Zamiary

Kilka dni temu odbyła się największa do tej pory wymiana jeńców pomiędzy stronami konfliktu na Wschodzie. Formułę „tysiąc za tysiąc” ustalono w połowie maja br., podczas spotkania delegacji Ukrainy i rosji w Stambule. I w zasadzie jest to jedyne pozytywne następstwo prowadzonych wtedy rozmów. Wojna trwa w najlepsze, a perspektyw na choćby kilkotygodniowe zawieszenie broni nie widzą nawet najwytrwalsi optymiści.

Co ważne, o ile na froncie sytuacja nie uległa zmianie – intensywność walk utrzymuje się na wysokim poziomie – o tyle do drastycznej eskalacji doszło na głębokich tyłach. rosjanie dokonują masowych nalotów na ukraińskie miasta, wspomagając drony rakietami balistycznymi. Ukraińcy nie pozostają dłużni, noc w noc śląc nad rosję setki bezzałogowców.

—–

Różnica w tym atakach ma wymiar cywilizacyjny i jest typowa dla dotychczasowego przebiegu wojny. O ile pierwsi uderzają „gdzie popadnie”, głównie jednak w obiekty cywilne, o tyle drudzy starają się razić cele istotne z militarnego punktu widzenia. moskale konsekwentnie realizują strategię terroryzowania ludności cywilnej, Ukraińcom chodzi o dalsze osłabianie rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Obie strony widzą w tym sposób na zmuszenie przeciwnika do zatrzymania działań wojennych, czy to poprzez upadek morale cywilów, czy za sprawą odcięcia armii od odpowiedniej ilości dostaw. Trudno w oparciu o dostępne dane ocenić, kto w tym przypadku jest bliżej osiągnięcia swoich zamiarów.

Dla jasności doprecyzujmy – walczą obie strony, ale taki stan rzeczy narzucają rosjanie; to oni torpedują wysiłki zmierzające do realnego zawieszenia broni. Po prawdzie dzieje się tak również za sprawą USA. Zadziwiająca słabość donalda trumpa do putina i rosji – zwłaszcza brak zgody na kolejne sankcje wobec Moskwy i zwiększenie pomocy wojskowej dla Kijowa – rozzuchwalają rosjan, dają im sposobność do dalszego prowadzenia działań wojennych. Zachowanie Ukraińców jest tu reaktywne, jedyne słuszne zresztą, wszak Kreml wyklucza kompromisy i ewidentnie gra na maksymalne wyniszczenie przeciwnika.

Dalekosiężne plany rosji nie uległy bowiem zmianie – Moskwa wciąż pragnie terminacji ukraińskiej państwowości i wtórnej rusyfikacji Ukraińców. Obecnie rosjanie nie są w stanie zrealizować tych celów, putin dąży więc do osiągnięcia pośrednich rozwiązań, które z jednej strony byłyby dobrym punktem wyjścia dla późniejszej „generalnej rozprawy”, z drugiej, zaspokoiłyby bieżące potrzeby propagandy, zwłaszcza konieczność prezentacji „specjalnej operacji wojskowej” jako militarnego i politycznego sukcesu, osiągniętego tu i teraz, nie w niedającej się zdefiniować przyszłości.

—–

No więc jakie są bieżące plany rosyjskiego przywództwa? putin komunikuje to wprost, oficjalnie dekretując utworzenie strefy buforowej na granicy rosyjsko-ukraińskiej. „Nasze siły zbrojne są w trakcie realizacji tego zadania, punkty ostrzału wroga są aktywnie tłumione, prace trwają”, zapewniał kilka dni temu, po podpisaniu stosownych dokumentów.

Dyktator nie ujawnił dokładnie, gdzie będzie przebiegać strefa buforowa, ani jak głęboko sięgać w głąb terytorium Ukrainy – niemniej ten drugi zamiar jest oczywisty. rosjanie chcą stworzyć bufor – rozumiany jako strefę nasyconą umocnieniami i przeszkodami inżynieryjnym – nie na własnym obszarze, ale kosztem sąsiada. Temu właśnie ma służyć koncentracja oddziałów armii rosyjskiej przy granicy z obwodami sumskim i charkowskim. Zapewne wojska te zostaną użyte do płytkich wtargnięć i okopania się na zajętych pozycjach. Wszystko po to, by uniemożliwić, a przynajmniej utrudnić Ukraińcom rajdy na wzór operacji kurskiej, podkopującej wiarygodność putinowskiego reżimu w oczach rosjan.

Ale to tylko „profilaktyka”, patrząc z kremlowskiej perspektywy. Siły inwazyjne mają do wykonania znacznie poważniejsze zadanie. Moskwa wielokrotnie już sygnalizowała, że nie wstrzyma ognia dopóki nie przejmie kontroli nad czterema obwodami Ukrainy, które jesienią 2022 roku zostały formalnie anektowane przez rosję. Dwa z nich – ługański i doniecki – może zdobyć w walce; ten pierwszy właściwie już zdobyła, wszak pod ukraińską kontrolą pozostają jedynie skrawki Ługańszczyzny. O Doniecczyznę toczą się zacięte walki, a przy utrzymującej się dynamice rosyjskiej presji możliwe, że do końca roku najeźdźcy opanują ten region. Lecz odwojowanie Chersońszczyzny, a już zwłaszcza zajęcie Zaporoszczyzny, z wielką stolicą regionu włącznie, pozostaje poza możliwościami rosyjskiej armii.

Jak zatem putin zamierza osiągnąć swój cel w postaci wchłonięcia czterech obwodów? Być może daje sobie czas, wierząc, że ma go tyle, by w kolejnym, 2026 roku próbować zająć ukraińskie południe. Ale istnieje też inne wyjaśnienie – jakie?

O tym przeczytacie w portalu „Polska Zbrojna”, gdzie opublikowałem całość tego felietonu – oto link do materiału.

—–

Zachęcam Was do wsparcia mojego ukraińskiego raportu, który w znaczniej mierze powstaje dzięki Wam – Waszym subskrypcjom i „kawom”.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. W weekend doszło do największej wymiany jeńców w tej wojnie/fot. HUR

Zemsta

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin Ukraińcy zaatakowali dronami miejsca stałej dyslokacji dwóch rosyjskich jednostek rakietowych. Na pierwszy ogień, 15 kwietnia, poszła baza 448. brygady w obwodzie kurskim, dzień później uderzono w koszary 112. brygady w obwodzie iwanowskim (dziś w nocy ponowiono atak). Obie formacje mają na wyposażeniu mobilne wyrzutnie, z których wystrzeliwane są rakiety balistyczne Iskander-M. Niebezpieczne przede wszystkim dla ukraińskich cywilów…

Według rosyjskich blogerów militarnych, na bazę 448. brygady spadło nawet 30 dronów. Wśród personelu są zabici i ranni, kilka budynków zostało uszkodzonych. Szczegółów jeszcze nie znamy, podobnie jak strat poniesionych przez rosjan w drugim i trzecim ataku (tu wiemy jedynie, że 16 kwietnia siedzibę 112. brygady poraziło co najmniej 10 bezzałogowców).

Ukraińskie media zgodnie interpretują, że oba uderzenia były odpowiedzią na ostatnie masakry, jakich dopuścili się rosjanie. Chodzi o ataki rakietowe na Krzywy Róg (z 4 kwietnia br.) i Sumy (z 13 kwietnia), w których łącznie zginęło 54 cywilów, a niemal dwustu zostało rannych. Według ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), tragedie w Krzywym Rogu i Sumach to sprawka wspomnianych brygad. Media nad Dnieprem publikują wizerunki ich oficerów, a Ukraińcy masowo nawołują do zemsty. Pierwszy akt rewanżu zatem nastąpił i naiwnością byłoby sądzić, że nie będzie kolejnych.

—–

Skąd taki wniosek? Z doświadczeń z nieodległej przeszłości.

Wróćmy najpierw do 14 lipca 2022 roku – tego dnia około godz. 10.40 w centrum Winnicy spadły pociski rakietowe Kalibr. rosjanie wystrzelili cztery rakiety, dwie zostały strącone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Niestety, pozostałe uderzyły w budynki cywilne, w których znajdowały się centrum medyczne, biura, sklepy i mieszkania. Zginęło 27 osób, w tym trójka dzieci, liczba rannych przekroczyła setkę. W oficjalnym komunikacie rosjanie stwierdzili, że atakowali cel wojskowy – miejscowe dowództwo sił powietrznych. Nawet jeśli tak było, przestrzelili. Świadomi pory dnia (a więc i zagęszczenia na ulicach) oraz problematycznej celności swoich rakiet i tak zdecydowali się na atak. Ukraińcy zakwalifikowali ów czyn jako zbrodnię wojenną i wszczęli dochodzenie. A szef wywiadu wojskowego Kiryło Budanow dał do zrozumienia, że jego ludzie będą ścigać sprawców.

Niespełna rok później, 11 lipiec 2023 roku, rządowa rosyjska agencja TASS poinformowała o rozpoczęciu śledztwa w sprawie zabójstwa urzędnika departamentu mobilizacji w Krasnodarze na południu rosji. „Kapitan drugiej rangi stanisław rżycki został zastrzelony w poniedziałek rano podczas joggingu w pobliżu kompleksu sportowego Olympus. 42-latek miał cztery rany postrzałowe, zmarł na miejscu. Według śledczych, do oficera strzelono dwukrotnie w głowę i dwa razy w klatkę piersiową”. Jaki ma to związek z Winnicą? Ano taki, że rżycki, nim przeszedł do administracji, był dowódcą okrętu podwodnego. Tego, który wystrzelił Kalibry w Winnicę.

Co ciekawe, kapitan rżycki lubił biegać (i jeździć na rowerze), lubił też się tym chwalić. Miał profil w aplikacji biegowej Strava, gdzie na bieżąco zamieszczał swoje rekordy. Inni użytkownicy mieli więc sposobność zapoznania się nie tylko z wynikami oficera, ale i z dokładnymi trasami, jakie wybierał. I z godzinami, w których zwykle oddawał się aktywności sportowej. Dla wywiadu takie dane to nieocenione źródło informacji, dla samego rżyckiego śmiertelna w skutkach nieroztropność. HUR oficjalnie i pośmiertnie mu za to podziękował (stosownym wpisem na swoich profilach społecznościowych).

—–

Śmierć eks-podwodniaka nie zamknęła „sprawy Winnicy”. 13 listopada 2024 roku w Sewastopolu na okupowanym Krymie, zginął szef sztabu 41. brygady okrętów rakietowych rosyjskiej floty czarnomorskiej. Śmierć dopadła kapitana I rangi walerija trankowskiego w aucie, pod którym podłożono ładunek wybuchowy. Oficerowi urwało nogi, zmarł na skutek wykrwawienia. Do zamachu przyznała się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), likwidację uzasadniając tym, że trankowski wysyłał w morze jednostki, które następnie wystrzeliwały pociski manewrujące na miasta w Ukrainie. Dotyczyło to także rejsu i misji, którą zrealizował okręt kapitana rżyckiego.

Ale zemsta dopadła nie tylko marynarzy. Nad ranem 20 październik 2024 roku, we wsi Suponiewo pod Briańskiem, odnaleziono ciało dmitrija gołenkowa, szefa sztabu 52. Ciężkiego Pułku Bombowego. Oficer sił powietrznych federacji zginął od kilku uderzeń młotem. Informacje na temat jego śmierci – wraz z załączonym filmem, na którym widać ciało gołenkowa – podał HUR. Do komunikatu dołączając frazę: „Za każdą zbrodnię wojenną nastąpi sprawiedliwa odpłata”. Tym samym HUR wziął na siebie odpowiedzialność przynajmniej za zlecenie zabójstwa. Potwierdza to również nagłówek oficjalnego komunikatu, brzmiący następująco: „Młot sprawiedliwości – zbrodniarz wojenny dmitrij gołenkow został wyeliminowany w rosji”.

gołenkow został zidentyfikowany jako osoba odpowiedzialna za ataki rakietowe na ukraińskie obiekty cywilne. Chodziło o centrum handlowe „Amstor” w Krzemieńczuku, gdzie 27 czerwca 2022 roku zginęły 22 osoby, oraz o budynek mieszkalny w Dnieprze – 14 stycznia 2023 roku rosyjski pocisk manewrujący zabił tam 46 cywili, pośród nich sześcioro dzieci. Szczególnie ten drugi atak wywołał w Ukrainie falę wściekłości. „Oko za oko, ząb za ząb”, zapowiedział wówczas Gienadij Korban, szef sztabu obrony miasta Dnipro i wyznaczył nagrodę za ustalenie personaliów sprawców. Po dwóch dniach znane były dane całej załogi samolotu Tu-22M, która wystrzeliła rakietę w wieżowiec, oraz dowódców planujących atak. Pośród nich znalazło się nazwisko gołenkowa. Zegar zaczął tykać…

—–

Idźmy dalej. 3 stycznia 2025 roku, w zamachu bombowym przeprowadzonym we wsi Szuja w obwodzie iwanowskim, ciężko ranny został kapitan konstantin nagajko. Oficer trafił do szpitala, a jego stan oceniany był jako krytyczny. Z uwagi na poważne obrażenia wielu organów, w tym mózgu, dawano mu niewielkie szanse. I faktycznie nie przeżył – zmarł nie odzyskawszy przytomności 8 lutego br. Odpowiedzialność za jego śmierć wziął na siebie ukraiński wywiad wojskowy.

Dlaczego 29-latek o stosunkowo niskiej randzie stał się celem ataku? By to wyjaśnić, cofnijmy się do 5 października 2023 roku. Iskander uderzył wówczas we wsi Groza, w obwodzie charkowskim. Rakieta zniszczyła budynek, gdzie akurat odbywała się stypa, zabijając 59 osób. W miażdżącej większości cywilów, jedną szóstą populacji Grozy, co trzeciego dorosłego mieszkańca. Na rosyjskich kontach na Telegramie pojawiły się informacje, że celem ataku byli żegnający kolegę oficerowie armii ukraińskiej. Zabito ich dwóch, w tym syna poległego żołnierza.

Tuż po tragedii SBU wpadła na trop dwóch braci, dawnych mieszkańców wioski. To oni poinformowali rosjan o pogrzebie i o tym, kto weźmie udział w ceremonii. Obecny los zdrajców nie jest znany – wiadomo jedynie, że uciekli do rosji. Ukraińskie służby zapewne nie ustaną w ich poszukiwaniach, tak jak nie odpuściły wspomnianemu kapitanowi nagajce. Ten bowiem był dowódcą baterii w 112. brygadzie rakietowej – tej samej, która współodpowiedzialna jest za ostatnie masakry. I to on wydał bezpośredni rozkaz o ataku na żałobników w Grozie. Czy koledzy z brygady podzielą jego los? Jedno jest pewne – oficerowie od Iskanderów, z obu brygad, muszą teraz pilnować nawet własnego cienia…

—–

Szanowni, zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje książki w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Akcja ratunkowa w Krzywym Rogu/fot. DSNS

Ten tekst – w obszerniejszej wersji – opublikowałem w portalu TVP.Info – oto link do tego materiału.

(Nie)udana

Kilka dni temu rosjanie ostrzelali rakietami Sumy. Trafili m.in. w szkołę, w której trwały zajęcia. Na szczęście lekcje rutynowo odbywały się w schronie. Nikt zatem nie zginął, skończyło się „tylko” na konieczności uwolnienia uczniów spod gruzów. Pociski upadły też na inne cywilne obiekty, łącznie poszkodowanych zostało prawie 80 osób, w tym trzynastu najmłodszych mieszkańców miasta.

Leżące nieopodal rosyjskiej granicy Sumy są przez rosjan atakowane regularnie. Ostrzały nasiliły się w ostatnich dniach, po tym, jak armia ukraińska opuściła większość okupowanych obszarów obwodu kurskiego.

—–

Dziś Ukraińcy trzymają jeszcze skrawki ziemi po rosyjskiej stronie, ale generalnie linia kontaktu wojsk przesunęła się bliżej Sumów. Mniejszy dystans ułatwia rosjanom prowadzenie ognia, w mieście mówi się, że to przygrywka do czegoś większego. rosyjscy decydenci z putinem na czele nie kryją, że chcieliby „kordonu sanitarnego” wzdłuż swojej granicy – stworzonego rzecz jasna kosztem terytorium Ukrainy. W tym ujęciu cały obwód sumski staje się oczywistym celem ataku.

Czy do niego dojdzie? Moim zdaniem, armia rosyjska nie jest obecnie zdolna do przeprowadzenia większych operacji zaczepnych. Co nie zmienia faktu, że terroryzować Sumy – ogniem artylerii rakietowej oraz dronami – jak najbardziej może. Czasy względnego spokoju – jakie mieszkańcom miasta dało wyrąbane przez armię ukraińską kurskie wybrzuszenie – minęły. Co podkreślam, bo Ukraińcy najechali rosję także w ramach działań wyprzedzających. Koncept „kordonu sanitarnego” nie jest nowy – rosjanie mówią o konieczności jego budowy od dawna. Właśnie dlatego wiosną 2024 roku weszli ponownie na obszar Charkowszczyzny, ten sam manewr planowali powtórzyć na Sumszczyźnie. Ukraińcy ich ubiegli i zbudowali własny bufor.

Obecnie sytuacja wróciła do stanu sprzed 6 sierpnia 2024 roku. Zasadniczo obie armie stoją u siebie, jednak to ukraińska strona – mocniej zurbanizowana i liczniej zamieszkała – jest bardziej narażona. Z tej perspektywy patrząc, operacja kurska ZSU okazała się jedynie chwilowym sukcesem, finalnie zaś przyniosła niepowodzenie.

—–

Logika wojskowa to jedno, ale za decyzją o wyprawie na Kursk stała też kalkulacja polityczna. „Nie potrzebujemy tej ziemi. Nie chcemy tam wprowadzać naszego stylu życia”, zapewniał Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji NBC. Te słowa padły w połowie sierpnia 2024 roku, kilka dni po rozpoczęciu ukraińskiej ofensywy. Z dalszej części wypowiedzi prezydenta Ukrainy wprost wynikało, że Kijów planuje utrzymać okupowane obszary bezterminowo – miały być kartą przetargową w przyszłych negocjacjach z Moskwą.

Optymistycznie rzecz ujmując, pod koniec marca 2025 roku jesteśmy u progu rozmów pokojowych, a kwestia kurska już spadła z agendy. Ukraińcy „nie dowieźli” zdobyczy do momentu, w którym stałyby się one przedmiotem negocjacji. Nie będzie więc wymiany „ziemia za ziemię”, na którą liczono w Kijowie, co należy uznać za ukraińską porażkę.

Warto zastanowić się, dlaczego do niej doszło.

Szukając odpowiedzi musimy zwrócić uwagę na samoograniczający się charakter ukraińskiej kontrofensywy. Tak naprawdę operacja kurska jednorazowo angażowała nie więcej niż 15 tys. ludzi. Problem w tym, że liczniejszego kontyngentu dowództwo ZSU delegować nie mogło – uniemożliwiała to skala wyzwań związanych z operacją obronną na rdzennie ukraińskim terytorium. I tak błędne koło się domykało. Pod kontrolą Ukraińców znalazło się nieco ponad 1000 km kw. terenu – to tyle, ile wynosi powierzchnia przeciętnego powiatu w Polsce. Do odbicia tego terenu rosjanie zmobilizowali niepoporcjowanie duży potencjał – w chwili największego zaangażowania liczącą ponad 60 tys. ludzi armię. Obrazowo rzecz ujmując, zadeptali niewielkie boisko mrowiem swoich stóp. Miejsca dla innych nie starczyło…

—–

Ale właśnie – owo mrowie, ta skala rosyjskiej mobilizacji – każą powstrzymać się od jednoznacznie negatywnej oceny operacji kurskiej. O czym piszę w tekście opublikowanym w portalu TVP.Info – oto link do tego materiału.

—–

Szanowni, moje teksty dotyczące Ukrainy powstają także dzięki Wam. Dziękuję i proszę o kolejne „kawy” i subskrypcje.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Strzał z działa bezodrzutowego, zdjęcie ilustracyjne/fot. SzG ZSU

Dyplomatołki

Wczoraj w saudyjskim Rijadzie odbyły się rozmowy amerykańsko-ukraińskie, gdy piszę te słowa trwa jeszcze spotkanie amerykańsko-rosyjskie. Gdy piszę te słowa trwa również wydobywanie spod gruzów osób zasypanych w budynkach mieszkalnych po rosyjskim ataku rakietowym na Sumy. Jak na razie mowa jest o 74 rannych, pośród nich doliczono się trzynaściorga dzieci.

Ten atak w pełni obnaża efektywność działań amerykańskiej dyplomacji, której przedstawiciele robią wszystko, by zasłużyć na określenie „dyplomatołki”. Wciąż słyszymy o postępach i nadchodzących przełomach, a faktycznie widzimy, że rosja ani myśli kończyć wojnę i zaprzestać swoich terrorystycznych praktyk.

No ale ważne że putin pomodlił się za zdrowie trumpa, gdy tego ostatniego drasnęła w ucho kula zamachowca…

No więc spotkały się ekipy w Rijadzie, ale przy amerykańskiej niemocy trudno spodziewać się przełomowych decyzji w najbliższym czasie. Jak to ujął w wywiadzie dla „Jedyni Novyny” prezydent Czech Petr Pavel: „Zatrzymanie trwającego od trzech lat konfliktu nie jest łatwe, zwłaszcza gdy nie będzie wystarczającej woli ze strony kraju, który tę wojnę rozpoczął – rosji”.

Dla porządku dodajmy, że czeski polityk w ubiegłym tygodniu gościł w Kijowie.

Równie sceptyczny pozostaje – cóż za zaskoczenie… – dmitrij pieskow. Sekretarz prasowy putina zrzuca przy tym winę na Ukraińców. Dziś rano, w wypowiedzi dla rodzimych mediów, skarżył się na ukraińskie ostrzały rosyjskiej infrastruktury energetycznej, twierdząc, że rosja swoje wstrzymała – co jest nieprawdą. Zdaniem pieskowa, jeśli taka sytuacja się utrzyma, „będzie to powód dla kolejnej rozmowy putina z trumpem”.

Ta zapowiedź rzuca światło na rosyjską strategię negocjacyjną, w ramach której Moskwa zamierza pokazywać Ukrainę w jak najgorszym świetle, licząc na „dyscyplinujące” posunięcia trumpa. Kluczowe w tym ujęciu jest pytanie – komu zaufa prezydent USA?

—–

Tymczasem ukraińskie siły zbrojne wykonały w ostatnich dniach kilka zakończonych powodzeniem misji. Wymieńmy kilka z nich.

Sześć dni temu drony zaatakowały paliwowy terminal przeładunkowy „Kaukaz”, położony w kraju krasnodarskim. Pożaru nie ugaszono do dziś i nie ma na to szansy – strażacy czekają, aż obiekt się wypali. Terminal powstał kilka lat temu, kosztował rosję 350 mln dol.

Przed weekendem pisałem o ataku na bazę sił strategicznych Engels – zdjęcia satelitarne potwierdziły, że tamtejszy skład amunicji (a w nim spora liczba rakiet Ch-101) poszedł łaskawie z dymem.

Podobny los stał się udziałem systemów obrony powietrznej na Krymie. W niedzielę zniszczono tam kilka wyrzutni i radarów, co zapewne jest wstępem do kolejnego uderzenia, tym razem na chronione przez OPL obiekty? Jakie? Nie mam pojęcia. Faktem jest, że Krym zszedł w ostatnich miesiącach z tapetu – po tym, jak rosyjska flota czarnomorska w większości dała nogę z Sewastopola. Nie wróciła, więc może chodzić o jakieś obiekty logistyczne; półwysep nadal pełni istotną rolę jako bliskie zaplecze teatru działań wojennych.

Idźmy dalej. Solidne źródła donoszą o udanym ataku przy użyciu ATACMS-ów. Ukraińcy porazili lotnisko w obwodzie biełgorodzkim, niszcząc cztery śmigłowce – dwa szturmowe Ka-52 i dwa transportowe Mi-8. Pochodzące z USA rakiety – tym razem „zwykłe” Himarsy, ale z głowicami kasetowymi – dosięgły też trzy armatohaubice M-1978 Koksan. To bardzo niebezpieczna północnokoreańska broń o dużym kalibrze (170 mm) i dalekiej donośności (nawet do 60 km; żadna rosyjska armata tak daleko nie strzela).

I na koniec „wisienka na torcie” – w weekend, po 30 godzinach walki, w trakcie której „zmielono” dwa rosyjskie pułki, ZSU odbiły miejscowość Nadija. Znajduje się ona w obwodzie ługańskim, do tej pory w całości zajętym przez rosjan. Ci teraz obawiają się – sądząc po trwożliwych zapowiedziach mil-blogerów – że operacja na ługańszczyźnie to zapowiedź większych ofensywnych działań Kijowa.

Nie wiem, czy do nich dojdzie, ale wiem, że język siły i faktów dokonanych jest jedynym narzędziem komunikacji, które rozumieją rosjanie. Ukraińskie wojsko, w przeciwieństwie do amerykańskich „dyplomatołków”, nie próżnuje, co w obecnej sytuacji można uznać za powód do optymizmu.

—–

Szanowni, moje teksty dotyczące Ukrainy powstają także dzięki Waszemu wsparciu. Kilkudniowa awaria platformy patronackiej – do której doszło w minionym tygodniu – sprawiła, że tego wsparcia jest ostatnio mniej. Damy radę nadrobić?

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa – zapraszam Was do sklepu Patronite, gdzie możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę (wkrótce uzupełnioną o wyprzedane pozycje) znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Ukraińska artyleria podczas strzelań szkolnych, zdjęcie ilustracyjne/fot. SzG ZSU

Sterydy

„Nic się nie stało, rosjanie nic się nie stało!” – pozwólcie, że sparafrazuję popularną przyśpiewkę, z zastrzeżeniem, że „nie tykam” jej oryginalnego drwiąco-gorzkiego przesłania. Czemu ów cytat ma służyć? Ano dobrze oddaje ducha narracji, w jaką weszła kremlowska propaganda w odniesieniu do wydarzeń w obwodzie kurskim.

Od kilku dni rosjanie są oswajani z faktem, że Ukraińcy okupują fragment terytorium federacji. Przekonuje się ich, że w gruncie rzeczy nic istotnego się nie wydarzyło. Owszem, 200 tys. ludzi musiało uciekać z domów, przeciwnik zajął ponad 1200 km kw. naszej ziemi i kontroluje setkę naszych miejscowości. Ale miejcie świadomość, bracia rosjanie, że putin czuwa, że już szykuje rekonkwistę, w wyniku której z wroga nie ostanie się marny pył. Armia dostała rozkaz, by do końca września uporać się z problemem – wyrzucić Ukraińców z naszej świętej ziemi. Dzielni żołnierze rosji walczą dniem i nocą, zadając przeciwnikowi potężne straty. Kolejne odwody są w drodze. A tak w ogóle to lada moment odniesiemy historyczne zwycięstwo w Donieckiej Republice Ludowej – wyzwolimy Pokrowsk i pomaszerujemy na Kramatorsk i Słowiańsk. Więc jeszcze raz: „nic się nie stało, rosjanie nic się nie stało!”

—–

To przekaz do wewnątrz; na zewnątrz mamy do czynienia z kolejnymi próbami dyskredytacji wysiłków ZSU podejmowanych na kierunku kurskim. Pojawia się sporo wątków dezinformujących, wybrałem przykład dla mnie najciekawszy, pozornie noszący znamiona konstruktywnej krytyki. I tak Ukraińcy „nie dość, że zużywają szczupłe zapasy i rezerwy, to jeszcze rozciągają linię frontu”, co oznacza, że „na dłuższą metę zabraknie im sił, by obsadzić pozycje obronne”.

Cóż… Nie znam aktualnego przebiegu frontu/linii rozgraniczenia w obwodzie kurskim. W oparciu o dane sprzed 2-3 dni mogę pokusić się o stwierdzenie, że linia styku wojsk (czy precyzyjniej, terenów znajdujących się pod kontrolą obu armii) nie zwiększyła się w stosunku do długości linii granicznej sprzed 6 sierpnia. Ba, były momenty, że się skróciła – i zapewne do takiego stanu rzeczy będzie dążyć ukraińskie dowództwo. W czym pomocny może okazać się fakt, że „oryginalna” granica „meandrowała”, miała skomplikowany przebieg.

W tym kontekście nie ma więc żadnego minusa, jest za to ogromny plus w postaci przeniesienia działań wojennych na terytorium wroga. Nie bez znaczenia jest utworzenie „kordonu sanitarnego”: odepchnięcia rosjan od rdzennych ukraińskich ziem, odebranie im możliwości rażenia ogniem artyleryjskim Sumów – miasta i okolicznych wsi. Wczoraj, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski odwiedził region sumski, przedstawiciel lokalnych władz poinformował go o ogromnym spadku liczby rosyjskich ostrzałów. Co więcej, dotychczasowa granica między ukraińskim obwodem sumskim a rosyjskim kurskim, w większości miała „umowny” charakter, nie wyznaczały jej naturalne przeszkody. ZSU w wielu miejscach doszły do rzeki Sejm, czemu prawdopodobnie towarzyszy zamysł oparcia linii obronnych właśnie o rzekę (o czym pisałem kilka dni temu). Sejm szeroki nie jest, ale płynie przez dolinę pełną starorzeczy; trudną do pokonania przez wojskowe pojazdy. Taka linia rozgraniczenia to coś znaczenie lepszego niż granica biegnąca środkiem pola.

—–

Co zaś się tyczy zasobów – nie zapominajmy, jak w gruncie rzeczy niewielka jest skala kurskiej operacji ZSU. Angażuje ona kilkanaście tysięcy ludzi, kilka procent potencjału ukraińskiej armii. Nie ma zatem mowy o żadnym trwonieniu, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę nieproporcjonalnie wielki efekt działań. Król okazał się nagi – Ukraińcy weszli jak w masło, Kreml nie był i nie jest w stanie podjąć działań, które pozwoliłyby na natychmiastowe wyparcie przeciwnika. „Wielka” rosja szykuje się do długotrwałej wojny na własnym terytorium, mobilizując do tego znaczne siły, których ostatecznie zabraknie jej gdzie indziej. Operacja kurska ujawniła fasadowość rosyjskiej państwowości w przygranicznych rejonach kraju. Administracja uciekła, mieszkańcy nie podjęli żadnych prób obywatelskiego oporu. Jak to ujął jeden z mieszkańców Sudży: „wszyscy mieli gdzieś, czy będzie tu rosja czy nie”. Widzieliśmy już tę bierność rosjan – cywilów i przedstawicieli służb – podczas puczu prigożyna.

A są przecież inne objawy kryzysu tożsamościowo-ideowego, toczącego rosyjskie społeczeństwo. Strategia rekrutacyjna tamtejszego MON oparta jest o zachęty finansowe – gotowi jechać na wojnę do Ukrainy otrzymują ogromne jak na rosyjskie standardy pieniądze. Innych chętnych brak, mimo iż w mediach i na ulicach prowadzona jest zakrojona na szeroką skalę akcja odwołująca się do wartości patriotycznych i propaństwowych. Potencjalny rosyjski rekrut deklaratywnie wspiera politykę państwa, lecz ani myśli nadstawiać za nią głowy. Z ideologiczną pustką mierzył się już ZSRR, putin pragnął tę pustkę wypełnić nacjonalistyczno-religijno-imperialnym żarem – jak widać z mizernym efektem.

O czym piszę żałując, że asekuranctwo Zachodu – przejawiające się ograniczonym wsparciem zbrojnym dla Ukrainy – uniemożliwia ZSU przeprowadzenie „operacji kurskiej na sterydach”. Prowadzonej większymi siłami, na rozleglejszym obszarze, bez żadnych ograniczeń jeśli idzie o wykorzystanie dostarczonego Ukraińcom sprzętu. Dla gnijącego państwa z biernym społeczeństwem zapewne byłby to nokautujący cios, skutkujący kaskadowym zawaleniem się putinowskiego reżimu.

—–

Dziękuję za lekturę! Jeśli tekst Wam się spodobał, udostępniajcie go proszę. Zachęcam też do wspierania mojego raportu – piszę bowiem głównie dzięki Waszym subskrypcjom i „kawom”. Stosowne przyciski znajdziecie poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają moje materiały, także książki.

A skoro o nich mowa – gdybyście chcieli nabyć egzemplarze „Zabić Ukrainę. Alfabet rosyjskiej agresji” oraz „Międzyrzecze. Cena przetrwania” z autografem i pozdrowieniami, wystarczy kliknąć w ten link.

Nz. Zdjęcie ilustracyjne, świetna alegoria rosyjskiej państwowości. U nas, w dyskursie publicznym, zwykło się mówić o „kartonie” (czasem o „gównie i patykach”) – tu mamy gumę…/fot. anonimowe źródło rosyjskie