Deprawacja

Szanowni, ja celowo – tuż przed wystąpieniem władimira adolfowicza – podrzuciłem Wam solidne czytadło (do którego lektury, w poprzednim poście, nieustająco zapraszam). Bo nie, nie zamierzam poświęcać większej uwagi wynurzeniom stetryczałego macho. Sądziłem, że nie powie nic nowego, nic, co wymagałoby zarejestrowania – i tak też się stało. Nadawał putler – niczym zdarta płyta – te same farmazony, którymi od dawna rosyjska propaganda usiłuje karmić świat.

Tym niemniej jedna rzecz mnie rozbawiła – oskarżenie w naszą, zachodnią stronę, że deprawujemy dzieci (na co roSSja nigdy u siebie nie pozwoli!). I tak się zastanawiam, co może bardziej deprawować małolaty niż:

– ojciec alkoholik; rosjanie piją na umór, alkoholizm, jako zdiagnozowana choroba, jest tam dwa razy częstszy niż wynosi średnia światowa (60/1000 mieszkańców, w rosji – 120/1000). Na rosyjskim Dalekim Wschodzie wóda odpowiada za 70 proc. zgonów mężczyzn przed 35. rokiem życia. Wczesnych, ale na tyle późnych, by zasrać kilkulatkom życiowy start;

– przemoc w rodzinie, sankcjonowana prawem; tak, sankcjonowana – rosyjski mężczyzna może pobić żonę/partnerkę. Prawodawca wychodzi z założenia, że „pierwszy raz się nie liczy”. Zresztą, drugi i kolejny też niespecjalnie, bo sądy uznają, że patriarchalna relacja to element tradycji, co dla sprawcy dotkliwego pobicia oznacza co najwyżej 15 dni (dni!) aresztu. W efekcie, w rosji co 40 minut z rąk partnera ginie kobieta;

– rozbite rodziny – rosjanie rozwodzą się na potęgę (co wziąwszy pod uwagę powyższe, zupełnie nie dziwi). Przed trzema laty Eurostat podał średnią rozwodów na tysiąc mieszkańców dla kraju UE – wyniosła 3,1. W tym samym czasie w roSSji – 4,2. Dziś jedna trzecia rosyjskich dzieci wychowuje się w niepełnych rodzinach;

– skorumpowany, darwinistyczny kapitalizm – rosjanin od małego uczy się, że bez przemocy, nadużyć, łapownictwa, nie da się niczego osiągnąć. Że policja nie służy ochronie obywateli, ale ich łupieniu. Dziś, w realiach specoperacji – jeśli ma starszego brata czy ojca – dowiaduje się, że ich śmierć to sposób na wyrwanie się z biedy. Nie niezawodny, bo czasem – miast odszkodowania, białej łady czy futra z norek – można dostać worek pierogów (jak Walentyna Dorzuewna z Tuwy, za ofiarę syna, który „bohatersko zginął w Ukrainie, wykonując zadanie wyzwolenia miasta Lisiczańsk od ukraińskich nazistów”);

– bieda właśnie – i to taka, której nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Propaganda raczy nas obrazkami okazałych kwartałów Moskwy czy Petersburga, tymczasem trzy czwarte obywateli federacji mieszka na głubince, prowincji, gdzie standardem są koślawe chodniki (jeśli są), gruntowe drogi, brak ustępów, bieżącej wody, gdzie nie świadczy się usług medycznych nawet na minimalnym poziomie. Wedle oficjalny rosyjskich statystyk – na bank przekłamanych – 21 mln rosjan, 15 proc. społeczeństwa, żyje w skrajnym ubóstwie. Gwoli uczciwości dodajmy – w Polsce, jak wynika z najnowszych danych, jest to 4,2 proc. populacji;

– rasizm – i nad Wisłą mamy z tym kłopot, ale nie wyobrażam sobie, by agencja reklamowa musiała oficjalnie przepraszać za emisję spotu z udziałem czarnego mężczyzny (bo biali, „prawdziwi rosjanie”, się obrazili). A przecież mówimy o rasizmie nie tylko „potocznym”. Kogo zmobilizowano i posłano w młyn ukraińskiej wojny? Przypadkiem 70 proc. zabitych to przedstawiciele etnicznych mniejszości federacji (które stanowią mniej niż 30 proc. całości populacji)?

A to tylko niektóre składowe ruskiego miru. Zastanawiacie się nad fenomenem rosyjskiego bestialstwa w Ukrainie? Nie, nie stoją za tym „urodzeni mordercy”, „genetycznie predysponowani” do czynienia zła. Nie ma czegoś takiego w przyrodzie poza skrajnymi przypadkami osób z fizycznymi defektami mózgu. To ofiary systemowej deprawacji, wiana, jakie państwo rosyjskie wnosi w życie dzieci.

Więc towarzyszu władimirze – posprzątaj na swoim podwórku. Czego pewnie nie zrobisz, boś emanacją tego zdeprawowanego zła, w całości zeń sklejony.

—–

Zbieranie informacji i ich opracowywanie to pełnowymiarowa praca. Będę zobowiązany, jeśli mnie w tym wesprzecie. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Fot. domena publiczna

Strollowany

– Wizyta Joe Bidena w Kijowie nie będzie miała konsekwencji politycznych i nie wpłynie na przebieg specjalnej operacji wojskowej – twierdzi siergiej cekow, członek izby wyższej parlamentu rosji. Jego zdaniem, Zachód „po prostu tchnie w ukraińskie kierownictwo trochę nadziei”, a cała wizyta to „autopromocja Bidena, która nie pomoże Ukrainie”. – Facet w koszuli w wieku 80 lat postanowił zademonstrować młodzieńcze przechwałki – konkluduje senator.

Zabawne, a jakby się głębiej zastanowić, to wręcz żenujące. Przez dwie dekady rosyjska propaganda budowała mit odradzającego się imperium, nadając tej narracji wybitnie personalny charakter. Nową wielką rosję uosabiał władimir putin, jego fizyczne cechy i psychiczne dyspozycje. Wszyscy pamiętamy zdjęcie putlera z gołą klatą, ujeżdżającego konia, cara nurkującego batyskafem, lecącego motolotnią (uczącego latać żurawie), grającego w hokeja, powalającego kolejnych zawodników judo. Witalność, krzepa, sprawność, odwaga – tym był prezydent, tym miała być rosja. Im więcej władzy zdobywał putin, tym bardziej ta opowieść nabierała formy kultu jednostki. W ostatnich latach dochodząc już do śmieszności, gdy starzejący się, napakowany botoksem mężczyzna, dalej usiłował grać rolę sprężystego twardziela, który – jak to się mówi w Polsce – peselowi się nie kłania.

A potem przyszła pandemia i obnażyła prawdziwą naturę putina-tchórza. Słynny stół, zwany przez złośliwych lotniskowcem, który w sposób absolutnie ponadnormatywny oddzielał rosyjską głowę państwa od zapraszanych gości, dobrze ilustrował problem. Nadmuchany samiec alfa drżał przed wirusem do tego stopnia, że zaszył się w swoich bunkrach, opuszczał je z rzadka, unikał publicznych spotkań, a gdy już się odbywały, to w reżimie, który budził uśmiech politowania. Tym niemniej propaganda nadal kreowała głównego lokatora Kremla na twardziela, bezwstydnie kolportując jego groźne grymasy i gesty. Szczyt tych zabiegów miał miejsce rok temu, gdy rosja najechała Ukrainę. Włodzimierz Wielki trzasną ręką w stół, przewracając wszystkie naczynia.

Tak miało być, a wyszło jak wyszło. Ukraina się nie przelękła, Zachód również, za to putin – wraz z każdym kolejnym blamażem swojej armii – coraz bardziej robił pod siebie. Gdy Zełenski jeździł na front pod Kijowem, a później na południe i do Donbasu, carowi organizowano spotkania z podstawionymi współpracownikami. Pamiętacie kobietę, która żadnej pracy się nie boi? Która raz była żołnierką, raz matką żołnierza, kiedy indziej przypadkową wierną w cerkwi, stewardessą, rybaczką i lekarką. Zawsze blisko towarzysza władimira podczas jego spotkań z przedstawicielami ludu. A przecież nie ona jedyna… – takich podstawionych „zwykłych obywateli” było na pęczki. Zełenski odwiedził żołnierzy w Bachmucie, putin pojawił się w Wołgogradzie, gdzie znajduje się centrum operacyjne najeźdźczej armii. Najbliżej – a i to nie jest pewne – był tuż po ataku na most krymski; ponoć przejechał się wówczas ocalałą nitką. 200 km od linii frontu.

Znamienne, że rosyjska propaganda nawet nie próbuje podtrzymywać mitu charakternego przywódcy. To znaczy robi to, ale półśrodkami – jakiś czas temu putin odwiedził żołnierzy na poligonie, postrzelał, poklepał mundurowych po plecach. W czasie pokoju pewnie by to wystarczyło, ale w realiach wojny… Zdaje się, że to wszystko, na co byłego kagiebistę stać; na więcej nie pozwalają zwieracze.

I w takim kontekście na scenie pojawia się on – „zniedołężniały starzec”, wyszydzany nie tylko przez ruskich, ale i naszych użytecznych idiotów. Joe Biden strollował putina bronią, do której rosjanin rościł sobie do niedawna prawo – osobistą odwagą. Amerykański prezydent pojawił się w stolicy zaatakowanego państwa, regularnie „odwiedzanego” przez rosyjskie rakiety. Spacerował z gospodarzem po kijowskiej ulicy, za tło mając wyjące syreny alarmu przeciwlotniczego. Żeby nie budować kolejnego mitu – Amerykanie posłali do Moskwy czytelny sygnał. „Spróbujcie zrobić cokolwiek, co zagrozi naszemu prezydentowi, to zrobimy wam jesień średniowiecza”, taki zapewne był jego sens, choć forma, jak mniemam, bardziej dyplomatyczna. Od wczoraj mieliśmy na Polską show of force, jakiego „najstarsi górale” nie pamiętają. Niebo przy wschodniej granicy Rzeczpospolitej zakotłowało się od wojskowych samolotów. Nadal kotłuje – gdy piszę te słowa. Lecz to nie umniejsza odwagi amerykańskiej głowy państwa, wszak relacje z rosją cechuje istotna zmienna – nieprzewidywalność. Ostatecznie nie dało się wykluczyć, że urażony putin zrobi coś głupiego.

Nie zrobił. Nie wiem, ile w tym racjonalnej kalkulacji, ile tchórzostwa; po prawdzie, jedno drugiego nie wyklucza. „Rosyjski prezydent chciałby być na miejscu amerykańskiego”, czytam w komentarzach. Marzenie ściętej głowy – nie te wpływy, nie ta militarna potęga. A i spacer po ulicach Kijowa poza zasięgiem…

—–

Zbieranie informacji i ich opracowywanie to pełnowymiarowa praca. Będę zobowiązany, jeśli mnie w tym wesprzecie. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Fot. Biuro Prezydenta Ukrainy

Metody

Dziś w nocy rosjanie przeprowadzili kolejne uderzenie w ukraińską infrastrukturę krytyczną. Zaatakowano cele w Kijowie, Lwowie, Dnipro, w okolicach tych miast, oraz w obwodzie połtawskim. Putlerowcy wystrzelili łącznie 32 rakiety, w tym osiem kalibrów z okrętu na Morzu Czarnym.

Był to piętnasty zmasowany atak rakietowy, w jego wyniku – w mieście Pawłohrad w obwodzie dniepropietrowskim – zginęła 79-letnia kobieta. Ranne zostały też dwie inne osoby. Niestety, sporo rakiet dosięgło celów – Ukraińcy raportują zestrzelenie 16 pocisków, czyli ledwie połowy, co jest najniższym z dotychczasowych wskaźników skuteczności obrony przeciwlotniczej. Czy to „wypadek przy pracy”, czy dowód poważniejszych problemów (końca zapasów amunicji, utraty jakiejś części sieci radiolokacyjnej)? Być może obniżona jakość pracy ukraińskiej OPL ma związek z wczorajszym „atakiem balonowym” przeprowadzonym przez rosjan. Wysłali oni z Białorusi, gdzie panują warunki meteorologiczne sprzyjające przelotom na stronę ukraińską, co najmniej kilkanaście balonów z tak zwanymi odbijaczami kątowymi, pozorującymi emisje fal radiowych. Na marginesie, jeden z takich balonów – wypuszczonych wcześniej – przedwczoraj doleciał nad Mołdawię i Rumunię, co skończyło się poderwaniem rumuńskiego myśliwca. Po co rosjanie je wysyłają? Zapewne z nadzieją na dezorganizację ukraińskiej OPL – niezidentyfikowane obiekty pochłoną ileś uwagi, uszczkną zasoby pocisków gdyby zdecydowano się do nich strzelać, możliwe też, że wywabią z kryjówek ukraińskie samoloty, posłane do sprawdzenia/zestrzelenia pojawiających się na radarze celów.

Nie mam kompetencji, by definitywnie stwierdzić, że istnieje twardy związek między balonami a dzisiejszą skutecznością ukraińskiej OPL. Tym niemniej korelacja jest niepokojąca.

Warto też odnotować, że rosjanie wyprowadzili swój atak po niecałym tygodniu od poprzedniego. Wcześniej odstępy czasowe między poszczególnymi uderzeniami wynosiły zwykle dwa tygodnie. Ale i były to ataki z wykorzystaniem większej liczby pocisków (i dronów) – wystrzeliwano ich 2-3 razy więcej niż dziś w nocy. Czyżby agresorzy postanowili zmienić taktykę – atakować częściej, ale przy zaangażowaniu mniejszych środków? Byłby to kolejny dowód na to, że rosjan goni czas – że desperacko usiłują osiągnąć jak największe „sukcesy”, nim Ukraina otrzyma i zaabsorbuje kolejne pakiety pomocy wojskowej z Zachodu.

A ta – co części z nas umyka – już teraz przedstawia się imponująco. Jak wylicza „Kiev Independent”, do połowy lutego br. Ukraina otrzymała od donatorów 3560 wozów bojowych, transporterów opancerzonych i wzmocnionych pojazdów terenowych, 512 sztuk artylerii, 389 czołgów (260 z Polski) i 116 wyrzutni rakietowych (w tym 38 amerykańskich himarsów). A mowa wyłącznie o najcięższym sprzęcie i to takim, który trafił już do ukraińskiej armii. Na prezentowanym zdjęciu z niemieckiego portu Bremerhaven (wykonanym kilka dni temu), widzimy kolejną dostawę, która właśnie przypłynęła zza oceanu. Są tam m.in. bojowe wozy piechoty Bradley – na tej fotografii widzimy nieco ponad 30 sztuk, na innych drugie tyle. Są też MRAP-y, wozy inżynieryjne Hercules i popularne Humvee – łącznie, sumując dane z kilku upublicznionych zdjęć – niemal 300 jednostek ciężkiego sprzętu.

Solidny „wsad”, a Zachód nie powiedział przecież ostatniego słowa. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, podczas przyszłotygodniowej wizyty w Polsce, prezydent Joe Biden ma ogłosić kolejny pakiet amerykańskiej pomocy – tym razem opiewający na rekordową sumę 10 mld dol. (5-6 razy większy od kilku ostatnich, 20 razy większy od średniej z ubiegłego roku). Kremliny dostaną białej gorączki, tym bardziej, że na dziś 97 proc. ich wojsk lądowych (z uwzględnieniem WDW) zaangażowanych jest w Ukrainie. Pchać więc kolejnych nie ma skąd, chyba że z zastosowaniem osobliwej metody rekrutacyjnej, z jaką mieliśmy do czynienia w przypadku 155. Brygady Piechoty Morskiej, rozbitej kilka dni temu pod Wuhłedarem. Jak się okazuje, brygadę – zniszczoną wcześniej w innych starciach na Donbasie (a jeszcze wcześniej pod Kijowem…) – odtworzono pod koniec roku w oparciu o załogi okrętów Floty Pacyfiku. Tak drodzy Państwo, spieszono marynarzy różnych specjalności i jako zwykłych piechocińców posłano do boju. Zaiste efektywna metoda… na pozbywanie się fachowców; tak trzymać towarzysze!

I na koniec garść nieco innych statystyk. Jak wynika z badań Grupy Socjologicznej Rating, większość Ukraińców zgodziłaby się amnestię dla różnych kategorii mieszkańców terenów okupowanych, którym udowodniono kolaborację z wrogiem. Co do szczegółów – 68 proc. obywateli jest przekonanych, że nauczyciele, lekarze i pracownicy socjalni nie powinni być karani. 58 proc. opowiedziało się przeciwko pociąganiu do odpowiedzialności szefów lokalnych instytucji komunalnych, a 51 proc. – szefów lokalnych przedsiębiorstw, banków i organizacji. Jednocześnie tylko 38 proc. respondentów dopuszcza amnestię dla dziennikarzy, a ponad 20 proc. dla członków lokalnych partii politycznych i członków nielegalnych grup zbrojnych. Mniej niż 20 proc. jest przekonanych, że przedstawiciele organów ścigania powinni uniknąć odpowiedzialności. Innymi słowy, Ukraińcy wykazują się pragmatycznym podejściem do sprawy – nie chcą karania osób odpowiedzialnych za codzienną organizację życia społecznego, „krwi” żądają od tych, którzy współtworzą aparat terroru i propagandy.

—–

Zbieranie informacji i ich opracowywanie to pełnowymiarowa praca. Będę zobowiązany, jeśli mnie w tym wesprzecie. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Fot. Departament Obrony USA

Siarka

Dziś trochę spraw do ogarnięcia, więc nie będzie regularnego wpisu. Z przyjemnością za to donoszę, że Muzeum Historyczne w Lubinie zorganizuje wystawę moich zdjęć z Bachmutu; niebawem przekażę Wam więcej szczegółów.

Załączona do postu fotografia jest jedną z wykonanych w Bachmucie. Ów „rozstrzelany” przechodzeń wydaje mi się symboliczną ilustracją rosyjskiego bestialstwa.

A skoro o nim mowa. Popołudniu zamierzam napisać tekst „do papieru” – poświęcony ekologicznym skutkom wojny w Ukrainie. Zebrane dane są zatrważające. Weźmy przykład eksplozji pojedynczego pocisku rakietowego Grad – uwalnia się wówczas ponad 500 gramów siarki, która w reakcji z wodą (także gruntową) zamienia się w kwas siarkowy. Teren pokryty gradami jest bardziej „spalony” kwasem niż zwykłym ogniem. Do tej pory na ukraińskiej ziemi spadły setki tysięcy, jeśli nie miliony takich rakiet…

Banda putina dokonuje tam ekobójstwa na masową skalę.

—–

Zbieranie informacji i ich opracowywanie to pełnowymiarowa praca. Będę zobowiązany, jeśli mnie w tym wesprzecie. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Krótkowzroczność?

– Obecnie operacja wojskowa udanie rozwija się w rejonie Wuhłedaru i Artiemowska – chwali się na konferencji prasowej siergiej szojgu, minister obrony rosji, używając przy tym starej nazwy Bachmutu. Zaiste, specyficzne rozumienie pojęcia „udane rozwijanie”. W rejonie Bachmutu trwają ciężkie walki, choć wbrew alarmistycznym doniesieniom miasto nie zostało okrążone. Część ukraińskich oddziałów cofnęła się do przedmieść, co dla atakujących oznacza zyski terytorialne na poziomie od kilkuset metrów do 3 km – liczone od momentu nasilenia rosyjskiej presji na Bachmut w połowie stycznia. A to wszystko za cenę bardzo wysokich strat w ludziach – od początku roku poległo lub zostało rannych 30 tys. rosyjskich żołnierzy, znaczna część na kierunku bachmuckim.

Ale to w okolicach Wuhłedaru trwa koszmarna z perspektywy rosjan rozwałka. Teren sprzyja użyciu czołgów i wozów bojowych, sprzyja też artylerii – ukraińskiej. Tylko dziś do południa Ukraińcy puścili z dymem lub uszkodzili około trzydziestu rosyjskich pojazdów. Podobnie jak wczoraj, nieco lepiej niż przedwczoraj, co za każdym razem daje 100-200 zabitych i co najmniej drugie tyle rannych (załogi plus towarzysząca im piechota). Co istotne, rosjanie giną w polu (dosłownie), tuż po opuszczeniu pozycji wyjściowych. Nie bardzo rozumiem, na czym ma polegać ich sukces, chyba że za jego miarę uznamy zasięg wraków („tam sięga rosja, gdzie stoją nasze wypalone czołgi”). Najpewniej w grę wchodzi typowo rosyjskie podejście do tematu – próba wymęczenia przeciwnika przy jednoczesnym nieliczeniu się ze stratami własnymi.

Tylko co dalej? W Bachmucie pałeczkę przejęły oddziały powietrznodesantowe, jednostki „zmechu”, które atakują Wuhłedar, również należą do elity rosyjskiej armii. A traktuje się je tak samo jak „nic niewartych” mobików czy kryminalistów zaciągniętych do Wagnera. Skąd ta determinacja rosyjskiej generalicji? Czas płynie, a obwód doniecki ma zostać zdobyty do marca – takie zadanie postawił przed siłami zbrojnymi putin. Separatyści i rosjanie kontrolują połowę regionu – i jest to stan, który nie uległ zasadniczym zmianom od lata ub.r. Marzec to już czwarty wyznaczony przez putina termin – wcześniejsze mijały wraz z końcem maja, czerwca i lipca 2022 roku. Za chwilę rocznica rozpoczęcia „specjalnej operacji wojskowej”, co dodatkowo wzmaga presję na sukces (swoją drogą, żenująco zredukowany względem pierwotnych planów zajęcia całej Ukrainy).

Ale w takim stylu rosjanie daleko nie zabrną. Wytraciwszy najwartościowsze wojsko, mogą zapomnieć o kolejnych akcjach ofensywnych. Albo więc mamy do czynienia z krótkowzrocznością rosyjskiego dowództwa („teraz Donbas, a potem się zobaczy”), albo innych celów poza „wyzwoleniem” obwodu donieckiego oraz utrzymaniem status quo na pozostałych okupowanych obszarach Moskwa nie ma. W obu przypadkach zapowiadana „wielka ofensywa rosjan” zwyczajnie się nie wydarzy.

Co wcale nie oznacza końca wojny…

—–

Zbieranie informacji i ich opracowywanie to pełnowymiarowa praca. Będę zobowiązany, jeśli mnie w tym wesprzecie. Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

- wystarczy kliknąć TUTAJ -

Nz. Bachmuckie graffiti. Po lewej napis: „Bachmut kocha Ukrainę”, w środku wizerunek gen. Walerego Załużnego, podpisany następującą sentencją: „Z nami Bóg i ataman Załużny”. Zdjęcie z połowy stycznia br./fot. Marcin Ogdowski