Ultimatum?

Wstrzymanie działań wojennych na tak długim odcinku frontu, jak w Ukrainie, przy takiej masie zaangażowanego wojska, to kwestia co najmniej kilku godzin. Może kilkunastu, jeśli przeciwnik prowadzi działania rozpoznawczo-dywersyjne i musi wycofać żołnierzy i sprzęt zza tyłów wroga.

Wycofanie się armii okupacyjnej z obszaru wielkości jednej trzeciej Polski to wyzwanie na co najmniej kilkanaście dni. Miesiąc, żeby nie robić tego w zbytnim pośpiechu. No ale o takiej opcji nie ma mowy; rosjanie niczego, co zagarnęli, dobrowolnie nie oddadzą.

Wstrzymanie działań wojennych i jednoczesne zabezpieczenie najświeższych, najdalej wysuniętych zdobyczy – stworzenie buforu o szerokości kilku-kilkunastu kilometrów – to zadanie inżynieryjne na miesiąc, może nieco dłużej (mowa oczywiście o „bazowym” przygotowaniu terenu).

Co mam na myśli? Ano to, że 50 dni, jakie dał putinowi trump – by ten pierwszy się ogarnął i usiadł do rozmów pokojowych – to bardzo hojna oferta. Amerykanie mogli postawić rosjanom znacznie krótsze ultimatum. Dajmy na to miesięczne. Ale nawet te 50 dni od biedy można uznać za ultimatum właśnie, a nie wybieg, który ma pozorować presję, de facto będąc ucieczką od podjęcia twardej decyzji. Wierzyłbym, że tak nie jest (że to nie wybieg), gdyby Moskwie groził inny prezydent USA. Biden, Obama, Bush junior – ale nie trump. Bo trump już nie raz udowodnił, że zmienia zdanie z dnia na dzień. Że jest niekonsekwentny, nieracjonalny, niewiarygodny. Dziś obiecuje roSSji „piekielny odwet”, jutro może zmienić zdanie. Jestem więc bardzo sceptyczny po poniedziałkowych deklaracjach trumpa i rozczarowany tym jego brakiem zdecydowania, radykalności, twardej ręki.

No ale może za 50 dni rzeczywiście zrobi ruSSkim jesień średniowiecza.

Sami rosjanie zaś odetchnęli z ulgą. Giełda w Moskwie bardzo bała się amerykańskich retorsji ekonomicznych, które jeszcze przedwczoraj, jako nieuchronne, zapowiadał trump. A wczoraj moskiewski parkiet dostał 50 dni wakacji – i notowania gwałtownie skoczyły. „Hulaj dusza, piekła nie ma, jeszcze nas nie dojadą’.

Wojsko też wypuściło kolejną partię dronów, które – gdy piszę te słowa – właśnie zmierzają nad Ukrainę.

To znamienne reakcje, pokazujące, jak rosjanie traktują propozycje ugody. Dla nich są one przejawem słabości, a słabość prowokuje ich do agresji. Jest bowiem roSSja lujem, z którym nie ma sensu dyskutować. „Kolego, możemy byśmy to jednak załatwili jakoś polubownie?” – to nie jest właściwy komunikat do moskali. Ich trzeba od razu walić w ryj.

I nie piszcie mi, że to niebezpieczne, bo roSSja jest wielka i ma atomówki. W Ukrainie jakoś niespecjalnie się tym przejmują…

—–

Szanowni, gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Pogarda

Przyroda – za sprawą drzemiących w niej sił – jawi się jako potężny, niemal upodmiotowiony byt, do którego wojskowi planiści winni podchodzić z należnym respektem. Takie postrzeganie spraw jest ze wszech miar zasadne, co nie zmienia faktu, że ów „olbrzym” ma również kruche oblicze.

W potocznym wyobrażeniu wojna to śmierć i cierpienie ludzi, w wymiarze materialnej destrukcji na pierwszy plan wysuwają się straty w infrastrukturze mieszkalnej i przemysłowej. Często umyka nam fakt, że na wojnie giną również zwierzęta, zabijane intencjonalnie bądź umierające z powodu niekorzystnych warunków wygenerowanych przez wojującego człowieka. Jeszcze mniej uwagi poświęca się wpływowi działań zbrojnych na szeroko rozumianą florę, zwłaszcza w dłuższej, powojennej już perspektywie.

Na obszarze Ukrainy żyje ponad 70 tys. gatunków flory i fauny, co stanowi ponad 35% różnorodności biologicznej Europy. Kraj – z jego ogromnym areałem urodzajnego czarnoziemu – był do czasu inwazji jednym ze światowych liderów w produkcji i eksporcie zboża. Wojna, którą do Ukrainy przynieśli rosjanie, przełożyła się na zatrważającą statystykę. Sumarycznie – do końca 2022 roku – aż 174 tys. km kw. ziemi zostało „skażonych” minami i niewybuchami. Później – na skutek braku poważnych rosyjskich postępów – obszar ten tylko nieznacznie urósł i z grubsza odpowiada wielkości Kambodży i ponad połowie powierzchni Polski.

Do połowy 2024 roku przez wojnę ucierpiało ponad 3 mln ha lasów, co stanowi blisko jedną trzecią zasobów leśnych państwa. Zniszczono unikatowe parki naturalne, przerzedzono pogłowie zwierząt hodowlanych. Tylko w pierwszym roku zmagań padła jedna czwarta z ponad 3,5 mln sztuk bydła i 5,7 mln sztuk trzody chlewnej. Niepoliczalne są straty pośród zwierząt domowych – kotów i psów. Część z nich została ewakuowana z zagrożonych rejonów wraz z właścicielami, ale większość pozostała w strefie wojny.

– W czerwcu 2025 roku Ministerstwo Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych Ukrainy oszacowało, że straty środowiskowe, wynikające z rosyjskiej inwazji, sięgnęły 85 mld euro – mówi dr Jakub Olchowski z Instytutu Europy Środkowej, adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. To równowartość ponad 360 mld zł, a musimy pamiętać że oszacowanie całkowitych szkód ekologicznych wyrządzonych Ukrainie będzie możliwe dopiero wtedy, gdy wojna się skończy. Zaś proces odradzania się przyrody potrwa co najmniej 15 lat.

– Wielkoskalowe działania wojenne ery przemysłowej nieuchronnie prowadzą do degradacji środowiska naturalnego – zwraca uwagę dr Olchowski. – Ale rosja dopuszcza się niszczenia środowiska naturalnego także z premedytacją, w ramach wojny totalnej. Celem jest złamanie morale obrońców, czemu oczywiście służą ataki na infrastrukturę cywilną, ale też ataki na pola uprawne i lasy (podpalanie, ostrzał artyleryjski, minowanie) czy generowanie zagrożeń ekologicznych (jak zniszczenie tamy Kachowskiej Elektrowni Wodnej). Te działania nie tylko prowadzą do katastrof humanitarnych i uderzają w dobrostan ludności (a zatem i w psychikę), ale i w gospodarkę Ukrainy, dla której rolnictwo jest jednym z kluczowych działów gospodarki narodowej.

Czy ktoś za to zapłaci? W międzynarodowym środowisku prawniczym już od wielu lat toczy się dyskusja na temat konieczności penalizacji ekobójstwa. Sformułowanie to – odnoszące się do ciężkich zbrodni przeciw ekosystemom i środowisku naturalnemu – po raz pierwszy publicznie zostało użyte przez szwedzkiego premiera Olofa Palmego na konferencji sztokholmskiej Organizacji Narodów Zjednoczonych w 1972 roku.

– Temat wrócił w 1991 roku, gdy żołnierze Saddama Husajna podpalili kuwejckie szyby naftowe, a w najnowszej odsłonie w 2023 roku, po tym, jak rosjanie wysadzili tamę w Nowej Kachowce – mówi dr Piotr Łubiński z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. – W tym ostatnim przypadku skażeniu uległy setki tysięcy hektarów najżyźniejszych ukraińskich gleb. Fala powodziowa przeszła przez cmentarze, zanieczyściła ujęcia wody pitnej ściekami komunalnymi, martwymi zwierzętami, elementami domów i ich wyposażenia, a także olejem silnikowym, który wyciekł z bloków zniszczonej elektrowni – wylicza specjalista w zakresie międzynarodowego prawa humanitarnego.

Zwolennicy penalizacji ekobójstwa postulują, by kwalifikować je jako zbrodnię objętą jurysdykcją Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). Ten może ścigać tylko za cztery przestępstwa: ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne i agresję (na inne państwo). Zdaniem dr Łubińskiego, dziś istnieją niewielkie szanse na ponadpaństwowy kompromis, który pozwoliłby na zmiany na przykład konwencji genewskich lub statutu MTK.

– Ale Ukraina może ścigać sprawców na podstawie własnego prawa krajowego – dodaje specjalista.

Jak wylicza dr Jakub Olchowski, do tej pory rosjanie dopuścili się około 8000 przestępstw przeciwko środowisku – tyle spraw karnych zarejestrował ukraiński wymiar sprawiedliwości. Oznacza to, że od początku pełnoskalowej inwazji dochodzi średnio do siedmiu przestępstw dziennie.

– Celowe niszczenie zasobów naturalnych Ukrainy ma także podłoże kulturowe – podkreśla Olchowski. – W rosji przyroda nie jest wartością godną ochrony. Podobnie jak ludzkie życie – konkluduje.

Trudno się z nim nie zgodzić. Intencjonalne palenie lasów i zamieszkującej ich zwierzyny oraz posyłanie własnych żołnierzy do ciągłych „mięsnych szturmów”, to dwa oblicza tego samego zjawiska. Awers i rewers tej samej pogardy dla natury…

—–

Pełną wersję tego tekstu – oraz inne moje materiały – znajdziecie w miesięczniku „Polska Zbrojna” (skąd pochodzi również załączona grafika). Zachęcam do wizyt w salonikach prasowy lub do zakupu elektronicznej wersji magazynu (na stronie wydawcy).

A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Drono-eskalacja

Ataki rosjan na Ukrainę z jednoczesnym użyciem kilkuset dronów zdarzają się już niemal dzień po dniu. 8 lipca rosyjscy najeźdźcy wypuścili ich ponad 700 – i był to specyficzny rekord tej wojny.

Średnia z ostatnich uderzeń to ponad 400 dronów. Jeszcze wiosną tego roku rosjanie byli w stanie rzucać do pojedynczego nalotu 100-150 maszyn. W ubiegłym roku 400 aparatów odpowiadało miesięcznemu zużyciu – w napadach powietrznych z tamtego okresu, powtarzanych co dwa-trzy dni, brało udział po 20-40 bezpilotowców. Mamy więc do czynienia z ewidentną eskalacją działań, za którym stoi drastyczny wzrost rosyjskich możliwości produkcji i pozyskiwania dronów. Nie bez powodu piszę o „pozyskiwaniu”, bowiem nie ma jasności, na ile realnie rosjanie rozbudowali własne linie produkcyjne. Faktem jest – raportują to ukraińskie służby – że coraz więcej wraków i niedolotów odnajdywanych na terenie Ukrainy, ma cechy wskazujące na to, że zostały stworzone w Chinach. Możliwe, że ostateczny montaż następuje w rosji, niemniej w takim scenariuszu to uruchomione przez Chińczyków moce produkcyjne stoją za intensyfikacją nalotów.

Problem Ukrainy jest o tyle większy, że rosyjska eskalacja ma poza terrorystycznym także ściśle wojskowy wymiar. Ukraińcy (z oczywistych powodów) i media skupiają się na uderzeniach w cywilne obiekty; faktem jest, że stanowią one większość porażonych przez rosjan celów. Ale równie prawdziwe są doniesienia o udanych rosyjskich atakach w ukraińskie zaplecze produkcyjne i magazynowe. Od co najmniej kilku tygodni rosjanie – z niespotykaną dla nich precyzją i systematycznością – niszczą kolejne ukraińskie zakłady, w których wytwarzana jest i remontowana broń i amunicja. Ze szczególną zaciekłością skupiając się na fabrykach (właściwie manufakturach) dronów oraz miejscach, gdzie wytwarzane są komponenty dla rakiet. Dalsze osłabienie ukraińskiego „parasola” z pewnością im w tym pomoże. Stąd też m.in. masowość ataków, często pozornie tylko chaotyczna, de facto czyniona z zamiarem przesaturowania ukraińskiej OPL (jej zużycia i wystrzelania się).

Dlatego w nalotach wykorzystywanych jest mnóstwo wabików – nieuzbrojonych dronów, które mają „robić tłum”, angażować uwagę i środki ukraińskiej OPL. W atakach z ostatnich dni stanowią one co najmniej połowę bezzałogowców. Skąd to wiemy? To maszyny jednorazowego użytku, one nie wracają do rosji, tylko spadają w Ukrainie po wyczerpaniu zapasu paliwa. No i niektóre z nich spełniają do końca swoją rolę – mam tu na myśli wraki uprzednio zestrzelonych (a więc wziętych za wartościowy cel) maszyn. Warto o tym pamiętać, gdy mówimy o drastycznym skoku możliwości rosjan. Ilościowo owszem, jest on imponujący, jakościowo już znacznie mniej, skoro „tylko” połowa dronów to naprawdę niebezpieczne szahedy.

Pozostając jeszcze na gruncie statystyki – drony wywołują szkody, jednak mają istotne ograniczenia związane z niską prędkością i wagą. Łatwo je zestrzelić i nie przeniosą zbyt dużej głowicy. Największe spustoszenia czynią rakiety i pociski manewrujące – a tych rosjanie wystrzeliwują ostatnio znacznie mniej. Zwykle po kilkanaście sztuk, z których większość to pociski balistyczne, odpalane z wyrzutni naziemnych, przede wszystkim koszmarnie niecelne północnokoreańskie odpowiedniki iskanderów. Co z lotniczymi pociskami manewrującymi? Po 1 czerwca rosjanie podnoszą do ataków na Ukrainę po 3-4 bombowce strategiczne – więcej nie są w stanie. To pokłosie ukraińskiej operacji „Pajęczyna”, która znacząco przerzedziła lotniczą część nuklearnej triady rosji.

—–

Gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Obszerniejszą wersję tego tekstu opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto aktywne przekierowanie.

Nz. Poważnie uszkodzony po wybuchu drona budynek mieszkalny w Kijowie/fot. DSNS

Ostrożność

Kilkanaście dni temu rozmawiałem z dowódcą nowo formowanej 1 Dywizji Piechoty Legionów, gen. Norbertem Iwanowskim. Cały wywiad (oraz wybrane fragmenty wideo) znajdziecie w „Polsce Zbrojnej” pod tym linkiem. Na potrzeby tego wpisu i mojego ukraińskiego raportu (do wsparcia którego nieodmiennie zachęcam) wybrałem fragment dotyczący wniosków, jakie nasza armia wywodzi z wojny w Ukrainie. W tym konkretnym przypadku chodzi o drony.

Dodam, że percepcja gen. Iwanowskiego jest powszechna pośród kadry dowódczej WP. Moim zdaniem całkiem słusznie, wszak nie wolno nam ulegać myśleniu tunelowemu i zakładać, że drony to Wunderwaffe XXI wieku, które „załatwią wszystko”.

Ale do rzeczy:

„(…)

A czy doświadczenia płynące z wojny w Ukrainie, przede wszystkim tzw. dronizacja pola walki, zmieniły coś w koncepcji formowania dywizji?

Analizujemy wnioski z wojny w Ukrainie, a niektóre rozwiązania wprowadzamy do procesu szkoleniowego. Ale w mojej ocenie powinniśmy być ostrożni. Natura wojny jest zmienna. Zmieniać się może obszar prowadzenia działań bojowych, użyte uzbrojenie czy technika działań. Przecież inny konflikt w Ukrainie widzieliśmy w 2014 roku, inną wojnę w 2022 roku. Niemal z miesiąca na miesiąc zmieniają się taktyka, technika i procedury. To oczywiście antidotum na działanie przeciwnika, a każda akcja rodzi reakcję. W efekcie nie wiemy, co pokaże przyszłość. Czy pójdziemy w stronę robotyki? A może znów najważniejsze będą kompetencje człowieka? W Donbasie obie strony okopały się i ukryły za polami minowymi. Front stoi, choć oczywiście pojawiają się rajdy i dochodzi do przebicia się przez siły wroga. Wydaje się, że kluczową zdolnością jest przetrwanie, siła fizyczna i odporność psychiczna.

Dlatego rosjanie próbują atakować społeczeństwo…

Usiłują wywołać poczucie zagrożenia, paniki i braku nadziei na przetrwanie. Liczą, że wyczerpane wojną społeczeństwo coraz bardziej będzie wpływało na decyzje polityczne dotyczące zakończenia wojny, oczywiście na zasadach rosyjskich. Cóż, rosjanie tacy są… Co do dronów, musimy budować własne zdolności w tym zakresie, na poziomie taktycznym od najniższych szczebli dowodzenia i operacyjnym, zarówno w domenie rozpoznania, jak i rażenia. Ale musimy też być czujni i efektywnie prowadzić rozpoznanie oraz wskazywać cele do oddziaływania kinetycznego i niekinetycznego. Proszę zwrócić uwagę na kwestie maskowania operacyjnego. rosyjska maskirowka jest tak bardzo wiarygodna, że sztuczne oko nie zawsze prawidłowo oceni, czy cel jest faktyczny, czy pozorny. Rzetelnej oceny dokonać może jedynie człowiek, z wykorzystaniem na przykład minidronów – co uwydatnia znaczenie oddziałów specjalnych, rozpoznania, operujących na tyłach przeciwnika. W kontekście przyszłej wojny musimy zadbać o to, by zdolności w zakresie wykorzystania dronów były rozwijane oraz by nie marnować potencjału na obiekty czy cele pozorne (…)”.

—–

No więc gdybyście chcieli wesprzeć mnie w dalszym pisaniu, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

To dzięki Wam powstają także moje książki!

A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Embargo

Stany Zjednoczone wstrzymały dostawy uzbrojenia dla ukraińskiej armii. Na Wschód nie trafią m.in. kluczowe dla zachowania skuteczności obrony przeciwlotniczej pociski do systemów Patriot. W nocy z 3 na 4 lipca, jak na zawołanie, ruskie zaatakowały ukraińskie miasta – przede wszystkim Kijów – przy użyciu ponad 500 dronów i rakiet…

Poza pociskami przechwytującymi PAC-3 wystrzeliwanymi przez wyrzutnie Patriot, USA przestały wysyłać Ukrainie amunicję do systemów Himars i M270 MLRS, w tym bardzo precyzyjne rakiety GMLRS. Na liście zastrzeżonych rodzajów uzbrojenia znalazły się 155 mm pociski artyleryjskie, przenośne zestawy obrony powietrznej Stinger, pociski powietrze-powietrze AIM-7 Sparrow oraz rakiety Hellfire. Zakaz obejmuje również pociski AIM-9M Sidewinder, które w pierwotnej konfiguracji wykorzystywane są przez ukraińskie F-16, a w przerobionej wersji służą jako amunicja OPL.

—–

Jak tłumaczą Amerykanie, wstrzymanie dostaw dla Kijowa ma na celu ochronę dramatycznie kurczących się zapasów. Jak długo potrwa? Część urzędników administracji trumpa sugeruje, że embargo ma obowiązywać przez kilka miesięcy, do czasu uzupełnienia magazynów. Tak czy inaczej, decyzja o wstrzymaniu pomocy nastąpiła w czasie, gdy rosjanie wystrzeliwują rekordowe ilości dronów i rakiet, gdy armia rosyjska naciska na północny w rejonie Sum i cały czas próbuje napierać w Donbasie. W obu ostatnich przypadkach ponosząc koszmarne straty, ale zarazem absorbując i zużywając ograniczone zasoby Ukraińców. Z tej perspektywy patrząc, wstrzymanie dostaw jawi się niczym cios nożem w plecy.

Z drugiej strony nie wolno zapominać, że pełnoskalowa wojna w Ukrainie trwa już trzy i pół roku. W tym czasie Waszyngton przekazał Kijowowi sprzęt i amunicję wartą dziesiątki miliardów dolarów, jednocześnie zaopatrując Izrael w jego wojnie z Hamasem, Hezbollahem, a ostatnio Iranem. Przy tych obciążeniach USA zaangażowały się jeszcze w uderzenia na Huti w Jemenie. A zapasy nie są z gumy. Jak pisze branżowy portal War Zone: „Chroniczne ignorowanie wymagań dotyczących zapasów, bardzo ograniczone moce produkcyjne, których szybkie zwiększenie jest trudne, oraz unikalna natura wielu komponentów wchodzących w skład zaawansowanej broni oznaczają, że uzupełnienie amerykańskich składów amunicji zajmie trochę czasu”. Co gorsza, nie ma już planu B, bo starsze systemy, dotąd trzymane w głębokiej rezerwie, już zostały przekazane.

Rozwiązaniem jest rozbudowa bazy produkcyjnej, co Amerykanie robią, ale… Po pierwsze, nie dzieje się to dostatecznie szybko, po drugie, jest jeszcze kwestia woli politycznej w zakresie dalszej pomocy dla Ukrainy. Najoględniej rzecz ujmując, obecny prezydent USA jest tu sceptykiem. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że jakkolwiek prawdziwe, problemy Amerykanów z własnymi zapasami są dla trumpa wygodnym pretekstem. „Nie dam, bo nie mam”, mówi, licząc, że trudna sytuacja zmusi Ukraińców do zawarcia pokoju za wszelką cenę. A jak wiemy, 47. prezydent USA chce mieć pokojowy „deal”, koszty ponoszone przez innych nie mają dla niego znaczenia.

—–

Ci inni, Ukraińcy, do tej pory wykazywali się wielką determinacją – czy w obliczu kolejnego wyzwania jej wystarczy? rosjanie będą dążyć do scenariusza, w którym ukraińska OPL nie zdoła już, jak do tej pory, niszczyć większości dronów i rakiet. Ba, w którymś momencie po prostu się wystrzela, odsłaniając „miękkie podbrzusze” Ukrainy: miasta, ale i obiekty o znaczeniu strategicznym, związane z podtrzymywaniem wysiłku wojennego, w tym własne zaplecze produkcyjne. To ryzyko pierwsze, związane z brakiem amerykańskiego uzbrojenia. Drugie wynika z niedostatku precyzyjnej amunicji artyleryjsko-rakietowej. GMLRS-y dają Ukrainie możliwość przeprowadzania szybkich, precyzyjnych uderzeń na głębokość 70-80 km. Ukraińcy używają wyrzutni Himars i M270 MLRS do chirurgicznego niszczenia stanowisk obrony powietrznej, artylerii, miejsc koncentracji, mostów czy węzłów dowodzenia. Znacząco komplikuje to bieżące działanie armii rosyjskiej, która bez takich „potykaczy” będzie bardziej efektywna.

Lecz warto podkreślić, że amerykańskie embargo będzie też miało negatywny wpływ na rosjan. Ukraińcy muszą teraz z jeszcze większym nasileniem atakować miejsca, w których wytwarzane są rosyjskie środki napadu powietrznego – by niwelować przynajmniej część nadchodzących skutków osłabienia ich własnej obrony przeciwlotniczej. Z dużym prawdopodobieństwem można też przyjąć, że w odpowiedzi na dotkliwe rosyjskie ciosy, sami wyprowadzą uderzenia na terenie rosji; oni również dysponują rakietami i dronami, nie da się wykluczyć kolejnych operacji typowo dywersyjnych.

Wszak postawieni pod ścianą niekoniecznie się poddają…

PS. Wczoraj trump chyba zmienił zdanie – i zamierza wznowić dostawy. Na razie to deklaracje, do których trudno się przywiązywać; faktem jest, że sprzęt na Wschód „nie idzie”.

—–

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Czytelnikowi o nicku Zajcef Fizzlewick, Arkadiuszowi Halickiemu, Piotrowi Maćkowiakowi, Bartoszowi Wojciechowskiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi, Marcinowi Łyszkiewiczowi, Tomaszowi Krajewskiemu i Magdalenie Kaczmarek. A także: Juliuszowi i Elżbiecie Wolny, Piotrowi Rucińskiemu, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej, Wojciechowi Bardzińskiemu, Bognie Gałek, Krzysztofowi Krysikowi, Mateuszowi Piecuchowi, Michałowi Wielickiemu, Jakubowi Kojderowi, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Bożenie Bolechale, Jarosławowi Terefenko, Marcinowi Gonetowi, Pawłowi Krawczykowi, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Dinarze Budziak, Szymonowi Jończykowi, Piotrowi Habeli i Annie Sierańskiej.

To dzięki Wam powstają także moje książki! A skoro o nich mowa, w sklepie Patronite możecie nabyć moje tytuły w wersji z autografem i pozdrowieniami. Pełną ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

Nz. Ewakuacja cywilów z zaatakowanego obszaru Kijowa, 4 lipca br./fot. DSNS

Rozszerzoną wersję niniejszego artykułu opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto link do tego materiału.