Sekretarz

putin naściągał do Moskwy co się tylko dało, jeśli idzie o zestawy obrony przeciwlotniczej. Ogołocono front, zdjęto parasol z wielu innych kluczowych obiektów. Ukraińcy to skrzętnie wykorzystali, dobierając się do kilku strategicznych celów. No i mimo wszystko ich drony docierały w okolice rosyjskiej stolicy.

Pewnie dotarłyby też na plac czerwony, ale putin ma coś lepszego niż wszystkie te S-300/400, Pancyry i inne Buki. Najlepszą tarczę stanowi Kubuś Puchatek, jak mówi się czasem o przywódcy Chin. Z perspektywy Kijowa, drażnienie Pekinu nie ma sensu, o czym wiedzą również w Moskwie. I dzielnie chowają się w cieniu sekretarza Xí Jìnpínga.

Który zresztą kopnął putina w dupę, podpisują kilkanaście mało istotnych umów gospodarczych, choć Kreml marzył o uruchomieniu w rosji chińskich fabryk podwójnego zastosowania, produkujących deficytowe komponenty elektroniczne. A będzie, m.in., współpraca filmowa.

Dobrego weekendu Wam życzę!

PS. Ten komentarz ma bardziej satyryczny wymiar – poważniejszej o obszerniejszej wypowiedzi udzieliłem PAP – oto link do tego materiału.

—–

Nz. putin i Xí Jìnpíng, screen z rosyjskiej telewizji.

Kaszmir

Indyjskie uderzenie na Pakistan kosztowało Delhi pięć samolotów. Maszyny zostały zestrzelone przez pakistańskie lotnictwo i obronę powietrzną. Trzy utracone odrzutowce to MiG-i i Suchoje – a po trzech latach zmagań w Ukrainie nie najlepsze parametry i ograniczona żywotność na polu bitwy eks-sowieckich konstrukcji nie powinny zaskakiwać. Ale Pakistańczykom udało się strącić także dwa myśliwce produkcji francuskiej. Nie istnieją maszyny „niezestrzeliwalne”, niemniej Miraże i Rafale uchodziły dotąd za trudne do pokonania. Tymczasem spadły, i co istotne – rażone rakietami chińskiej produkcji.

Militarni eksperci żartują, że wyniki indyjsko-pakistańskiego starcia najbardziej martwią Francuzów. Atut niezawodności sprzętu to klucz do sukcesu na rynku zbrojeniowym, zestrzelone samoloty mogą więc przynieść francuskim firmom i państwu wymierne straty finansowo-wizerunkowe. Oczywiście, sprzęt obsługują ludzie, a ci mają różne kompetencje. Najoględniej rzecz ujmując, piloci sił powietrznych Indii nigdy nie należeli do światowej czołówki. Mógł więc zawinić czynnik ludzki, nie sprzętowy, niekoniecznie zresztą związany z umiejętnościami pilotów. Być może misja, w której użyto francuskich samolotów, była po prostu źle zaplanowana. Nie chcę tego przesądzać, za mało wiemy, tym niemniej w Paryżu, i nie tylko, musiały się zapalić czerwone lampki.

O tym, że Chińczycy zbroją się na potęgę, wiemy co najmniej od początku tego wieku. Nikt nie kwestionował imponującej ilościowej skali wzrostu potencjału ChRL, ale powszechną była sceptyczna postawa w odniesieniu do jakości chińskich systemów. Nie wiedzieliśmy, „co one potrafią”, a potoczne doświadczenie z popularną „chińszczyzną” skłaniało ku refleksji, że pewnie niewiele. Fakt, iż chińska armia i chińskie uzbrojenie nie testowały się dotąd w prawdziwej wojnie, gruntował takie postrzeganie spraw. Oczywiście, test, do którego doszło nad Kaszmirem, może być niczym przysłowiowa jaskółka, która wiosny nie czyni. Trudno w oparciu o pojedynczy incydent wyciągać generalne wnioski, ale trudno go też zignorować. Zwłaszcza w krajach, które mają z Chinami „kosę” i stoją w obliczu mniej lub bardziej odległej konfrontacji z Państwem Środka.

Do grona takich krajów należą Indie, co skłania mnie do wniosku, że konflikt indyjsko-pakistański „rozejdzie się po kościach”. Nie będzie z tego wielkiej wojny, bo Indie szykują się na większą rozgrywkę – z Chinami właśnie. O czym więcej piszę w tekście dla TVP.Info – oto link do tego materiału.

—–

Zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu, który w znaczniej mierze powstaje dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

„Lima”

– Półtonówka trafiła w dom, gdzie było sześciu naszych chłopców – opowiadał mi zeszłej wiosny ratownik medyczny pracujący na donieckim odcinku frontu. – Nie było komu pomagać… – ze słów mężczyzny wynikało, że budynek został zniszczony, a koledzy zginęli pod gruzami. W takich okolicznościach poległo już tysiące żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy (ZSU), nadal życie oddają kolejni. Ale od kilkunastu tygodni jest tych ofiar mniej, bo ukraińscy inżynierowie znaleźli sposób na śmiercionośne bomby szybujące KAB. To narzędzie WRE (walki radiowo-elektronicznej), o wdzięcznej nazwie „Lima”.

Nim napiszę o „Limie”, cofnijmy się do wcześniejszej fazy konfliktu. Gdy przybrał on postać pełnoskalowej wojny, na jaw wyszła taktyczna impotencja rosyjskiego lotnictwa. Przez pierwszych kilkanaście miesięcy było ono wielkim nieobecnym na polu bitwy. Nasycenie środkami obrony przeciwlotniczej – głównie przenośnymi wyrzutniami rakietowymi krótkiego zasięgu – uczyniło strefę (przy)frontową niezwykle niebezpieczną dla samolotów. A niedostatek dalekonośnej i precyzyjnej amunicji uwypuklił problem. W efekcie, rosyjskie wojska lądowe musiały radzić sobie bez znaczącego wsparcia sił powietrznych.

Aż rosjanie wpadli na pomysł kreatywnego zastosowania starych bomb lotniczych. Obarczoną wielkim ryzykiem konieczność zrzucania ładunków nad celem – w zasięgu rażenia systemów OPL – wyeliminowali poprzez doposażenie bomb w skrzydła i prosty system nawigacji. Tak powstały bomby szybujące KAB, zrzucane z samolotów daleko za linią frontu. Mają one zasięg do 70 km (jeśli zwolni się je z wysokości 12 tys. metrów), poruszają się lotem ślizgowym, kierując na zaprogramowane wcześniej współrzędne.

—–

Pierwsze doniesienia o używaniu przez rosjan KAB-ów pojawiły się latem 2023 roku. Kilkanaście tygodni później rosyjskie lotnictwo rozhulało się na dobre, co w pobliżu Awdijiwki – o którą wówczas toczyły się ciężkie walki – przybrało postać bezkarności, zupełnie nowej dla tego konfliktu jakości. rosjanie zrzucali po trzy tysiące KAB-ów miesięcznie, o wagomiarze od pół do półtora tony. Każda z takich bomb mogła zabić nawet kilkudziesięciu żołnierzy. I często zabijała, dokonując małych, ale licznych wyłomów w ukraińskich liniach obronnych. Ponieważ tworzyło to ryzyko poważniejszego przełamania, zwalczanie KAB-ów stało się priorytetem ukraińskiego dowództwa.

Ukraińcy próbowali różnych sposobów. Na front podciągnięto najlepsze, zachodnie systemy OPL, o zasięgu ponad 100 km. Szybko zestrzelono kilka przenoszących bomby rosyjskich Suchoi, ale krótka sprzętowa kołderka zmusiła dowództwo ZSU do wycofania Patriotów na powrót do ochrony stolicy.

Gdy na ukraińskim niebie pojawiły się „efy szesnaste”, otworzyła się kolejna możliwość. Operujące w strefie przyfrontowej F-16 skutecznie odstraszają rosyjskie myśliwce, ale znów – jest ich za mało. No i rosjanie uczą się z nimi walczyć – w kwietniu udało im się zestrzelić jedną z ukraińskich maszyn.

Inny sposób to rażenie zaplecza – miejsc stacjonowania samolotów i bomboskładów. Lecz i tu istnieją ograniczenia wynikłe z faktu, że rosjanie odsunęli lotniska i samoloty poza zasięg lotniczych pocisków rakietowych Storm Shadow/SCALP i ATACMS-ów. Ukraińcom do ataków na rosyjskie zaplecze pozostają drony, ale te są znacznie bardziej narażone na oddziaływanie obrony przeciwlotniczej (większość z nich jest przez moskali zestrzeliwana), no i sama konstrukcja wyklucza użycie dużych głowic.

—–

I tak dochodzimy do czwartego sposobu zwalczania KAB-ów – zakłócania ich systemów nawigacyjnych i celowniczych, tak by przestały poprawnie funkcjonować i bomby schodziły z kursu. Do tego celu służy wspomniana na wstępie „Lima”. Mniejsza o skomplikowane szczegóły techniczne – dość stwierdzić, że urządzenie na kilka sposobów tłumi i fałszuje sygnały docierające do modułu sterującego bombą. W efekcie przestaje działać nawigacja satelitarna (oparta o GPS/GLONASS) i KAB „skazany” jest na używanie inercyjnego systemu nawigacyjnego (INS). Ten co prawda pozwala kontynuować lot w kierunku celu, ale jest podatny na narastające z czasem błędy. Im dłuższy lot bez korekty satelitarnej, tym większe odchylenie, dochodzące do 100 metrów w przypadku zakłócania przez 100 sekund.

Wady? Gdyby zagłuszarki miały większy zasięg, mogłyby „ogłupiać” moduł sterujący dłużej. KAB-y lecą z prędkością 200 m/s. Przy zasięgu „Limy”, który wedle różnych źródeł wynosi 30-40 km, daje to mniej więcej trzy minuty efektywnego oddziaływania. Jeśli bomba o wagomiarze 250-500 kg zboczy z kursu o 180 metrów, nie trafi i z dużym prawdopodobieństwem nie zabije tych, których miała zabić. Ale przy bombach półtora i trzytonowych wymóg precyzji nie jest tak istotny – połowa ich masy to trotyl, którego eksplozja wywołuje falę uderzeniową o zasięgu setek metrów. Więc nawet „przestrzelony” trzytonowy KAB nadal jest niebezpieczny. Szczęśliwie rosyjskie możliwości przenoszenia najcięższych bomb są ograniczone (liczbą i parametrami technicznymi dostępnych samolotów). Na ukraińskie pozycje lecą przede wszystkim 250-500-kiloramowe ładunki. Warto jednak wiedzieć, że i one, „ogłupione”, mogą zrobić krzywdę eksplodując w przypadkowych miejscach. Żaden system obronny nie jest doskonały, co nie zmienia faktu, że rosjanie mają teraz z KAB-ami pod górkę. A ukraińscy żołnierze na linii frontu odczuwają ulgę. Oby jak najdłużej…

—–

Zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu, który w znaczniej mierze powstaje dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Ten tekst w rozszerzonej wersji opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto link do materiału.

Nz. rosyjska bomba 500-kilogramowa z dołączonym modułem sterowania i skrzydłami/fot. anonimowe źródło rosyjskie

Zmartwienia

W styczniu 2023 roku pojechałem do Bachmutu w konwoju humanitarnym. Na przedpolach toczyły się ciężkie boje, większość mieszkańców już dawno uciekła. Ale nie wszyscy chcieli wyjeżdżać – w bombardowanym mieście wciąż żyło około 7 tys. osób, głównie staruszków oraz życiowych pechowców, którym po prostu było wszystko jedno. Wodociągi nie działały, gazu i prądu nie dostarczano. Żywność i inne produkty można było dostać jedynie w punktach wydawania pomocy. Dwa takie miejsca były celem naszej podróży.

W Bachmucie rządziła armia – wjazd wymagał zezwolenia zmilitaryzowanej administracji, konwój poruszał w obstawie wojskowych pojazdów. Żołnierze byli pomocni, nie „robili pod górkę”, ale nie ukrywali, że konwoje – a tych do Bachmutu przyjeżdżało kilka dziennie – dezorganizowały im pracę. „To strefa frontowa, tu nie powinno być żadnych cywili”, słyszałem i trudno było się nie zgodzić z tą argumentacją. Po prawdzie to nie bardzo rozumiałem, dlaczego ukraińskie władze nie egzekwowały przymusu ewakuacji. Nieprzeprowadzona zawczasu, często skutkowała koniecznością wywózki „maruderów” już bezpośrednio spod ognia, co jeszcze bardziej komplikowało wojsku robotę…

O czym wspominam, sprowokowany reakcjami na sondaż IBRiS-u dla „Rzeczpospolitej” (opublikowany pod koniec kwietnia br.). Badanych zapytano o to, co zrobiliby w przypadku ataku zbrojnego rosji na Polskę. I tak 14,1 proc. ankietowanych zdecydowałoby się zmienić wraz z rodziną miejsce zamieszkania i poszukać bezpieczniejszego miejsca w kraju. 18,5 proc. respondentów wybrałoby ucieczkę za granicę. „Co trzeci Polak uciekłby, gdyby w kraju wybuchła wojna!” – krzyczące nagłówki niektórych mediów sugerowały, że taki rozkład deklaracji to dramat.

Nic bardziej błędnego! Opuszczenie strefy działań wojennych i terenów przyległych przez zbędne osoby, to dowód zdrowego rozsądku (właściwej strategii przerwania, patrząc z jednostkowej perspektywy), ale też działanie pro-obronne. Wojsko na wojnie ma dość zmartwień, by dodatkowo obciążać je koniecznością zapewnienia ochrony i aprowizacji ludności cywilnej. Jeśli ta ma dokąd uciekać – kraj jest dość rozległy, a granice otwarte – lepiej, by z tej opcji skorzystała.

I nie, nie trzeba się obawiać, że „uciekną wszyscy i nie będzie komu walczyć”. O czym przeczytacie w tekście, który opublikowałem w portalu TVP.Info – oto link do tego materiału – gdzie systematyzuję swoje rozważania na temat (de)motywacji i rzekomego defetyzmu Polaków.

Zapraszam do lektury, ale i polecam Waszej uwadze przyciski poniżej – wszak bez Was nie byłoby mojego pisania.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, odwiedźcie sklep Patronite, gdzie można nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Wody nie było, nieliczni mieszkańcy pobierali ją z kałuż… Bachmut, styczeń 2023 roku/fot. własne

Spirala

PKB Polski za 2024 rok to mniej więcej 950 mld dol. Mnóstwo pieniędzy… W tym samym roku świat wydał na zbrojenia 2,718 bln dol. – niemal trzykrotność naszego PKB – wynika z najnowszego raportu Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI).

Za wydatki wojskowe SIPRI uznaje wszystkie koszty ponoszone przez rządy państw, związane z bieżącym utrzymaniem sił zbrojnych oraz z toczonymi przez nie działaniami wojennymi. Te ponad 2,7 bln dol. to o 9,4 proc. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem, co oznacza najszybszy wzrost rok do roku od zakończenia zimnej wojny. Światowy wzrost wydatków nastąpił dziesiąty rok z rzędu, a udział obciążeń wojskowych w globalnym PKB doszedł do poziomu 2,5 procenta. W 2024 roku ponad 100 państw zwiększyło nakłady na obronność, szczególnie dużo i szybko w Europie.

Wydatki wojskowe w Europie urosły o 17 proc. – do 693 mld dol. – i były głównym czynnikiem przyczyniającym się do globalnego wzrostu w 2024 roku. Na naszym kontynencie tylko Malta nie zwiększyła budżetu na obronność. Ten bezprecedensowy skok obciążeń – nienotowany od upadku muru berlińskiego – ma związek z wojną w Ukrainie. I tak wydatki rosji (3. miejsce w globalnym zestawieniu) osiągnęły poziom 149 mld dol., co stanowi wzrost o 38 proc. w stosunku do 2023 roku i dwukrotność poziomu z 2015 roku. To także 7,1 proc. PKB rosji i 19 proc. wszystkich wydatków rosyjskiego rządu. Całkowite wydatki militarne Ukrainy (8. miejsce) wzrosły o 2,9 proc. – do 64,7 mld dol. – co odpowiada 43 proc. wydatków rosji. W 2024 roku ukraińskie nakłady na armię doszły do 34 proc. PKB – żaden kraj na świecie nie odnotował tak wysokiego wskaźnika wydatków militarnych w relacji do ogólnej wartości wypracowanego majątku.

—–

W krajach Europy Środkowej i Zachodniej skok obciążeń w 2024 roku miał związek z rozbudową potencjałów. Wydatki Niemiec wzrosły o 28 proc., osiągając 88,5 mld dol., czyniąc budżet obronny RFN czwartym (!) co do wielkości na świecie. SIPRI odnotowuje też wzrost wydatków militarnych nad Wisłą – o 31 proc., do 38,0 mld dol., co stanowi 4,2 proc. PKB Polski i daje Polsce 12. miejsce w zestawieniu ex aequo z Włochami.

W 2024 roku Wielka Brytania zwiększyła nakłady na obronność o 2,8 proc., do 81,8 mld dol., co czyni ją szóstym największym „inwestorem militarnym”. Wydatki wojskowe Francji urosły o 6,1 proc., do 64,7 mld dol., dając jej dziewiąte miejsce. Co ciekawe, w 2024 roku Szwecja zwiększyła nakłady zbrojeniowe o 34 proc. – do 12,0 mld dol. – już w pierwszym roku członkostwa w NATO osiągając wymagany pułap 2,0 proc. PKB.

Ale ubiegłoroczny skok objął wszystkich członków NATO. Łączne na cele wojskowe przeznaczono 1.5 bln dol., a więc 10 razy więcej niż federacja rosyjska. Europejscy członkowie NATO wydali łącznie 454 mld dol. – trzy razy więcej niż rosja. „Gwałtowny wzrost nakładów wśród europejskich członków NATO był spowodowany głównie trwającym zagrożeniem ze strony rosji i obawami o możliwe wycofanie się USA z Sojuszu”, mówi Jade Guiberteau Ricard z SIPRI.

—–

Wydatki wojskowe USA – znów najwyższe na świecie – wzrosły o 5,7 proc., osiągając poziom 997 mld dol. To 37 proc. światowych wydatków na zbrojenia z 2024 roku. Znaczna część budżetu Pentagonu została przeznaczona na modernizację zdolności wojskowych i arsenału nuklearnego w celu utrzymania strategicznej przewagi nad rosją i Chinami.

Chiny, drugie na liście krajów z największymi budżetami wojskowymi, przeznaczyły na armię o 7,0 proc. więcej. W sumie było to 314 mld dol., co oznacza trzy dekady nieprzerwanego wzrostu nakładów zbrojeniowych. W 2024 roku Państwo Środka odpowiadało za 50 proc. wszystkich wydatków militarnych w Azji i Oceanii, inwestując nie tylko w modernizację konwencjonalnych sił zbrojnych, ale i w rozbudowę arsenału nuklearnego oraz możliwości prowadzenia cyberwojny.

Wydatki wojskowe Japonii wzrosły o 21 proc., do 55,3 mld dol., co stanowi największy roczny wzrost od 1952 roku. Jej obciążenie wojskowe osiągnęły pułap 1,4 proc. PKB, co jest najwyższym wynikiem od 1958 roku. Wydatki wojskowe Indii, piąte co do wielkości na świecie, wzrosły o 1,6 proc. – do 86,1 mld dol. Wydatki Tajwanu urosły o 1,8 proc., osiągając 16,5 mld dol. „Główni gracze w regionie Azji i Pacyfiku inwestują coraz więcej środków w zaawansowane zdolności wojskowe”, komentuje Nan Tian, dyrektor programu wydatków wojskowych i produkcji broni SIPRI. „W obliczu kilku nierozwiązanych sporów i narastających napięć, inwestycje te grożą wciągnięciem regionu w niebezpieczną spiralę wyścigu zbrojeń”, złowieszczy ekspert.

—–

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Czytelnikowi o nicku Zajcef FizzlewickArkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi, Marcinowi Łyszkiewiczowi, Tomaszowi Krajewskiemu i Magdalenie Kaczmarek. A także: Juliuszowi i Elżbiecie Wolny, Piotrowi Rucińskiemu, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej, Wojciechowi Bardzińskiemu, Bognie Gałek, Krzysztofowi Krysikowi, Mateuszowi Piecuchowi, Michałowi Wielickiemu, Jakubowi Kojderowi, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Bożenie Bolechale, Jarosławowi Terefenko, Marcinowi Gonetowi, Pawłowi Krawczykowi, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Dinarze Budziak, Szymonowi Jończykowi, Piotrowi Habeli i Annie Sierańskiej.

Podziękowania należą się również moim najhojniejszym „Kawoszom” z ostatniego tygodnia: Marioli Grochowinie i Zbigniewowi Lasoniowi.

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Tekst, w obszerniejszej wersji, opublikowałem w portalu Polska Zbrojna – oto link do tego materiału.

Nz. Wyprodukowane w Korei armatohaubice K9 należące do polskiej armii, podczas ćwiczeń ogniowych na poliginie w Nowej Dębie/fot. własne