(niedo)Godność

Gdy próbujemy zrozumieć czy wytłumaczyć działania naszych przodków, niemal zawsze wpadamy w pułapkę kontekstu. Przeżyłem w komunie kilkanaście lat, rozumiem istotę tego systemu, ale gdy przychodzi mi opowiadać córce o kłopotach codzienności czasów PRL, ta krzywi twarz i wymownie pyta: „cooo!?”. Mam wrażenie, że raczę ją historiami z innego wszechświata.

Z podobnym problemem mamy do czynienia, gdy usiłujemy zrozumieć motywację młodzieży idącej do Powstania. Kto nie zna wojska, nie czuje się usatysfakcjonowany wyjaśnieniem, że padł rozkaz. A żołnierz nie jest od tego, by rozkazy kwestionować. Zresztą, takie ujęcie nie wyczerpuje istoty zagadnienia. Co smutne, coraz częściej natykam się na opinie o zmanipulowanej młodzieży, która z gołymi rękoma poszła do walki. Naiwniakach, którzy dali się podejść szalonemu dowództwu. Mam bardzo krytyczny stosunek do tego ostatniego, niemniej taką interpretację uważam za mocno krzywdzącą. Dlaczego? Odpowiadając, spróbuję wynieść się ponad wspomniany kontekst, przenieść doświadczenie pokolenia Kolumbów w czasy nam współczesne.

Biegacie w parku, od lat ciesząc się efektami regularnego treningu. I któregoś ranka na waszej trasie pojawia się gość z bronią. I na waszych oczach zabija innego biegacza. Tylko za to, że ten biegał. Bo biegać NIE WOLNO. Władze, które nastały jakiś czas temu, uznały, że macie fizycznie skarleć. I już. Znacie brata zabitego, szybko poznajecie jego emocje. Poznajecie też innych, bowiem zabójstw w parkach jest dużo, dużo więcej. „Jak można zakazywać czegoś tak oczywistego!?” – pytacie samych siebie. „Jak, kurwa, można nas zabijać z byle powodu!?”. Tak, mimo przerażenia, rodzi się bunt. Którego z czasem jest już tyle, że musi znaleźć ujście.

Teraz już rozumiecie?

Można krytykować zemstę, dostrzegać jej kontrproduktywność, wszak często zwala na nas jeszcze większe kłopoty. Lecz kim będziemy, jeśli zrezygnujemy z prawa do elementarnej godności?

Kolumbowie zrzec się tego prawa nie zamierzali.

Dlatego zgadzam się z tezą, że Powstanie, po prostu, musiało wybuchnąć. Że było logicznym skutkiem nastrojów panujących pośród akowskiej (i nie tylko) młodzieży. Mającej dość wyjątkowo brutalnej polityki okupanta. Pozostając na gruncie przywołanej analogi – zgadza się, w wyniku buntu spłonął cały park. A w nim mnóstwo przypadkowych osób. Ale u licha, oceniając to wydarzenie nie zapominajmy, że to gość z bronią był tym złym. I że to on podkładał ogień. Co podkreślam, bo dziś, niektórym, bardzo łatwo przychodzi wręcz zrównywanie Powstańców z Niemcami.

—–

A propos przywołanej analogii – zakaz aktywności fizycznej był jednym z pierwszych dekretów okupacyjnej władzy. Wyobrażacie sobie, że za „haratanie w gałę” można było trafić pod ścianę? A to tylko jedna z tysięcy niedogodności, jakie Niemcy zafundowali Polakom.

Nie wiem, czy rosjanie – gdyby udało im się zająć Ukrainę – zakazaliby jej mieszkańcom joggingu czy spacerów po miejskiej zieleni. Pewnie tak daleko nie posunąłby się ich okupacyjny terror. Ale zapowiedzieli jasno, że zabiją część Ukraińców za to tylko, że są Ukraińcami. I tak też zrobili – w Buczy, Irpieniu, Izjumie. Więc płonie miejscami ukraiński park, co niektórym wydaje się bezsensownym marnotrawstwem. Tyle że jest to jedyny sposób, by wypędzić z alejek obcych łobuzów z bronią, którzy mają pozwolenie swojego przywódcy, by czasem postrzelać do spacerowiczów.

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

„Rośki”

„Zapewne będzie rosyjski odwet”, napisał wczoraj skarpetkosceptyczny aktywista medialny, w reakcji na wczesno-poranne wydarzenia w Moskwie (atak ukraińskich dronów na budynki ministerstw odpowiedzialnych za organizację władzy okupacyjnej). Zdanie to brzmi koślawo (możliwości poprawnego zapisu jest oczywiście więcej, ja użyłbym formuły: „zapewne dojdzie do rosyjskiego odwetu”), no ale tak właśnie się dzieje, gdy ktoś przepisuje na żywca rosyjskie skrypty dla propagandystów „na odcinku polskim”. Skądinąd to zabawne, że wszyscy ci rozsiewacze ruskiej dezinformacji deklarują patriotyczne postawy – własną działalność uzasadniając „prawdziwą troską o dobro Polski, która nie może pozwolić sobie na wrogie relacje z rosja” – a jednocześnie w miażdżącej większości tak straszliwie kaleczą ojczysty język…

Ale dość dygresji, „Kali” bowiem „mieć rację” – odwet nastąpił. W iście rosyjskim stylu, czyli w postaci rakiety, która uderzyła w wielopiętrowy budynek mieszkalny. Do tragedii doszło w Krzywym Rogu; gdy piszę te słowa, trwa jeszcze akcja ratunkowa, więc ostateczna liczba ofiar pozostaje nieznana. Jak dotąd mowa jest o pięciu zabitych i 43 rannych cywilnych osobach. Czy był to atak z premedytacją czy efekt słynnej rosyjskiej celności (a felerna rakieta miała trafić w jakiś inny obiekt) – nie wiadomo. Uszkodzony wieżowiec znajdował się przy ulicy Ukraińskiej, jednej z najdłuższych arterii w mieście, co zwiększa ryzyko przypadkowego trafienia. Z drugiej strony, rosjanie lubują się w wysyłaniu mało-subtelnych symbolicznych sygnałów, a zdjęcia bocznej ściany budynku z widocznym adresem mocno i radośnie rozpala rosyjski Internet.

Jak mawia klasyk: „kij im w oko”; im, radującym się z ludzkiego dramatu.

—–

A skoro o kiju jako narzędziu kary mowa – na froncie pojawiło się coś o podobnym kształcie i funkcji. Mam na myśli arcygroźną i bezbłędnie celną armatę Bushmaster (o kalibrze 30 mm), w którą wyposażony jest kołowy transporter opancerzony Rosomak. Po raz pierwszy zobaczyłem ją w akcji w Afganistanie, kilkanaście lat temu. I jakkolwiek skutkiem użycia „działka” była śmierć ludzi „po tamtej stronie”, patrzyłem z otwartą buzią, jak odległy budynek zajęty przez talibów zmienia się w rzeszoto. Generalnie, byłem wówczas na etapie fascynacji Rosomakiem. W pamięci wciąż miałem ciasne i toporne wnętrza posowieckich maszyn typu BWP-1/BRDM. Ich ofertę dramatycznie niskiego komfortu jazdy – w smrodzie, gorącu i hałasie. „Rosiek” tymczasem miał wygodne fotele, sporo miejsca, klimę i najeżony był nowoczesną techniką. Kamery i monitory pozwalające żołnierzom obserwować sytuację na zewnątrz bez wychodzenia z pojazdu, doskonale ilustrowały większe możliwości nowego sprzętu. No i ta armata…

Wczoraj ukraińskie siły zbrojne opublikowały filmik, na którym widać przemarsz „rośków” gdzieś w strefie walk. Przypomnę, iż Polska zobowiązała się podarować Ukrainie setkę wozów, kolejne sto Kijów miał zakupić (zdaje się, że ze środków unijnych). Maszyny z nagrania noszą kamuflaż charakterystyczny dla pojazdów Wojska Polskiego, zatem najpewniej są to wozy z pierwszej transzy, nie zaś fabrycznie nowe egzemplarze. Co ciekawe, rosomakom na ujawnionym materiale towarzyszą szwedzkie bojowe wozy opancerzone CV90. Rząd Szwecji przekazał 60 sztuk tego sprzętu Ukraińcom. Gąsienicowe „dziewięćdziesiątki” to Volvo pośród bewupów – jakościowo absolutna czołówka. Niestety, wczoraj rosjanom udało się przejąć jeden z wozów – uszkodzony i najprawdopodobniej porzucony przez ukraińską załogę – o czym donosili z radością godną sytuacji pochwycenia Świętego Graala. Ale z drugiej strony, nie ma się co dziwić – w końcu moskale mają sposobność, by przekonać się, jak wygląda naprawdę nowoczesny BWP.

—–

Wracając do rosomaków – to wozy sprawdzone w asymetrycznym, antypartyzanckim konflikcie, prowadzonym w specyficznych warunkach geograficznych – ciekawe, jak „rośki” poradzą sobie na europejskim teatrze działań? Wśród talibów zyskały przydomek „zielonych diabłów” (od koloru pierwszych partii maszyn, które trafiły pod Hindukusz). No ale afgańscy bojownicy mieli przeciw nim jedynie prymitywne wyrzutnie przeciwpancerne oraz improwizowane ładunki wybuchowe. Armia rosyjska zaś ma do dyspozycji całą gamę środków rażenia, a i jakość moskiewskiego żołnierza – jakkolwiek nie jest za wysoka – odbiega in plus od umiejętności przeciętnego mudżahedina. O czym piszę, byśmy mieli świadomość, że „rośki” nie są wunderwaffe, że zapewne sporo z nich zostanie zniszczonych. Talibom przez siedem lat udało się uszkodzić ponad 40 rosomaków, w kilkunastu przypadkach były to straty bezpowrotne. Żadnego pojazdu nie przejęli, ale rosjanom – z uwagi na większe możliwości i kompetencje techniczne – może się to udać, o czym również warto pamiętać.

I na co już teraz zwracają uwagę „pomocosceptycy” – osoby z różnych powodów (niekoniecznie sympatii prorosyjskich) krytycznie nastawione do naszego wsparcia dla Ukrainy. Przypadek CV90 jest w ich ocenie pouczający. „Specjaliści w rosji rozłożą go teraz na czynniki pierwsze”, przestrzegają, dodając, że „tak samo będzie z Rosomakiem”. Trudno się nie zgodzić, tyle że poznać technologię, a móc ją skopiować, to dwie różne sprawy. Znalezienie słabości jakiejś broni też nie musi skutkować szybkim wypracowaniem efektywnych sposobów jej zwalczania. Nawet jeśli zaplecze naukowe podoła wyzwaniu, armia rosyjska już nie raz udowodniła, że jest organizacją „ociężałą”, pozbawioną nawyku błyskawicznej adaptacji. No i nade wszystko, ryzyko utraty cennych informacji technicznych i technologicznych jest na wojnie nieusuwalne. Należy je skalkulować. W tym konkretnym przypadku wiadomo, że posowieckim sprzętem ukraińska armia rosjan nie pokona, że potrzebuje nowoczesnej zachodniej technologii. Nie dać tej technologii, to zgodzić się na klęskę Ukrainy, a więc także na szereg negatywnych konsekwencji, które w mniejszym lub większym stopniu dotkną i Zachód. Szczególnie zaś Polskę i kraje nadbałtyckie. Więc nie, „nie wyrzucamy rosomaków w błoto”, a za ich pośrednictwem (jak i innego przekazanego sprzętu) inwestujemy we własne bezpieczeństwo. Amen.

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Michałowi Strzelcowi, Andrzejowi Kardasiowi, Jakubowi Wojtakajtisowi, Magdalenie Kaczmarek Arkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu, Maciejowi Szulcowi i Przemkowi Piotrowskiemu. A także: Sławkowi Polakowi, Patrycji Złotockiej, Wojciechowi Bardzińskiemu, Michałowi Wielickiemu, Monice Rani, Jarosławowi Grabowskiemu, Bożenie Bolechale, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Jakubowi Dziegińskiemu, Radosławowi Dębcowi, Dorocie Barzan, Aleksandrowi Stępieniowi, Joannie Siarze, Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Tomaszowi Sosnowskiemu, Mateuszowi Jasinie, Remiemu Schleicherowi, Grzegorzowi Dąbrowskiemu, Arturowi Żakowi, Bernardowi Afeltowiczowi, Justynie Miodowskiej, Mateuszowi Borysewiczowi i Marcinowi Pędziorowi.

Podziękowania należą się również najhojniejszym „Kawoszom” z ostatniego tygodnia: Tomaszowi Jakubowskiemu, Arkadiuszowi Zmudzińskiemu i Czytelnikowi Pawłowi.

Szanowni, to dzięki Wam – i licznemu gronu innych Donatorów – powstają moje materiały!

Nz. Rosomak w Afganistanie/fot. Marcin Ogdowski

„Wyjeżdżamy”

Moskwa znów dziś nie pospała…

Co najmniej trzy drony dokonały ataku na centrum rosyjskiej stolicy. Celem były budynki urzędów odpowiedzialnych za organizację władzy okupacyjnej na zajętych terenach Ukrainy oraz – przede wszystkim – farma trolli.

Wedle oficjalnych danych, nikt nie zginął – decydujące znaczenie miała tu pora ataku (poza godzinami pracy), zdaje się, że celowo wybrana przez Ukraińców.

Ale bez lęku się nie obyło. Na jednym z udostępnionych filmików widać eksplozję, której towarzyszy zawodzenie jakiejś dziewczynki.

– Boję się.
– Nie bój się, jutro wyjeżdżamy – uspokaja córkę matka.

Nie mam pojęcia, co ta para robiła wczesnym rankiem w centrum biznesowo-administracyjnym. I ani myślę naigrywać się ze strachu dziecka. Lecz ów dialog jest dla mnie znamienny. Tak rosjanie, nie będzie potrzeby się bać – jeśli jutro wyjedziecie. Z zajętych terytoriów Ukrainy, w diabły, do siebie. Nikt na wasz kurnik czyhać nie zamierza, będziecie tam bezpieczni…

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Spotkanie

W armii rosyjskiej dojrzewa bunt, Moskwa nie jest w stanie prowadzić długotrwałej wojny, propagandowe kłamstwa nie zmienią faktu, że rosyjski przemysł obronny nie potrafi sprostać wymaganiom wojska. Ukraińcy jesienią dojdą do Morza Azowskiego, zręczniej niż rosjanie rotują wojska, lepiej kumulując doświadczenia bojowe.

O tym wszystkim, i o wielu, wielu innych sprawach, mówię na udostępnionym w pierwszym komentarzu nagraniu. To zapis spotkania autorskiego w Brzegu, które odbyło się pod hasłem: „Ukraina: wojna bez końca?”.

Zapraszam do odsłuchu (obraz można sobie darować :D) i tradycyjnie polecam się Waszej hojności, z góry dziękując za wspieranie mojej publicystki (stosowne linki pod grafiką).

Rys. Taki a propos. Bo rosja to śmierć, ale i żywy trup.

—–

Bez Waszego wsparcia nie byłoby mojej pisarsko-publicystycznej aktywności. Wspierających, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

„Radar”

W środę tuż po 14.00, zaalarmowany doniesieniami z Ukrainy, napisałem na Twitterze: „ruskie poderwały aż 12 Тu-95МS. Za około 2h będą w strefie zrzutu rakiet i wtedy się okaże, czy to straszak czy wstęp do kolejnego ataku rakietowego. Tak czy inaczej, TT chyba za szybko odtrąbił uziemienie flotylli Тu-95 na skutek zużycia”. Około 17.00 (czasu ukraińskiego; w Polsce była wówczas 16.00) osiem rosyjskich bombowców wystrzeliło znad Morza Kaspijskiego 36 pocisków manewrujących Ch-101/Ch-555. Co się stało z czterema pozostałymi maszynami? Zawróciły do bazy – najprawdopodobniej wystartowały dla „zmyły” (by sugerować, że atak będzie liczniejszy), choć nie da się wykluczyć awarii (rosjanie z oczywistych powodów o takich sprawach nie informują).

Ukraińska obrona przeciwlotnicza zgłosiła zniszczenie 33 pocisków Ch-101/Ch-555. Tego dnia „zdjęto” jeszcze trzy z czterech kalibrów, posłanych około godziny 13.00 (czasu ukraińskiego) z morza. Wieczorem zaś przeciwnik użył czterech hipersonicznych kindżałów – wystrzelonych przez samoloty MiG-31 – tych jednak nie udało się strącić.

Była więc środa dniem, w którym rosjanie przeprowadzili kombinowany atak rakietowy, jeden z największych w tym roku. Co istotne, pociski Ch-101/Ch-555, które wleciały nad Ukrainę od południowego wschodu, nieustannie zmieniały kierunek lotu. Ich skomplikowane trajektorie miały rzecz jasna zmylić ukraińską OPL, co niespecjalnie się udało. O jednej z tajemnic tego sukcesu napiszę w dalszej części tekstu. Najpierw mniej optymistyczne podsumowanie środowego ataku – wspomniane kindżały dosięgły zaplanowanych celów, którymi były dwa lotniska sił powietrznych Ukrainy. Nie wiem, czy rosjanom udało się zniszczyć jakieś maszyny; z pewnością polowali na Su-24, które przenoszą storm shadowy.

Druga kwestia dotyczy bombowców Tu-95 – zasygnalizowałem ją już we wpisie na TT. Część analityków od pewnego czasu donosiła o problemach rosjan z bombowcami, będącymi elementem sił strategicznych federacji. Tupolewy – zaprojektowane i przeznaczone do przenoszenia głowic jądrowych – można również wykorzystać do konwencjonalnych ataków, co rosjanie czynią regularnie od początku pełnoskalowej inwazji. Intensywność, ale i wiek maszyn sprawiły, że Tu-95 zaczęły masowo niedomagać. Tak przynajmniej twierdzili twitterowi komentatorzy. Gwoli uczciwości, sam kilka miesięcy temu pisałem o kłopotach Tu-95, choć daleko mi było do twierdzeń o całkowitym uziemieniu flotylli. Na wyposażeniu rosyjskiej awiacji jest około 70 Tupolewów (w dwóch wersjach), brakuje rzetelnych informacji o tym, ile maszyn pozostaje w stanie lotnym. Z uwagi na ich charakter (broń jądrowa to polisa ubezpieczeniowa rosji), naiwnym byłoby założenie, że rosjanie mają zaledwie kilkanaście sprawnych samolotów. To, że jest ich więcej, potwierdza jednorazowe użycie dwunastu Tu-95 – moskale raczej nie wykorzystaliby tuzina bombowców do ataku na Ukrainę, gdyby w zapasie nie mieli kilkunastu innych maszyn, gotowych do realizacji zasadniczej misji, związanej z nuklearnym odstraszaniem i ewentualną odpowiedzią. Ale…

Ale liczba rakiet odpalonych z ostatecznie ośmiu Tu-95 nie powala. „Tutki” zdolne są do przenoszenia ośmiu pocisków tego typu, co dałoby łączna salwę 64 Ch-101/Ch-555. 36 sztuk to znacznie mniej – z jakiegoś powodu wykorzystane do ataku bombowce przenosiły po cztery-pięć rakiet (choć nie da się wykluczyć, że któryś niósł nawet osiem, a inny jedną; potencjalnych kombinacji jest tu sporo, co nie zmienia faktu, że wykorzystano mniej niż 60 proc. możliwości). Oczywiście, może to mieć związek z niedostateczną liczbą posiadanych przez rosjan rakiet, ale może również częściowo potwierdzać doniesienia o kłopotach z nośnikami. Samoloty w tym zakresie niespecjalnie różnią się od ludzi – dźwiganie ciężarów wprost przekłada się na zmęczenie/zużycie konstrukcji. A dodajmy – tupolewy już od wielu miesięcy dźwigają poniżej możliwości, zwykle przenosząc po dwie-trzy rakiety. Tym niemniej latają i lata ich całkiem sporo.

Lecz ze skutecznością bywa różnie. Jako się rzekło, w tym konkretnym przypadku OPL zniszczyła 33 z 36 rakiet. Środa była w Ukrainie pogodna, a więc i widoczność przyzwoita. Co podkreślam, bo choć to przeciwlotnicy strzelali do pocisków – i to im podziękował prezydent Zełenski – za sukcesem stali również zwykli Ukraińcy. 530 konkretnych obywateli, użytkowników aplikacji ePPo, którzy tego dnia zrobili z niej właściwy użytek. W piękne letnie popołudnie nisko lecące rakiety dostrzegło zapewne tysiące ludzi, ale nie wszyscy mieli dość pomyślunku, refleksu, woli i wreszcie technicznych możliwości, by pomóc w namierzeniu i zestrzeleniu intruzów. A do tego celu służy właśnie ePPo.

ePPo jest jak wiele innych aplikacji dostępnych na smartfony – darmowa i łatwa po pobrania, choć wymaga autoryzacji (celem sprawdzenia, czy użytkownik to obywatel Ukrainy). Apka przesyła informacje o zaobserwowanych celach powietrznych, takich jak pocisk manewrujący czy dron-kamikadze. Wystarczy ją otworzyć i skierować smartfona w stronę obiektu. Następnie trzeba wybrać ikonę określającą, jaki obiekt zaobserwowaliśmy: bezzałogowiec, rakietę, śmigłowiec czy samolot. Całą procedurę kończy naciśnięcie czerwonego przycisku.

Wycelowanie smartfonem w obiekt pozwala namierzyć koordynaty, jednocześnie jest sposobem na weryfikację zgłoszenia. ePPo jest połączone z systemem obrony przeciwlotniczej Ukrainy, dzięki czemu koordynaty od razu trafiają do jej bazy danych. Dalej działają algorytmy sztucznej inteligencji. W ciągu 2-4 sekund dane z ePPo zostają przetworzone – z uwzględnieniem zarejestrowanych współrzędnych wyliczone zostają prędkości i tory lotów, najbardziej prawdopodobne kierunki ruchu. Zwizualizowane dane trafiają do jednostek OPL, uzupełniając informacje z radarów (które części nisko lecących pocisków nie widzą, bądź widzą z przerwami), tym samym znacząco poprawiając świadomość sytuacyjną przeciwlotników. Potem wystarczy już „tylko” zestrzelić intruza.

ePPo działa od jesieni zeszłego roku, jest na bieżąco udoskonalana i pomogła zestrzelić dziesiątki obiektów. Apkę pobrały setki tysięcy Ukraińców, tworząc coś, co można określić mianem „obywatelskiego radaru”, dając zarazem kolejny dowód zaangażowania zwykłych ludzi w walkę z najeźdźcą.

—–

Dziękuję za lekturę i przypominam o możliwości wsparcia mojej pisarsko-publicystycznej aktywności – bez Was wszak by jej nie było. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -