Oślepianie

Wbrew oczekiwaniom Donalda Trumpa, Iran dalej walczy. A irańskie uderzenia rakietowe i dronowe coraz częściej wymierzone są w krytyczną amerykańską infrastrukturę wojskową.

Najpoważniejszym incydentem z ostatnich dni pozostaje atak na bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej z 27 marca. Według informacji pochodzących z amerykańskich źródeł wojskowych oraz analiz materiałów satelitarnych, uderzenie miało charakter złożony i obejmowało zarówno pociski balistyczne, jak i bezzałogowce. Trafiona została infrastruktura lotnicza oraz płyta postojowa, gdzie znajdowały się samoloty wsparcia. W wyniku ataku zniszczeniu uległ samolot wczesnego ostrzegania E-3 Sentry, a uszkodzone zostały również inne maszyny, w tym tankowce KC-135. Rannych zostało kilkunastu żołnierzy amerykańskich.

Utrata E-3 Sentry ma znaczenie wykraczające daleko poza sam wymiar sprzętowy. To jedna z kluczowych platform systemu dowodzenia i kontroli operacji powietrznych – powietrzne stanowisko kierowania, które zapewnia rozpoznanie radiolokacyjne dalekiego zasięgu, koordynację działań lotnictwa oraz integrację obrony powietrznej. Flota tych maszyn jest przy tym bardzo ograniczona – siły powietrzne USA dysponują obecnie kilkunastoma egzemplarzami (około 15–16), z czego tylko część pozostaje w stałej gotowości operacyjnej. W praktyce oznacza to, że utrata choćby jednej maszyny realnie zmniejsza zdolność do utrzymania ciągłej świadomości sytuacyjnej nad rozległym obszarem Zatoki Perskiej.

Nie jest to zresztą incydent odosobniony. W poprzednich dniach irańskie uderzenia doprowadziły również do uszkodzenia kilku samolotów tankowania powietrznego KC-135, które stanowią niezbędne zaplecze dla operacji lotniczych na dużych dystansach. Bez nich amerykańskie lotnictwo traci możliwość długotrwałego utrzymywania obecności nad teatrem działań i prowadzenia intensywnych operacji uderzeniowych.

Zestawienie tych strat nie pozostawia większych wątpliwości co do logiki działań Iranu. Teheran nie koncentruje się na niszczeniu samolotów bojowych, lecz uderza w elementy, które umożliwiają ich skuteczne użycie – systemy rozpoznania, dowodzenia i wsparcia. To strategia ukierunkowana na stopniowe „oślepianie” i „unieruchamianie” przeciwnika.

Zamiast prób bezpośredniej konfrontacji z przewagą technologiczną Stanów Zjednoczonych, Iran prowadzi działania wymierzone w fundamenty tej przewagi. Uderzenia w systemy rozpoznania i wsparcia nie przynoszą spektakularnych efektów w krótkim czasie, ale stopniowo ograniczają zdolność przeciwnika do prowadzenia operacji na dużą skalę. Jeśli ten trend się utrzyma, może to oznaczać, że amerykańska dominacja powietrzna w regionie – dotąd uznawana za bezdyskusyjną – stanie się znacznie bardziej warunkowa.

Bardziej rozbudowany irański update – który przygotowałem dla portalu „Polska Zbrojna” –  znajdziecie pod tym linkiem.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Zniszczony E-3 Sentry/fot. za OSINTtechnical

Logistyka!

– Logistyka decyduje dziś o tempie i skuteczności działań bojowych – mówi gen. bryg. Witold Bartoszek, zastępca dowódcy – asystent ds. wsparcia w Dowództwie NATO ds. Szkolenia Bojowego, Wsparcia i Pomocy Siłom Zbrojnym Ukrainy (NSATU). Jak podkreśla, wojna w Ukrainie pokazuje, że kluczowe stają się rozproszone systemy zaopatrzenia, nowe technologie i coraz szersze wykorzystanie dronów.

Marcin Ogdowski: Wojna w Ukrainie pokazała ogromne znaczenie zaplecza logistycznego. Czy można dziś powiedzieć, że o powodzeniu operacji decyduje nie tylko manewr i ogień, lecz także sprawność dostaw i zabezpieczenia wojsk?

Witold Bartoszek: Już na samym początku pełnoskalowej wojny siły zbrojne Ukrainy pokazały, jak wielkie znaczenie ma logistyka. Potrafiły rozpoznać słabe strony rosyjskiego systemu zaopatrzenia i skutecznie je wykorzystać. Jednocześnie same szybko zmieniły sposób działania – rozproszyły zapasy, ograniczając ryzyko ich zniszczenia, a do transportu zaopatrzenia zaczęły szeroko wykorzystywać także cywilne pojazdy. Dzięki temu amunicja, paliwo czy sprzęt mogły docierać do walczących oddziałów nawet w bardzo trudnych warunkach. To pokazuje, że logistyka – choć często działa w tle – ma dziś ogromny wpływ na przebieg działań bojowych.

Jednym z najbardziej widocznych zjawisk tej wojny jest szybkie wprowadzanie nowych technologii. Jak bardzo zmieniają one sposób prowadzenia działań i ich zabezpieczenia?

Nowe technologie stały się jednym z kluczowych elementów tej wojny. Widzimy to praktycznie każdego dnia. Ukraińskie siły zbrojne bardzo szybko wdrażają rozwiązania cyfrowe – zarówno w zarządzaniu zasobami, jak i w procesie podejmowania decyzji. Do tego dochodzą systemy dronowe i antydronowe, rozwój walki radioelektronicznej czy coraz szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji. Wszystko to sprawia, że współczesne pole walki wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Co ciekawe, Ukraina zaczyna już nawet eksportować część swoich rozwiązań technologicznych, na przykład do państw Zatoki Perskiej.

(…)

Wzdłuż linii frontu powstała dziś kilkudziesięcio-kilometrowa strefa, w której praktycznie każdy ruch może zostać wykryty przez drony lub systemy rozpoznania. Jak wpływa to na organizację logistyki?

Przede wszystkim wymusza dużo większą ostrożność i racjonalne gospodarowanie zasobami. Każdy transport czy ruch pojazdów musi być dobrze przemyślany, bo łatwo może zostać wykryty i zniszczony. Dlatego ogromnego znaczenia nabiera planowanie dostaw i odpowiednie rozłożenie ich w czasie. Logistyka musi być dziś bardziej elastyczna i działać w sposób rozproszony, aby ograniczyć ryzyko strat.

Drony coraz częściej wykonują zadania, które jeszcze niedawno były domeną ludzi – nie tylko rozpoznanie czy ataki, lecz także transport zaopatrzenia. Czy to początek logistycznej rewolucji na polu walki?

Można tak powiedzieć. Nawet na poziomie niewielkich pododdziałów – sekcji czy drużyny – wykorzystuje się dziś kilka różnych dronów jednocześnie. Jeden może transportować amunicję lub żywność, inny prowadzić obserwację, kolejny chronić grupę przed dronami przeciwnika, a jeszcze inny wykonywać zadania uderzeniowe. Jeśli w działaniach logistycznych zaczynamy wykorzystywać tak szeroki zestaw bezzałogowców, to rzeczywiście mamy do czynienia z dużą zmianą w sposobie zabezpieczenia działań bojowych.

Jednym z najważniejszych wniosków z wojny jest konieczność rozproszenia zapasów i infrastruktury logistycznej. Czy oznacza to odejście od dużych baz na rzecz wielu mniejszych punktów zaopatrzenia?

Tak, ale musi to być robione rozsądnie i z uwzględnieniem skali działań. W praktyce oznacza to tworzenie wielu mniejszych miejsc przechowywania zapasów – zarówno w infrastrukturze wojskowej, jak i cywilnej, a także w obiektach mobilnych czy polowych. Podobnie zmienia się sposób prowadzenia napraw sprzętu. Coraz częściej to mobilne zespoły serwisowe zbliżają się do walczących pododdziałów, aby szybciej przywrócić sprzęt do działania. W tradycyjnym podejściu uszkodzony sprzęt wycofywano daleko na tyły, co dziś bywa zbyt czasochłonne.

Kluczowe jest też odpowiednie planowanie dostaw – czyli ustalenie, co, gdzie i kiedy powinno trafić do walczących oddziałów. Najważniejsze pozostają oczywiście amunicja, paliwo, żywność oraz części zamienne.

Czy państwa NATO – w tym Polska – są przygotowane do działania w tak rozproszonym systemie logistycznym?

To jedno z wyzwań. Podczas ćwiczeń trzeba jak najbardziej realistycznie odtwarzać sytuację na polu walki – zarówno pod względem zagrożeń, jak i warunków terenowych czy skali działań. Bardzo ważne jest budowanie świadomości sytuacyjnej i ćwiczenie reakcji na rozwój wydarzeń.

Trzeba jednak pamiętać, że ćwiczymy w warunkach pokoju, co z prawnego punktu widzenia wprowadza pewne ograniczenia. Nie zawsze możemy na przykład w pełni wykorzystywać cywilną infrastrukturę czy środki transportu. Dlatego część rozwiązań warto przygotowywać wcześniej na poziomie planowania – poprzez gry wojenne i odpowiednie dokumenty, które mogłyby zostać uruchomione w sytuacji kryzysu lub wojny.

(…)

Gdyby miał Pan wskazać jedną najważniejszą lekcję z tej wojny dla polskich logistyków wojskowych – jaka by ona była?

Często powtarzamy zasadę „train as you fight” – ćwicz tak, jak będziesz walczył. Warto naprawdę wziąć ją sobie do serca. Wojna w Ukrainie pokazuje, jak ogromne znaczenie logistyka ma już od pierwszych godzin konfliktu.

Oczywiście nie wszystkie doświadczenia można przenieść wprost do polskich sił zbrojnych. Ale powinniśmy uważnie je analizować i wyciągać wnioski. Dzięki temu łatwiej będzie nam dostosować zarówno planowanie, jak i praktyczne działania logistyczne do realiów współczesnego pola walki.

Dziękuję za rozmowę.

Całość wywiadu, który przeprowadziłem dla portalu „Polska Zbrojna”, znajdziecie pod tym linkiem.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Ukraiński pojazd autonomiczny służący do ewakuacji rannych i dostaw amunicji/fot. SzG ZSU

Usypiacz

Po nieudanej próbie błyskawicznego podboju Ukrainy w 2022 roku rosyjska armia stała się symbolem nieudolności. rosja nie stoi jednak w miejscu – uczy się szybciej, niż chcielibyśmy to przyznać.

Pierwsze tygodnie pełnoskalowej inwazji przyniosły obrazy, które na trwałe wpisały się w zbiorową pamięć: rozbite rosyjskie kolumny, zdezorientowani żołnierze, porzucony sprawny sprzęt. Wtedy narodziła się teza, że rosyjska armia jest strukturalnie niezdolna do prowadzenia nowoczesnej wojny. Ta narracja była częściowo zrozumiała – rosja popełniła błędy operacyjne, strategiczne i wywiadowcze. Jednak utożsamienie pierwszej fazy konfliktu z trwałą kondycją rosyjskich sił zbrojnych stało się analitycznym skrótem, który dziś może być groźny. Państwo prowadzące wojnę o takiej skali nie pozostaje bowiem statyczne – adaptuje się pod presją strat, sankcji i przeciwnika. A adaptacja, nawet jeśli nie czyni z rosyjskiego wojska armii wybitnej, zmienia ją w przeciwnika bardziej efektywnego niż w 2022 roku.

Od blitzkriegu do wojny na wyniszczenie

Pierwotna koncepcja rosyjskiej operacji zakładała szybkie rozstrzygnięcie poprzez uderzenia manewrowe, desanty i sparaliżowanie centrum decyzyjnego Ukrainy. Był to model bliższy operacji policyjnej w dużej skali niż klasycznej wojnie między równorzędnymi przeciwnikami. Gdy założenia te upadły, rosja stanęła przed wyborem: albo kontynuować nieskuteczne próby manewru, albo zmienić sposób prowadzenia działań. Wybrała to drugie. Stopniowo ograniczano znaczenie batalionowych grup taktycznych jako autonomicznych modułów uderzeniowych. W ich miejsce zaczęto budować bardziej klasyczne struktury oparte na masie artylerii, gęstości ognia i zdolności do długotrwałego utrzymywania linii frontu. Zamiast prób szybkiego przełamania położono nacisk na powolne, kosztowne przesuwanie linii styku.

Równolegle rosja przeszła do budowy systemów obronnych – szczególnie w południowej Ukrainie. Linie zapór przeciwczołgowych, wielowarstwowe pola minowe, przygotowane sektory ognia i zaplecze logistyczne tworzyły system, którego celem nie było spektakularne zwycięstwo, lecz maksymalne podniesienie kosztów ukraińskiej kontrofensywy. Zamiast ryzykować kolejne nieudane operacje manewrowe, Moskwa postawiła na model, w którym czas i masa ognia miały pracować na jej korzyść. W praktyce oznaczało to przejście od logiki szybkiego rozstrzygnięcia do logiki systematycznego wyczerpywania przeciwnika.

Ta lekcja ma bezpośrednie znaczenie dla wschodniej flanki NATO. rosja pokazała, że potrafi w krótkim czasie przekształcić zajęte terytorium w głęboko ufortyfikowany obszar operacyjny, którego odzyskanie staje się zadaniem długotrwałym i kosztownym.

Od improwizacji do systemu

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów rosyjskiej adaptacji jest ewolucja wykorzystania bezzałogowców. Na początku wojny drony były używane w sposób niespójny, bez pełnej integracji z artylerią czy systemami dowodzenia. Inicjatywa należała głównie do Ukrainy, która szybciej dostrzegła potencjał tanich platform komercyjnych oraz bezzałogowców uderzeniowych. rosja odpowiedziała z opóźnieniem, ale szybko nadrobiła zaległości.

Masowe wykorzystanie dronów FPV jako improwizowanych środków rażenia stało się jednym z symboli tej wojny. Tanie konstrukcje, często montowane z komercyjnych komponentów, zaczęły pełnić funkcję „artylerii bez lufy” – precyzyjnej i trudnej do wykrycia. Z czasem ich użycie przestało być domeną pojedynczych oddziałów czy inicjatyw oddolnych, a zaczęło przyjmować formę bardziej uporządkowaną.

Co istotne, rosja nie ograniczyła się do improwizacji. Rozwijano krajowe linie montażowe, zwiększano skalę produkcji, a przede wszystkim próbowano włączać drony w system dowodzenia i rozpoznania. Dążenie do skrócenia „łańcucha decyzyjnego” – od identyfikacji celu do uderzenia – stało się jednym z kluczowych elementów rosyjskiej praktyki bojowej. W efekcie tych działań drony przestały być jedynie taktycznym dodatkiem – stały się jednym z filarów sposobu prowadzenia działań.

Jednocześnie rozwój bezzałogowców wymusił inwestycje w walkę radioelektroniczną (WRE). W pierwszych miesiącach wojny rosja nie wykorzystała w pełni potencjału swoich zdolności w tym obszarze. Systemy zakłócające działały nierównomiernie, często lokalnie, bez trwałej przewagi w spektrum elektromagnetycznym. Ale rosja zaczęła konsekwentnie budować lokalne „bańki zakłóceniowe” – obszary, w których skutecznie utrudniano działanie dronów, łączności radiowej i systemów nawigacji satelitarnej. Nie oznacza to pełnej dominacji w spektrum, lecz zdolność do okresowego i sektorowego paraliżowania przeciwnika.

WRE stała się też narzędziem obrony przed amunicją precyzyjną. Zakłócanie sygnałów GNSS, wymuszanie zmiany częstotliwości, skracanie czasu emisji – to elementy adaptacji, które podnoszą próg trudności dla przeciwnika korzystającego z zachodnich systemów uzbrojenia. Co istotne, rosja zaczęła ściślej integrować środki WRE z linią frontu, a nie traktować ich jako odrębnego komponentu działającego w tle. To adaptacja o znaczeniu strategicznym. W potencjalnym konflikcie na wschodniej flance NATO przewaga w spektrum elektromagnetycznym może przesądzić o skuteczności systemów rozpoznania, artylerii dalekiego zasięgu czy obrony przeciwlotniczej. rosja nie stworzyła systemu nie do przełamania, ale wyraźnie podniosła poprzeczkę.

Pragmatyzm zamiast ideologii

Jednym z najbardziej wymownych przykładów rosyjskiej adaptacji jest podejście do technologii przeciwnika. Na początku wojny system łączności satelitarnej Starlink stał się jednym z filarów ukraińskiej odporności – zapewniał stabilną komunikację wojskową i cywilną, umożliwiał koordynację działań w warunkach intensywnego zakłócania infrastruktury naziemnej. Wydawało się, że jest to przewaga jednostronna, aż pojawiły się udokumentowane przypadki wykorzystywania terminali Starlink również przez stronę rosyjską. rosjanie zdobywali je przez pośredników, np. współpracujących z nimi Ukraińców, czasem kupowali sprzęt na rynkach wtórnych. Nie był to efekt formalnej współpracy, lecz szarej strefy handlu i braku pełnej kontroli nad globalną dystrybucją terminali.

Bo adaptacja nie zawsze oznacza innowację. Czasem ma postać wykorzystania luk w systemie przeciwnika – regulacyjnych, logistycznych czy rynkowych. W warunkach wojny długotrwałej elastyczność i brak skrupułów w pozyskiwaniu technologii mogą przynieść wymierne efekty operacyjne. Ale o Starlinkach warto wspomnieć także z innego powodu – rosja nie próbowała w krótkim czasie stworzyć pełnego odpowiednika systemu, lecz sięgnęła po dostępne rozwiązanie, nawet jeśli było ono symbolem wsparcia Zachodu dla Ukrainy. Ideologia ustąpiła miejsca użyteczności.

Ten sam pragmatyczny mechanizm widać na poziomie strategicznym. Państwo, które budowało wizerunek samowystarczalnego mocarstwa, zaczęło uzupełniać braki dzięki wsparciu partnerów zewnętrznych. Gdy sankcje oraz tempo zużycia amunicji zweryfikowały pierwotne założenia co do własnych możliwości, pragmatyzm znów okazał się ważniejszy niż prestiż. Szczególnym przypadkiem stała się współpraca z Koreą Północną, która dostarczyła rosji znaczące ilości amunicji artyleryjskiej. Dla Moskwy oznaczało to możliwość podtrzymania intensywności ognia w kluczowych momentach działań ofensywnych i defensywnych; dla Pjongjangu dostęp do wybranych technologii wojskowych i polityczne wzmocnienie relacji z mocarstwem. Równolegle rosja pogłębiła współpracę z Iranem, zwłaszcza w obszarze bezzałogowców uderzeniowych i technologii rakietowych. Komponenty elektroniczne i podzespoły trafiały do rosyjskiego przemysłu również przez pośredników powiązanych z rynkiem chińskim, choć bez formalnego zaangażowania Pekinu w konflikt.

W rezultacie rosja odeszła od modelu „oblężonej twierdzy” na rzecz funkcjonowania w nieformalnej sieci państw i podmiotów gotowych współpracować w zamian za surowce, technologie lub wsparcie polityczne. Sankcje nie zostały unieważnione, lecz częściowo zneutralizowane. Z perspektywy NATO oznacza to konieczność patrzenia na rosję nie jako na państwo izolowane, lecz jako na element szerszego ekosystemu współpracy wojskowo-technicznej, funkcjonującego poza Zachodem. Potencjalny konflikt na wschodniej flance nie byłby więc starciem z przeciwnikiem opartym wyłącznie na własnym przemyśle, lecz z państwem zdolnym do uzupełniania braków dzięki zewnętrznym partnerom. To zmienia rachunek czasu i kosztów, zwłaszcza w perspektywie dłuższej konfrontacji.

W pierwszych miesiącach wojny wielu analityków zakładało, że rosja nie będzie w stanie utrzymać wysokiej intensywności działań zbrojnych przez dłuższy czas. Te prognozy okazały się niepełne, o czym piszę w dalszej części artykułu, który opublikowałem w miesięczniku „Polska Zbrojna”. Marcowy magazyn wciąż znajduje się w sprzedaży, nabyć można również e-wersję – znajdziecie ją pod tym linkiem. A w środku także trzy inne moje teksty – zapraszam do lektury!

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Zdjęcie ilustracyjne/fot. własne

Ostatnia?

Według części zachodnich i ukraińskich ekspertów Moskwa przygotowuje kolejną dużą ofensywę, próbując jeszcze raz przełamać front. Pytanie jednak, czy rosyjska armia dysponuje dziś potencjałem pozwalającym na taki manewr – i czy ewentualne niepowodzenie rzeczywiście ograniczyłoby zdolność Kremla do prowadzenia dalszych działań ofensywnych.

Pierwsze miesiące 2026 roku nie przyniosły zasadniczej zmiany sytuacji na froncie rosyjsko-ukraińskim. Walki pozostają intensywne, lecz postępy rosyjskiej armii są niewielkie i okupione dużymi stratami. Ba, na Zaporożu to Ukraińcy spychają rosjan z części pozycji; zyski terytorialne są symboliczne, ale inicjatywa należy tam do obrońców.

Mimo to pojawiają się sygnały o możliwej wiosennej ofensywie rosjan. Wskazywać na to mają dane wywiadowcze, koncentracja wojsk, rotacje jednostek i wzmożona aktywność logistyczna. Ukraińskie dowództwo ostrzega, że rosja może przygotowywać operację zaczepną na kilku odcinkach frontu w Donbasie. Zdobycie całego obwodu donieckiego pozostaje jednym z kluczowych celów politycznych Kremla.

Z operacyjnego punktu widzenia oznaczałoby to próbę przełamania ukraińskiej obrony w rejonie Pokrowska, Konstantyniwki, Kramatorska i Słowiańska – ośrodków o znaczeniu logistycznym i militarnym. Ich utrata utrudniłaby Ukrainie utrzymanie obrony we wschodniej części kraju. Możliwe byłyby także działania pomocnicze: na południu próba odsunięcia ukraińskiej artylerii od korytarza lądowego na Krym, a na północy operacje wiążące w rejonie Charkowa lub Sum.

—–

Ale czy rosja „ma czym robić”? Tak. System kontraktów wojskowych, wspierany kolejnymi falami mobilizacji, pozwala jej utrzymywać dużą liczebność wojsk na froncie. Problemem pozostaje jednak jakość nowych żołnierzy, często po skróconym szkoleniu.

Jeszcze poważniejszym wyzwaniem jest sprzęt. Straty rosyjskiej armii od początku wojny obejmują tysiące czołgów, bojowych wozów piechoty i systemów artyleryjskich. Choć przemysł obronny zwiększył produkcję amunicji i części uzbrojenia, wiele jednostek korzysta dziś ze sprzętu wyciągniętego z magazynów lub zmodernizowanych konstrukcji starszych generacji. Nie oznacza to jednak wyczerpania potencjału rosji – gospodarka przestawiona na tryb wojenny oraz wsparcie państw partnerskich pozwalają jeszcze utrzymywać produkcję uzbrojenia i prowadzić wojnę materiałową.

Dotychczasowe działania ofensywne rosji pokazują jednak, że nawet przy dużym zaangażowaniu sił postępy są bardzo ograniczone. Jednym z głównych powodów jest charakter ukraińskiej obrony: wielowarstwowe umocnienia wspierane przez artylerię, drony i precyzyjne systemy rakietowe. Masowe użycie dronów sprawia, że koncentracja wojsk – niezbędna do klasycznego przełamania – jest trudna do ukrycia i szybko naraża nacierające jednostki na ogień. W efekcie rosyjskie natarcia mają najczęściej charakter lokalnych ataków prowadzonych przez niewielkie grupy piechoty wspierane przez artylerię i drony. Pozwala to powoli zdobywać teren, ale utrudnia szybkie przełamanie frontu.

—–

Skuteczna operacja zaczepna rosji mogłaby oznaczać załamanie ukraińskiej obrony w rejonie Kramatorska i Słowiańska, co pozwoliłoby Kremlowi ogłosić realizację jednego z głównych celów wojny, czyli opanowanie całego obwodu donieckiego. Najbardziej ambitny scenariusz zakładałby głębsze przełamanie frontu i powrót do operacji manewrowej w głębi Ukrainy, choć rosyjska armia od dawna nie była w stanie przeprowadzić takiej operacji na większą skalę.

Niepowodzenie ofensywy nie oznaczałoby jednak końca wojny. rosja nadal dysponuje znacznymi zasobami ludzkimi i potencjałem przemysłowym, a jej system polityczny jest zdolny narzucać społeczeństwu długotrwały wysiłek wojenny. Jeśli ofensywa zakończy się fiaskiem, konflikt prawdopodobnie wejdzie w jeszcze dłuższą fazę wyniszczeniową. Front pozostanie względnie stabilny, a kluczową rolę nadal będą odgrywać artyleria, drony i uderzenia dalekiego zasięgu. Wojna jeszcze wyraźniej stanie się starciem gospodarek, przemysłów i systemów mobilizacyjnych, w którym ostatecznie może zadecydować wytrzymałość państw zaangażowanych w konflikt.

Ten tekst, w bardziej rozbudowanej wersji, opublikowałem na łamach portalu „Polska Zbrojna” – oto link do całości materiału.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mnie w dalszym pisaniu, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

NZ. Ukraińska armia jest gotowa na przyjęcie rosjan, zdjęcie ilustracyjne/fot. SzG ZSU

Łobuzy

Nie ma we mnie entuzjazmu dla wojny. Trzy z nich widziałem na własne oczy – wiem, „z czym to się je” i jakie są skutki. Te dla ludności cywilnej są dla mnie najważniejsze – najtrudniejsze do zaakceptowania. I nie ma znaczenia, czy chodzi o Kabul, Kijów, czy Teheran – mechanika cierpienia jest wszędzie taka sama.

A jednak – patrząc na sprawę chłodno – amerykańsko-izraelska interwencja w Iranie mnie nie oburza. Nie przyłączę się do grona wykrzykującego argument natury prawno-moralnej – że to atak na suwerenne państwo. Raz, że szafują nim pro-ruSSkie trolle, dwa, nie podzielam niestosowności podnoszonej także przez część uczciwych ludzi. Iran bowiem nie jest normalnym państwem (tak jak nie jest nim rosja czy Korea Północna). To łobuz, który od lat buduje architekturę destabilizacji regionu, finansuje i uzbraja terrorystów, dostarcza drony i rakiety rosyjskim zbrodniarzom. Od  dawna balansuje na krawędzi zdolności nuklearnych, nie kryjąc przy tym, że chciałby atomowej hekatomby dla milionów Żydów. To teokratyczny reżim, który od dekad tłumi własne społeczeństwo. Krwawe pacyfikacje, masowe aresztowania, egzekucje – to nie są incydenty, lecz system, fundament tamtejszej władzy.

A to ta władza, i jej militarne przybudówki, są celem amerykańsko-izraelskiej interwencji.

Można oczywiście powiedzieć: dyplomacja, sankcje, rozmowy. Tyle że te instrumenty były stosowane przez lata. Efekt? Iran nauczył się żyć pod sankcjami.

Spójrzmy na to z naszej, środkowo-europejskiej perspektywy. Iran nie jest „odległą egzotyką”. Irańskie drony uderzały w ukraińskie miasta. Irańska technologia wspiera rosyjską machinę wojenną. Irańska współpraca z Moskwą to nie dyplomatyczna uprzejmość, lecz realny wkład w przedłużanie wojny za naszą wschodnią granicą. Jeśli więc ktoś dziś osłabia irański potencjał militarny, to w pewnym sensie osłabia także zaplecze rosji.

No i jest jeszcze jeden wymiar tej układanki: pryskający mit rosyjskiej tarczy.

Od lat słyszeliśmy o cudownych systemach obrony powietrznej – o S-300, S-400, o „bańkach antydostępowych”, które miały zamykać niebo nad sojusznikami Kremla. Iran był jednym z odbiorców rosyjskich systemów OPL. Jeśli jednak amerykańskie i izraelskie lotnictwo jest w stanie z łatwością penetrować tę przestrzeń, niszczyć wskazane cele, przełamywać obronę – to nie jest to tylko taktyczny sukces. To sygnał strategiczny.

Sygnał dla państw, które rozważają zakupy rosyjskiego uzbrojenia.

Sygnał dla sojuszników Moskwy, że rosyjski parasol może być dziurawy.

Sygnał dla samego Kremla, że jego projekcja siły ma bardzo wyraźne granice. Bezradność Moskwy wobec uderzeń w Iran mówi więcej niż setki przemówień. rosja nie jest w stanie realnie osłonić swojego partnera. Nie wysyła wojska, ba, nawet nie grozi eskalacją, bo wie, że nikt nie potraktuje tego poważnie, tym samym obnażając swój status upadłego imperium.

Dla mnie TO są kluczowe kwestie. Wyłuszczę je jeszcze raz, dla wzmocnienia przesłania.

Po pierwsze, każdy cios w zdolności wojskowe Iranu to potencjalnie mniej dronów, mniej technologii, mniej wsparcia dla rosji. Po drugie, jeśli Kreml nie potrafi realnie ochronić swojego partnera, to jego pozycja słabnie – nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i globalnie.

Na koniec warto wyartykułować jeszcze jedną kwestię. Ten atak to sygnał, że świat zachodni wciąż jest zdolny do projekcji siły. W epoce, w której autokracje testują granice, demonstracja determinacji ma znaczenie.

Niestety, w każdej wojnie – nawet jeśli nie prowadzi się jej na rympał, jak rosjanie w Ukrainie – giną niewinni ludzie. Z tego powodu i ten konflikt jest moralnie skażony. Ale polityka bezpieczeństwa rzadko operuje kategoriami czystości, często sprowadza się do wyboru między złym a gorszym.

A ja wolę świat, w którym to my możemy przywalić łobuzom, a nie łobuzy nam.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.