Argument!

A teraz obiecany post poświęcony wczorajszemu atakowi na elementy rosyjskiej jądrowej triady. Zapraszam Was do lektury i do wsparcia mojego raportu, który powstaje także dzięki Wam.

—–

Jak na razie z ogólnodostępnych danych satelitarnych wynika, że Ukraińcom udało się definitywnie spalić sześć bombowców Tu-95MS, cztery Tu-22M3 oraz jeden samolot rozpoznania radio-elektronicznego A-50 i transportowiec An-12. Zniszczeniu uległa też jedna niezidentyfikowana maszyna, a co najmniej jeden Tu-95 został poważnie uszkodzony.

Te wyliczenia mogą ulec zmianie, gdy napłyną kolejne zdjęcia wykonane nad porażonymi bazami. Już teraz jednak możemy mówić o pogromie rosyjskiego lotnictwa strategicznego. Media za Oceanem – komentując ukraiński atak – piszą wręcz o „rosyjskim Pearl Harbor”, podkreślając skalę zaskoczenia i nieodwracalnych strat. Przypomnijmy, do końca maja br. rosjanie dysponowali nie więcej niż 40 bombowcami Tu-95, z czego tylko połowa była w pełni operacyjna. I maszyny z tej właśnie puli dopadli Ukraińcy. Utrata co najmniej siedmiu Tu-95 oznacza poważną redukcję potencjału. Tym dotkliwszą, że rosja od lat nie produkuje tych samolotów, nie ma więc mowy o zastąpieniu utraconych Tupolewów nowymi egzemplarzami.

O szczegółach operacji „Pajęczyna” pisał już nie będę – media młócą temat od wczoraj. Ale jeśli ktoś nie miał okazji o tym czytać, oto link do omówienia, jakie przygotowałem dla „Polski Zbrojnej”.

Na potrzeby tego wpisu dość zauważyć, że atak nie przypadkiem miał miejsce w Międzynarodowym Dniu Dziecka. „To zemsta za wszystkie nasze dzieci zabite i okaleczone w wyniku rosyjskich nalotów na ukraińskie miasta”, tej treści przesłanie szefa SBU, gen. Wasyla Maluka, udostępniły media nad Dnieprem. W wymiarze symbolicznym to istotna deklaracja, co nie zmienia faktu, że nadrzędne motywy miały charakter operacyjny i strategiczny.

Dwa dni przed atakiem eksperci alarmowali, że rosjanie przygotowują się do potężnego uderzenia z użyciem bombowców i rakiet. Miałoby do niego dojść, gdyby zaplanowane na 2 czerwca rozmowy pokojowe w Stambule nie poszły po myśli Moskwy. putin zamierzał wówczas „zmiękczyć” Ukraińców zmasowanym nalotem. W tym celu rosja zebrała „dziesiątki bombowców” m.in. na lotniskach Belaja i Olenja. Wspomniane samoloty stały się celem ukraińskich dronów – w tym ujęciu „Pajęczyna” była działaniem wyprzedzającym o skali operacyjnej.

Istotne jednak są także inne aspekty. Moskwa nie kryła, że zamierza prowadzić dalsze rozmowy z Kijowem z pozycji siły. I stawiać Ukraińcom skrajnie niekorzystne warunki. Ukraina potrzebowała więc asa w rękawie i właśnie nim zagrała. Z premedytacją w przededniu kolejnego spotkania w Stambule (które właśnie się odbywa). Atak na kluczowe elementy potencjału odstraszania rosji to ukraińska próba przejęcia inicjatywy negocjacyjnej. Komunikat o treści: „zadaliśmy wam dotkliwy cios, możemy zadać kolejny”. Warto przy tym podkreślić samoograniczający się charakter „Pajęczyny”. Mimo iż na lotnisku Belaja stały też inne rosyjskie bombowce strategiczne – Tu-160 – żaden z nich nie został zaatakowany. Być może to przypadek, ale z większym prawdopodobieństwem efekt premedytacji. Dzięki nietkniętym Tu-160 rosjanie wciąż zachowują sprawność lotniczej części triady, w stopniu, który umożliwia nuklearne odstraszanie. Nie mają zatem powodów, by w ramach riposty sięgać po „ostateczne argumenty”, a zarazem wciąż mają wiele do stracenia…

No więc zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w e-sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. „Mózg” wczorajszej operacji, szef SBU, gen. Wasyl Maluk/fot. SBU

Wtopa

Szanowni, wiem, że zajmują Was wybory, a w kwestii ukraińskiej wczorajszy pogrom rosyjskiego lotnictwa strategicznego. Odniosę się do obu kwestii, obiecuję. Najpierw jednak temat z ubiegłego tygodnia, istotny na tyle, że nie powinien uciec Waszej uwadze. Chodzi bowiem o inną koszmarną wtopę rosjan, także związaną z ich atomową triadą. Zapraszam do lektury!

Baza w okolicach miasta Jasnyj to jeden z najpilniej strzeżonych obiektów w rosji. Tam właśnie, od 2019 roku, rozlokowane są pociski hipersoniczne Awangard, jedne z najnowszych systemów przenoszenia broni jądrowej i oczko w głowie władimira putina. Sekrety tego miejsca wyciekły do publicznego obiegu, co dla rosjan może okazać się bardzo kosztowną wpadką.

Arsenał jądrowy to kluczowy zasób federacji rosyjskiej, jej „polisa ubezpieczeniowa”, gwarantująca nie tylko bezpieczeństwo, ale i bezkarność wielu działań. Wojna w Ukrainie, dramatycznie rewidująca wyobrażenia o możliwościach rosyjskiej armii konwencjonalnej, tylko uwypukliła znaczenie „atomówek”. Wiedzą o tym na Kremlu, stąd ogromny nacisk na modernizację zarówno samej broni nuklearnej, jej nośników, jak i całej infrastruktury niezbędnej do zachowania potencjału sił strategicznych.

Współczesna rosja działa nieco inaczej niż ZSRR – prac związanych z budową czy rozbudową obiektów wojskowych nie wykonują już żołnierze. Armia korzysta z usług cywilnych wykonawców, a wyłania ich w drodze przetargów. Potrzebne do ich realizacji dane, w tym plany budowlane, schematy, informacje o wyposażeniu i położeniu (na przykład podziemnych bunkrów) oraz inne tajne i poufne informacje znalazły się w Internecie. A dostęp do nich znaleźli dziennikarze duńskiego portalu „Danwatch” i niemieckiego magazynu „Der Spiegel”.

rosjanie już kilka lat temu zdali sobie sprawę z nieszczelności systemu zamówień publicznych. Pod koniec 2020 roku duma państwowa uchwaliła ustawę zaostrzającą zasady w zakresie zamówień dla wojska i innych służb mundurowych. W ministerstwie obrony powstała zamknięta baza danych, dostępna tylko dla sprawdzonych krajowych firm. Lecz ów zabieg na niewiele się zdał, bowiem uczestnicy przetargów i tak publikowali tajne informacje – na przykład jako załączniki do własnych ofert – w ogólnodostępnych bazach. Przeglądając je, dziennikarze „Danwatch” i „Der Spiegla” odkryli dwa miliony różnych dokumentów.

Duża ich część dotyczy bazy strategicznych wojsk rakietowych w pobliżu miasta Jasnyj w obwodzie orenburskim. Kosmodrom jest jedną z jedenastu rosyjskich instalacji, z których można odpalać rakiety międzykontynentalne. Zebrana przez reporterów dokumentacja obejmowała przetargi dokonywane na rzecz obiektu, realizowane do lata 2024 roku. Dzięki niej możliwe było odtworzenie planu bazy w najdrobniejszych szczegółach, w tym układu podziemnych tuneli. Wśród ujawnionych danych są też opisy systemów bezpieczeństwa innych baz jądrowych, specyfikacje elektrycznych ogrodzeń, sensorów sejsmicznych i radioaktywnych, specjalnych drzwi odpornych na eksplozje i wielu innych elementów infrastruktury.

Ze zdobytych materiałów wynika, że całe rosyjskie bazy jądrowe zostały w ostatnich latach wyburzone i postawione od nowa. Ciekawe są okoliczności tych inwestycji. „Dokumenty ujawniają, że rosyjska armia polega również na produktach zachodnich firm na jednych z najbardziej tajnych placów budowy na świecie. Chodzi o materiały budowlane (…), szczególnym popytem cieszą się produkty firmy Knauf z miasta Iphofen w Dolnej Frankonii”, czytamy w tygodniku „Der Spiegel”. W rozmowie z dziennikarzami przedstawiciele firmy zapewnili, że współpracują tylko z niezależnymi od władz rosji podmiotami i nie mogą kontrolować tego, co dzieje się ze sprzedawanymi im materiałami.

Wracając do sedna – w ocenie duńskich i niemieckich dziennikarzy, pozyskane dane dają dobrą orientację o skali modernizacji rosyjskiej infrastruktury jądrowej. „The New Times” z kolei cytuje byłego oficera brytyjskiego wywiadu. Jego zdaniem informacje, które można pozyskać dzięki analizie plików, czynią bazę w obwodzie orenburskim narażoną na atak. „Jeżeli ktoś widzi, jak dostarczana jest woda czy jak przebiegają kable elektryczne, to może określić, gdzie znajdują się słabe punkty, w które można uderzyć”, przekonuje rozmówca amerykańskiego dziennika. Jak ocenia Tom Roset, wykładowca w Norweskim Kolegium Sztabowym (w rozmowie z „The Moscow Times”), wyciek danych może sprawić, że Rosja będzie musiała przebudować bazy. „Zmiana infrastruktury w tych obiektach kosztuje dużo pieniędzy”, podkreśla Roset.

rosyjskie ministerstwo obrony dotąd nie skomentowało sprawy.

—–

Zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu, który w znaczniej mierze powstaje dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w e-sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. start rakiety Awangard/fot. mofr

Zapad

– Podjęliśmy decyzję o obniżeniu parametrów ćwiczeń wojskowych „Zapad’ 25” i przeniesieniu jego głównych manewrów w głąb terytorium Republiki Białorusi, dalej od zachodnich granic – zapowiedział szef białoruskiego resortu obrony Wiktor Chrenin. Ma to być „gest dobrej woli” wobec państw NATO oraz wykazanie „gotowości do dialogu i zmniejszenia napięć w regionie”.

– Szczerze mówiąc, robimy to, nie spodziewając się konstruktywnej odpowiedzi. Robimy więcej, aby pokazać naszym sojusznikom i partnerom na całym świecie prawdziwie pokojową pozycję Republiki Białorusi – przekonywał białoruski minister obrony. Ta deklaracja została wygłoszona 28 maja w stolicy Kirgizji Biszkeku podczas spotkania postsowieckiej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.

—–

Białorusko-rosyjski „Zapad’ 25” zaplanowano na wrzesień. Oficjalnie weźmie w nim udział do 13 tys. żołnierzy (powyżej tego limitu manewry musiałby się odbyć pod okiem międzynarodowych obserwatorów), ale – zdaniem ekspertów – realnie może to być nawet 100 tys. osób. Większość wojska będzie ćwiczyła z dala od Białorusi, w głębi Rosji, do tej pory zakładano, że część zgrupowania zostanie przerzucona pod granicę z Polską i państwami bałtyckimi. To rodziło obawy NATO dotyczące niezamierzonych incydentów i celowych prowokacji. Mińsk i Moskwa utrzymują, że manewry nie są skierowane przeciwko komukolwiek. Jednak te zapewnienia pozostają w sprzeczności z przebiegiem dotychczasowych ćwiczeń, podczas których realizowano także ofensywne scenariusze wymierzone w graniczne państwa Sojuszu.

Napięta sytuacja międzynarodowa podsyca niepokój związany z aktywnością militarną u granic Polski. Stąd decyzja władz RP o organizacji własnych ćwiczeń w odpowiedzi na „Zapad’ 25”. Jak informował szef MON-u Władysław Kosiniak-Kamysz, będą to manewry „Żelazny obrońca” z udziałem 18 Dywizji Zmechanizowanej, zaplanowane również na wrzesień. Mowa tu o ćwiczeniach dywizyjnych, czyli takich, które zaangażują większość spośród kilkunastu tysięcy żołnierzy tego związku taktycznego. – „Osiemnasta” będzie w pełni gotowa do pokazania własnych zdolności i umiejętności, także z udziałem naszych sojuszników – zapewniał na początku tego tygodnia wicepremier Kosiniak-Kamysz.

—–

Deklaracje Białorusinów nie wpływają na kalendarz polskich ćwiczeń. Władze Białorusi wielokrotnie już wycofywały się ze swoich obietnic bądź z premedytacją składały nieprawdziwe oświadczenia. Mińsk i Moskwa nie ustają w budowaniu fałszywego wizerunku krajów zabiegających o pokojowe rozwiązania. W tym kontekście warto wspomnieć poprzednią edycję ćwiczeń „Zapad”, która miała miejsce w 2021 roku. Były to największe manewry w Europie od czasu rozpadu ZSRR, z udziałem około 200 tys. żołnierzy, 80 samolotów i śmigłowców, 290 czołgów i 15 okrętów. Pod pozorem ćwiczeń dokonano dyslokacji wojsk do Białorusi i zachodniej rosji, które następnie zostały użyte do inwazji na Ukrainę.

Nie sposób jednak wykluczyć, że format tegorocznego „Zapadu” rzeczywiście będzie mniejszy. Skąd to przypuszczenie? O tym w dalszej części tekstu, który opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto link do tego materiału.

—–

Nz. Epizod ćwiczeń Zapad’21/fot. mofr

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Kibole

Wiosną 2014 roku, gdy rosyjscy oficerowie GRU zaczęli rozkręcać „rewolucję” na Donbasie, przyłączyły się do nich wszelkiej maści społeczne męty. Życiowi wykolejeńcy, kryminaliści, kibole. Tacy, co to niewiele mieli do stracenia, chcieli sobie powetować dotychczasowe niepowodzenia czy dostrzegli szansę na łatwy i szybki zarobek. Moskwa umiała ten „oddolny ruch społeczny” zagospodarować. Nim w Kijowie przejrzeli na oczy, było za późno, by całkowicie wytrzebić tę bandyteskę.

Gdy trzebić zaczęto, niekiedy sięgano po podobny zasób ludzki. Bataliony „Szachtarsk” czy „Tornado” niemal w całości składały się z kryminalistów, znów z dużą nadreprezentacją kiboli. Którzy zamiast za walkę z ruskim rakiem wzięli się za rabunek. Swoich. Cywilów. Kijów przejrzał na oczy i rozwiązał bandyckie formacje, ale co po drodze dostarczono amunicji ruskiej propagandzie, to jej.

Skądinąd to na swój sposób zabawne, że kremlowscy aktywiści medialni z przyganą relacjonowali poczynania „banderowskiego kibolstwa”, gdy po ich stronie dochodziło, wciąż dochodzi, do jeszcze gorszych ekscesów. Tam chłopcy z trybun i inni bandyci skrzyknięci w samodzielne jednostki, wyspecjalizowali się w zaczystkach. Mordowaniu i grabieży bogu ducha winnych cywilów.

Niegrzeczni chłopcy z rosji wzorowali się na poczynaniach niejakiego Arkana, którego Tygrysy, też kibole, odpowiadają za serię zbrodni wojennych w byłej Jugosławii.

Kiedyś kibolstwo jednego z klubów próbowało zawłaszczyć sobie historię poległego w Afganistanie polskiego żołnierza. Bo chłopak ocieplał wizerunek – był ultrasem, a zginął jak bohater. No był ultrasem i zginął jak bohater. A tuż przed wyjazdem do Afganistanu policja zatrzymała go za jazdę pod lekkim wpływem; miał więc kosę z mendami. „Chuja tam!”, protestowali koledzy z jednostki. Poległy nie był święty, ale na ustawki nie chodził, a handlem prochami i czerpaniem zysków z prostytucji się brzydził. Kochał swój klub, ale bardziej kochał mundur.

Bo mundur nie chodzi w parze z kibolstwem.

O czym piszę, bo obrońcy przeszłości nawrockiego robią kurwę z logiki. Relatywizują kibolstwo, byle tylko wybielić kandydata na prezydenta. Argumentują na przykład, że „może to i nie są grzeczni chłopcy, ale w razie tragedii to właśnie oni uratują nam tyłki”. Bo „jako pierwsi staną do walki”.

Miażdży mnie ów argument – głupotą.

Historia uczy, że to nie bezmózgie zbóje gotowe były poświęcić się dla wspólnoty. Choć i owszem, zdarzało się, że chętnie chwytały za broń – by palić, rabować, gwałcić. Zwykle z dala od przeciwnika, który mógłby im zrobić kuku.

Dziś, u nas, tacy są dzielni, że w wojsku ich nie uświadczysz. Jedyna broń, z jaką mają do czynienia, nie jest legalna. I służy innym celom niż obrona ojczyzny. Wszak środowiska kibolskie wprost są związane z gangami. I w razie W owszem, ruszą do akcji – niczym hieny na bezbronną, osaczoną zwierzynę.

Bohaterowie niemojej bajki.

—–

Ten post to osobisty komentarz, ale i takie czasem piszę z potrzeby serca. Zasadniczo komentuję wojnę – na tym najlepiej się znam – i jeśli chcecie mnie w tym wesprzeć, zapraszam:

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Zamiary

Kilka dni temu odbyła się największa do tej pory wymiana jeńców pomiędzy stronami konfliktu na Wschodzie. Formułę „tysiąc za tysiąc” ustalono w połowie maja br., podczas spotkania delegacji Ukrainy i rosji w Stambule. I w zasadzie jest to jedyne pozytywne następstwo prowadzonych wtedy rozmów. Wojna trwa w najlepsze, a perspektyw na choćby kilkotygodniowe zawieszenie broni nie widzą nawet najwytrwalsi optymiści.

Co ważne, o ile na froncie sytuacja nie uległa zmianie – intensywność walk utrzymuje się na wysokim poziomie – o tyle do drastycznej eskalacji doszło na głębokich tyłach. rosjanie dokonują masowych nalotów na ukraińskie miasta, wspomagając drony rakietami balistycznymi. Ukraińcy nie pozostają dłużni, noc w noc śląc nad rosję setki bezzałogowców.

—–

Różnica w tym atakach ma wymiar cywilizacyjny i jest typowa dla dotychczasowego przebiegu wojny. O ile pierwsi uderzają „gdzie popadnie”, głównie jednak w obiekty cywilne, o tyle drudzy starają się razić cele istotne z militarnego punktu widzenia. moskale konsekwentnie realizują strategię terroryzowania ludności cywilnej, Ukraińcom chodzi o dalsze osłabianie rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Obie strony widzą w tym sposób na zmuszenie przeciwnika do zatrzymania działań wojennych, czy to poprzez upadek morale cywilów, czy za sprawą odcięcia armii od odpowiedniej ilości dostaw. Trudno w oparciu o dostępne dane ocenić, kto w tym przypadku jest bliżej osiągnięcia swoich zamiarów.

Dla jasności doprecyzujmy – walczą obie strony, ale taki stan rzeczy narzucają rosjanie; to oni torpedują wysiłki zmierzające do realnego zawieszenia broni. Po prawdzie dzieje się tak również za sprawą USA. Zadziwiająca słabość donalda trumpa do putina i rosji – zwłaszcza brak zgody na kolejne sankcje wobec Moskwy i zwiększenie pomocy wojskowej dla Kijowa – rozzuchwalają rosjan, dają im sposobność do dalszego prowadzenia działań wojennych. Zachowanie Ukraińców jest tu reaktywne, jedyne słuszne zresztą, wszak Kreml wyklucza kompromisy i ewidentnie gra na maksymalne wyniszczenie przeciwnika.

Dalekosiężne plany rosji nie uległy bowiem zmianie – Moskwa wciąż pragnie terminacji ukraińskiej państwowości i wtórnej rusyfikacji Ukraińców. Obecnie rosjanie nie są w stanie zrealizować tych celów, putin dąży więc do osiągnięcia pośrednich rozwiązań, które z jednej strony byłyby dobrym punktem wyjścia dla późniejszej „generalnej rozprawy”, z drugiej, zaspokoiłyby bieżące potrzeby propagandy, zwłaszcza konieczność prezentacji „specjalnej operacji wojskowej” jako militarnego i politycznego sukcesu, osiągniętego tu i teraz, nie w niedającej się zdefiniować przyszłości.

—–

No więc jakie są bieżące plany rosyjskiego przywództwa? putin komunikuje to wprost, oficjalnie dekretując utworzenie strefy buforowej na granicy rosyjsko-ukraińskiej. „Nasze siły zbrojne są w trakcie realizacji tego zadania, punkty ostrzału wroga są aktywnie tłumione, prace trwają”, zapewniał kilka dni temu, po podpisaniu stosownych dokumentów.

Dyktator nie ujawnił dokładnie, gdzie będzie przebiegać strefa buforowa, ani jak głęboko sięgać w głąb terytorium Ukrainy – niemniej ten drugi zamiar jest oczywisty. rosjanie chcą stworzyć bufor – rozumiany jako strefę nasyconą umocnieniami i przeszkodami inżynieryjnym – nie na własnym obszarze, ale kosztem sąsiada. Temu właśnie ma służyć koncentracja oddziałów armii rosyjskiej przy granicy z obwodami sumskim i charkowskim. Zapewne wojska te zostaną użyte do płytkich wtargnięć i okopania się na zajętych pozycjach. Wszystko po to, by uniemożliwić, a przynajmniej utrudnić Ukraińcom rajdy na wzór operacji kurskiej, podkopującej wiarygodność putinowskiego reżimu w oczach rosjan.

Ale to tylko „profilaktyka”, patrząc z kremlowskiej perspektywy. Siły inwazyjne mają do wykonania znacznie poważniejsze zadanie. Moskwa wielokrotnie już sygnalizowała, że nie wstrzyma ognia dopóki nie przejmie kontroli nad czterema obwodami Ukrainy, które jesienią 2022 roku zostały formalnie anektowane przez rosję. Dwa z nich – ługański i doniecki – może zdobyć w walce; ten pierwszy właściwie już zdobyła, wszak pod ukraińską kontrolą pozostają jedynie skrawki Ługańszczyzny. O Doniecczyznę toczą się zacięte walki, a przy utrzymującej się dynamice rosyjskiej presji możliwe, że do końca roku najeźdźcy opanują ten region. Lecz odwojowanie Chersońszczyzny, a już zwłaszcza zajęcie Zaporoszczyzny, z wielką stolicą regionu włącznie, pozostaje poza możliwościami rosyjskiej armii.

Jak zatem putin zamierza osiągnąć swój cel w postaci wchłonięcia czterech obwodów? Być może daje sobie czas, wierząc, że ma go tyle, by w kolejnym, 2026 roku próbować zająć ukraińskie południe. Ale istnieje też inne wyjaśnienie – jakie?

O tym przeczytacie w portalu „Polska Zbrojna”, gdzie opublikowałem całość tego felietonu – oto link do materiału.

—–

Zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu, który w znaczniej mierze powstaje dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. W weekend doszło do największej wymiany jeńców w tej wojnie/fot. HUR