie wschodnim, to tam złamano kręgosłup armii niemieckiej. Ale front zachodni i włoski angażowały – w różnych okresach – od 1,5 do 2,5 mln żołnierzy Hitlera, często z najbardziej elitarnych formacji, nierzadko w momentach, w których na wschodzie ich obecność mogłaby pomieszać sowietom szyki (jak w końcowej fazie operacji „Cytadela” na łuku kurskim, którą zwinięto m.in. po to, by przerzucić część oddziałów do Włoch). Trudno powiedzieć, co osiągnięto by taką masą bitnego wojska, dość zauważyć, że tajne niemiecko-radzieckie rozmowy na temat separatystycznego pokoju trwały do początków 1944 roku.

Odrębna kwestia to alianckie wysiłki zmierzające do osłabienia niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. I choć tutaj efekt był nieoczywisty, faktem jest, że brytyjsko-amerykańska kampania bombowa zmusiła sztabowców Hitlera do zaangażowana istotnej części wojska (armatnich luf i amunicji!) do obrony nieba i kluczowych instalacji.

Dodajmy do tego dostawy Lend-Lease, w ramach których do ZSRR wysłano m.in. 427 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów. Dostawy 142 tys. ton stali, 13,8 tys. ton niklu i 16,9 tys. ton koncentratu molibdenu pozwoliły sowietom na wyprodukowanie około 45 tys. czołgów i dział samobieżnych (połowy z łącznej produkcji czasów wojny). Dla porównania, od połowy 1941 do połowy 1945 roku produkcja własna ZSRR wyniosła ok. 265,6 tys. samochodów. Produkcja parowozów: w 1940 roku – 914 sztuk, w 1941 roku – 708 sztuk, w 1942 roku – 9 sztuk, w 1943 roku – 43 sztuk, w 1944 roku – 32 sztuk, w 1945 roku – 8 sztuk. Produkcja wagonów towarowych w latach 1942–1945 zamknęła się w liczbie 1087 sztuk [1].

Potraficie wyobrazić sobie marsz armii czerwonej na zachód bez sprawnej i odpowiednio licznej logistyki? Bo ja nie.

[1] Dane za: Borys Sokołow: „Prawdy i mity Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945”, Wydawnictwo Arkadiusz Wingert, Kraków 2015.

—–

Szanowni, jak wielokrotnie podkreślam, moje publicystyczne i reporterskie zaangażowanie w konflikt na Wschodzie w istotnej mierze możliwe jest dzięki Wam i Waszemu wsparciu. Pomożecie w dalszym tworzeniu kolejnych treści?

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – osoby zainteresowane nabyciem mojej ostatniej pt.: „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji”, w wersji z autografem, oraz kilku innych wcześniejszych pozycji (również z bonusem), zapraszam tu.

Nz. Symboliczny triumf sowietów – zawieszenie flagi na berlińskim Reichstagu. Skądinąd autorem tej fotografii jest Jewgienij Chałdiej, sowiecki żołnierz żydowsko-ukraińskiego pochodzenia/fot. domena publiczna