Namiastka

Dron zawisł nad drzewami, a obraz z jego kamery termowizyjnej szybko ujawnia wyraźny ślad ciepła. Ktoś przykrył się płachtą, ale zrobił to niedokładnie. Materiał przylgnął do ciała, po kilkunastu sekundach się nagrzał i w termowizji zaczął świecić jak latarnia. „Brak odstępu to podstawowy błąd”, mówi instruktor, objaśniając zasady kamuflażu termicznego. „Jeśli materiał styka się z ciałem, ciepło przechodzi bezpośrednio i szybko wyrównuje temperaturę. Dlatego między ciałem a pierwszą warstwą maskowania musi być przestrzeń – najlepiej kilkanaście centymetrów powietrza, które działa jak izolator”, wyjaśnia podoficer. Jak podkreśla, najlepiej w ogóle wkopać się w ziemię – grunt stabilizuje temperaturę i ogranicza emisję ciepła na zewnątrz. Dopiero nad takim zagłębieniem należy stworzyć kolejne warstwy: przestrzeń powietrzną, potem warstwę izolacyjną, a na końcu płachtę termiczną i maskowanie.

Na ekranie widać, że jedno stanowisko ma zbyt regularny kształt – niemal prostokąt, który odcina się od tła. Inne zdradza cień, który wraz z przesuwającym się słońcem zaczyna układać się nienaturalnie. Kolejne demaskuje kolor – świeżo ścięte gałęzie są jaśniejsze niż otoczenie. „Dron dojrzy wszystko”, mówi po polsku instruktor, a tłumaczka przekłada jego słowa na ukraiński. „Temperaturę, kształt, kontrast, cień. Nie maskujesz się przed jednym sensorem, tylko przed całym ich zestawem”.

Ćwiczenia dla ukraińskiej kompanii odbywają się w południe, kiedy las jest już nagrzany. Wtedy najlepiej widać, jak stanowisko zaczyna „pracować” w termowizji. Rano łatwiej byłoby się ukryć, wieczorem też. W środku dnia błędy w maskowaniu wychodzą natychmiast. Okazuje się, że grupa, która korzystała wyłącznie z naturalnych materiałów, wypada lepiej. Jej stanowiska są nieregularne, „rozlane” w terenie, trudniejsze do uchwycenia. Ale i tam pojawiają się ślady – naruszona ściółka, źle dobrane elementy roślinności, zbyt oczywiste linie. „Nie bierzesz materiału spod nóg, bo zostawiasz ślad”, pada kolejna uwaga szkolącego. „Trzeba go przynieść z innego miejsca”, instruuje podoficer. Wszystkie jego zalecenia oznaczają jedno: nie wystarczy się ukryć, trzeba cały czas kontrolować otoczenie, reagować na zmianę światła i temperatury. Na poligonie w Polsce za źle wykonane stanowisko grozi reprymenda, na froncie w Ukrainie to kwestia życia i śmierci.

—–

Szkolenia dla ukraińskich żołnierzy są organizowane w Polsce od jesieni 2022 roku – i wciąż się zmieniają. „Skuteczność wielu rozwiązań ma dziś ograniczony »termin ważności«”, zastrzega gen. dyw. Piotr Fajkowski, dowódca 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, na której spoczywa główny ciężar organizacji ćwiczeń dla Sił Zbrojnych Ukrainy. „To, co działa na froncie teraz, za miesiąc może być już bezużyteczne. Naszym zadaniem jest nadążać za tymi zmianami, żeby nie szkolić żołnierzy w próżnię”.

Wytyczne przychodzą z Ukrainy – to tamtejszy sztab generalny odpowiada za aktualizację programów na bazie wniosków z działań bojowych. Trafiają one do instruktorów, którzy modyfikują scenariusze zajęć i wprowadzają do nich nowe elementy. „Bywa, że jeden kurs odbywa się według wcześniejszej wersji programu, a kolejny już według nowej”, przyznaje generał. Obecnie obowiązuje szósta edycja programu szkolenia podstawowego, a siódma jest już testowana w Ukrainie i będzie wdrażana w kolejnych edycjach.

Ale szkolenie w Polsce ma też pewne ograniczenia. Nie wszystko da się odtworzyć w warunkach poligonu – masowe ataki dronów czy nawały artyleryjskie trzeba symulować przy użyciu środków ćwiczebnych, na przykład petard. Z drugiej strony poligony w Polsce (i w innych europejskich krajach, gdzie odbywają się szkolenia), oferują coś, czego w Ukrainie brakuje: bezpieczeństwo i ciągłość. „Tam zajęcia są przerywane przez alarmy i ataki, tu można przepracować cały cykl bez przerw”, wyjaśnia gen. Fajkowski.

Ma to znaczenie szczególnie na początku. Wielu szkolonych to poborowi, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z wojskiem. Najpierw uczą się zatem najprostszych rzeczy – reagowania na komendy, współdziałania w grupie. Dopiero potem dochodzi taktyka, medycyna i działania w większych zespołach. Jeśli szkolenie odbywa się we względnym komforcie, łatwiej im przyswoić nowe kompetencje i zbudować właściwe nawyki.

—–

Ukraiński pluton rozwija się na odcinku prowadzącym do kill house’u. Inna grupa właśnie opuściła obiekt i schodzi do lasu. Rotacja trwa bez przerwy. Cykl szkoleniowy dobiega końca – trwają testy wszystkich pododdziałów trzykompanijnego kontyngentu. „To moment, w którym nie sprawdzamy poszczególnych umiejętności, tylko całość: planowanie, przemieszczanie się, reakcję na kontakt ogniowy”, wyjaśnia instruktor z 6. Brygady Powietrznodesantowej. Ukraińscy dowódcy dostają zadanie zdobycia kill house’u i mają kilka minut na przygotowanie. Reszta zależy od nich. Decydują o kierunku podejścia, podziale sił, wykorzystaniu terenu i środków wsparcia. Instruktorzy nie ingerują – obserwują. „Pierwotnie chcieliśmy, by realizowali to zadanie w sile drużyny, ale Ukraińcy od razu weszli na poziom plutonu”, mówi nasz rozmówca. „Tak działają na froncie i przenieśli tę praktykę tutaj”.

Nad obiektem pojawia się dron – ten został wysłany przez oceniających. Śledzi ruchy plutonu, wychwytuje błędy w ubezpieczeniu, pokazuje, gdzie kolumna się rozciąga, gdzie ktoś wychodzi za bardzo w odkryty teren. „To nasze oko”, tłumaczy ukraiński operator drona pracujący z polskimi instruktorami. „Bez tego nie bylibyśmy w stanie zobaczyć połowy rzeczy istotnych na etapie oceny”. Kiedy pluton zbliża się do celu, operator wchodzi z nim w kontakt – symuluje przeciwnika, zmusza do zmiany kierunku, przyspieszenia lub zatrzymania. „Sprawdzamy reakcję żołnierzy”, wyjaśnia instruktor z 6 BDP. „Czy potrafią się przegrupować, czy zachowują kontrolę nad sytuacją”.

W innym scenariuszu – szturmu na okopy – to atakujący Ukraińcy wykorzystują bezzałogowiec. Operator – dołączony do rekrutów doświadczony frontowiec – przekazuje informacje o przeciwniku, wskazuje kierunki podejścia, „czyści” teren przed grupą szturmową. „W tym są naprawdę dobrzy”, przyznaje kolejny instruktor, również spadochroniarz. „To jeden z obszarów, gdzie my uczymy się od nich”.

… na tym zdaniu nie kończy się ów tekst – całość materiału opublikowałem w najnowszym wydaniu „Polski Zbrojnej”. Kwietniowy numer miesięcznika jest w sprzedaży, obok „papieru” można też nabyć cyfrową wersję – znajdziecie ją pod tym linkiem. A w środku także inny mój artykuł – materiał rocznicowy oparty o relacje uczestników bitwy o City Hall w Karbali. Zachęcam do lektury!

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Ukraiński żołnierz podczas symulowanego „czyszczenia okopów”/fot. własne

Supremacja?

Amerykańska potęga militarna pozostaje bezdyskusyjna, jednak wojna z Iranem pokazuje, że sama przewaga nie gwarantuje szybkiego rozstrzygnięcia. Model oparty na dominacji powietrznej i precyzyjnych uderzeniach, sprawdzony w konfliktach z przeciwnikami słabszymi i mniej elastycznymi, w starciu z państwem przygotowanym na długotrwałą konfrontację traci swoją „automatyczną” skuteczność.

Kampanie powietrzne nadal pozwalają niszczyć kluczowe cele, ale coraz rzadziej przynoszą trwały efekt. Przeciwnik zdolny do rozproszenia zasobów, ukrycia infrastruktury i jej szybkiego odtwarzania jest w stanie utrzymywać ciągłość działań mimo ponoszonych strat. W praktyce oznacza to konieczność powtarzania uderzeń i prowadzenia stałej presji zamiast jednorazowego przełamania. Współczesna wojna coraz częściej polega nie na „wyłączeniu” przeciwnika, lecz na długotrwałym ograniczaniu jego zdolności – procesie kosztownym i rozciągniętym w czasie. Doświadczenia wojny w Ukrainie pokazują, że nawet intensywne kampanie uderzeń mogą nie przynieść szybkiego efektu i wymuszają działania rozpisane na lata.

Jednocześnie rośnie znaczenie ekonomiki działań. Amerykańska przewaga opiera się na systemach zaawansowanych i kosztownych, podczas gdy przeciwnik wykorzystuje środki tanie i masowe – drony, amunicję krążącą czy proste rakiety. Powstaje asymetria, w której utrzymanie przewagi generuje wysokie koszty, a szczególnie widoczne jest to w obronie powietrznej, gdzie neutralizacja tanich środków napadu wymaga użycia znacznie droższych systemów.

Dodatkowym wyzwaniem jest charakter samego systemu operacyjnego USA. Jego siłą pozostaje integracja – zdolność do działania jako spójna całość obejmująca rozpoznanie, dowodzenie i logistykę. Ta sama cecha staje się jednak źródłem podatności. Zakłócenie pojedynczych, kluczowych elementów – takich jak systemy wczesnego ostrzegania czy komponenty wsparcia – może wyraźnie obniżyć efektywność całego systemu i wymuszać dodatkowe zaangażowanie zasobów w ich ochronę.

W efekcie przewaga technologiczna nie znika, ale coraz rzadziej ma charakter rozstrzygający. Coraz większe znaczenie mają odporność systemu, zdolność do działania w warunkach długotrwałej presji oraz relacja koszt–efekt.

—–

Wnioski z tej wojny są dla USA dość oczywiste – pytanie brzmi, czy zostaną przełożone na praktykę.

Po pierwsze, konieczna jest budowa najniższego piętra obrony powietrznej, zdolnego do zwalczania tanich i licznych środków napadu. Oznacza to rozwój systemów działających masowo i przy zachowaniu korzystnej relacji koszt–efekt – od tanich interceptorów po broń energetyczną.

Po drugie, zmiany wymaga sama ekonomika prowadzenia działań. Amerykański model opiera się dziś w dużej mierze na niewielkiej liczbie bardzo zaawansowanych, a więc kosztownych platform i systemów uzbrojenia. W warunkach konfliktu o wysokiej intensywności i dużej skali oznacza to ograniczoną „gęstość” siły oraz wysoką wrażliwość na straty.

Coraz wyraźniej widać, że konieczne jest uzupełnienie tego modelu o komponent masowy – większą liczbę prostszych, tańszych środków, które mogą być używane w sposób ciągły i odtwarzane bez istotnego wpływu na całość potencjału. Dotyczy to zarówno bezzałogowców, jak i amunicji precyzyjnej czy systemów obronnych.

Nie oznacza to rezygnacji z przewagi technologicznej, lecz jej uzupełnienie. Przyszłe pole walki będzie premiowało nie tylko jakość, ale również skalę – zdolność do działania w sposób długotrwały i odporny na zużycie.

Po trzecie, konieczne jest zmniejszenie zależności od pojedynczych, kluczowych elementów systemu. Dziś utrata jednego samolotu wczesnego ostrzegania może wyraźnie ograniczyć możliwości prowadzenia operacji.

Rozwiązaniem jest większe rozproszenie zdolności – więcej platform, większa liczba sensorów i alternatywnych kanałów dowodzenia. Chodzi o to, by utrata jednego elementu nie przekładała się na spadek efektywności całego systemu.

Wreszcie, zmiany wymaga także sposób myślenia o wojnie. Model oparty na szybkim przełamaniu i decydującym uderzeniu coraz rzadziej znajduje zastosowanie. W jego miejsce pojawia się potrzeba prowadzenia działań długotrwałych, rozproszonych i nastawionych na stopniowe ograniczanie zdolności przeciwnika.

Oznacza to konieczność przygotowania państwa i sił zbrojnych na konflikt o innym charakterze: zdolność do utrzymania wysokiego tempa operacji przez długi czas, większe zapasy uzbrojenia i amunicji, sprawnie działający przemysł zdolny do ich szybkiego uzupełniania oraz system dowodzenia przystosowany do działania w warunkach ciągłych zakłóceń. Innymi słowy, wojna przestaje być krótkim wysiłkiem ekspedycyjnym, a staje się testem trwałości całego systemu państwa.

To jest lekcja z Iranu, którą muszą odrobić w Waszyngtonie.

USA nie stoją wobec wyzwania bez precedensu – podobnej transformacji dokonały już w czasie II wojny światowej, gdy o wyniku konfliktu decydowała nie tylko bieżąca siła armii, lecz zdolność państwa do jej długotrwałego utrzymania.

Rozważania na ten temat, w bardziej rozbudowanej formie, opublikowałem w portalu TVP.Info – oto link do tego tekstu.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Amerykański bombowiec strategiczny B-52, symbol militarnej potęgi USA/fot. USAF, domena publiczna

Chłopiec

Pięć tygodni intensywnych działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie przyniosło obraz konfliktu inny, niż sugerowałyby klasyczne porównania potencjałów militarnych. USA i ich sojusznicy dysponują przytłaczającą przewagą technologiczną, operacyjną i logistyczną. A jednak wojna nie została rozstrzygnięta po myśli Waszyngtonu, a Iran – mimo strat – nie utracił zdolności do prowadzenia działań ofensywnych.

To zasadniczy punkt wyjścia: Teheran nie prowadzi wojny, której celem byłoby pokonanie przeciwnika w klasycznym, symetrycznym starciu. Od lat buduje raczej zdolność do przetrwania pierwszego uderzenia, utrzymania ograniczonej projekcji siły oraz stopniowego podnoszenia kosztów konfliktu do poziomu politycznie trudnego do zaakceptowania przez przeciwnika.

W tym sensie obecna wojna nie tyle obala mit amerykańskiej dominacji militarnej, ile pokazuje jej ograniczenia w starciu z państwem przygotowanym na konflikt długotrwały, rozproszony i prowadzony wielodomenowo. Iran nie jest równorzędnym rywalem dla USA – ale nie jest też przeciwnikiem, którego można szybko „wyłączyć” za pomocą kampanii powietrznej i uderzeń precyzyjnych.

To właśnie ta zdolność – przetrwania, adaptacji i selektywnego zadawania strat – stanowi fundament irańskiej strategii. I to ona pozwala zrozumieć, dlaczego po kilku tygodniach wojny Teheran nadal pozostaje aktywnym uczestnikiem konfliktu. Przyjrzyjmy się jej dokładniej.

—–

Najbardziej oczywistym, ale wciąż kluczowym filarem irańskich zdolności militarnych pozostaje rozbudowany arsenał rakietowy. Teheran od lat inwestuje w środki rażenia zdolne do uderzeń na dystansach obejmujących całe terytorium Bliskiego Wschodu – od baz amerykańskich w rejonie Zatoki Perskiej po Izrael. Co istotne, nie chodzi wyłącznie o parametry techniczne pojedynczych systemów, lecz o skalę i strukturę całego potencjału.

Irańska doktryna zakłada użycie rakiet w sposób masowy i zróżnicowany – od pocisków balistycznych po manewrujące – tak, aby przeciążyć systemy obrony przeciwrakietowej przeciwnika. W praktyce oznacza to zdolność do prowadzenia uderzeń saturacyjnych, w których skuteczność nie wynika z precyzji każdego pojedynczego trafienia, lecz z liczby środków ataku i trudności ich jednoczesnego przechwycenia.

Dotychczasowy przebieg wojny potwierdza, że potencjał ten nie został zneutralizowany mimo intensywnych nalotów. Nawet jeśli część infrastruktury i zapasów została zniszczona, Iran nadal dysponuje zdolnością do przeprowadzania ograniczonych, ale powtarzalnych uderzeń. To z kolei oznacza, że przeciwnik nie osiągnął jednego z kluczowych celów kampanii powietrznej – trwałego „wyzerowania” zdolności ofensywnych Teheranu.

Utrzymanie tych zdolności nie byłoby jednak możliwe bez drugiego, mniej widowiskowego, lecz równie istotnego elementu – rozbudowanej infrastruktury podziemnej. Iran od dekad rozwija sieć tuneli, ukrytych magazynów i stanowisk startowych, często ulokowanych w terenach górzystych. Ich funkcją jest nie tylko ochrona sprzętu przed uderzeniami z powietrza, ale również zapewnienie możliwości jego rozproszenia i przetrwania pierwszej fazy konfliktu.

W efekcie nawet wysoce skuteczna kampania lotnicza nie jest w stanie jednorazowo zniszczyć całego potencjału przeciwnika. Część wyrzutni pozostaje ukryta, część może być relokowana, a część – odtwarzana w krótkim czasie. Taki model znacząco wydłuża konflikt i zmusza stronę dominującą technologicznie do prowadzenia kosztownej, wieloetapowej operacji zamiast szybkiego, decydującego uderzenia.

Połączenie masowego arsenału rakietowego z jego rozproszeniem i ukryciem tworzy efekt, który można określić jako odporność operacyjną. Iran nie musi utrzymywać pełnej sprawności wszystkich systemów – wystarczy, że zachowa ich część, zdolną do regularnego zadawania strat i podtrzymywania presji. To z kolei wpisuje się w szerszą logikę tej wojny: nie chodzi o dominację na polu walki, lecz o uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia szybkiego i jednoznacznego rozstrzygnięcia.

—–

Uzupełnieniem potencjału rakietowego są bezzałogowe statki powietrzne, które stały się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów irańskiej projekcji siły. Ich znaczenie wynika przede wszystkim z relacji koszt–efekt. Iran rozwija systemy relatywnie tanie, proste i możliwe do produkcji w dużych liczbach, co przekłada się na zdolność do prowadzenia ataków saturacyjnych. Ich celem nie zawsze jest bezpośrednie niszczenie obiektów, lecz zmuszanie przeciwnika do zużywania znacznie droższych środków obrony.

I tak dochodzi do odwrócenia klasycznej logiki przewagi technologicznej. Zaawansowane systemy obrony pozostają skuteczne, ale ich użycie jest kosztowne, podczas gdy strata pojedynczego drona ma dla Iranu znaczenie marginalne. W dłuższej perspektywie wciąga to przeciwnika w kosztowną wojnę na wyniszczenie.

Drony pełnią przy tym nie tylko funkcję uderzeniową, ale również rozpoznawczą – pozwalają wskazywać cele, testować reakcje obrony i identyfikować słabe punkty systemu. To właśnie na tej podstawie możliwa jest koncentracja na celach wysokiej wartości. Teheran nie dąży do maksymalizacji zniszczeń, lecz do uderzeń w elementy kluczowe dla funkcjonowania całego systemu – rozpoznania, dowodzenia i łączności.

Przykładem takiego podejścia jest zniszczenie amerykańskiego samolotu typu AWACS – powietrznego centrum zarządzania walką i jednego z kluczowych elementów systemu dowodzenia. Tego typu uderzenia nie muszą być częste, by znacząco obniżyć efektywność operacyjną przeciwnika, wydłużyć czas reakcji i zwiększyć ryzyko błędów.

W tę samą logikę wpisuje się także irańskie „polowanie” na latające cysterny. Bez nich lotnictwo USA, operujące na dużych dystansach, traci zdolność do utrzymania wysokiej intensywności działań.

To przykład walki systemowej, w której celem nie jest fizyczne zniszczenie przeciwnika, lecz zakłócenie jego działania – „oślepienie” i ograniczenie zdolności do prowadzenia operacji. W warunkach ograniczonych zasobów taka strategia pozwala Iranowi generować efekty niewspółmierne do skali użytych środków.

—–

Jednym z kluczowych elementów irańskiej strategii jest zdolność do rozszerzania konfliktu poza bezpośrednie pole walki. Teheran od lat rozwija koncepcję tzw. eskalacji poziomej, polegającej na przenoszeniu napięcia i działań zbrojnych na inne obszary regionu.

Z tym mechanizmem ściśle powiązana jest zdolność Iranu do prowadzenia działań pośrednich, z wykorzystaniem powiązanych aktorów w regionie. Sieć relacji polityczno-wojskowych, budowana przez lata, pozwala Teheranowi oddziaływać na sytuację bezpieczeństwa bez konieczności bezpośredniego angażowania wszystkich własnych sił.

W praktyce oznacza to, że konflikt nie ogranicza się do wymiany uderzeń między dwoma państwami. Może obejmować zarówno cele wojskowe, jak i infrastrukturę energetyczną, szlaki transportowe czy instalacje o znaczeniu gospodarczym w różnych częściach Bliskiego Wschodu. Nawet incydentalne ataki na tego typu cele wywołują efekt wykraczający poza wymiar militarny – wpływają na rynki surowcowe, bezpieczeństwo żeglugi i stabilność regionu jako całości. To dlatego proirańskie milicje w Iraku atakują bazy i personel amerykański, a ruch Huti w Jemenie uderza w żeglugę na Morzu Czerwonym.

Z perspektywy operacyjnej oznacza to, że przeciwnik – mimo przewagi militarnej – musi działać na wielu kierunkach jednocześnie. Ochrona baz, infrastruktury krytycznej i linii komunikacyjnych zaczyna pochłaniać znaczną część dostępnych zasobów, ograniczając możliwość koncentracji siły w jednym, decydującym miejscu.

Jakie jeszcze czynniki mają wpływ na to, że Iran – wbrew zapowiedziom części amerykańskich komentatorów – nie okazał się chłopcem do bicia? O tym w dalszej części tekstu, który opublikowałem w portalu TVP.Info – oto link do tego materiału.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Oślepianie

Wbrew oczekiwaniom Donalda Trumpa, Iran dalej walczy. A irańskie uderzenia rakietowe i dronowe coraz częściej wymierzone są w krytyczną amerykańską infrastrukturę wojskową.

Najpoważniejszym incydentem z ostatnich dni pozostaje atak na bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej z 27 marca. Według informacji pochodzących z amerykańskich źródeł wojskowych oraz analiz materiałów satelitarnych, uderzenie miało charakter złożony i obejmowało zarówno pociski balistyczne, jak i bezzałogowce. Trafiona została infrastruktura lotnicza oraz płyta postojowa, gdzie znajdowały się samoloty wsparcia. W wyniku ataku zniszczeniu uległ samolot wczesnego ostrzegania E-3 Sentry, a uszkodzone zostały również inne maszyny, w tym tankowce KC-135. Rannych zostało kilkunastu żołnierzy amerykańskich.

Utrata E-3 Sentry ma znaczenie wykraczające daleko poza sam wymiar sprzętowy. To jedna z kluczowych platform systemu dowodzenia i kontroli operacji powietrznych – powietrzne stanowisko kierowania, które zapewnia rozpoznanie radiolokacyjne dalekiego zasięgu, koordynację działań lotnictwa oraz integrację obrony powietrznej. Flota tych maszyn jest przy tym bardzo ograniczona – siły powietrzne USA dysponują obecnie kilkunastoma egzemplarzami (około 15–16), z czego tylko część pozostaje w stałej gotowości operacyjnej. W praktyce oznacza to, że utrata choćby jednej maszyny realnie zmniejsza zdolność do utrzymania ciągłej świadomości sytuacyjnej nad rozległym obszarem Zatoki Perskiej.

Nie jest to zresztą incydent odosobniony. W poprzednich dniach irańskie uderzenia doprowadziły również do uszkodzenia kilku samolotów tankowania powietrznego KC-135, które stanowią niezbędne zaplecze dla operacji lotniczych na dużych dystansach. Bez nich amerykańskie lotnictwo traci możliwość długotrwałego utrzymywania obecności nad teatrem działań i prowadzenia intensywnych operacji uderzeniowych.

Zestawienie tych strat nie pozostawia większych wątpliwości co do logiki działań Iranu. Teheran nie koncentruje się na niszczeniu samolotów bojowych, lecz uderza w elementy, które umożliwiają ich skuteczne użycie – systemy rozpoznania, dowodzenia i wsparcia. To strategia ukierunkowana na stopniowe „oślepianie” i „unieruchamianie” przeciwnika.

Zamiast prób bezpośredniej konfrontacji z przewagą technologiczną Stanów Zjednoczonych, Iran prowadzi działania wymierzone w fundamenty tej przewagi. Uderzenia w systemy rozpoznania i wsparcia nie przynoszą spektakularnych efektów w krótkim czasie, ale stopniowo ograniczają zdolność przeciwnika do prowadzenia operacji na dużą skalę. Jeśli ten trend się utrzyma, może to oznaczać, że amerykańska dominacja powietrzna w regionie – dotąd uznawana za bezdyskusyjną – stanie się znacznie bardziej warunkowa.

Bardziej rozbudowany irański update – który przygotowałem dla portalu „Polska Zbrojna” –  znajdziecie pod tym linkiem.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Zniszczony E-3 Sentry/fot. za OSINTtechnical

Logistyka!

– Logistyka decyduje dziś o tempie i skuteczności działań bojowych – mówi gen. bryg. Witold Bartoszek, zastępca dowódcy – asystent ds. wsparcia w Dowództwie NATO ds. Szkolenia Bojowego, Wsparcia i Pomocy Siłom Zbrojnym Ukrainy (NSATU). Jak podkreśla, wojna w Ukrainie pokazuje, że kluczowe stają się rozproszone systemy zaopatrzenia, nowe technologie i coraz szersze wykorzystanie dronów.

Marcin Ogdowski: Wojna w Ukrainie pokazała ogromne znaczenie zaplecza logistycznego. Czy można dziś powiedzieć, że o powodzeniu operacji decyduje nie tylko manewr i ogień, lecz także sprawność dostaw i zabezpieczenia wojsk?

Witold Bartoszek: Już na samym początku pełnoskalowej wojny siły zbrojne Ukrainy pokazały, jak wielkie znaczenie ma logistyka. Potrafiły rozpoznać słabe strony rosyjskiego systemu zaopatrzenia i skutecznie je wykorzystać. Jednocześnie same szybko zmieniły sposób działania – rozproszyły zapasy, ograniczając ryzyko ich zniszczenia, a do transportu zaopatrzenia zaczęły szeroko wykorzystywać także cywilne pojazdy. Dzięki temu amunicja, paliwo czy sprzęt mogły docierać do walczących oddziałów nawet w bardzo trudnych warunkach. To pokazuje, że logistyka – choć często działa w tle – ma dziś ogromny wpływ na przebieg działań bojowych.

Jednym z najbardziej widocznych zjawisk tej wojny jest szybkie wprowadzanie nowych technologii. Jak bardzo zmieniają one sposób prowadzenia działań i ich zabezpieczenia?

Nowe technologie stały się jednym z kluczowych elementów tej wojny. Widzimy to praktycznie każdego dnia. Ukraińskie siły zbrojne bardzo szybko wdrażają rozwiązania cyfrowe – zarówno w zarządzaniu zasobami, jak i w procesie podejmowania decyzji. Do tego dochodzą systemy dronowe i antydronowe, rozwój walki radioelektronicznej czy coraz szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji. Wszystko to sprawia, że współczesne pole walki wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Co ciekawe, Ukraina zaczyna już nawet eksportować część swoich rozwiązań technologicznych, na przykład do państw Zatoki Perskiej.

(…)

Wzdłuż linii frontu powstała dziś kilkudziesięcio-kilometrowa strefa, w której praktycznie każdy ruch może zostać wykryty przez drony lub systemy rozpoznania. Jak wpływa to na organizację logistyki?

Przede wszystkim wymusza dużo większą ostrożność i racjonalne gospodarowanie zasobami. Każdy transport czy ruch pojazdów musi być dobrze przemyślany, bo łatwo może zostać wykryty i zniszczony. Dlatego ogromnego znaczenia nabiera planowanie dostaw i odpowiednie rozłożenie ich w czasie. Logistyka musi być dziś bardziej elastyczna i działać w sposób rozproszony, aby ograniczyć ryzyko strat.

Drony coraz częściej wykonują zadania, które jeszcze niedawno były domeną ludzi – nie tylko rozpoznanie czy ataki, lecz także transport zaopatrzenia. Czy to początek logistycznej rewolucji na polu walki?

Można tak powiedzieć. Nawet na poziomie niewielkich pododdziałów – sekcji czy drużyny – wykorzystuje się dziś kilka różnych dronów jednocześnie. Jeden może transportować amunicję lub żywność, inny prowadzić obserwację, kolejny chronić grupę przed dronami przeciwnika, a jeszcze inny wykonywać zadania uderzeniowe. Jeśli w działaniach logistycznych zaczynamy wykorzystywać tak szeroki zestaw bezzałogowców, to rzeczywiście mamy do czynienia z dużą zmianą w sposobie zabezpieczenia działań bojowych.

Jednym z najważniejszych wniosków z wojny jest konieczność rozproszenia zapasów i infrastruktury logistycznej. Czy oznacza to odejście od dużych baz na rzecz wielu mniejszych punktów zaopatrzenia?

Tak, ale musi to być robione rozsądnie i z uwzględnieniem skali działań. W praktyce oznacza to tworzenie wielu mniejszych miejsc przechowywania zapasów – zarówno w infrastrukturze wojskowej, jak i cywilnej, a także w obiektach mobilnych czy polowych. Podobnie zmienia się sposób prowadzenia napraw sprzętu. Coraz częściej to mobilne zespoły serwisowe zbliżają się do walczących pododdziałów, aby szybciej przywrócić sprzęt do działania. W tradycyjnym podejściu uszkodzony sprzęt wycofywano daleko na tyły, co dziś bywa zbyt czasochłonne.

Kluczowe jest też odpowiednie planowanie dostaw – czyli ustalenie, co, gdzie i kiedy powinno trafić do walczących oddziałów. Najważniejsze pozostają oczywiście amunicja, paliwo, żywność oraz części zamienne.

Czy państwa NATO – w tym Polska – są przygotowane do działania w tak rozproszonym systemie logistycznym?

To jedno z wyzwań. Podczas ćwiczeń trzeba jak najbardziej realistycznie odtwarzać sytuację na polu walki – zarówno pod względem zagrożeń, jak i warunków terenowych czy skali działań. Bardzo ważne jest budowanie świadomości sytuacyjnej i ćwiczenie reakcji na rozwój wydarzeń.

Trzeba jednak pamiętać, że ćwiczymy w warunkach pokoju, co z prawnego punktu widzenia wprowadza pewne ograniczenia. Nie zawsze możemy na przykład w pełni wykorzystywać cywilną infrastrukturę czy środki transportu. Dlatego część rozwiązań warto przygotowywać wcześniej na poziomie planowania – poprzez gry wojenne i odpowiednie dokumenty, które mogłyby zostać uruchomione w sytuacji kryzysu lub wojny.

(…)

Gdyby miał Pan wskazać jedną najważniejszą lekcję z tej wojny dla polskich logistyków wojskowych – jaka by ona była?

Często powtarzamy zasadę „train as you fight” – ćwicz tak, jak będziesz walczył. Warto naprawdę wziąć ją sobie do serca. Wojna w Ukrainie pokazuje, jak ogromne znaczenie logistyka ma już od pierwszych godzin konfliktu.

Oczywiście nie wszystkie doświadczenia można przenieść wprost do polskich sił zbrojnych. Ale powinniśmy uważnie je analizować i wyciągać wnioski. Dzięki temu łatwiej będzie nam dostosować zarówno planowanie, jak i praktyczne działania logistyczne do realiów współczesnego pola walki.

Dziękuję za rozmowę.

Całość wywiadu, który przeprowadziłem dla portalu „Polska Zbrojna”, znajdziecie pod tym linkiem.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Wspieraj Autora na Patronite

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Ukraiński pojazd autonomiczny służący do ewakuacji rannych i dostaw amunicji/fot. SzG ZSU